— Hej! Dziki Berberysie! — Usłyszał wołanie Jagodowego Marzenia.
Otworzył leniwie oczy, by ujrzeć matkę, która wyłoniła się z wejścia do obozowiska.
— Co tutaj robisz? Poczciwy Szakłak wraz z Przeplatkowym Wiankiem cię szukają. Idziecie na patrol — pogoniła go czule, dając mu kuksańca w czupurek.
Ten szybko wstał na cztery łapy, jak poparzony.
— Na patrol? Jaki?
— Nie słyszałam, ale widzę, że ciebie szukają. Leć!
Nie zadawał więcej pytań. Popędził na polanę i kiedy ujrzał znajomy czarny pysk wojownika, posłał mu łagodny uśmiech.
— Przepraszam najmocniej, czekałem na was na zewnątrz — zmyślił szybko. Nie zamierzał się przyznawać, że wygrzewał się na trawie przed wejściem do obozu. Zrobiłby z siebie leniwego kociaka! — Możemy ruszać, gdzie nam kazał iść Zawodzące Echo?
— Nic się nie stało Dziki Berberysie. Wyznaczył nas do patrolu granicznego z Klanem Klifu — wyjaśnił czarny kocur, siląc się na jakiekolwiek większe pokłady i chęci do obcowania z innymi kotami. — Nawet jeśli spotkania tego typu nie były zakazane, to wolał to zachować w tajemnicy, nie chcąc nikogo więcej w to wciągać.
Dziki Berberys skinął głową i machnął ogonem w stronę wyjścia z obozu. Patrol ruszył zaraz za nim, a on nie narzekał, że właśnie stał się liderem zespołu. Podczas drogi zauważył, że Poczciwy Szakłak wygląda na zaniepokojonego lub niepewnego siebie. Zrównał się z wojownikiem, pozwalając, by na przód wyszła Przeplatkowy Wianek.
— Wszystko w porządku? — ściszył głos. — Wydajesz się czymś zaniepokojony.
— Tak tak, nie musisz się mną przejmować — odparł, przybierając na pysku maskę lekkiego uśmiechu, który dla wprawnego wzroku już na pierwszy rzut oka było widać, że jest to udawana, wymuszona mimika. Kocur nie chciał nikogo zamartwiać swoim stanem, nawet jeśli Dziki Berberys trochę jego samego przypominał.
Posłał mu powątpiewające spojrzenie.
— Na pewno? Ostatnio nie widziałem cię na moim mianowaniu. Czy wszystko z tobą dobrze? Można powiedzieć, że izolujesz się od życia Klanowego, to niezbyt dobre…
Zastrzygł prawym uchem, próbując ukryć fakt, iż młodszy miał rację.
— Och, cóż... — zaczął, próbując jakoś wybrnąć z tego. — Ostatnio coś mnie złapało i nie miałem sił wychodzić z legowiska, przepraszam cię Dziki Berberysie. Gdybym wiedział, że moja obecność na twoim mianowaniu jest tak ważna dla ciebie, to bym postarał się przyjść.
— Nie gniewam się na ciebie, jednak się trochę martwię — przyznał. — Widać, że coś cię gryzie, a jeśli to złe samopoczucie, to może powinieneś odwiedzić medyka? Mogą ci pomóc. Jest zawsze szansa, że nawet nie dadzą ci samych ziół, a sama rozmowa jest ci potrzebna.
Dziki Berberys pokiwał głową, rozumiejąc czarnego wojownika.
— No tak, pamiętam dokładnie, wspólne treningi, kiedy Śnieżycowa Chmura trajkotała nam nad uszami. Były okropne, ale przynajmniej sam w tym nie tkwiłem — zamruczał. — Królicza Gwiazda nie wie co robi, w sumie też rozumiem, czemu nie uczestniczysz na zgromadzeniach klanu oraz różnych uroczystościach. Nasz przywódca to dno, nawet nie umie dobrać do ucznia mentora. Przynajmniej, jakby nie znał własnego Klanu... — powiedział bardzo kontrowersyjną opinię, na którą aż sama Przeplatkowy Wianek zerknęła na młodszego krewnego.
— Śnieżycowa Chmura potrafi trajkotać tak długo, aż uszy nie zwiędną — zażartował, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. — Królicza Gwiazda jest liderem i powinieneś mu okazywać szacunek mimo wszystko — dodał, co mogło brzmieć, jak skarcenie młodszego. — Sam dostałem mentora, który lubił mówić. Chociaż to nie to samo, co Śnieżycowa Chmura, on był często dla mnie jedynym wsparciem, jako jedynym mnie rozumiał.
Dziki Berberys wcale przewrócił oczyma. Nie podobało mu się, że czarny wojownik, postanowił stanąć w obronie Króliczej Gwiazdy. Pokręcił jedynie głową, poirytowany.
— Królicza Gwiazda stracił swój szacunek już dawno. Do tak odpowiedzialnej rangi powinien iść kot z powołania, a nie ktoś, kto siedzi tam za karę. Możliwe, że zamiast przywództwa lepiej by sobie poradził w roli starszego. — Dotarli na granicę z Klanem Klifu, jednak nikogo na niej nie było, a ślady zapachowe nie wskazywały, żeby ktoś naruszał ich terytorium. — Każdy potrafi siedzieć w wieży i nic nie robić. Jednak kiedyś dojdzie do zamieszek lub protestów. Wiesz, że nie wszyscy są zadowoleni z jego rządów.
— Każdy kiedyś może stracić powołanie w swoim życiu. Wystarczy uświadomić sobie, jak wszystko dookoła przemija, a Klan Gwiazdy zabiera do siebie kolejne koty, a ty? Nadal oddychasz, patrząc, jak kolejni wojownicy umierają na twoich oczach. To każdego może zmienić.
— Dokładnie tak, nie mogę nic na to poradzić, że umierają koty, jeśli nie jest odpowiednio zarządzany klan. Tak samo jestem tylko wojownikiem, równie dobrze to ja jutro mogę umrzeć przez niekompetencję Króliczej Gwiazdy i Zawodzącego Echa — prychnął, poprawiając oznaczenia zapachowe i kierując je wzdłuż granicy. — Jakbym mógł być kimś więcej, niż tylko wojownikiem, to wierzę, że byłbym w stanie postawić Klan Burzy na cztery łapy, by odzyskać godność i potęgę. Klan Wilka i Nocy, powinni się nas obawiać, a tymczasem my robimy z siebie pośmiewisko i giniemy, jak te szaraki, na które polujemy.
Nie podobało mu się, że Poczciwy Szakłak nie patrzył na Króliczą Gwiazdę podobnie, co on. Czuł, jak pod jego własnym futrem robi mu się niewygodnie, kiedy wyobrażał sobie, że miałby ciągnąć rozmowę o polityce z czarnym wojownikiem. Może Poczciwy Szakłak był tak samo słaby, co Królicza Gwiazda? Sam przywódca również unikał życia klanowego, podobnie, co wojownik, z którym miał przyjemność rozmawiać.
* * *
Aktualne
Pora Nagich Drzew ostudziła trochę jego żal oraz tęsknotę za swoimi bliskimi, którzy zginęli z łap jego własnego ojca. Klanowe życie płynęło dalej, a on starał się nadal udowodnić wszystkim, że nadaje się na kandydata, na zastępcę. Może nie miał tyle doświadczenia, co Oskrzydlony Ognik, ani nie był tak dokładny i staranny jak Cyklonowe Oko, jednak miał szczerą nadzieję, że kiedyś ktoś go zauważy i oczyści imię swojej rodziny.
Zawodzące Echo wyznaczył nowe patrole, a on był na jednym z nich wraz z Poczciwym Szakłakiem. Zmieszany podszedł do starszego kocura, pamiętając ich ostatnią głębszą rozmowę na temat władzy. Od tamtego czasu unikał Poczciwego Szakłaka, jednak starszemu to chyba nie przeszkadzało.
— Nadal uważasz, że Królicza Gwiazda słusznie postępuje i jego błędy powinny być wybaczane? — powiedział nonszalancko, nawet nie spoglądając na wojownika. Stwierdził, że powinien przerwać ciszę. — Minęło trochę czasu od naszej ostatniej, dość poważnej rozmowy… No i Klan Burzy stracił wiele dobrych wojowników, jak i kotów, które powinny zostać zauważone wcześniej. Tyle problemów i niedociągnięć… Czy zmieniłeś zdanie?
Dopiero teraz spojrzał zaciekawiony na Poczciwego Szakłaka.
< Poczciwy Szakłaku? Dziki Berberys chętnie porozmawia z tobą o polityce! 🐈🗳️>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz