BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 3 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

22 kwietnia 2026

Od Berberysowej Łapy (Dzikiego Berberysu) CD. Księżycowego Fragmentu

— W takim razie masz cenną przyjaciółkę. Inni mogą ci pozazdrościć. Mam nadzieję, że kiedyś też przyjdzie mi mieć takich przyjaciół.
Szczerze chciał lepiej poznać Wełnianą Mszycę. Wydawała się naprawdę wspaniałą kotką. Może nie dogadywał się z kotami w jego wieku oraz z jego rodzeństwem, tak może lepiej by mu poszło w rozmowie z medyczką? Uwielbiał przebywać blisko lecznicy, pachniało tak przepięknie tymi różnymi ziołami, których nazwy nawet nie znał.
Kronikarz zamknął i otworzył pysk po chwili niezręcznej ciszy.
— Mmm, może, może jeszcze znajdziesz, wiesz, poza klanem naszym też są koty... niektóre nawet nie mają kija w dupie.... chociaż radziłbym unikać tych z Klanu Wilka.
— Taaa... może jakoś się zaprzyjaźnię z kotami na zgromadzeniu następnym, jednak wątpię by koty z Klanu Wilka były takimi, jak opisuje się kociętom w żłobku. Przecież karmicielki strasznie to hiperbolizują.
— Powiedz to moim obitym kościom — prychnął. — Jeszcze w najbliższej przeszłości to oni byli największym problemem i jeśli mam być szczery, to ich istnienie jest jak wielki rzep w ogonie społeczeństwa.
Zastrzygł uchem zaciekawiony.
— Obite kości? Ktoś cię zaatakował?
— I to całkiem bezpodstawnie, jeszcze wykrzykując, że jestem szpiegiem. Tsk. Bo jeszcze bym coś zobaczył, wywęszył trzecim okiem. Zresztą, co tam jest do szpiegowania? Drzewa?
Berberysowa Łapa uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony tekstem kocura.
— Muszą być naprawdę głupi. Jakby tylko weszli na nasze terytorium, to pewnie dostaliby niezłe lanie. Nie mogliby się chować na drzewach, jak wiewiórki — parsknął.
Na samą myśl o praniu Wiczackich zadków, wysuwały mu się samoistnie pazury. Szczerze nie umiałby odmówić im walki. Może powinien zaczepić jakiegoś ucznia po drugiej stronie granicy? Mogłoby być całkiem ciekawie, a w dodatku jeszcze byłby wyróżniony na tle rodzeństwa. Już widział przed oczyma, jak Królicza Gwiazda chwali go za obronę terenów Klanu Burzy.
— Pewnie byliby widoczni w odległości kilku drzew, jak nie więcej, nawet nie wiedząc, jak schować się wśród traw — potwierdził kronikarz. — Chociaż akurat ja się wypowiadać nie powinienem. — dodał zgodnie z prawdą. W chowanego też nie był zbyt dobry, w końcu skąd miał wiedzieć, czy go widać czy nie — Ale pewnie przy tobie nie mieliby szans. No, ale są jeszcze inne klany i inne koty. Z Owocowego Lasu wydają się fajne i mamy z nimi sojusz w końcu, całkiem długi. Z Klanu Nocy... nie wiem. No i jest jeszcze Klan Klifu. Niby też mamy z nimi sojusz, ale wydają się być trochę zimno nastawieni... co do nocniaków, dają wrażenie strasznie zimnych i uważających się za lepszych, podobnie jak wilczaki, chociaż akurat ci drudzy po prostu śpią na mrowiskach... więc... hm... może na następnym zgromadzeniu, jeśli pójdę, poszukamy znajomości w Owocowym Lesie?
— Hmmmm.... Można tak zrobić — zgodził się na propozycję. — Sam miałem przyjemność spotkać na granicy Klifiaczkę. Była bardzo niska i goniła królika, który wpadł prosto w moje łapy. Dość że łatwy łup, to muszę przyznać, że śmiesznie się patrzy, jak inni nieumiejętnie starają się polować na naszą zwierzynę — zamruczał rozbawiony — Owocowy Las brzmi ciekawie, jednak też chciałbym spróbować porozmawiać z Wilczakami, dla samego zaspokojenia ciekawości.
— W sumie czemu nie, na zgromadzeniu cię nie pobiją. A jak spróbują, to pewnie jakiś grzmot spadnie czy coś... I w sumie, niska Klifiaczka... przedstawiała się?
— Niestety nie, jedynie zażądała zwrotu zwierzyny. Jednak, jak możesz się domyślać, nie zrobiłem tego.
— Hmmmm — na pysku kocura pojawił się szeroki, wredny uśmiech satysfakcji, sięgający przymrużonych oczu — Nieintencjonalnie odegraliście całkiem zgrane polowanie na dwie osoby. Z czego tylko jedna uzyskała nagrodę. Na co w sumie polują Klifiacy, na ptaki?
— Z tego, co wiem, to tak i nie tylko. Pewnie umieją polować na myszy, a zające i króliki mogą im się trafić przy odrobinie szczęścia. Jednak wątpię, by umieli samemu upolować takiego szaraka. Nie trenują ich raczej na szybkie biegi albo by poruszali się po norach.
— Pewnie raz na jakiś czas wpadnie im jakiś w łapy, przez przypadek — gdybał. — Ale im więcej królików będą przeganiać niechcący na naszą granicę, tym lepiej. Sen na ich futrze to całkiem inny poziom — rozmarzył się.
— To prawda… — ziewnął przeciągle, wyobrażając, że samemu kładzie się na wygodnym posłaniu. Ile by dał, żeby teraz się położyć. Właśnie, nic mu w sumie nie stało na drodze. — Wiesz co, w sumie sam bym się zdrzemnął, póki Śnieżycowa Chmura jest zajęta plotkowaniem ze swoimi koleżaneczkami. Trzymaj się, powinniśmy częściej ze sobą rozmawiać.
Księżycowy Odłamek skinął mu głową. Pożegnali się krótko, jednak może wyjdzie z tego jakaś fajniejsza znajomość. Srebrny kronikarz był całkiem spoko kolegą do rozmów, a jemu przydałoby się więcej kotów, do których mógłby otworzyć pysk.
Wyszedł z Groty żwawym krokiem i rozłożył się na polanie. Było przyjemnie ciepło, więc krótka drzemka na świeżym powietrzu nie powinna mu zaszkodzić. Zwinął się w kłębek na trawie i pozwolił, by słońce przyjemnie przypiekało mu futerko.

* * *

Nie spodziewał się, że Pora Opadłych Liści przyniesie mu tak krwawą niespodziankę w postaci wymordowanej jego najbliższej rodziny przez własnego ojca, który od początku pragnął jednego z ich medyka. Zawilcowa Korona finalnie i tak odszedł, co w sumie ucieszyło Dzikiego Berberysa. Nie wiedział, czy umiałby patrzeć na uzdrowiciela w ten sam sposób, zanim wydarzyła się ta cała tragedia.
Przez ten cały czas chciał uzyskać atencję ojca, chciał, żeby ten był z niego dumny. Zdołał znienawidzić swoje własne rodzeństwo, żeby tylko pokazać, że jest najlepszy z miotu. Tymczasem Świerszczowy Skok nawet na nich nie patrzył. Czy w ogóle zdawał sobie sprawę, że od dłuższego czasu ma potomstwo, z Jagodowym Marzeniem? Czemu ją zamordował? Czemu matka musiała tak skończyć?
Przeniósł swoje spojrzenie na miejsce, gdzie wcześniej spał jeden z jego braci. Nawet, Trzmieli Pyłek został pozbawiony życia, przez własnego ojca. Świerszczowy Skok wcale ich nie kochał. Sam mógł tak skończyć, jak jego brat. Wystarczyłoby, że Zawodzące Echo wyznaczyłby go jako jednego z kotów, które miałyby wykonać egzekucje.
Zacisnął swe pazury na króliczych skórach, czując, jak jego pokłady złości rosną na samą myśl o zastępcy. Jakim prawem, kazał jednemu z dzieci mordercy, dokonać egzekucji na własnym ojcu? Czy Zawodzące Echo umiałby samemu zabić własnego ojca?
Nie mogąc zasnąć przez swoje emocje, wyszedł w nocy na polanę i popatrzył się w wejście do Groty, która raczej kojarzyła mu się, dość przyjaźnie. Może powinien pobyć jeszcze sam i wsłuchać się w echo jego łap?
Wszedł do środka Groty Pamięci, spodziewając się ciszy oraz śpiących kronikarzy, jednak, ku zdziwieniu Dzikiego Berberysa, było całkiem inaczej. Przez sufit wpadało lodowate światło, księżyca oświetlając w ten sposób część groty. Kronikarze nie spali, od razu został zauważony przez Lotosowego Pąka, który wykonywał swoje obowiązki.
Albinos dumnym krokiem podszedł do niego i spojrzał się przenikliwie jego fioletowymi oczyma. Nocą jego urok osobisty rzeczywiście robił wrażenie. Nie dziwił się, że niektóre koty mogą wierzyć, że został ten urodzony, jako błogosławieństwo Klanu Gwiazdy, sam wyglądał na kota, który zszedł ze Srebrnej Skóry.
— Czemu nie śpisz? Coś potrzebujesz? — zapytał go dość ostro, na co Dziki Berberys lekko się zjeżył.
Nie spodobał mu się ton białego kocura. Cały czar prysł. Stał po prostu przed dziwolągiem, który nie mógł wychodzić na słońce.
Wiedział, że nie mógł powiedzieć, że nie może zasnąć przez ostatnie wydarzenia. Brakowałoby, żeby jeszcze poszła plotka, że nie umie zasnąć bez mamusi. Musiał więc improwizować. Rzucił swoim spojrzeniem na drugiego młodego kronikarza, z którym miał przyjemność już niejednokrotnie rozmawiać.
— Wpadłem porozmawiać z Księżycowym Odłamkiem — mruknął szybko i wyminął Lotosowy Pąk. Podszedł do leżącego na posłaniu ślepca i usiadł przed nim. — Wrobiłem się w rozmowę z tobą… Nie miałem w planach wam tutaj przeszkadzać… — wyszeptał zawstydzony, nie chcąc, by albinos usłyszał to, co mówi.
— Mm — Kreatywna odpowiedź wydobyła się z niebieskiego pyska. W przeciwieństwie do niektórych, on spać lubił. — Mogłeś spróbować go zbyć prawdą i powiedzieć, że potrzebujesz samotności czy coś, zrozumiałby — mruknął, zbierając się ciężko do siadu. — Chyba, że jestem w błędzie i akurat usychasz z tęsknoty za towarzystwem — dodał powątpiewająco.
— Patrząc jaka teraz panuje pustka w legowisku wojowników, w porównaniu sprzed kilku dni, to przyznam, że nie odmówiłbym rozmowy. Nawet jeśli niechcący przeszkodziłem ci w spaniu, wiesz że nie było to intencjonalne... — westchnął bezsilnie i łapę położył mu na barku. — Nie musisz siadać, już i tak wystarczy ci, że cię wybudziłem.
Zastrzygł uchem. Wiedział, że nie był najbliższym kotem dla Księżycowego Odłamka, jednak nadal wolał, żeby tamten leżał. Czuł się źle, że przerwał chwilę spokoju.
— No dobrze... Po prostu, jest bardzo napięta i dziwna atmosfera w legowisku wojownika. Czuję, że pozostałe koty patrzą na mnie oraz moją rodzinę uważniej. Nie dziwię się, sam pewnie nie chciałbym być zamordowany przez kota, który jest spokrewniony z mordercą... — Czując się nadal nieswojo, wziął do łapy kamień i zaczął się nim bawić, poprzez dotykanie go oraz turlanie. Lekko go to uspokajało. — W dodatku ze wszystkich kotów, które zniknęły z Klanu Burzy, śni mi się Trzmielowy Pyłek... Nie umiem tego wytłumaczyć... Zawodzące Echo nie powinien go wyznaczać do przeprowadzenia egzekucji. Tak się nie powinno robić.
Pominął całkowicie wątek relacji, jakie utrzymywał z bratem. Dziki Berberys rywalizował z każdym z jego rodzeństwa, nawet jeśli drugi kot o tym nie wiedział.
— Koty popełniają błędy, w końcu jesteśmy tylko kawałkiem mięsa z kośćmi, a nie wyidealizowanym obrazem walecznego i mądrego przodka, którym nas lubią karmić na dobranoc — wymamrotał monotonnie — Nie on pierwszy i nie ostatni popełnił głupi błąd. Tak samo z resztą klanu, nie tylko na was mogą patrzeć krzywo, kiedy do naszych szeregów wróciła Pożarowa Łapa, której zachowanie wciąż zdradza nauki Płomiennego Ryku. Nie możemy również zapomnieć o tym, jakie plagi sprowadzili na nas niektórzy samotnicy. Nie mówię, że szybko się skończą krzywe spojrzenia, ale to nie tak, że wasza rodzina to jedyne zło jakie chodzi po ziemi, z resztą, zdołają zapomnieć... nie całkowicie co prawda, ale na pewno będzie lepiej z czasem. I to nie tak, że mamy w klanie kogoś, kto rzeczywiście mógłby na was długo krzywo patrzeć — dodał zamyślony.
Dziki Berberys chciał się z nim nie zgodzić, czuł zbyt wiele negatywnych emocji w stosunku do ichniejszej władzy. Jednak wiedział, że popełnianie błędów to dość normalna rzecz. Każdy kot ma cztery łapy i jeśli coś robi, to może się potknąć. Bezbłędni są ci, co nic nie robią. Jednak, czy wysłanie jego brata aby ten przeprowadził egzekucję na jego ich ojcu było małym błędem? Oczywiście, że nie!
Pozwolił sobie zacisnąć pazury na posłaniu Księżycowego Odłamka. Kronikarz i tak tego nie widział, więc nie musiał się przejmować, że ten zwróci uwagę na jego złość.
— Dziękuję ci za rozmowę. Nie będę ci dalej przeszkadzał w odpoczynku. Dobranoc, Księżycowy Odłamku.
Odwrócił się i ruszył do wyjścia. Czuł na sobie wzrok Lotosowego Pęku, a Księżycowy Odłamek mruknął mu na pożegnanie. Opuścił Grotę Pamięci i wrócił do legowiska wojowników, gdzie i tak nie był w stanie zasnąć resztę nocy.

* * *
Po porwaniu Księżycowego Odłamka

Do obozu wbiegła Dryfujący Fluoryt i opowiedziała wszystkim całą nieszczęsliwą akcję, która zadziałała na ich terytorium. Wielcy dwunożni porwali z ich terenów ich niewidomego kronikarza. Dziki Berberys, kiedy tylko o tym usłyszał, zmrużył nieprzyjemnie oczy.
Czy właśnie stracił kota, z którym tak bardzo chciał się zaprzyjaźnić? Znał się z Księżycowym Odłamkiem od żłobka. Pamiętał, jak starszy się nim zajmował oraz jak piękne i stare to były czasy. Rozkwitająca Szanta oraz Kołysankowa Łapa jeszcze wtedy żyli…
Spojrzał się na Skruszone Drzewo, gdzie znajdował się Królicza Gwiazda. Kocur nieśmiało z niej wyjrzał, jednak nawet nie postawił łapy na polanie, by ogłosić ostrzeżenie dla reszty Burzaków lub plan działania, jak powinni sprowadzić ich kronikarza do azylu.
— Jak zwykle… Klan słabnie przez Króliczą Gwiazdę… — poirytowany prychnął pod nosem.
Widział po kotach żal i strach. Burzaki ewidentnie wątpiły, aby Księżycowy Odłamek zdołał wrócić kiedykolwiek do jego domu. Dziki Berberys z resztą też.
Przez umysł kocura przeszła pewna myśl. Może i Klan Burzy nie stracił zbyt wiele? Księżycowy Odłamek i tak nie polował, a na niego szły zioła oraz pożywienie. Na dodatek wydawał się wspierać rządy Króliczej Gwiazdy, przynajmniej tak postrzegał go Dziki Berberys.

< Księżycowy Odłamku? Może kiedyś się jeszcze zobaczymy 🌙✨>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz