Koniec poprzedniego sezonu, pory opadających liści
Los chyba lubił jej się śmiać prosto w pysk, biorąc pod uwagę, jakie miała szczęście, co do ilości spotkać z Nocną Łapą w ciągu jednego dnia. Niby to nic wielkiego, w końcu są w jednym klanie, więc prędzej czy później i tak, by na siebie wpadli, jednak jakie jest prawdopodobieństwo, aby później mieli wspólny patrol? Przez pewien czas myśli te zaprzątały głowę szylkretki w czasie ich wspólnego wyjścia. W końcu jednak dała sobie z tym spokój, nie chcąc się doszukiwać czegoś więcej w zwykłym przypadkowym wpadnięciu na siebie w obozie.
Większość drogi spokojnie kroczyła z ciemnym kocurem za dwójką mentorów, którzy rozmawiali nieco przyciszonymi głosami, jakby treść ich konwersacji nie była przeznaczona dla uszu młodszych. Zwęglona Łapa nie próbowała nawet wytężać słuchu, by z ciekawości podsłuchać fragment wymiany zdań pomiędzy wojownikami — cieszyła się z panującej względnej ciszy pomiędzy ich czwórką. Jedyne, co docierało do jej uszu to dźwięki, które wydawał otaczających ich las, jakby oddychał w swoim własnym, spokojnym rytmie. Był on niezwykle kojący i wyciszający czasem za bardzo rozpędzone myśli młódki, choć zdarzało się, że to ona je napędzała jeszcze bardziej przez swoją nieufność wobec innych, obawy i podejrzenia co do zamiarów pobratymców. Zawsze doszukiwała się drugiego dna w słowach, tonie, barwie głosu, mimice czy mowie innych części ciała u Wilczaków — wyglądało to nieco na paranoję, a w zasadzie zaczynało się to nią stawać, czego nie była w stanie dostrzec. Dlatego też zawsze, gdy opuszczała raczej tłoczny obóz, czuła, jak jej ciało od razu się rozluźnia, pozwalając, by przemawiał przez nią oddech otaczającego lasu.
Błogi spokój został jednak w pewnym momencie przerwany przez nieco przeszywający wzrok Nocnej Łapy, który kroczył tuż obok. Wcześniejszy spokój ustąpił ponownemu napięciu i obawom — czyżby chciał ją za coś skrytykować, a może doszukiwał się jakichś słabości w niej, by później to wykorzystać na swoją korzyść? Z każdym kolejnym pytanie, wyrażającym obawę, jej serce przyspieszało, zaczynając nieprzyjemnie obijać się o żebra, budujące jej klatkę piersiową. W duchu modliła się do Gwiezdnych, by zabrali ją z zasięgu wzrok starszego, aby pomarańczowe ślepia kocura już nie były skupione w pełni na niej.
Po paru krokach uciążliwe uczucie bycia obserwowaną zniknęło, więc modły do Przodków musiały zadziałać. Szylkretka mimowolnie odetchnęła z ulgą, nie przejmując się zbytnio tym, że Nocna Łapa mógłby to zauważyć — dopóki nie przyglądał się jej tak intensywnie, jak chwilę temu, to będzie wszystko dobrze. Na szczęście dalsza część patrolu przebiegała spokojnie i nad wyraz długo, gdyż do obozu wrócili, dopiero kiedy słońce zdążyło już się schować za linią horyzontu tworzoną przez wierzchołki drzew. Uczennica nawet nie wiedziała jakim cudem nadal brnie do przodu, choć jej łapy zdawały się jasno wysyłać sygnały, że wystarczy wędrówek na najbliższe dni. Mimo to nic oprócz wolniejszego tempa marszu nie wskazywało na to, by dymna skarżyła się na jakiekolwiek dolegliwości — była typem kota, który swój ból nosi głęboko w sobie i przeżywa go w samotności, jakby jakakolwiek oznaka okazania go publicznie była czymś niewybaczalnym, czy śmiertelnym zagrożeniem.
Tuż przed legowiskiem uczniów, Tropiąca Łaska udzieliła drobnej przypominającej reprymendy, której świadkami była Zwęglona Łapa ze swoim mentorem. Niewielki i chwilowy uśmiech wkradł się na jej biały pysk, kiedy słuchała krótkiej wymiany zdań pomiędzy wojowniczką i jej uczniem. Może źle wcześniej oceniła Nocną Łapę i kocur wcale nie jest zagrożenie, za jakie go bierze?
— Zwęglona Łapo — zaczął liliowy, na co młódka od razu skierowała na niego spojrzenie. — Wraz z Tropiącą Łaską ustaliłem, że jutro odbędziecie wspólny trening. Obojgu wam wyjdzie to na dobre, szczególnie tobie — wyjaśnił starszy, a następnie nie czekając na odpowiedź młodszej, oddalił się za czekoladową, życząc przy tym dobrej nocy.
— Dobrze… — mruknęła cicho, choć wojownik i tak nie mógł jej usłyszeć. — Nie idziesz spać? — spytała nieco głośniej, kierując te słowa do Nocnej Łapy, który usiadł w miejscu, gdzie dotychczas stał, zamiast skierować się do legowiska uczniów na odpoczynek po całym dniu.
— Jeszcze nie… jeszcze chwila — odpowiedział, na co skierowała wzrok na nocny firmament nad ich głowami, będący obecnie pod obserwacją kocura.
— No dobra… — odparła, wzruszając ramionami i z cichym ziewnięciem skierowała się do legowiska, w którym po chwili zniknęła.
Przez to wszystko, co dziś się wydarzyło, kompletnie zapomniała o siostrze. Z drobną obawą od razu skierował swój wzrok w jej kierunku, a kiedy upewniła się, że na jej jasnej sierści czy też ciele nie ma żadnych niepokojących oznak, odetchnęła z ulgą. Może i była nieco nazbyt przewrażliwiona na punkcie ochrony swojej siostry, jednak Węgiel nie chciała, by ta zbyt szybko straciła swoje pokłady optymizmu i energii, które kontrastowały w obecności cichszej siostry. Były niczym dzień i noc, słońce i księżyc, dźwięk i cisza — dwa przeciwieństwa, które bez siebie nie miały prawa bytu na tym świecie. Z ciężkim westchnięcie, będące oznaką zmęczenia po całym dniu, pełnym wrażeń, ułożyła się na swoim posłaniu, które wyjątkowo blisko było tego należącego do Kryształowej Łapy. Żółtookiej nigdy to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, dźwięk powolnego oddechu niebieskiej i ciepła bijącego od niej było czymś, co Węgiel potrzebowała do zaśnięcia — a bardziej świadomość, że kolejny dzień minął, a jej siostra jest cała i zdrowa.
Szylkretka nie należała do grona kotów, które lubują się w długim spaniu, także już wraz z pierwszymi nieśmiałymi promieniami słońca, przebijającymi się przez barierę liści nad głowami uczniów, zaczęła się przebudzać. Jej poranna rutyna raczej nie była jedną z tych dłuższych, ot co sprawdzenie, czy Kryształowa Łapa nadal śpi, względne ułożenie zmierzwionego futra po przespanej nocy i drobne rozciąganie, by rozruszać ciało. Tym razem czynności te zostały zaburzone przez obecność dwóch czarnych piór przy posłaniu uczennicy, która była pewna, że tych nie było, gdy wróciła o późnej porze i kiedy odbywała w błogi sen.
Zaskoczona znaleziskami, zamrugała kilka razy, jakby sprawdzając, czy z kolejnym ruchem powiek pióra niespodziewanie znikną, utwierdzając ją w podejrzeniach, że to oczy z umysłem płatają jej jakiegoś nieśmiesznego figla z rana. Jednak ku zdziwieniu uczennicy pióra nadal leżały w dotychczasowym miejscu, na co ta zmrużyła nieco oczy, próbując odgadnąć, kto jej tu zostawił. Dopiero po chwili ją olśniło, że takie pióra przecież widziała wczoraj u Nocnej Łapy — jednak czemu teraz znajdowały się przy jej legowisku, a nie wplecione w futro starszego? Nie chcąc, by doszło do jakiegoś nieporozumienia, delikatnie chwyciła je w zęby, a następnie bezszelestnie przemknęła między śpiącymi uczniami, by dotrzeć do tego jednego i odłożyć jego własność przy posłaniu, na którym obecnie spokojnie spał.
Po tym kotka opuściła legowisko, by przywitać się ze Swoim Zmierzchem, który już na nią czekał. Ich poranne wyjścia z obozu stały się ich wspólną rutyną, którą wytworzyli w ciągu ostatnich księżyców, kiedy to liliowy szkolił Zwęgloną Łapę na przyszłą wojowniczkę Klanu Wilka. Choć przed nią samą jeszcze trochę daleka droga nim będzie mogła stanąć do walki o nowy tytuł.
<Nocna Łapo? Chyba nie do końca ktoś zrozumiał przekaz tych piór>
[1103 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz