— Wiesz... W życiu trzeba zawsze wybierać między prezencją a wygodą. Niektórzy przesadzają w jedną lub drugą stronę, ale liczy się, że znajdzie się równowaga. Na przykład spójrz na mnie. — Wypiął pierś i podniósł łeb do góry, gładząc się po kryzie jedną z łap. — Ja nie dość, że jestem urodziwy i zadbany, chociaż nie śmierdze śliną i nie błyszczę się od niej tak jak moja siostra Wężyna, to jeszcze świetnie sobie radzę z moimi obowiązkami. Ale taka podzielność, zachowanie tak niesamowitej równowagi, jest bardzo trudne, a dla wielu w ogóle niemożliwe do pogodzenia.
— Czyli wszystkiego, czego szukam, mam tutaj? Kocura do tańca oraz zadań bojowych? — powiedziała rozbawiona, pół żartem, pół na poważnie.
Z ich długiej rozmowy wynikało, że typ kocura, który chciałby również kocięta, był cały czas pod jej nosem. Jednak, czy teraz nie wyszłaby na zdesperowaną kocicę, żeby rzucać się na przyjaciela i zakładać z nim rodziny? Tak bez żadnych emocji romantycznych? Pamiętała, co mówiła Porą Zielonych Liści Złocistemu Widlikowi, że chciała tylko własne kocięta, nieważne jakim kosztem. Zastrzygła zakłopotana uchem, samej nie wiedząc, co sądzić o jej myśli, która wdarła się do jej umysłu niczym żmija.
— Chociaż powiedziałabym, że czasami się zapominasz i zdarza ci się świecić od śliny — dodała już szybciej, żeby nie brzmieć podejrzanie. Wskazała na jego kryzę, gdzie miała być tam domniemana ślina.
Zerknął w to miejsce, a jego oczy zalśniły ze wstydu. Odwrócił wzrok i wydął policzki.
— To pewnie dlatego, że dzieliłem rano języki z Rosiczkową Kroplą... Ona ma te same geny co Wężynowy Splot, więc trudno jej zrozumieć, że nie każdy lubi pachnieć niczym wnętrze pyska — wyburczał. Początkowo był tak zmieszany ową uwagą, że zapomniał o pierwszej części wypowiedzi kotki. Wcisnął pysk głębiej w puchatą pierś.
— Jeśli nie przeszkadza ci to jedno zbyt wylizane pasemko, to najwidoczniej tak. Nie wiem, jakim cudem jeszcze myślisz, że znajdziesz coś lepszego niż to, co siedzi ci przed pyskiem. No chyba że próbujesz ukarać swoje niepokalane pociechy jakąś wrodzoną głupotą; wtedy polecam mojego brata. On już ma dużo doświadczenia.
Trzcinowy Szmer zmieszana widziała, że Żmijowcowa Wić również nie wyglądał na zrelaksowanego ich rozmową.
— Nie zamierzam ich pokarać i wątpię bym chciała jeszcze bardziej się podkładać Mandarynkowej Gwieździe, skoro nie ufa twojemu bratu... Poza tym... — zawahała się. — Wydajesz się równie zmieszany co ja. Na pewno chcesz o tym rozmawiać? — Dała Kocurowi możliwość zakończenia rozmowy.
Osobiście chciałaby jeszcze pociągnąć ten temat, bo dałaby naprawdę wiele, by mieć własne kocięta, a tym bardziej z kimś z klanu, jednak była to ich pierwsza taka długa rozmowa, która stopniowo zmieniała się z żarcików i śmieszków na poważniejsze tematy. Ważne pytanie też brzmiało, czy Żmijowcowa Wić również tego chciał? Inaczej nie musieli wchodzić w głębsze i bardziej niewygodne pytania.
— Bo wiesz wcale nie musimy... — Nawet nie umiała dokończyć zdania. Chociaż, czy musiała? Żmijowcowa Wić na pewno ją rozumie.
Położył uszy po sobie. Wąsy mu zadrgały. Widziała, że próbował uciec wzrokiem.
— N-nie... Przecież tylko sobie żartujemy — zaśmiał się. — Chyba, że... Chyba że nie żartujemy... — Słowa ledwo opuściły jego ściśnięte gardło.
Pokręciła poważnie głową.
— Nie żartujemy. Nie brzmimy, jakbyśmy żartowali — powiedziała ostrożnie, jednak na tyle stanowczo, by jej przyjaciel się namyślił.
Odkaszlnął speszony.
— T-tak... Tak, to prawda. Dwójka dorosłych kotów nie żartuje na takie tematy. Na pewno nie, kiedy oboje mają ten sam cel — powiedział. — Ale wiesz... Jeśli robisz to z jakiegoś żałosnego poczucia winy, bo nie umiem sobie nikogo znaleźć, to nie mów tego na głos. — Spróbował nieco rozluźnić atmosferę.
Trzcinowy Szmer uśmiechnęła się delikatnie rozbawiona zdaniem kocura.
— Oczywiście głuptasie, że nie robię tego, bo jest mi ciebie żal. Mam inne cele, które, o dziwo, pokrywają się z twoimi. Wiesz... Jeszcze mamy czas, więc możesz na spokojnie przemyśleć naszą rozmowę. Jak będziesz chciał, to możemy jeszcze później o tym porozmawiać — wstała ociążale i lekko pacnęła go ogonem, jak to miała w jej zwyczaju. — Widzimy się jutro na patrolu, ja za to uciekam na polowanie — urwała ich rozmowę.
* * *
Po rozmowie z Mandarynkową Gwiazdą
Trzcinowy Szmer nie śmiała się sprzeciwić żądaniom Mandarynkowej Gwiazdy, szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Wiedziała, że przywódczyni miała ją w garści, a ona u niej dług wdzięczności, za to, że ją również nie zdegradowała do roli ucznia albo więźnia, tylko dlatego, że jej rodzice okazali się zdrajcami.
Miała od teraz pilnować Żmijowcową Wić i zamierzała wypełnić swoje zadanie celująco. Wątpiła, czy kocur rzeczywiście był w stanie zagrozić tronu Mandarynkowej Gwieździe. Wiedziała, jak buras strasznie się starał odbudować zaufanie u liderki, jednak Wężynowy Kieł wraz z Błękitną Laguną musieli to wszystko zepsuć. Był to przykry widok dla Trzcinowego Szmeru i sama została wciągnięta w ten wir podejrzeń oraz walkę o władzę, jako szpieg jej ukochanego przyjaciela, z którym ostatnio zbliżyły ich wspólne cele.
Weszła do obozu, wymijając wszystkich i siadając obok Żmijowcowej Wici.
— Cześć, chcesz pójść na trening wraz ze mną i Rezedową Łapą? Musisz troszkę przycisnąć do rywalizacji Lawendową Łapę, a Rezedowej Łapie przyda się wycisk. Trzeba ukatrupić lenistwo! — zaśmiała się i szturchnęła kocura.
Wojownik prychnął na jej zaczepkę i poprawił swoją kryzę, która została niezdarnie skołtuniona.
— Jasne, rywalizacja uczniów dobrze im zrobi — odpowiedział, jednak nie zauważyła w jego oczach dawnej iskry, która świadczyła, że kocur się z nią przekomarza. Wyglądał na zamyślonego i zawstydzonego. Wiedziała, o czym tak rozmyślał.
Machnęła ogonem do Rezedowej Łapy, który właśnie plotkował wśród uczniów oraz do Lawendowej Łapy, która znajdowała się również w tej grupce młodych kotów, żeby do nich podeszli.
— Nie musisz się aż tak tym przejmować, liczy się cel, a nie tylko sama droga, Żmijowcowa Wicio — powiedziała przyciszonym głosem, żeby nikt inny ich nie podsłuchał. — Taka jest część życia i przyszła ta pora na nas.
Kocur przez chwilę milczał.
— Może jeszcze nie teraz… Zbliża się pora Nagich Drzew, lepiej by było się przygotować, żeby kocięta nie przeżywały tych strasznych mrozów.
Skinęła krótko głową, nie mając czasu na odpowiedź, gdyż ich uczniowie do nich podeszli.
— Idziemy na sparing — ogłosiła, lustrując uważnie ostrym wzrokiem swojego ucznia.
Bez ociągania, wszyscy w czwórkę wyszli z obozu. Oboje mentorów było zamyślonych. Wiedziała, co dokładnie zaprząta myśli Żmijowcowej Wici, jednak w jej głowie odbijał się poważny wyraz pyska Mandarynkowej Gwiazdy, która uczyniła ją szpiegiem Żmijowcowej Wici. Czy dobrze postępuje, chcąc wejść w związek z kocurem, którego szpiegowała? Co powiedziałaby na to przywódczyni? Co było dla niej ważniejsze? Rozkaz przywódczyni, czy jej marzenie, w posiadaniu kociąt? Mogła przecież połączyć obie rzeczy w jedną. Posiąść potomstwo oraz pilnować Żmijowcową Wić. Kiedy wylądowałaby w żłobku, to wymagałaby, żeby buras ją często odwiedzał, więc mogłaby mieć go ciągle na oku. To było sprytne.
* * *
Aktualne
Pora Nagich Drzew była naprawdę brzydka, jednak nie tak straszna, jak poprzednia. Mrozy nie zaganiały kotów do legowisk, tylko była plucha i często padało. Osobiście Trzcinowemu Szmeru to nie przeszkadzało, gdyż jej futerko szybko schło w legowisku wojowników oraz woda, to był nieodłączny żywioł, z którym jako wojowniczka Klanu Nocy miała ciągłą styczność.
Weszła do obozu i rzuciła stertę zwierzyny, jedną mizerną kaczkę. Cały patrol nie miał dzisiaj dobrego dnia, jednak zwierzyny i tak nie brakowało. Po słowach Żmijowcowej Wici wyobrażała sobie, że będzie się trzęsła na posłaniu każdej nocy, kiedy tylko mocniej zawieje wiaterek, i zgodziła się, że nie byłby to odpowiedni czas na planowanie kociąt. Jednak pogoda okazała się łaskawa, tak jakby chciała, żeby to właśnie ona mogła mieć swoje kocięta.
Z legowiska wojowników wyszedł akurat Żmijowcowa Wić. Sam Klan Gwiazdy położył go przed nią, jak na tacy. Nie miał szans jej uniknąć. Podeszła do niego żwawym krokiem i zagrodziła mu drogę.
— Chcesz wyjść na krótki spacer? Myślę, że miałeś nawet dużo czasu do zastanowienia się — mruknęła przyciszonym głosem.
Ich pyski były bardzo blisko siebie, a wibrysy się ze sobą stykały.
< Żmijowcowa Wicio? Jakiś plan na kociaki? 🐱💞🐱>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz