Piorunował ją spojrzeniem tych dziwacznych, zielonych oczu, jakby nieszczególnie podobał mu się wybór mentora. Czyżby to przez Kukły pochodzenie? Zmarszczyła nos, nawet na moment nie odrywając od niego wzroku. Przecież to takie małe było, pewnie nic o niej nie słyszało. A skąd kocurek przybył? Czy widziała go kiedyś w żłobku? Nie, chyba nie. To pewnie dopiero przypałętał się do klanu, ale żeby już się tak puszył i kręcił nosem? Ha! Co za cudak.
Jeszcze chwilę napawała swe oczy widokiem, zanim bez słowa skinęła łepetynką i, odwróciwszy się, poczęła iść w stronę wyjścia z obozowiska.
— Granice — mruknęła, bardziej do siebie niż do niego, bo nawet na moment nie przystanęła, aby upewnić się, czy Majacząca Łapa za nią podąża.
Kątem oka tylko dostrzegła, jak uniósł ogon z zainteresowaniem.
— To znaczy? — zapytał, marszcząc brwi w niezadowoleniu. — I dlaczego takim tonem? — prychnął cicho, ale mimo to poszedł za mentorką, utykając lekko.
Pajęcza Nić spojrzała na ucznia przez ramię, ale nie zwolniła kroku. Czemu tak wolno łaził? Przeniosła wzrok na jego poharataną tylną łapę. Czyżby przydarzyło mu się to, gdy dołączył do klanu? A może urodził się z taką niedoskonałością?
— Pokażę ci tereny — wyjaśniła zwięźle.
— A, tak. Jasne — odparł krótko Majacząca Łapa, a po chwili (bo najwidoczniej chodzenie w milczeniu to zbyt wiele dla takich, jak on) dodał jeszcze:
— Czy to naprawdę potrzebne? Nie można jakoś połączyć tej teorii z praktyką?
— Nie. — Strzepnęła uchem. Nie planowała dodawać nic więcej, ale po chwili namysłu, aby na pewno zaspokoić jego ciekawość, odezwała się po raz kolejny:
— Dzisiaj zobaczysz tylko granice.
Kocurek chciał chyba dodać coś jeszcze, ale po chwili wahania najwidoczniej powstrzymał się, bo Kukła nic już od niego nie usłyszała. Szli przez chwilę w milczeniu; promienie słońca muskały delikatnie ich karki, a subtelna woń zwierzyny docierała do ich nozdrzy. Wkrótce zielona trawa zaczęła rozrzedzać się i ustępować martwej, zwęglonej ziemi. Wojowniczka przechyliła delikatnie łeb i zatrzymała się, wlepiając oczy w gałęzie wierzby.
— Pogorzelisko — rzuciła sucho. — Tutaj chowani są wojownicy, liderzy są pod samą wierzbą. — Mówiąc to, wskazała ogonem przed siebie.
— Pogorzelisko... Co za okropna nazwa. Mam nadzieję, że zbyt szybko się tutaj nie pojawię — parsknął kocurek, przewracając oczami.
Starsza tylko wzruszyła ramionami.
— Dopóki jesteś posłuszny i uważnie robisz, co każę, nie masz się czym martwić; nic nie zje kiełka.
Jeszcze chwilę stali przy cmentarzu, zanim Kukła odwróciła się, niemal od razu ruszając w przeciwnym kierunku.
Jej wzrok wylądował na jego delikatnie ukróconej kończynie i skrzywionym pysku; utykał, bo szedł nieco wolniej, niż spodziewałaby się po tak żywym uczniu; póki co jednak nie miała zamiaru mu tego wypominać. Albo sam to zgłosi, albo po treningu zaciągnie go za futro do Jagnięciego Ukłonu i wszystko wyjaśni się samo.
— Chodź. Będziesz mógł jeszcze dzisiaj spróbować swoich sił w polowaniu, jeśli wyrobimy się ze wszystkim — rzuciła przez ramię, posyłając krótkie spojrzenie podążającemu za nią uczniowi. Oczywiście kłamała, bo w obecnym stanie ten maluch nie dałby sobie rady z taką ilością wysiłku. Nie wyglądał na przyzwyczajonego do brakującej łapy.
Gdy tak szli w milczeniu, myślami Kukła powędrowała do ostatniego spotkania z Balladą oraz Pacynką. Co działo się teraz z siostrami? Czy Wielena powróciła już do Marionetki, a Pacynka wciąż realizowała jej plan? Słowa ciotki były jasne — nic się nie uda, jeśli nie będą współpracować, więc czy spełnianie idei zmarłej wciąż miało jakikolwiek sens? Strzepnęła ogonem.
Pragnęła powrócić do starej piwnicy, odnaleźć Pararelę i rozpocząć spokojne życia, z dala od klanów. Może Pacynka, po usłyszawszy jej marzeń, zapragnęłaby do niej dołączyć? Byłoby wspaniale! Razem zamieszkałyby w jakiejś starej szopie i żyłyby w spokoju, nie martwiąc się klanami czy innymi barbarzyńcami…
Zatrzymała się przy wysokim drzewie, upstrzonym sporym gniazdem.
— Sowi Strażnik — oznajmiła, przechylając wzrok, aby spojrzeć na Majaczącą Łapę. — Jeden kot pełni tutaj wartę przez pół dnia, potem ktoś inny go zamienia.
<Majacząca Łapo?>
[630 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz