Do dwójki doszedł już Tygrysia Noc i skinął im głową na przywitanie, tuż za nim dołączył Wilczy Skowyt i wykonał ten sam gest co Tygrysia Noc. Gdy wszyscy już byli zebrani, Pustułkowy Szpon skinął w stronę dwóch kocurów, nie siląc się już na słowne przywitania.
Kocimiętkowy Wir wyglądała na lekko zestresowaną. Przełknęła jednak ślinę, próbować zachować powagę.
— Skoro już wszyscy są, to możemy iść — oznajmiła, jako pierwsza wybywając z obozu. Kiedy tylko mistrzyni wydała rozkaz, Pustułkowy Szpon poczekał chwilę, by znaleźć się na końcu ich niewielkiej grupy. Tygrysia Noc dreptał za Kocimiętka, a czekoladowy wojownik szedł powoli za Kocimiętka i Tygrysem. Nigdy nie spotkał Potwora ani Dwunożnego, kto wie, czy dzisiaj się to zmieni. Wilczek machnął ogonem i podszedł bliżej rudej „rywalki”.
Grupa powoli zaczęła zbliżać się do Opuszczonego Obozowiska. Z każdym ich kolejnym krokiem hałas dobiegający zza rzeki robił się coraz głośniejszy. Ruda kotka widocznie bała się, że gdy znowu przejdzie przez rzekę, spotka coś równie okropnego. Jak wtedy, gdy wraz z Księżycem odnalazła martwe ciało Barczatki.
— Może… powinniśmy zrobić chwilę przerwy, zanim tam pójdziemy? — zaproponowała. — Będziemy musieli przepłynąć przez rzekę. Czy każdy z was potrafi jakkolwiek pływać? — mruknęła spokojnie, jednak jej ogon drżał nerwowo. Chwilę po tym zastępca przywódczyni się odezwał:
— Możemy zrobić przerwę, a rzeka nie powinna być problemem. Z tego, co mi wiadomo, to nawet twój uczeń dał radę — mruknął, podchodząc do wody.
Tygrysia Noc przytaknął na słowa zastępcy.
— Tak, powinnyśmy sobie z nią poradzić — mruknął, po czym spojrzał na czekoladowego wojownika. — A Ty? Też dasz radę? — zapytał.
Wilczy Skowyt na chwilę odcięty od rzeczywistości odpowiedział mu po czasie:
— Hm? Ach, raczej tak, chociaż moje jedyne przeżycie z rzeką to, to jak się prawie w niej utopiłem jako kociak — mruknął.
Cała czwórka już miała pakować się do wody, gdy nagle do ich uszu dotarły odgłosy czyichś kroków. Były zbyt lekkie na Dwunożnego i zbyt ciężkie na zwierzynę. Ruda kotka zamarła w bezruchu, skupiając się na dźwięku kroków.
— Też to słyszeliście, prawda? — wyszeptała, przenosząc wzrok na resztę patrolu.
— Tylko głuchy by nie usłyszał — prychnął Pustułek. — Radzę się ruszyć i przepłynąć lub zniknąć z pola widzenia — dodał.
Futro na karku Tygrysiej Nocy się zjeżyło, a końcówka ogona zaczęła drżeć nerwowo.
— To jakiś lis? A może kot? — zastanawiał się, rozglądając się wokół. Wśród krzewów nie widział nic podejrzanego, ale coś niewątpliwie zbliżało się w ich stronę.
— Lisa to ty masz w głowie. Żadne zwierzę nie wydawałoby takich głośnych dźwięków! — burknął Wilczek, a potem otworzył pysk, aby może lepiej wyczuć jakiś zapach.
— Masz jakiś problem ze słuchem? — fuknęła nagle Kocimiętka, lecz zaraz potem wzięła głęboki wdech. Nie chciała dać się wyprowadzić z równowagi przez jakiegoś mysiego móżdżka. — Przecież słychać czyjeś kroki! To musi być jakieś zwierzę!
Na twarzy Pustułkowego Szponu było wręcz napisane: „No nie wytrzymam, serio”.
— Mysie móżdżki, ruszyć się! Żadne zwierzę nie stawia tak ciężkich kroków, a ja nie mam zamiaru zginać przez waszą głupotę — fuknął, jeżąc sierść wzdłuż kręgosłupa. Na to Tygrysia noc mu zaprotestował:
— A właśnie, że stawia! — miauknął oburzony.
Wilczy Skowyt mający już dosyć kłótni postanowił przerwać bełkot Tygrysiej Nocy.
— Pustułkowy Szpon ma rację, powinnyśmy ruszać dalej.
Na ruszenie dalej było już za późno. Nagle z krzewów wypadła puchata, złocista kula, która wleciała wprost w Tygrysią Noc. W biegu wyglądała niemal jak słońce sunące po niebie, lecz gdy patrol przyjrzał się jej bliżej, okazało się, że to… kot! Kocimiętkowy Wir skrzywiła się, po czym zawyła:
— Ach, to pieszczoch! To pieszczoch! — Zrobiła krok w tył. — Co ona tu robi! — Odsunęła się jeszcze bardziej, a zastępca Zalotnej Gwiazdy długo nie czekał i kiedy ruda mistrzyni wyła o pochodzeniu pieszczoszki, on od razu ruszył do Tygrysiej Nocy, by ściągnąć z niego obcą. Tygrysia Noc w jednej chwili stał, kłócąc się z resztą patrolu, a w następnej koziołkował już po ziemi. Gdy Pustułkowy Szpon ściągnął z niego nieznajomą kotkę, Tygrys wypluł z pyska kosmyk jej futra i złapał się za głowę.
— Umarłem już…? — mruknął.
Wilczy Skowyt mu odpowiedział:
— Nie umarłeś jeszcze. Ale co ten pieszczoszek w ogóle tu robi! — Zjeżyło mu się futro na karku. Kocur stanął w pozycji gotowej do walki. „Co ten pieszczoch w ogóle sobie myśli!” — pomyślał.
Kotka wydała z siebie ciche syknięcie, lecz pozwoliła się odciągnąć od rudofutrego. Dopiero po chwili, gdy została puszczona, podniosła się na cztery łapy.
— Ja… — wydukała zakłopotana — Tam… Tam jest strasznie! — mruknęła, wskazując łapa w stronę wyciętego lasu, po którym chodziły Potwory Dwunożnych.
— Byłaś tam? Coś ci się stało? — zapytała Kocimiętka. — Skąd się tam w ogóle wzięłaś? — kontynuowała przesłuchiwanie kotki.
Pustułkowy Szpon słowem się nie odezwał, dając młodszym działać, by samemu jedynie się temu wszystkiemu przysłuchiwać. Tygrysia Noc postanowił siedzieć cicho i nie męczyć pieszczoszki kolejnymi pytaniami. Kocimiętkowy Wir zalała ją ich wystarczającą ilością. Wilczy Skowyt podobnie jak Tygrysia Noc usiadł cicho z boku, zastanawiając się nad tym, skąd ta pieszczoszka się tu wzięła. Nadal mimo wszystko był ciekaw wszystkiego, co ona powie.
Nieznajoma rozejrzała się po milczących kotach, a następnie wróciła wzrokiem do rudofutrej, która zadała jej pytania.
— No, byłam... — mruknęła, spuszczając wzrok. — Jest tak głośno! Czy mówiłam już, że jest też strasznie? — kontynuowała, płaszcząc po sobie uszy. — Nie wiem, jak to się stało, ale wystraszyłam się tego hałasu, zaczęłam biec i... trafiłam tutaj!
Pieszczoszka była na tyle wystraszona, że nie mówiła zbytnio nic przydatnego.
— No dobrze, ale co tam dokładnie się stało? — spytał Pustułek, próbując uzyskać jakąkolwiek odpowiedź, która nie będzie zawierać tego, jak tam jest głośno i strasznie. Tygrysek spojrzał to na Pustułka, to na obcą.
— Może zabierzemy ją do obozu? — zaproponował, lecz już czuł na swojej skórze gniewne spojrzenia reszty. — W sensie... patrzcie, jaka jest przestraszona! W takim stanie nie powie nam nic przydatnego... A tak mogłaby ją przesłuchać Zalotna Gwiazda i wyciągnąć z niej coś więcej — wytłumaczył, uśmiechając się nerwowo.
— Jeśli Zalotna Gwiazda ją przesłucha, wyjdzie z wypadającym futrem od strachu — mruknął do siebie pod nosem Wilczek. — Nie wydaje mi się, żeby ona w ogóle chciała gdziekolwiek z nami pójść — skrzywił się lekko.
Pieszczoszka przełknęła ślinę.
— Dlaczego miałabym się bać tej... Zalotnej Gwiazdy? — odparła, marszcząc lekko brwi. — Na pewno nie może być taka zła i straszna, jak ludzie!
Kocimiętka parsknęła śmiechem, a zastępca na słowa Wilczego Skowytu, od razu spiorunował go wzrokiem.
— Może na razie skupimy się na naszym celu? — mruknął w stronę reszty patrolu. — A ty — zaczął chłodno. — Łaskawie odpowiedz na moje pytanie.
Widać było, że cierpliwość powoli mu się kończyła. Wilczy Skowyt przewrócił oczami. Za żarty przecież nikogo nie zabili. Najwidoczniej do dzisiaj.
Kotka przeniosła spojrzenie na czekoladowego kocura o jednym oku.
— No... Odpoczywałam sobie spokojnie, aż tu nagle rozległ się łomot! Poczułam, jak mi zaczął świdrować w głowie i... instynkt kazał mi uciekać, więc pobiegłam ile sił w łapach. To tyle, co wiem! Nic więcej nie mogę ci powiedzieć — mruknęła smutno, podnosząc błagalnie spojrzenie na nieznajomego. — Już od kilku dni musiałam się wsłuchiwać w te ryki! Wiesz, jak mnie od tego boli głowa?
— No dobrze, akurat przybyliśmy w podobnej sprawie. Może się przedstawisz i spróbujemy sobie nawzajem pomóc? — Pustułek nieco zszedł z tonu, kiedy w końcu dowiedział się, czego chciał. Wilczy Skowyt pozwolił sobie się wtrącić do rozmowy:
— No to... może my się przedstawimy pierwsi? Ja jestem Wilczy Skowyt, a ten dupek z jednym okiem to Pustułkowy Szpon. Ruda kotka to Kocimiętkowy Wir a ten tu obok to Tygrysia Noc.
Złocista kotka zamrugała kilkakrotnie.
— Macie bardzo ładne imiona! Takie... długie! Na mnie ludzie wołają Ula... Jest trochę nudne, nie? — westchnęła.
— Mi się podoba! — oznajmiła Kocimiętka, po czym spojrzała na Pustułka.
— Twoje imię też jest ładne, przynajmniej nie musisz marnować czas na wymowę — zażartował zastępca z lekkim uśmiechem. Rudofutry odchrząknął, też chcąc pochwalić imię pieszczoszki.
— Zgadzam się z resztą! Jest bardzo praktyczne — mruknął z uśmiechem na pysku. Wilczy Skowyt skinął głową.
— Ula? Ładnie! Wiesz może, co powodowało te ryki? Widziałaś to coś?
Na słowa Wilczego Skowytu Ula aż się zjeżyła, a jej źrenice zwęziły się do szerokości sosnowych igieł.
— Widziałam! — oznajmiła drżącym głosem. — To takie ogromne, metalowe puszki! Są gigantyczne i obalają drzewa z łatwością! Przyglądałam się im, gdy siedziałam zamknięta w puszce mojego człowieka...
Mistrzyni westchnęła zdumiona.
— Muszą być bardzo niebezpieczne! Skoro tak łatwo pokonują drzewa, to co zrobiłyby z nami? — przeraziła się.
— Zapewne to, co z Barczatkowy Świtem. Musimy się dowiedzieć, jak mamy im stawić czoła. Ten las należy do Klanu Wilka i żadni Dwunożni nas stąd nie przepędzą. — dodał Pustułek. Tygrysia Noc pokiwał głową z determinacją.
— Koniecznie! Nie będą się nam tu panoszyć jakieś łyse stworzenia! — fuknął. Wilczy Skowyt wzdrygnął się na samą myśl! Będzie musiał ostrzec partnerkę i córkę, aby nie odchodziły nigdzie daleko i nie zapędzały się w te tereny!
— Taaak… myślę, że nie damy rady Dwunożnym i ich gigantycznym puszkom skoro potrafi to powalić całe drzewo za jednym razem, to nas wciągnie w sekundę. Głupcy.
Złotofutra przybrała zmartwioną minę.
— Nie ma co się zniechęcać! Wierzę, że sobie poradzicie z tymi metalowymi puszkami i... tymi, no, Dwunożnymi! To wszystko, co niszczą, należy do natury. Należy do nas, a nie do nich! — burknęła, pusząc się ze złości. Kocimiętka też była oburzona zaistniałą sytuacją, ale nie mogli tu tak stać i rzucać słowa na wiatr.
— Dobra, wystarczy. Myślę, że powinniśmy już zawracać, bo dźwięki tych Potworów coraz bardziej mnie męczą!
— Prawda, musimy omówić to z Zalotną Gwiazdą. Ulu, czy zechcesz iść z nami? Nie masz się co się obawiać Zalotnej Gwiazdy, mogę nawet obiecać, że będę tuż obok w czasie tej rozmowy — zapewnił ją brązowy zastępca.
Rudy uśmiechnął się przyjaźnie do pieszczoszki.
— Tak! Uważam, że powinnaś z nami pójść. Bez urazy, ale w dzikim lesie Klanu Wilka raczej nie przeżyjesz zbyt długo... — miauknął żartobliwie Tygrysia Noc. Wilczek zachichotał.
— To prawda, ciężko by było…
Pieszczoszka odwróciła wzrok zawstydzona.
— Och, skoro tak nalegacie... — mruknęła. — Chyba nie mam innego wyjścia! Chętnie z wami pójdę — dodała, kompletnie ufając obcym i ich planom.
— To świetnie! Możemy już ruszać w drogę powrotną — oznajmiła Kocimiętka. Wojownicy wraz z Ulą ruszyli ponownie w podróż, tylko tym razem w przeciwną stronę. Wilczy Skowyt jednak trochę martwił się o to, czy Zalotna Gwiazda łagodnie potraktuje pieszczoszkę w ich obozie. No cóż…
— Pośpieszmy się, a zdążymy przyjść na porę posiłku! — mruknął Wilczy Skowyt do reszty Wilczaków.
Kocimiętkowy Wir wyglądała na lekko zestresowaną. Przełknęła jednak ślinę, próbować zachować powagę.
— Skoro już wszyscy są, to możemy iść — oznajmiła, jako pierwsza wybywając z obozu. Kiedy tylko mistrzyni wydała rozkaz, Pustułkowy Szpon poczekał chwilę, by znaleźć się na końcu ich niewielkiej grupy. Tygrysia Noc dreptał za Kocimiętka, a czekoladowy wojownik szedł powoli za Kocimiętka i Tygrysem. Nigdy nie spotkał Potwora ani Dwunożnego, kto wie, czy dzisiaj się to zmieni. Wilczek machnął ogonem i podszedł bliżej rudej „rywalki”.
Grupa powoli zaczęła zbliżać się do Opuszczonego Obozowiska. Z każdym ich kolejnym krokiem hałas dobiegający zza rzeki robił się coraz głośniejszy. Ruda kotka widocznie bała się, że gdy znowu przejdzie przez rzekę, spotka coś równie okropnego. Jak wtedy, gdy wraz z Księżycem odnalazła martwe ciało Barczatki.
— Może… powinniśmy zrobić chwilę przerwy, zanim tam pójdziemy? — zaproponowała. — Będziemy musieli przepłynąć przez rzekę. Czy każdy z was potrafi jakkolwiek pływać? — mruknęła spokojnie, jednak jej ogon drżał nerwowo. Chwilę po tym zastępca przywódczyni się odezwał:
— Możemy zrobić przerwę, a rzeka nie powinna być problemem. Z tego, co mi wiadomo, to nawet twój uczeń dał radę — mruknął, podchodząc do wody.
Tygrysia Noc przytaknął na słowa zastępcy.
— Tak, powinnyśmy sobie z nią poradzić — mruknął, po czym spojrzał na czekoladowego wojownika. — A Ty? Też dasz radę? — zapytał.
Wilczy Skowyt na chwilę odcięty od rzeczywistości odpowiedział mu po czasie:
— Hm? Ach, raczej tak, chociaż moje jedyne przeżycie z rzeką to, to jak się prawie w niej utopiłem jako kociak — mruknął.
Cała czwórka już miała pakować się do wody, gdy nagle do ich uszu dotarły odgłosy czyichś kroków. Były zbyt lekkie na Dwunożnego i zbyt ciężkie na zwierzynę. Ruda kotka zamarła w bezruchu, skupiając się na dźwięku kroków.
— Też to słyszeliście, prawda? — wyszeptała, przenosząc wzrok na resztę patrolu.
— Tylko głuchy by nie usłyszał — prychnął Pustułek. — Radzę się ruszyć i przepłynąć lub zniknąć z pola widzenia — dodał.
Futro na karku Tygrysiej Nocy się zjeżyło, a końcówka ogona zaczęła drżeć nerwowo.
— To jakiś lis? A może kot? — zastanawiał się, rozglądając się wokół. Wśród krzewów nie widział nic podejrzanego, ale coś niewątpliwie zbliżało się w ich stronę.
— Lisa to ty masz w głowie. Żadne zwierzę nie wydawałoby takich głośnych dźwięków! — burknął Wilczek, a potem otworzył pysk, aby może lepiej wyczuć jakiś zapach.
— Masz jakiś problem ze słuchem? — fuknęła nagle Kocimiętka, lecz zaraz potem wzięła głęboki wdech. Nie chciała dać się wyprowadzić z równowagi przez jakiegoś mysiego móżdżka. — Przecież słychać czyjeś kroki! To musi być jakieś zwierzę!
Na twarzy Pustułkowego Szponu było wręcz napisane: „No nie wytrzymam, serio”.
— Mysie móżdżki, ruszyć się! Żadne zwierzę nie stawia tak ciężkich kroków, a ja nie mam zamiaru zginać przez waszą głupotę — fuknął, jeżąc sierść wzdłuż kręgosłupa. Na to Tygrysia noc mu zaprotestował:
— A właśnie, że stawia! — miauknął oburzony.
Wilczy Skowyt mający już dosyć kłótni postanowił przerwać bełkot Tygrysiej Nocy.
— Pustułkowy Szpon ma rację, powinnyśmy ruszać dalej.
Na ruszenie dalej było już za późno. Nagle z krzewów wypadła puchata, złocista kula, która wleciała wprost w Tygrysią Noc. W biegu wyglądała niemal jak słońce sunące po niebie, lecz gdy patrol przyjrzał się jej bliżej, okazało się, że to… kot! Kocimiętkowy Wir skrzywiła się, po czym zawyła:
— Ach, to pieszczoch! To pieszczoch! — Zrobiła krok w tył. — Co ona tu robi! — Odsunęła się jeszcze bardziej, a zastępca Zalotnej Gwiazdy długo nie czekał i kiedy ruda mistrzyni wyła o pochodzeniu pieszczoszki, on od razu ruszył do Tygrysiej Nocy, by ściągnąć z niego obcą. Tygrysia Noc w jednej chwili stał, kłócąc się z resztą patrolu, a w następnej koziołkował już po ziemi. Gdy Pustułkowy Szpon ściągnął z niego nieznajomą kotkę, Tygrys wypluł z pyska kosmyk jej futra i złapał się za głowę.
— Umarłem już…? — mruknął.
Wilczy Skowyt mu odpowiedział:
— Nie umarłeś jeszcze. Ale co ten pieszczoszek w ogóle tu robi! — Zjeżyło mu się futro na karku. Kocur stanął w pozycji gotowej do walki. „Co ten pieszczoch w ogóle sobie myśli!” — pomyślał.
Kotka wydała z siebie ciche syknięcie, lecz pozwoliła się odciągnąć od rudofutrego. Dopiero po chwili, gdy została puszczona, podniosła się na cztery łapy.
— Ja… — wydukała zakłopotana — Tam… Tam jest strasznie! — mruknęła, wskazując łapa w stronę wyciętego lasu, po którym chodziły Potwory Dwunożnych.
— Byłaś tam? Coś ci się stało? — zapytała Kocimiętka. — Skąd się tam w ogóle wzięłaś? — kontynuowała przesłuchiwanie kotki.
Pustułkowy Szpon słowem się nie odezwał, dając młodszym działać, by samemu jedynie się temu wszystkiemu przysłuchiwać. Tygrysia Noc postanowił siedzieć cicho i nie męczyć pieszczoszki kolejnymi pytaniami. Kocimiętkowy Wir zalała ją ich wystarczającą ilością. Wilczy Skowyt podobnie jak Tygrysia Noc usiadł cicho z boku, zastanawiając się nad tym, skąd ta pieszczoszka się tu wzięła. Nadal mimo wszystko był ciekaw wszystkiego, co ona powie.
Nieznajoma rozejrzała się po milczących kotach, a następnie wróciła wzrokiem do rudofutrej, która zadała jej pytania.
— No, byłam... — mruknęła, spuszczając wzrok. — Jest tak głośno! Czy mówiłam już, że jest też strasznie? — kontynuowała, płaszcząc po sobie uszy. — Nie wiem, jak to się stało, ale wystraszyłam się tego hałasu, zaczęłam biec i... trafiłam tutaj!
Pieszczoszka była na tyle wystraszona, że nie mówiła zbytnio nic przydatnego.
— No dobrze, ale co tam dokładnie się stało? — spytał Pustułek, próbując uzyskać jakąkolwiek odpowiedź, która nie będzie zawierać tego, jak tam jest głośno i strasznie. Tygrysek spojrzał to na Pustułka, to na obcą.
— Może zabierzemy ją do obozu? — zaproponował, lecz już czuł na swojej skórze gniewne spojrzenia reszty. — W sensie... patrzcie, jaka jest przestraszona! W takim stanie nie powie nam nic przydatnego... A tak mogłaby ją przesłuchać Zalotna Gwiazda i wyciągnąć z niej coś więcej — wytłumaczył, uśmiechając się nerwowo.
— Jeśli Zalotna Gwiazda ją przesłucha, wyjdzie z wypadającym futrem od strachu — mruknął do siebie pod nosem Wilczek. — Nie wydaje mi się, żeby ona w ogóle chciała gdziekolwiek z nami pójść — skrzywił się lekko.
Pieszczoszka przełknęła ślinę.
— Dlaczego miałabym się bać tej... Zalotnej Gwiazdy? — odparła, marszcząc lekko brwi. — Na pewno nie może być taka zła i straszna, jak ludzie!
Kocimiętka parsknęła śmiechem, a zastępca na słowa Wilczego Skowytu, od razu spiorunował go wzrokiem.
— Może na razie skupimy się na naszym celu? — mruknął w stronę reszty patrolu. — A ty — zaczął chłodno. — Łaskawie odpowiedz na moje pytanie.
Widać było, że cierpliwość powoli mu się kończyła. Wilczy Skowyt przewrócił oczami. Za żarty przecież nikogo nie zabili. Najwidoczniej do dzisiaj.
Kotka przeniosła spojrzenie na czekoladowego kocura o jednym oku.
— No... Odpoczywałam sobie spokojnie, aż tu nagle rozległ się łomot! Poczułam, jak mi zaczął świdrować w głowie i... instynkt kazał mi uciekać, więc pobiegłam ile sił w łapach. To tyle, co wiem! Nic więcej nie mogę ci powiedzieć — mruknęła smutno, podnosząc błagalnie spojrzenie na nieznajomego. — Już od kilku dni musiałam się wsłuchiwać w te ryki! Wiesz, jak mnie od tego boli głowa?
— No dobrze, akurat przybyliśmy w podobnej sprawie. Może się przedstawisz i spróbujemy sobie nawzajem pomóc? — Pustułek nieco zszedł z tonu, kiedy w końcu dowiedział się, czego chciał. Wilczy Skowyt pozwolił sobie się wtrącić do rozmowy:
— No to... może my się przedstawimy pierwsi? Ja jestem Wilczy Skowyt, a ten dupek z jednym okiem to Pustułkowy Szpon. Ruda kotka to Kocimiętkowy Wir a ten tu obok to Tygrysia Noc.
Złocista kotka zamrugała kilkakrotnie.
— Macie bardzo ładne imiona! Takie... długie! Na mnie ludzie wołają Ula... Jest trochę nudne, nie? — westchnęła.
— Mi się podoba! — oznajmiła Kocimiętka, po czym spojrzała na Pustułka.
— Twoje imię też jest ładne, przynajmniej nie musisz marnować czas na wymowę — zażartował zastępca z lekkim uśmiechem. Rudofutry odchrząknął, też chcąc pochwalić imię pieszczoszki.
— Zgadzam się z resztą! Jest bardzo praktyczne — mruknął z uśmiechem na pysku. Wilczy Skowyt skinął głową.
— Ula? Ładnie! Wiesz może, co powodowało te ryki? Widziałaś to coś?
Na słowa Wilczego Skowytu Ula aż się zjeżyła, a jej źrenice zwęziły się do szerokości sosnowych igieł.
— Widziałam! — oznajmiła drżącym głosem. — To takie ogromne, metalowe puszki! Są gigantyczne i obalają drzewa z łatwością! Przyglądałam się im, gdy siedziałam zamknięta w puszce mojego człowieka...
Mistrzyni westchnęła zdumiona.
— Muszą być bardzo niebezpieczne! Skoro tak łatwo pokonują drzewa, to co zrobiłyby z nami? — przeraziła się.
— Zapewne to, co z Barczatkowy Świtem. Musimy się dowiedzieć, jak mamy im stawić czoła. Ten las należy do Klanu Wilka i żadni Dwunożni nas stąd nie przepędzą. — dodał Pustułek. Tygrysia Noc pokiwał głową z determinacją.
— Koniecznie! Nie będą się nam tu panoszyć jakieś łyse stworzenia! — fuknął. Wilczy Skowyt wzdrygnął się na samą myśl! Będzie musiał ostrzec partnerkę i córkę, aby nie odchodziły nigdzie daleko i nie zapędzały się w te tereny!
— Taaak… myślę, że nie damy rady Dwunożnym i ich gigantycznym puszkom skoro potrafi to powalić całe drzewo za jednym razem, to nas wciągnie w sekundę. Głupcy.
Złotofutra przybrała zmartwioną minę.
— Nie ma co się zniechęcać! Wierzę, że sobie poradzicie z tymi metalowymi puszkami i... tymi, no, Dwunożnymi! To wszystko, co niszczą, należy do natury. Należy do nas, a nie do nich! — burknęła, pusząc się ze złości. Kocimiętka też była oburzona zaistniałą sytuacją, ale nie mogli tu tak stać i rzucać słowa na wiatr.
— Dobra, wystarczy. Myślę, że powinniśmy już zawracać, bo dźwięki tych Potworów coraz bardziej mnie męczą!
— Prawda, musimy omówić to z Zalotną Gwiazdą. Ulu, czy zechcesz iść z nami? Nie masz się co się obawiać Zalotnej Gwiazdy, mogę nawet obiecać, że będę tuż obok w czasie tej rozmowy — zapewnił ją brązowy zastępca.
Rudy uśmiechnął się przyjaźnie do pieszczoszki.
— Tak! Uważam, że powinnaś z nami pójść. Bez urazy, ale w dzikim lesie Klanu Wilka raczej nie przeżyjesz zbyt długo... — miauknął żartobliwie Tygrysia Noc. Wilczek zachichotał.
— To prawda, ciężko by było…
Pieszczoszka odwróciła wzrok zawstydzona.
— Och, skoro tak nalegacie... — mruknęła. — Chyba nie mam innego wyjścia! Chętnie z wami pójdę — dodała, kompletnie ufając obcym i ich planom.
— To świetnie! Możemy już ruszać w drogę powrotną — oznajmiła Kocimiętka. Wojownicy wraz z Ulą ruszyli ponownie w podróż, tylko tym razem w przeciwną stronę. Wilczy Skowyt jednak trochę martwił się o to, czy Zalotna Gwiazda łagodnie potraktuje pieszczoszkę w ich obozie. No cóż…
— Pośpieszmy się, a zdążymy przyjść na porę posiłku! — mruknął Wilczy Skowyt do reszty Wilczaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz