– Dokąd tym razem Nocny Śpiewaku? – na wyjściu z obozu zaczepił go Sowi Zmierzch, który pilnował porządku tego wieczoru.
– Spacer i noc poza obozem. Wrócę o poranku! – uśmiechnął się do starszego kota.
– A nie masz patrolu jutro? – ten rzucił mu podejrzliwe spojrzenie.
– Wieczorem. Dzisiaj już byłem. Wracając, upoluję coś dobrego dla klanu. – Śpiewak nie opuszczał swojego uśmiechu.
– A co będziesz robić?
– Głównie to, co moje imię sugeruje. Będę śpiewać i patrzeć na gwiazdy. Nic ciekawego, po prostu nie chcę przeszkadzać nikomu w obozie. – odparł.
– Więc nie idziesz nigdzie daleko?
– Nie. Pewnie do najbliższego przerzedzenia drzew. Nigdy nie znikam za daleko. – pokręcił głową Śpiewak. To byłoby nieodpowiedzialne, jakby zapuścił się za głęboko w las.
– No dobrze. Miłej nocy i miłego śpiewania!
Noc nie czuł się samotny. Jego życie było pełne spokoju i rutyny, i przelotnych rozmów z innymi kotami. I to mu wystarczało w całości. Nawet sobie tego nie wmawiał, nieważne ile jego brat próbował mu wmówić, że jednak jest samotny. Nocny śpiewak nie widział większego sensu w wiązaniu się z kimś na siłę. Miał znajomych, miał koty, które podziwiał i które szanował. I to właściwie wszystko. Noc cieszył się z każdego momentu swojego życia. Teraz rzucał tłustą mysz na stos zwierzyny, dumny ze swojego wkładu w funkcjonowanie tego miejsca. Jego domu! Wtedy też podszedł do niego Chudy. Jego kochany brat, który zaraz zaczął wybrzydzać względem tego, co leżało pod jego łapami do jedzenia.
– Znowu nie ma nic dobrego! – mruknął wściekle.
– Nie ma. Ale zjedz coś… cokolwiek. Jutro postaram się znaleźć ci wiewiórkę, co ty na to?
– Nie. Nie ma tu nic, co mógłbym zjeść! – Chudy fuknął na brata. Noc tylko przewrócił oczyma i pacnął medyka w ramię bardzo delikatnie.
– Jedz. Nie pyskuj, bo skóra na tobie wisi. A ja znajdę ci jutro wiewiórkę tak dobrą, że ci futro odrośnie!
– Tsa… Jeszcze czego. – Chudy przewrócił oczyma, ale wziął ze sterty kawałek zwierzyny. Nocny Śpiewak odetchnął cichutko. Chudy grzbiet go kiedyś wykończy z tą swoją wybrednością. Kot usiadł niedaleko zwierzyny, po czym rzucił okiem na obóz. Wtedy jego uważne spojrzenie złapała Ognikowa Słota, która szybciutko zbliżyła się do niego.
– Ognikowa Słoto, witaj!
– Witaj, Nocny Śpiewaku. Dawno nie rozmawialiśmy. – miauknęła do niego kotka, siadając obok. – Odkąd zdałeś pomyślnie test na wojownika, a także wygrałeś walkę i zyskałeś imię wojownicze – dodała po sekundzie. Noc musiał przyznać jej rację. Patrole i ta cała rutyna oraz nowe obowiązki Słoty z pewnością ograniczyły ich kontakt.
– Czy może masz już kogoś na oku? – Ognikowa Słota spytała zaraz po swoich stwierdzeniach. Nocny Śpiewak podniósł na nią swoje wielkie oczyska. Kogoś na oku? Kogo?
– W Klanie Wilka zawsze znajdzie się miejsce dla kolejnych silnych kotów. Potrzebujemy kolejnych pokoleń, które będą godnie reprezentować nasz klan. Byłbyś wspaniałym ojcem – dodała, zanim Noc zdążył jej cokolwiek odpowiedzieć.
– Mówisz? Że… Że byłbym wspaniałym ojcem? – Noc podrapał się za uchem.
– Zapewniam Cię, że to prawda! Jesteś odważny, silny i wierny oraz masz poprawną moralność, jak na kota w Klanie Wilka przystało. Wychowałbyś takie kociaki doskonale!
– Może masz rację. Lubię kociaki! – przyznał Noc. – Ale kompletnie nie wiem… z kim w ogóle mógłbym takie kociaki mieć!
– Jest trochę kotek w naszym klanie. – odparła Słota i rozejrzała się po obozie.
– Wiem, ale… hymmm… Przypuszczam, że któraś może by się zgodziła? Ale… głupio tak trochę pytać z samego kontraktu w klanie. Może one mają już kogoś, kogo kochają ponad życie? Nie sądzę, że którakolwiek byłaby szczęśliwa, gdybym tak nagle wypadł z propozycją kociąt. Ale… jeśli masz... Masz propozycje, wiesz… Wiele dla mnie znaczysz. Ty i Twoje zdanie. Jesteś dla mnie jak rodzina i skoczyłbym za Tobą w płomienie albo do walki. Oddałbym życie za ten klan i jeśli… jeśli uważasz, że potrzebujemy więcej kotów jak my, wiesz… o naszej moralności to powiedz tylko słowo i wskaż z kim, a ja zrobię, co mogę. Bo… Nie mam nikogo na oku. Wszystkie koty w moim wieku są… mało zainteresowane moją obecnością, nie żebym narzekał. – Noc pomachał łapami. – Ale tak… Może to na tyle o mnie. Wystarczy. Może więcej o Tobie! Słyszałem, że znalazłaś kota, który zapewnił Ci i Kocimiętkowemu Wirowi kocięta! Nie mogę się już doczekać! Zapewniam cię, że jeśli którakolwiek z was będzie miała dość i będzie potrzebować przerwy, z wielką chęcią stanę się opiekunką dla nich! – uśmiechnął się do starszej kotki.
<Ognikowa Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz