tw: żałoba
Jakiś czas temu
Promyk siedziała i całą sobą wchłaniała słowa Jagienki. Kotka mówiła i mówiła, a Promyk tylko nastawiała uszu. Coś jednak w tym śmierdzącym miejscu było ciekawe i nie były to zioła! Kotka miała takie… ciekawe życie. Znacznie ciekawsze niż to, co Promienna Łapa mogła przeżyć przez całe swoje życie w tym zacisznym klanie. Nic nie zapowiadało żadnych zmian dla młodej uczennicy. Zawsze tylko to samo polowanie, to samo łóżko, ten sam patrol wokół tej samej granicy. Praca medyka wydawała się być chociaż odrobinę ciekawsza. Jednak Promyk nie oddałaby swojego treningu na wojownika za nic w świecie. Nawet jeśli to trochę monotonne.
— Zanudzić?! W żadnym wypadku Jagienko! Wszystko, co mówisz jest… bardzo ciekawe! — Promyk uniosła uszy, chyba po raz pierwszy odkąd weszła do tego śmierdzącego miejsca. — Twoje życie jest takie ciekawe, że aż chce się siedzieć i słuchać godzinami! Z pewnością przeżyłaś więcej niż ktokolwiek inny w tym klanie! — Promyk machnęła ogonem i nachyliła się nieco w kierunku kotki, aby spojrzeć jej w oczy. — Dziękuję, że się ze mną tym podzieliłaś! — uśmiechnęła się szeroko do niej.
Promyk odwiedzała Jagienkę, kiedy miała okazję. Kotka była ładna, przyjazna i ciekawa, nawet jeśli przesiadywała w takim cuchnącym miejscu jak dziura medyka. Było warto, tak więc uczennica wykorzystywała każdy pretekst, aby się tam zjawić, jeśli nawet żeby zamienić parę słów z kotką.
Zwłaszcza że Jagienka niedawno otrzymała swoje pełne imię. Jagnięcy Ukłon… pasowało do niej bardzo.
— Cześć Jagnięcy Ukłonie! — mruknęła Promyk, kiedy zastała medyczkę w jej legowisku.
— Dzień dobry Promienna Łapo. Co cię dzisiaj sprowadza? — kotka przechyliła głowę na jej widok i uśmiechnęła się. Promyk od razu zrobiło się nieco raźniej, zwłaszcza że ostatnio nikt się nią za bardzo nie przejmował. Źródlana Łuna była zajęta dziećmi, a Psotka zaangażowana była w swoje własne sprawy. Jej brat ciągle skakał od kota do kota, więc nie poświęcał jej za wiele czasu. A Tawuła? No cóż. Ona już była wojowniczką i rzadko zwracała na nią uwagę. Czasami zamieniły słówko czy dwa jak to z siostrami bywa, ale ta więź, którą miały za kocięcia się trochę rozmyła. Promyk czuła się trochę samotna i odizolowana pośród tłumu kotów. Dlatego też znajomy uśmiech poprawił jej humor.
— Przyniosłam trochę mchu i pajęczyn. Psotny Nietoperz mnie po nie wysłała, bo dzisiaj nie było treningu. — Kotka machnęła ogonem niezadowolona, po odłożeniu patyka z dziełem jakiegoś pająka. — Mewy robią się coraz bardziej nieznośne… — dodała po chwili.
— Dziękuję! — Jagienka zdjęła z jej pleców mech, który odłożyła na jego właściwe miejsce. — Mewy… aż tak dużo problemów sprawiają? — Promyk przytaknęła na jej słowa.
— Tak… W końcu… Zrzuciły mojego wujka z klifu, kiedy z nimi walczył. — Promyk nieco spochmurniała.
— Chcesz o tym porozmawiać? — Jagienka posłała jej zmartwione spojrzenie. Promyk uśmiechnęła się. Jej oczy nadal były bardzo śliczne, jeju!
— Nie trzeba. Tęsknię za nim, ale każdego to kiedyś czeka. Już się z tym trochę pogodziłam. Chociaż trochę cicho w moim życiu bez niego. — przyznała. Ale rzeczywiście. Nie płakała za nim jakoś mocno, ale tęskniła bardzo. — Ale pomyślałam, że… Mogłabym wziąć po nim imię.
— Oh… To bardzo słodko z Twojej strony! — Jagienka usiadła niedaleko i zmierzyła ją tymi swoimi łagodnymi ślepiami.
— Wiem. Promienne Słońce… przynajmniej tak mogę go zapamiętać! — Promyk uśmiechnęła się szeroko. — Przynajmniej jego kawałek!
— Promienne Słońce! Brzmi bardzo pięknie!
— Nie piękniej niż Twoje imię! Jagnięcy Ukłon tak dobrze do ciebie pasuje! — mruknęła uczennica. — Idealnie odzwierciedla całą Ciebie!
— Tak myślisz? — Jagienka opuściła wzrok, a Promyk zaczęła kiwać intensywnie łebkiem.
Niedługo przed atakiem na mewy
Promyk siedziała, wpatrując się we własne łapy. Zakaz wychodzenia z obozu trzymał ją w miejscu jak na smyczy. Bardzo krótkiej smyczy. Energia rozpierała ją od środka, a mimo to Promyk siedziała w miejscu. Czekała. Czekała na moment, kiedy będzie mogła pozbyć się problemu, który jej doskwierał.
Bowiem kiedy nie mogła biegać po lesie i zajmować swoich łap pracą, jej myśli krążyły. I jej to nie odpowiadało. Każda z tych myśli wywoływała u mniej coraz większy dyskomfort. Uczucia nie były jej silną stroną, zwłaszcza te negatywne. Więc smutek, złość i żal jaki czuła były czymś nietypowym, czymś niechcianym. Nie mogła z tym nic jednak zrobić. Wokół obozu nie było wystarczająco pracy dla wszystkich łap i właściwie nie miała czym się zająć. Psotny Nietoperz wyszła z porannym patrolem na polowanie i nie wzięli jej ze sobą. To było normalne. Czasem ją ze sobą brali, czasem nie. Ale dzisiaj wyjątkowo nie pogardziłaby szansą na dobre polowanie i zażycie słońca. Świeżego powietrza! Siedzenie w miejscu tak ją irytowało!
— No dobra! Znajdź sobie coś do roboty! — Mruknęła i wstała. Jednak jej myśli nie opuszczały jej. Wspomnienia wujka i ich rozmów przy wyjściu do obozu. Jej tatko, który codziennie poprawiał jej grzywkę, kiedy za bardzo opadała jej na oczy. Ten sam tatko, którego ciało przyniesiono do obozu. Ten sam tatko, którego już nie zobaczy. Żal ścisnął jej serce i łzy wypełniły oczy, ale żadna z nich nie uciekła. Promyk nie chciała płakać. Mewy zabrały jej tak wiele, nie zabiorą jej siły! Zemści się! W końcu już zapisała się do tego całego ataku! Może od razu zdobędzie swoje imię.
Na razie jednak utknęła w obozie, w którym nikt od niej niczego nie chciał. Wszyscy mieli swoje sprawy i nikt nawet nie chciał z nią pogadać. Napięcie w obozie można było wręcz ciąć pazurem, więc nic dziwnego. Promyk nie miała im tego za złe, chociaż było jej trochę samotnie. Jej łapy, może trochę nieświadomie, poprowadziły ją pod wejście do legowiska medycznego. Może Jagienka będzie miała chwilę albo będzie potrzebowała pomocy.
— Cześć Jagnięcy Ukłonie. — W kroku Promiennej Łapy brakowało tej żwawości i energii, która jej zazwyczaj towarzyszyła. I Jagienka wyglądała, jakby to dostrzegła do razu.
— Wszystko okej? — spytała. — Potrzeb jesz czegoś? Problem medyczny czy może chcesz pogadać? — Promyk spojrzała na starszą kotkę.
— Nie wiem. Chyba stresuję się walką z mewami…
<Jagnięcy Ukłonie?>
[939 słów]
[19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz