Och!
– W takim lasie musimy to srobić jag będzie spać – odparła, zadowolona z tego, że nie jest jednak taka głupia jak mówił o niej Meszek. Zaraz jednak zwątpiła, czy to co powiedziała ma sens.
– Mas lację. – Braciszek pokiwał głową. Och, co za ulga. – Pocekamy do nosy. Ftedy psejdziemy do działania – zadecydował niebiesko-biały. Koteczka skinęła z aprobatą. W końcu, to leżało w ich obowiązku. Trzeba było za wszelką cenę wyciągnąć te biedne kociaki!
~*~
Mama i Meszek chrapali w najlepsze. Mała, kolorowa kuleczka też powoli przysypiała, mimo iż całą swoją siłą woli walczyła, aby pozostać zbudzona. W końcu, mieli coś ważnego do zrobienia. Nie mogła tak po prostu tego przespać.! Poczuła, jak coś tyka ją w bok.
– Losa – braciszek szepnął tuż nad jej uchem. – Stawaj, Losa, stawaj.
Koteczka otworzyła jedno oko i zobaczyła dwukolorowego kocurka. Dźwignęła się na łapy i powoli, delikatnie odsunęła od rodzicielki.
– Gotowa? – zapytał Zimorodek. Jego pyszczek wyrażał śmiertelną powagę.
– Gotowa. – Wcale nie zabrzmiała na taką znowu "gotową". Dużo myślała o ich planie i trochę się bała. A co, jeśli coś pójdzie nie tak i ona też utknie w brzuchu z resztą kociaków? Nie chciała jednak zdradzać braciszkowi swoich obaw. Jeszcze by pomyślał, że jest słaba i nie chciałby się już z nią bawić. A wtedy z kim innym spędzałaby czas? Kasztanek i Firletka byli w porządku, jednak nie byli Zimorodkiem.
Rodzeństwo powolnym, cichym krokiem podeszło do tej dziwnej, nowej kocicy. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Zimorodek pokiwał głową i ruszył przed siebie. Położył łapy na jej pyszczku i począł próbować go otworzyć. Rosa obserwowała to z niepokojem, a jej uszka to kładły się w wyrazie zmartwienia, to stawały zaalarmowane. Kocurowi już udało się zrobić, co chciał i Rosa ruszyła do akcji, kiedy jednak tylko wsadziła głowę w pysk kocicy (jak tu ciemno, zdążyła pomyśleć), jej oczy otworzyły się, a ta odskoczyła gwałtownie.
– Co do...? – Spojrzała zdumiona to na jedno, to na drugie z kociąt. – Co robicie?
Widocznie się uspokoiła, widząc, że to tylko dwójka maluchów, wciąż jednak ovzekiwała wyjaśnień, czemu wytrącili ją oni ze snu.
– Psepla... – zaczęła Rosa, spuszczając głowę.
– Ne, Losa! – Zimorodek zaprotestował. – Ona sjadła te kociaki. Nie możesz jej pseplasać! – Obrócił łeb w kierunku delikwentki i spojrzał na nią złowrogo, przynajmniej na tyle, na ile umiał. – Oddaj je!
< Zimorodku? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz