Po rozmowie z Nieustraszonym Chomikiem
Błękit przegonił szarość z nieboskłonu, oczyszczając się ze skazy. Burza umilkła, przynajmniej na jakiś czas. Może to była tylko cisza przed nią? Spokój na chwilę, aby potem mogła przejąć stery znienacka i z podwójną siłą?
Rozmowa z Nieustraszonym Chomikiem była… odświeżająca dla jego umysłu. Wreszcie miał cel. Poparcie. Coś, czego wcześniej nie miał. Udawanie głupiego, nieogarniętego dzieciora opłacało mu się. Czyżby Chomik serio sądziła, że Pierzasta Łapa wciąż był takim głupim i energicznym smarkaczem? Może przesadził z emocjami?
Położył dwie myszy na dole stosu. Polowanie akurat się udało i to bez zakłóceń. Ciekawe, co robiły te kotki na straży, że śpią jak zabite. Serio powinien przemyśleć pójście z tym do zastępcy. Może zyska jakąś przychylność.
Kocur przemknął przez obóz niczym cień, zakradając się do legowiska uczniów. Skoro nikt go nie przyłapał i klan spał jak zabity, nie powinien dłużej zwlekać. Nie chciał opóźnić jeszcze bardziej swojego mianowania, choć gdzieś z tyłu głowy dobrze wiedział, że do zostania wojownikiem bardzo mało mu brakowało. W przeciwieństwie do dzieci mordercy — Świerszczowego Skoku, on urodził się jako syn Kminkowego Szumu, który zlikwidował zagrożenie. Nie wiedział czy Ciernista Łapa, Zwiewny Mak i Dziki Berberys mają mu to za złe, ale na nic takiego się nie zapowiadało. Bardziej zdołowała ich informacja o ojcu i bracie, którego Świerszcz zabił przez swoje szaleństwo. Ale czy Pierzasta Łapa im współczuł? Cóż, nie mnie o to pytać. Rudy uczeń obecnie martwił się swoim zadkiem niż jakimś cwaniaczkiem spod ciemnej gwiazdy.
Ach, a jeśli mówimy o nim… Kocur wchodząc do legowiska uczniów, natknął się niespodziewanie na Ciernistą Łapę. Muskularne kocury przez chwilę walczyły na wzrok, gdy w końcu Pierzasta Łapa westchnął ciężko i się cofnął. Kocur wyglądał dla Pierza… dziko. Egzotycznie; jakby był skunksem z odwróconymi kolorami.
— Czego chcesz? — zapytał Cierń oschle.
Rudy odchrząknął i podjął:
— Chciałbym porozmawiać o… twoim postrzeganiu naszego klanu i obecnego stanu. Możemy wyjść na zewnątrz, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać przy innych.
Ciernista Łapa nerwowo skakał po nim wzrokiem. Zmarszczył brwi, analizując słowa Pierzastej Łapy. W końcu skinął głową i obaj wyszli w ciszy. Przemknęli przy nieogarniętej, śpiącej straży za obóz. Przeszli pewien kawałek, po czym rudy uczeń stanął i odchrząknął, stojąc do Ciernistej Łapy tyłem.
— Zatem… co myślisz o naszym przywódcy? O zastępcy? O tym wszystkim, co tu się stało?
Ciernista Łapa zesztywniał. Zmarszczył brwi.
— Nie wiem. Wszystko dzieje się ostatnio bardzo szybko, aż trudno to zarejestrować. Królicza Gwiazda nie nadaje się na lidera. Dopuścił to zbyt wielu śmierci… Gdybym mógł, zdarłbym mu ten zdradziecki uśmieszek z pyska. — syknął kocur, strosząc futro.
— Ach, tak? — miauknął, nadal stojąc do niego tyłem. Szeroki uśmiech zagościł na jego pysku. Odwrócił się, patrząc Ciernistej Łapie w oczy.
— Czy to tylko tyle, Ciernista Łapo? A może to tylko ten skrawek twojego gniewu? Ognia pragnącego... zemsty? — zapytał spokojnie, z przyjaznym uśmiechem.
— Zemsty? Może nie koniecznie zemsty, nie… Nie chcę dopuścić drugi raz do takiej sytuacji. Gdybym przewodził klanem moi pobratymcy nigdy nie zrobiliby czegoś takiego. Jestem pewien, że to jego wina. Spójrz wokół, nikt nie jest zadowolony z jego przywództwa, jestem tego prawie pewien. Przez niego zaczynają się buntować. Chcą zmiany…
— Chcą się zemścić, Ciernista Łapo. Dlatego chcą zmiany. W końcu dostrzegają pęknięcia w Klanie Burzy. Nareszcie. Niektórzy wcześniej... tak jak ja, Nieustraszony Chomik... oraz ty, ale bez poparcia nic byś nie zrobił. Te króliki boją się wszystkiego, co nowe, dlatego teraz cierpią. My jesteśmy zającami. My wiemy, co robić. Nie boimy się nowości, bo zmiana jest dobra. Jesteśmy od nich lepsi.
— Myślisz, że jest szansa pozbyć się go? Przejąć władze? Ty i ja… Z pomocą reszty na pewno udałoby się coś zrobić. Wystarczyłby tylko dobry plan…
— Ależ oczywiście. Dlatego to ciebie poleciła mi Nieustraszony Chomik — miauknął, a wtedy przybrał nieco smutną minę. — Twój ojciec... czy myślisz, że wszystkiemu dałoby się zapobiec, gdyby Królicza Gwiazda wziął się w garść?
— Kto wie, być może… A może od dawna był po prostu zepsuty. Nie jestem w stanie tego stwierdzić na sto procent, widocznie nie znałem go na tyle dobrze. Wiem za to jedno, Królicza Gwiazda jest u schyłku życia. Kto wie kogo wybierze Zawodzące Echo na nowego zastępcę. Skoro Królicza Gwiazda wybrał go, to może miał w tym interes. Co jeśli będzie on taki sam?
— No właśnie. Cóż... Mimo wszystko coś do ciebie mają, sam to przecież wiesz. Myślisz, że czemu opóźniają twoje mianowanie? Przecież już wszystko umiesz, Ciernista Łapo. Twoje rodzeństwo już dawno wkroczyło w ich szeregi.
— Z tym muszę się zgodzić. Od dawna czekam na nie, a nawet Berberys został mianowany przede mną! Może widzi we mnie zagrożenie. Kto wie, może i nawet w tobie, Pierzasta Łapo? Dlatego nie chce nas jeszcze mianować…
— Oni coś knują, Ciernista Łapo. Być może myślą, że stanowimy zagrożenie; nic bardziej mylnego. My chcemy dobrze. Jak najlepiej dla nas, dla naszych pobratymców, braci i sióstr — mówił. — Zawodzące Echo czeka, aż ten stary dziad zdechnie i wtedy położy łapska na jego, śmierdzącym od chorób, lenistwa i starości, tronie. Oni chcą sprowadzić na Klan Burzy klęskę, ale ja na to nie pozwolę. Ani ty, jeśli się do nas przyłączysz, Ciernista Łapo. Wiem, że chcesz się zemścić... — szepnął ostatnie zdanie, a wtedy przybliżył się do ucznia. Nie dzieliło ich więcej niż krótki wąs. Pewny siebie uśmiech Pierzastej Łapy mógł nieco onieśmielać Ciernia, który właśnie mieszał swoje ciepłe powietrze z oddechem rudego ucznia. — Pragniesz tego. A ja? Ja ci mogę to zapewnić. Po prostu mi pomóż... a ja pomogę tobie~ — wydał z siebie niski, acz melodyjny, hipnotyzujący szept.
— … Zgoda. Pomogę, ale czy będę z tego miał coś więcej? Nie oczekuję wiele, samo pozbycie się go jest dla mnie nagrodą, ale wiesz…
Pierzasta Łapa nie cofnął się.
— Aaaaale?
— Przydałoby się mieć coś więcej z tak ryzykownej akcji…
— Co proponujesz? — wymruczał. — Nie mogę ci niczego zagwarantować prócz zemsty, Ciernista Łapo. Posady ci również nie zapewnię, jeśli nie uda nam się wyeliminować Echa. Póki co... musimy skupić się na rozsianiu ziaren buntu, chęci zmiany i zemsty wśród Burzaków. Proszę, porozmawiaj z Dzikim Berberysem. Dodaj, aby porozmawiał jeszcze ze Zwiewnym Makiem. Resztą zajmę się sam, wraz z oszacowaniem twojej... nagrody.
— Zemsty? Może nie koniecznie zemsty, nie… Nie chcę dopuścić drugi raz do takiej sytuacji. Gdybym przewodził klanem moi pobratymcy nigdy nie zrobiliby czegoś takiego. Jestem pewien, że to jego wina. Spójrz wokół, nikt nie jest zadowolony z jego przywództwa, jestem tego prawie pewien. Przez niego zaczynają się buntować. Chcą zmiany…
— Chcą się zemścić, Ciernista Łapo. Dlatego chcą zmiany. W końcu dostrzegają pęknięcia w Klanie Burzy. Nareszcie. Niektórzy wcześniej... tak jak ja, Nieustraszony Chomik... oraz ty, ale bez poparcia nic byś nie zrobił. Te króliki boją się wszystkiego, co nowe, dlatego teraz cierpią. My jesteśmy zającami. My wiemy, co robić. Nie boimy się nowości, bo zmiana jest dobra. Jesteśmy od nich lepsi.
— Myślisz, że jest szansa pozbyć się go? Przejąć władze? Ty i ja… Z pomocą reszty na pewno udałoby się coś zrobić. Wystarczyłby tylko dobry plan…
— Ależ oczywiście. Dlatego to ciebie poleciła mi Nieustraszony Chomik — miauknął, a wtedy przybrał nieco smutną minę. — Twój ojciec... czy myślisz, że wszystkiemu dałoby się zapobiec, gdyby Królicza Gwiazda wziął się w garść?
— Kto wie, być może… A może od dawna był po prostu zepsuty. Nie jestem w stanie tego stwierdzić na sto procent, widocznie nie znałem go na tyle dobrze. Wiem za to jedno, Królicza Gwiazda jest u schyłku życia. Kto wie kogo wybierze Zawodzące Echo na nowego zastępcę. Skoro Królicza Gwiazda wybrał go, to może miał w tym interes. Co jeśli będzie on taki sam?
— No właśnie. Cóż... Mimo wszystko coś do ciebie mają, sam to przecież wiesz. Myślisz, że czemu opóźniają twoje mianowanie? Przecież już wszystko umiesz, Ciernista Łapo. Twoje rodzeństwo już dawno wkroczyło w ich szeregi.
— Z tym muszę się zgodzić. Od dawna czekam na nie, a nawet Berberys został mianowany przede mną! Może widzi we mnie zagrożenie. Kto wie, może i nawet w tobie, Pierzasta Łapo? Dlatego nie chce nas jeszcze mianować…
— Oni coś knują, Ciernista Łapo. Być może myślą, że stanowimy zagrożenie; nic bardziej mylnego. My chcemy dobrze. Jak najlepiej dla nas, dla naszych pobratymców, braci i sióstr — mówił. — Zawodzące Echo czeka, aż ten stary dziad zdechnie i wtedy położy łapska na jego, śmierdzącym od chorób, lenistwa i starości, tronie. Oni chcą sprowadzić na Klan Burzy klęskę, ale ja na to nie pozwolę. Ani ty, jeśli się do nas przyłączysz, Ciernista Łapo. Wiem, że chcesz się zemścić... — szepnął ostatnie zdanie, a wtedy przybliżył się do ucznia. Nie dzieliło ich więcej niż krótki wąs. Pewny siebie uśmiech Pierzastej Łapy mógł nieco onieśmielać Ciernia, który właśnie mieszał swoje ciepłe powietrze z oddechem rudego ucznia. — Pragniesz tego. A ja? Ja ci mogę to zapewnić. Po prostu mi pomóż... a ja pomogę tobie~ — wydał z siebie niski, acz melodyjny, hipnotyzujący szept.
— … Zgoda. Pomogę, ale czy będę z tego miał coś więcej? Nie oczekuję wiele, samo pozbycie się go jest dla mnie nagrodą, ale wiesz…
Pierzasta Łapa nie cofnął się.
— Aaaaale?
— Przydałoby się mieć coś więcej z tak ryzykownej akcji…
— Co proponujesz? — wymruczał. — Nie mogę ci niczego zagwarantować prócz zemsty, Ciernista Łapo. Posady ci również nie zapewnię, jeśli nie uda nam się wyeliminować Echa. Póki co... musimy skupić się na rozsianiu ziaren buntu, chęci zmiany i zemsty wśród Burzaków. Proszę, porozmawiaj z Dzikim Berberysem. Dodaj, aby porozmawiał jeszcze ze Zwiewnym Makiem. Resztą zajmę się sam, wraz z oszacowaniem twojej... nagrody.
•.¸¸.•*`*•.•ஜீ☼۞☼ஜீ•.•*`*•.¸¸.•
Kremowy wojownik nagle stanął i obrócił się w ich stronę.
— Waszym zadaniem będzie współpracować w parze, aby upolować zająca. Macie czas dopóki słońce nie znajdzie się na samej górze.
Uczniowie spojrzeli w niebo. Kula światła ledwo, co się wychyliła. Mieli spoooro czasu. Pierzasta Łapa odetchnął z ulgą; umiał polować na króliki, a Bąbel był w tym mistrzem. Poradzą sobie; na pewno!
•.¸¸.•*`*•.•ஜீ☼۞☼ஜீ•.•*`*•.¸¸.•
Wrócili z małym, wychudzonym zającem. Pora Nagich Drzew zaczęła sięgać i po zwierzynę. Odłożyli go na stertę. Chwilę później usłyszał nawoływanie Zawodzącego Echa. Na górze wieży stał jego kochany, sędziwy przywódca. Królicza Gwiazda.
Nie spodziewał się mianowania… nie w tej chwili. Jednakże, co miał on do gadania? Szczęście mu ostatnio nieźle dopisywało. A ta Skrzecząca Pokraka może się udławić…
Szedł z Króliczą Gwiazdą, Zawodzącym Echem, Cyklonowym Okiem, Rudą Lisówką i Bąbelkową Łapą u boku. Mieli ledwo jedenaście księżyców na karku, a już się mianowali! I pomyśleć, że jeszcze niedawno co Królik chciał go sprzedać Wilczakom.
Dotarli do Kamiennych Strażników, gdy słońce znalazło się na górze. Królicza Gwiazda ich spowalniał; bez niego już by wracał z groty.
— Myślisz, że jakie imię dostaniesz? — z zamyśleń wyrwał go szept braciszka. Spojrzał w jego stronę. Jaki chuderlak… Pierze najwyraźniej był jedynym z braci, który tu dbał o formę i mięśnie.
— Hmm… pewnie jakieś… nudne. Pierzasty Ogon, Pierzasta Grzywa…
— Ja bym chciał się nazywać Bąbelkowy Plusk — odparł czekoladowy.
— Aha… no to… super… — wymamrotał niechętnie. Miał nadzieję, że jego wianek wciąż się trzyma… i że Lodówkowa Łapa nigdzie nie zapodziała swojego.
Przecisnęli się jakoś przez tunel, po czym skierowali się do rdzawej ściany. Królicza Gwiazda stanął przed Pierzastą Łapą.
— Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego… ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Pierzasta Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— … Przysięgam.
— … A więc, mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika… — zakaszlał. — … Pierzasta Łapo, od tej pory będziesz znany jako… ekh… Tańcujące Pierze. Klan Gwiazdy ceni twoją pracowitość oraz ambicję, oraz… ekh, ekh… wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy, ekh.
Zapadła między nimi wymowna cisza. Tańcujące Pierze patrzył to na ścianę, to na przywódcę.
— … I co teraz?
Echo wkroczył do akcji. Czyżby nie było już farby? Nieee, na pewno nie o to im chodziło. Tańcujące Pierze pochylił się na bok, próbując zobaczyć, co ten zastępca szponcił. W tym czasie Królicza Gwiazda ochrzcił kolejnego nowego wojownika, nazywając go Bąbelkowym Pluskiem. Na nieszczęście Króliczego Bobka, tego dnia dwojga synów uciekinierów umoczyli łapy w wręcz krwistej barze, wyróżniając się na większości pomarańczowym tle. Co ciekawe, Księżycowego Odłamka nie było; jego ulubionego kronikarza. Zastanawiał się czy był to zbieg okoliczności i zwykły przypadek, czy może siła wyższa za tym stała. No bo… on? Nieobecny? Na JEGO ceremonii? Musiał mieć coś bardzo ważnego, że przepuścił taką piękną uroczystość.
Wracając do obozu, wziął stare posłanie Śpiewki i położył gdzieś w legowisku wojowników. Wyróżniało się ono kwiatami, które wplótł obecny właściciel. Miał tylko nadzieję, że nie spał przy Skrzeczącej Pokrace… nie chciałby znowu zostać opluty przez tą niewychowaną sukę.
Era małego ognia się skończyła…
… aby zrobić miejsce następnej erze wielkiego pożaru.
Pożar, który spali wszystko, co niegodne tego świata. Pożar, który oczyści grzeszników z win i kary, niczym ojciec przebaczający swojemu marnotrawnemu synowi.
A Tańcujące Pierze to zapewni.
<Ciernista Łapo, może to tylko ciebie nie lubią głowy Klanu Burzy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz