To coś podeszło spokojnie do kocura, zdziwione, że tak ktoś na jeno zareagował. Było to w dużej odległości od niego, choć nie umiał się skupić, na jakiej, bo nadal się krztusił, a oczy miał tak załzawione, że nie umiał określić co to.
— A Tobie to co? Myślałam, że koty z wiekiem zdobywają wiedze, a nie ją tracą. Ryby nie powinny Cię zjeść — słysząc, że to gada, jeszcze bardziej się zakrztusił. Gadający borsuk?! Klanie Gwiazdy, czego jeszcze nie było na tym świecie... Miał tylko nadzieję, że to go nie zje.
— Nie zbliżaj się do mnie! Chce jeszcze żyć — położył się wyczerpany na ziemi, ocierając łzy z oczu. Jak dobrze, że przestał się krztusić, już myślał, że spotka się z Pluskającym Potokiem. Chciał się obrócić, ale coś się rzuciło na niego, śmiejąc się i szydząc. Nie mógł na razie wstać. Poczuł łapę, która go przyciskała do ziemi. Przynajmniej teraz wiedział, że to nie był borsuk. Bo łapy takiego, zwykle były większe od kocich. Przynajmniej teraz wiedział, że błędnie ocenił sytuację.
— Za późno, wielka ja dokończę robotę, abyś nie musiał już tonąć nigdy — dokończyć robotę?! Czy ona chciała go zabić? Klanie Gwiazdy, ratuj!
— Ki–... kim jesteś! Nie zabijaj mnie, mam rodzinę! — zawodził błagalnie, chcąc żyć, tak bardzo nie chciał zostać zabity przez jakąś samotniczkę. Chciał jeszcze zobaczyć swoją żonę i przeżyć starość, nie chciał tak skończyć.
Kotka po jakimś czasie wreszcie go puściła, przewracając oczami. Był zdziwiony, bo myślał, że go zadrapie, ale w sumie dobrze dla niego. W takim wieku rany się nie goiły dobrze. Gdyby miał jakąś dostać teraz, to...
— A to mówią, że pieszczochy nie nadają się do życia w lesie — zaśmiała się głośno, po czym podeszła do wody. Łapą lekko chlapnęła na niego.
— Masz moją łaskę — parsknęła. — Znajdź może jakiegoś sieciarza, który się Tobą zaopiekuje, bo nie wiem, czy tak się zachowując, przeżyjesz — jakiego sieciarza, o czym ona mówiła? Pewnie jakieś dziwne stworzenie.
— Nie, dzięki— nie potrzebował żadnego sieciarza, czymkolwiek to było. Zmierzył ją wzrokiem. Skąd ona była, że znała takie słownictwo? Może była pieszczoszką? Chociaż raczej była, bo mu to zasugerowała. Mieszkając na farmie kiedyś z Jabłkowym Plackiem, też widział dwunożnych którzy dbali o farmę, może więc ci sieciarze to był rodzaj dwunożnych którzy dbali o coś innego?
— Na pewno? Bo jak pieszczoch w sumie już się poddajesz — dodała nieznana kotka, nie próbując odpowiedzieć na jego pytanie. — A teraz może poszedłbyś z drogi i się stąd usunął. To jest moje miejsce na ryby — jej miejsce? Od kiedy niby? Nie chciał już mieć problemów z młodą kotką, więc odszedł bez żadnego pożegnania. Nie chciał się kłócić o głupie miejsce nad rzeką, mógł złowić coś gdzieś dalej. Stary kocur poszedł z nurtem rzeki i pustymi łapami, szukając lepszego miejsca na łowienie ryb.
<Nieznajoma?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz