Przeszłość
Kotka leżała w norze. Pilnowali ją strażnicy po śmierci Norniczego Śladu, od której minęło zaledwie kilka wschodów słońca. Możliwe, że chciała zamordować Przeplatkę, ale nie żałowała tego ani trochę. Jedyne co by zmieniła, gdyby miała zrobić to ponownie, to by ją zabiła, zanim ta popatrzyłaby na Nornicę, która patrzyła na nią. Dlaczego w sumie się wahała? Przecież miało pójść tak łatwo. Może jednak nie umiała jeszcze zabić? Może to nie był jeszcze ten moment? Miała w sumie czas na takie rozmyślania, pilnował ją jakiś kot, a nikt nie zawracał jej głowy. Wszyscy uznawali ją za zdrajcę, ale ona sama wiedziała, że nim nie była. Tylko Przeplatka, która obróciła cały klan przeciwko niej. Jednym uchem usłyszała, że ktoś rozmawia ze strażnikiem, była to uczennica Przeplatki. Co u licha ona chciała? Weszła z jakimiś pytaniami, czemu niby miała zaszkodzić jej mentorce.
— Czemu niby? Ona planowała wcześniej zabić nas! Dlatego my chcieliśmy zabić ją, ale wszystko tak się złożyło, że to teraz ja tu siedzę, a moja druga matka nie żyje zabita przez tego Świerszcza! — Skoro Przeplatkowy Wianek przewidziała ich plan, to mogła podjąć inne kroki, przykładowo powiadomić o tym lidera, ale nie, wymyśliła coś innego. Więc mogła tak naciągać. Chciała coś jeszcze dodać, ale w wejściu pojawił się strażnik, który się wtrącił. Burzowe Chmury.
— Królicza Gwiazda chce, żebyś zajęła się tunelami — odparł chłodno niebieski dymny. Czy wszyscy mieli gdzieś to, co chciała powiedzieć? Skinęła leniwie głową, wręcz od niechcenia i minęła się z białą uczennicą. Najwyraźniej wszyscy mieli gdzieś jej perspektywę. Każdy wolał historyjkę o tym, jak bez sensu córka próbowała zabić matkę, zamiast tego, że to Przeplatka zaplanowała pierwsza, przed ich planem, by ich zabić. Życzyła swojej byłej matce, by umarła za to, co jej zrobiła. Przeplatka nie zasługiwała na to, by spokojnie sobie żyć! To Norniczy Ślad powinna być na jej miejscu! To ona powinna umrzeć! Gdy już wychodziła z obozu, zauważyła niebieską srebrną szylkretkę, której posłała tylko ostre spojrzenie. Niech ta prukwa umrze. Niech ją lis ukąsi. Niech dostanie najbardziej zgniłą zwierzynę ze stosu! Chciała tylko, by Przeplatkowy Wianek od tego dnia miała się tylko gorzej.
***
Była już znowu wojowniczką, zdawało się, że czas szybko minął, ale nie dla niej. Wszystko straciła przez swoją zapchloną matkę, niewiele czasu jej zostało na cieszenie się życiem. Jeszcze ten żyjący Zawilcowa Korona! Przyprawiało ją to od mdłości. Świerszcz mógł się bardziej postarać go zabić, a on jeszcze żył?! Miała nadzieję, że ten kleszcz też łatwo zniknie z powierzchni Klanu Burzy. Właściwie skoro jeden ze współpracowników Przeplatki był załatwiony, to teraz w lecznicy był lepszy zastępca kremowego, Wełnista Mszyca. Choć jej wygląd był czymś nietypowym, niewpisującym się w normalny kanon piękna, to albinoska miała to coś, co ciekawiło Chomika. Co ciągnęło ją do bliższego zapoznania się z kotką. Chciała jakoś pomóc klanowi, więc wpadła na to, że pozbiera z Mszycą zioła, o ile się zgodzi. Weszła do legowiska medyków, widząc Wdzięczną Firletkę i Wełnistą Mszycę.
— Witaj, Wełnista Mszyco, potrzebujecie może ziół? Jest teraz Pora Spadających Liści, a po niej Pora Nagich Drzew i pomyślałam, że może przydałaby się wam pomoc w zbieraniu zapasów — biała albinoska patrzyła na nią swymi fioletowymi ślepiami, wydawała się zaskoczona jej propozycją, ale potem się uśmiechnęła.
— Dziękuję, że pytasz, właśnie wieczorem chciałam zebrać parę potrzebnych ziół. Od kiedy ubyło Zawilcowej Korony, to jest mniej łap w lecznicy, a ja nie mogę w dzień wychodzić poza legowisko, słońce niezbyt dobrze mi służy. Rozumiem, że chciałaś spytać, czy teraz mam czas, ale to nic nie szkodzi! Wiele kotów czasami przez pomyłkę zapomina o tym — Chomik uśmiechnęła się tylko. Rzeczywiście, panowała niezręczna cisza w lecznicy, pewnie przez zniknięcie Zawilcowej Korony.
— Jasne, to do zobaczenia wieczorem — wojowniczka wyszła z lecznicy, korzystając z pięknego popołudnia, skierowała się do wyjścia z obozu, by upolować królika samodzielnie.
***
Był późny wieczór, nie było już słońca na niebie. Chomik udała się do lecznicy. Zastała tam Mszycę.
— Gotowa? — spytała młoda medyczka, wojowniczka bez oporu odparła.
— Jasne, możemy iść — kotki wyszły z obozu, księżyc dopiero wschodził, a Chomik mogła wtedy zgłębić tajemnicę boskości Mszycy. Grzebały tam gdzieś w łąkach w celu znalezienia kwiatów lub zielsk. Chomik zauważyła coś, więc wzięła parę kwiatów. Mszyca zaś wzięła mlecze, medyczka po drodze powiedziała jej, że potrzebuje jakiegoś krwiściągu i jakieś inne zioła, tylko to na początku zapamiętała, bo biała kotka tyle tych ziół wymieniała, że Chomik się dziwiła, jak można znać tyle rodzaj zielsk. Ona jedyne zielsko, jakie znała to trawy z kłosami i nic więcej, już więcej rodzajów zwierzyn znała niż to! Podczas dalszego szukania czegokolwiek Chomik dotknęła lekko ramienia Mszycy. Medyczka obróciła łeb w jej stronę.
— Powiedz mi, jak się czujesz ze świadomością, że jesteś jakąś cząstką Klanu Gwiazdy? Twój wygląd już w sam sobie pokazuje, że to już nie jest przypadek, żaden zwyczajny kot nie ma innych kolorów oczu niż niebieski, zielony, złoty, pomarańczowy i brązowy, za to ty masz fioletowe — na początku skoro Norniczy Ślad nie wierzyła, że albinosy były od białego pawia, to kotka myślała tak samo. Teraz gdy Nornica nie żyła, to Chomik z wiekiem zaczęła już samodzielnie myśleć bez nikogo i samej rozmyślać głębiej nad jakimiś sprawami i rzeczami nieznanymi. Chomik doszła do wniosku, że może albinosy rzeczywiście coś niosły ze sobą. Jakiś omen? Ich aura była zbyt nietypowa, by ją zignorować, także i Chomik nie powinna ignorować Mszycy, jeśli by była wcieleniem Klanu Gwiazdy. Wtedy musiałaby się z nią nawet bardziej liczyć niż z Króliczą Gwiazdą i Zawodzącym Echem, oni po prostu byli zwyczajnymi kotami, jak każdy w klanie, jak ona. Mszyca i jej rodzeństwo to było jednak coś innego.
— Hmmm — biała koteczka zamyśliła się na jej pytanie.
Nieustraszony Chomik jeszcze dodała;
— Wiem, że to dość skomplikowane pytanie, ale jestem ciekawa samego zdania kogoś, kto jest złączony z białym pawiem — miała nadzieję, że jej pytanie nie było niemiłe czy coś.
<Mszyco, czy ty jesteś kocim Jezusem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz