Nur uśmiechnął się dumnie. Czuł asekurację matki i strach, gdy czasem nie czuł gruntu pod łapami. Musiał to wyćwiczyć, jak najszybciej się dało. Po chwili pręgowana obeszła Nura i mruczeniem namawiała do podążania za nią. Kocurek z dumą wypisaną na twarzy dopływał do jej pyszczka.
— Świetnie! — pochwaliła go. — Teraz spróbuj wrócić na ląd. Widzę, że masz nosa do pływania. Machasz łapkami jak wyderka.
Nur pokiwał głową z uśmiechem. Nie mógł się nacieszyć z pochwał, które słyszał. Może naprawdę miał szansę być najlepszy.
— Spróbuję! — zapewnił.
— Oczywiście, skoro tutaj dopłynąłeś, to i dotrzesz na mieliznę.
Więc kocurek spróbował. Oczywiście, nadal nie pływał idealnie, choćby chciał, to nie mógł się tego nauczyć w jeden dzień. A jednak udało mu się! Gdy wyszedł na ląd, otrzepał swoje futro i spojrzał na matkę.
— Udało mi się! — krzyknął do niej.
— Pięknie! A teraz tutaj wracaj! Jeszcze nie skończyliśmy pływać!
Więc Nur znów wskoczył do wody i podpłynął do matki. A potem już cały dzień bawili się w wodzie. Rudy widział dumę na twarzy kotki, przez co starał się jeszcze bardziej.
***
Żabia Łapa wydawała się naprawdę interesująca. A jeśli Nur o kimś tak mówił, to wiele znaczyło! Mógł jej pytać, o co chciał, a ona nie kończyła tematu, stwierdzając, że jest za młody. Pokazywała mu jak pływać i polować. Jednak miała swoje treningi i musiała iść… Ale zamiast niej pojawił się Żmijowcowa Wić z sumem w zębach. Ogromnym sumem! Położył rybę obok niego.
— To dla ciebie — mruknął jakby speszony.
Nur pokiwał głową i się rozejrzał. Nie do końca wiedział, czego od niego chciał ojciec. Oczywiście, że go kochał i lubił spędzać z nim czas! Mimo to, bury więcej czasu spędzał z jego siostrą, więc Nur – pamiętając słowa matki o zdrajcach i dobrym zachowaniu – spodziewał się, że za taki prezent musiał, albo będzie musiał zrobić coś niesamowitego.
— Dziękuję — odpowiedział.
Przez moment siedzieli w ciszy, ale potem Żmijowcowa Wić zaczął opowiadać o tym, że kiedyś taki sum zaatakował jakiegoś Nocniaka.
***
Wieczorem leżał wtulony w futro mamy i starał się utrzymać otwarte oczy. Był jednak zmęczony i trochę opornie mu to szło. Rozbudziło go pytanie mamy:
— I jak poszła rozmowa z ojcem? Hm? Całkiem wielkiego suma upolował dla ciebie, nie sądzisz? — zamruczała i polizała go po główce. — Może, jak uśniesz, to przyśni ci się, jak wyciągasz z wody ryby, jak dzielny wojownik.
— Poszło dobrze. Opowiadał mi o tym, jak się poluje. I jak kiedyś zaatakował was wielki sum — kocur spojrzał na kotkę.
Uśmiechnął się na sam zamysł snu. Chciałby jednak być już tym dzielnym wojownikiem. Chciał pokazać innym, że jest od nich lepszy! Chciał przynieść rodzicom więcej dumy!
— Mamo… Nie mogę zostać wojownikiem wcześniej? — zapytał z nadzieją w oczach. — Jestem już silny, super pływam i mogę polować! — wymienił z dumą. — Mandarynkowa Gwiazda by się nie zgodziła? Zna nas i wie, że będziemy świetni!
<Mamo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz