Kocur kiwnął głową. Naprawdę sam się trochę nie rozumiał… Równie dobrze mógł zakończyć tutaj rozmowę i odejść, ale ciekawość wreszcie zwyciężyła.
— Skoro nic ci nie było, podczas naszej ostatniej rozmowy… To po co kręciłeś się wokół starej topoli? — zapytał więc bacznie obserwując Śnienie.
Nie ufał mu, więc nie mógł wierzyć, że ten powie prawdę. Sam kłamał setki razy, więc wiedział już jak kłamstwo rozpoznać.
— Jesteś bardzo ciekawski. Jednak łaskawie mogę ci powiedzieć mój mały sekret. Byłem u Czereśni. Miałem sprawy do załatwienia, o których już nie musisz wiedzieć.
Zwiadowca uniósł brew, a zaraz się skrzywił. Czereśnia widocznie polubił nowoprzybyłych, więc Guziczek musiał się zachowywać. A już miał nadzieję, że po prostu wykurzy ich z obozu…
— Czemu jesteś sam? Gdzie jest Kolendra? Wymknąłeś się z obozu bez mentora? — zapytał wreszcie, rozglądając się.
Kocur się zjeżył i posłał mu podejrzliwe spojrzenie. Widocznie obydwoje sobie nie ufali, ale żaden nie chciał odpuścić.
— Naprawdę myślisz, że wyszedłbym samemu z obozu? Nie jestem mysim móżdżkiem, żeby naginać zasady — prychnął. — Jestem na polowaniu. Kolendra sprawdza z dystansu moje poczynania. Chciałem coś upolować w koronach drzew.
— Polowanie w koronach drzew to raczej robota dla zwiadowców, a nie wojowników — zauważył Guziczek. — My lepiej radzimy sobie na wysokich i delikatnych gałęziach.
— Może wojownicy Owocowego Lasu nie polują na drzewach, jednak ja jako były wojownik Klanu Wilka oraz przywódca Świetlików umiem złapać ptaka wysoko nad ziemią.
Guziczek przyjrzał się mu uważniej. Tak naprawdę wierzył w to, a jednak i tak chciał go sprawdzić. Może, żeby mieć powód, aby mu zaufać, a może po prostu, żeby go bardziej zirytować.
— Doprawdy?
— Owszem.
— W takim razie pokaż mi, jak polujesz — mruknął, wskazując ogonem gołębia.
— Nie ma problemu — powiedział ciszej, żeby nie spłoszyć gołębia.
Śnienie od razu przyjął pozycje, chociaż widocznie uważnie stawiał łapy. Guziczka to nie dziwiło, już kilka razy spadł z drzewa podczas nauk, nie chciał przeżywać tego jeszcze raz, więc nie dziwił się, że ktoś, kto nie jest tak doświadczony w skakaniu po gałęziach, się boi. Zajęło mu to chwilę i nie było spektakularne, ale kocur zagryzł ptaka i położył go dumnie przed Guziczkiem.
— Udało mi się — wymruczał, przeczesując swą brodę.
Zwiadowca przez moment wpatrywał się w zwierzę, ale wreszcie mruknął zadowolony. Nie mógł ukryć tego, że czarny go zaskoczył. W Owocowym Lesie zwierzętami wysoko zajmowali się zwiadowcy, więc dla Guziczka fakt, że wojownik takie coś potrafi, był nowy, ale i niesamowity.
— No muszę przyznać, że dobra robota — powiedział kocur, a w jego głosie już nie dało się wyczuć tej pogardy, czy ironii.
Przyjrzał mu się uważniej, a po chwili przeskoczył na inną gałąź.
— Nadal uważam, że polowanie na drzewach lepiej, byś zostawił zwiadowcom, ale udowodniłeś, że się do czegoś przydasz — dodał po chwili.
Rozejrzał się i uniósł brew, widząc schowanego w krzakach Kolendrę. Czyżby zastępca zapomniał, jak wiele widać z góry? Guziczek tylko uśmiechnął się pod nosem.
— Jeśli chcesz, to mogę ci pomóc — zwrócił się do Śnienia. — Koty ufają mi bardziej, gdyż jestem częścią Owocowego Lasu, ale jeśli przedstawisz mi swój plan, ten, o którym rozmawiałeś z Czereśnią, to może uda mi się namówić kilka kotów, aby też cię posłuchali.
<Śnienie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz