Przeszłość
Dni w powolnym, beztroskim tempie mijały Zewowi w kociarni, mieszczącej się w jednym z trzech krzewów kaliny, z których ich mieszkańcy mieli widok na pobliską topolę. Drzewo o zielono soczystych liściach o nieco zaokrąglonych liściach stanowiło swego rodzaju centrum obozu — to właśnie wśród jego gałęzi, tworzących gęstą koronę, mieściło się legowisko lidera, którym obecnie był czekoladowy kocur o eleganckiej budowie noszący imię, który każdy Owocniak znał. Brzmienie jego miana budziło nieopisany respekt, szacunek czy też podziw. Czereśnia, gdyż tak zwał się opisywany, był przywódcą o chodzie pełnym gracji, niemal bezszelestnym — zdawać by się mogło, że niczym duch pojawia się za kimś, aby oznajmić swoją obecność dopiero w postaci wypowiadanych słów. Głos kocura był głęboki, sprawiający wrażenia beznamiętnego w połączeniu z powściągliwą mimiką pyska.
Zew miał okazję jedynie parę razy ujrzeć Czereśnię, głównie, kiedy ten przychodził do żłobka, by na chwilę porwać ze sobą Purchawkę. Młodzik nigdy nie wiedział, co wtedy robią, lecz przyciszone niosące się głosy mogły wskazywać na to, iż ich dwójka prowadzi jedynie rozmowę. Dymnemu nigdy niedane było poznać ich treść, gdyż brzmienie słów starszych zlewał się w jeden niezrozumiały dźwięk, który dodatkowo ginął tłumiony przez ściany krzewu i odgłosy tętniącego obozu, przysłoniętego w większości cieniem koron wznoszących się koron drzew nad głowami Owocniaków. Niebieskie ślepia wtedy często podążały za ruchami wojowników, zwiadowców, stróżów czy uczniów, pełniących swe obowiązki w tej zżytej społeczności.
Lekki uśmiech zagościł na ciemnym pysku kocurka, który niczym wyschnięta gleba po suszy chłonął rozległe niczym morze czy nawet ocean widok, malujący się przed nim — drobnym kociakiem o nieco nieproporcjonalnej i wątłej budowie, który miał raptem parę księżyców, a oczekiwania względem niego były ogromne jak wysokie klifu nad morzem, które mieściły się na terenie Klanu Klifu. To jednak był problem przyszłego Zewu, gdyż ten obecny żył beztrosko, jak na kociaka przystało. Chociaż jego swobodne i proste początki wielkimi krokami zbliżały się ku końcowi, by ustąpić miejsca dniom wypełnionym ciężką pracą, presją i prezentowaniu się, jak najlepiej, by nie zawieść jako syn zastępcy Klanu Burzy, szamanki Owocowego Lasu oraz żywego symbolu zawarcia sojuszu pomiędzy sąsiadującymi ze sobą kocimi społecznościami.
— Berek! — Radosne brzmienie głosu czarno białej kotki za nim skutecznie zwróciło uwagę niebieskookiego. Jego jasne ślepia, niemal bez zastanowienia skierowały się ku Psiance, jednej z sióstr dymnego. Kocurek zdecydowanie lepiej się z nią dogadywał niż z Łzą, zapewne przez pokrewne charaktery i podejścia do wielu rzeczy. Półuśmiech nie opuszczał swego miejsca na pysku Zewu, kiedy również tuż obok kotki ujrzał swego czekoladowego brata, Modrogończyka, choć przez większość wołany był Gończykiem, gdyż tak było krócej.
— Czemu to zawsze ja gonię? — spytał z udawanym żalem w głosie.
— Ponieważ to ty najczęściej chodzisz z głową w chmurach — zauważyła pomarańczowooka z psotnym uśmiechem.
— Nie prawda! — zaprzeczył od razu Zew z nutą oburzenia.
— A kto ostatnio wpadł na Rohan? — przypomniał mu brat, co spotkało się z przewróceniem niebieskich oczu.
— To zdarzyło się raz — stwierdził, na co rodzeństwo spojrzało na niego, wiedząc, że podobnych sytuacji było znacznie więcej i z chęcią mu je przytoczą.
— Zdarzyło Ci się także wpaść na Łzę, Purchawkę.
— Na mnie — dodał Gończyk.
— Dobra dobra, może i czasem nie patrzę, gdzie idę — przyznał, zdając sobie sprawę, że nie ma szans na obalenie tych argumentów. Parsknął cichym śmiechem pod nosem, a następnie pacnął lekko łapą Psiankę w nos. — Ty gonisz! — zawołał, od razu tworząc dystans między sobą a siostrą.
— Osz ty! By tak podstępem!
Czarno biała od razu ruszyła z odwetem na niebieskookiego, lecz ten wykonał sus za Modrogończyka, traktując go w obecnej chwili jako żywą tarczę przed zemstą siostry. Nieco zdezorientowany szybko przenosił wzrok to na Zew to na Psiankę, którzy gonili się wokół niego, aż w końcu ruszył z dotychczasowego miejsce, co młódka wykorzystała i skoczyła na dymnego. Kocurek nie spodziewając się takiego obrotu spraw, został powalony na ziemię.
<Psianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz