przed śmiercią Bluszcz
- Musimy skontrolować granicę z Klanem Lisa mimo wszystko. Dawni mieszkańcy obozu mogli z jakiegoś powodu powrócić. Zresztą... Będziesz miał okazję do wypróbowania swojej spostrzegawczości - odpowiedział Orlikowy Szept i skierował swoje kroki ku dawnemu domowi lisiaków. Był ciekaw, gdzie podziała się reszta kotów, które przeżyły atak. Martwe ciała wojowników przez kilka dni leżały i cuchnęły rozkładem, dopóki nie zajęły się nimi owady. Po ataku na pewno musiały pozostać jakieś żywe koty. Nikt z wojowników Klanu Burzy nie widział żadnego z dawnych członków klanu lisa od ataku klanu nocy.
Gdy szli, zastanawiał się nad powodami, dlaczego klan nadal niezbyt ufał Jałowcowemu Świtowi. Może i arlekin żył u Dwunożnych, ale nie zasługiwał na taką zawiść, którą okazywali mu niektórzy. Starał się budować swoje dobre imię i w oczach białego zdołał udowodnić swoją wartość. W końcu został mianowany, znał dobrze przesłanki o klanie gwiazdy oraz nie złamał ani jednej zasady kodeksu. Podobną historię przeszła Konwaliowe Serce. Po jej przybyciu była niezbyt lubiana i po obozie krążyły nieprzyjemne plotki na temat czarnej. Gdy została medyczką, zdobyła zaufanie większości kotów przez swoją empatię i dobre serce. Potem pojawiła się sytuacja z psem, ale winę ponosiło kilka osób. Gorzej z tajemniczym romansem i dziećmi...
Ugryzł się w jezyk, by nie wypowiedzieć na głos: Dlaczego, Konwalio?
Doszli ma granice. Zwęszyli bardziej intensywny zapach lisa, więc szybkim krokiem oddalili się od opustoszałego obozu lisiaków. Zarówno białemu jak i czekoladowemu zjeżyła się sierść na ciele. Każdy drapieżnik, silniejszy niż koty, powodował zagrożenie. Orlikowy Szept przypomniał sobie mrożący krew w żyłach krzyk Ciernistej Łapy. Drgnął, lecz szybko zagadał młodego wojownika, aby nie powrócić do tamtego wapomnienia.
- Radzisz sobie jako wojownik, muszę przyznać - miauknął Orlikowy Szept.
- Dziękuję - odpowiedział nieśmiało Jałowcowy Świt, machając ogonem.
Powoli się uspokoili.
- Nigdy nie przypuszczałem, że Krowia Łata zdoła wychować ucznia. Nie widziałeś jej jako kocię. Była strasznie leniwa. Cały dzień potrafiła przesiedzieć w żłobku przy futrze Kwitnącej Polany. Wymigiwała się łatwo od powierzonych zadań, w zabawach wolała siedzieć. Dostała ucznia, który został mianowany, więc wzięła się za siebie - mówił o rudej Orlik. Nigdy nie pałał wielką sympatią do kotki. Rozmawiali ze sobą kilka razy, nic poza tym. Krowia Łata nie przywiązywała się do relacji z innymi, dlatego nawet nie liczył na dłuższą relację z wojowniczką.
Jałowcowy Świt uśmiechnął się nieśmiało. Potrzebował czasu na otwarcie się przy Orlikowym Szepcie. Biały to rozumiał.
- Bluszczowa Poświata i ty jesteście rodzeństwem, prawda? - zapytał się arlekin. Starszy nie spodziewał się takiego pytania podczas patrolu, ale pokiwał głową twierdząco. - Żyjecie w niezgodzie... Dlaczego?
Orlikowy Szept na chwilę się zamyślił. Sam nie znał odpowiedzi na to pytanie. Zadawał je sobie wiele razy.
- Sam nie wiem... Mimo tej niezgody nadal ją kocham, w końcu to moja siostra - powiedział. - No dobrze... Skoro już pokazałeś większą część swoich umiejętności... To musimy sprawdzić granicę z Klanem Nocy, a potem możemy ochłodzić się w rzece. Znam plażę z płytkim brzegiem. Gorąco dzisiaj, więc chwila ochłody się przyda.
<Jałowcowy Świcie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz