Kurka poczekał, aż jego ukochany się obudzi. Guziczek już po chwili ziewał i rozciągał się nieco.
– Dzień dobry. – miauknął do swojego towarzysza. Kurka nachylił się i polizał młodszego po nosie.
– Dzień dobry. – przywitał się z nim i powoli wplątał z ich mieszaniny łap, aby stanąć i rozciągnąć się porządnie. – Wczesny poranek dzisiaj? Zabierasz gdzieś swojego ucznia?
– Tak. Idziemy na poranny patrol z Szafranem i Kolendrą. – Guziczek się podniósł i otarł o jego bok, zanim ruszył zgrabnie po gałęziach w kierunku ziemi. Kurka podążył za nim.
Kiedy oboje znaleźli się na ziemi, Kurka ostatni raz otarł się o bok ukochanego. Potem poszli w swoje strony.
Kurka nachylił się po jakąś chudszą mysz, wybierając to, co byłby w stanie łatwo zjeść z kupki dostępnych rzeczy. Wtedy też podeszła do niego Pieczarka.
– Dzień dobry Kurko! – przywitała się wesoło.
– Dzień dobry Pieczarko! Jak mija dzień? – zapytał zwiadowca, uśmiechając się do niej.
– Na ten moment bardzo dobrze! – oświadczyła liderka, schylając się po posiłek. – Mamy dzisiaj wielkie ogłoszenie. Dzieci Gąski są już gotowe na awans na uczniów!
– Jak ten czas płynie! Jeszcze przed chwilą były ledwo takie o małe! – Kurka machnął łapą zaraz nad ziemią.
– To prawda! A tu patrz! Dzisiaj będą spać w nowym miejscu! – Pieczarka uśmiechnęła się szeroko. – Gołąbek trafi pod oko Poranka.
– O! Będzie nowy uzdrowiciel? Miło to słyszeć! Na pewno sobie dobrze poradzi!
– To prawda! A jego brat będzie ćwiczył na zwiadowcę! – oświadczyła.
– Zwiadowców nigdy za mało!
– To prawda!
I Kurka mógłby przysiąc, że za żadne skarby się nie spodziewał, że Pieczarka tego samego dnia spojrzy na niego, wskaże go łapą i odda mu pod opiekę tego małego kociaka. Borowik nazywał się jak jego brat. Ten sam, który rzucił się za Czajką jak maniak. Ten sam, który utopił się w rwących wodach rzeki. Jednak to nie był ten sam Borowik. Ten był mniejszy, cichszy i unikał kontaktu wzrokowego za wszelką cenę.
Następnego dnia po mianowaniu Kurka wstał wcześnie. W końcu należało się zabrać za trenowanie tego malucha. Napawanie go wiedzą i nowymi umiejętnościami. Obudził ucznia zwiadowcy i zjadł z nim śniadanie, wszystko w ciszy. Kurce to w żadnym wypadku nie przeszkadzało.
– Dzisiaj, drogi Borowiku, przejdziemy się po naszych terenach. – oświadczył mu po zakończeniu jedzenia i oblizaniu się.
– Po co? – kociak zmarszczył nos i przetarł oczy.
– Ponieważ musisz znać miejsce, w którym mieszkasz. Nie chciałbym, żebyś się zgubił, więc przez pierwsze treningi poznasz nasze tereny bardzo dobrze. – kot pokiwał głową poważnie. Jego mentorka zrobiła z nim to samo. Poznał te tereny bardzo dogłębnie. – I może poćwiczymy odrobinę wspinaczkę na drzewa. Ułatwi ci to wchodzenie do legowiska.
– No dobrze. – kociak zawinął ogon na swoje łapki.
– Ruszajmy więc!
– Dzisiaj? – kociak nastroszył się nieco.
– Po to obudziłem cię tak wcześnie. Przejście całych terenów zajmuje naprawdę długo. Wrócimy wieczorem na kolację.
– Tak długo?!
– Z przerwami, oczywiście. Nie oczekuję, że będziesz ciągle iść, haha! Jakbyśmy mieli ciągle, iść to pewnie przeszlibyśmy bardzo szybko, ale wtedy niczego się nie nauczysz. Tylko zmęczysz! – oświadczył Kurka.
– Musimy? Nie chce mi się iść tak długo! – poskarżył się kociak.
– Musimy. Przykro mi, ale to część treningu. Bez znajomości terenu, nic innego nie przyjdzie ci łatwo! Trening w nieznanych miejscach nigdy nie jest prosty, dlatego najpierw się je poznaje. Idziemy! – Kurka zachęcił go machnięciem łapy. Borowik rzucił na niego okiem, po czym opuścił łepek, odetchnął i wstał. – Będzie dobrze. Złapię ci jakiś obiad po drodze, obiecuję.
– No dobrze… Może to być mysz?
– Jeśli takową spotkamy, tak!
Przechadzka po terenach rzeczywiście zajęła im sporo dnia. Kurka tak jak obiecał, złapał dzieciakowi obiad, jak i opowiedział mu o całym owocowym lesie, pokazując mu jego wszelkie zakamarki, zwłaszcza swoje ulubione. Owocowy Lasek, gdzie spędzał wieczory na długich spacerach. Konający Buk, gdzie Kurka uwielbiał pływać. Chociaż teraz było to nieco trudniejsze, kiedy wody w rzece ubyło z powodu bobrów. Upadłą Gwiazdę, gdzie można było się całkiem nieźle bawić, jak i schować przed resztą świata. Chociaż bywało też niebezpiecznie. Kurka upewnił się też, że Borowik pozna drogę grzmotu. Zaprowadził go do niej zaraz obok Dębowej Ostoi. Ich ostatni przystanek.
Usiadł kawałek od drogi, wbijając w nią wzrok i poklepał trawę obok siebie.
– To jest droga grzmotu. Tędy jeżdżą potwory. Bardzo ciężkie, bardzo niebezpieczne. Od tej strony dzielimy las z nikim, jednak od strony wrzosowisk, tych za rzeką, jest Klan Burzy. W każdym razie. Musisz tu być bardzo ostrożny. Najlepiej w ogóle nie ryzykować i nie podchodzić. Powąchaj powietrze. – Kurka polecił. Kociak zmarszczył się na ten parszywy zapach. – Nie czuć tutaj nic, tylko wydzieliny potworów. Dlatego należy słuchać, kiedy jadą. Czuć łapami ich drgania.
– Drgania? – kociak spojrzał na szarą nawierzchnię.
– Tak. Potwory są bardzo ciężkie. Niebezpieczne. Kiedy pędzą drogą, to wszystko wokół drga. O! Czujesz to. Jedzie potwór. Schyl się. – Kurka położył łapę na plecach malca, przyciskając go do ziemi, chowając ich oboje w trawie. Potwór przejechał z hukiem i zaraz zniknął w oddali. Kociak nastroszył się jak sowa.
– Spokojnie. Tak daleko od drogi nic nam nie grozi. Najważniejsze, żebyś wiedział czego oczekiwać. Wtedy będziesz bezpieczny, kiedy będziesz mógł sam wychodzić z obozu. A teraz… wracajmy. Wyśpisz się, najesz. Jutro zaczniemy wspinaczkę na drzewa, ale po południu. Żebyś się wyspał po tak ciężkim treningu…
<Borowiku?>
[875 słów - trening Borowika]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz