Przeszłość
Wgryzł się mocno w grzywacza. Poczuł, że ptak szybko odszedł z tego świata. Rozluźnił już swój uścisk szczęk i upuścił ptaka na ziemię, mokre pióra w pysku nie smakowały dobrze.
— Gratulacje, Cętkowana Łapo. Jestem pod wrażeniem — Ognikowa Słota pochwaliła go, tarmosząc mu futro na łebku. Rudzielec nie spodziewał się tego, ale zatrzepotał uszami z radości, gdy ciocia go pochwaliła.
— Musisz koniecznie pochwalić się Cienistej Zjawie, na pewno będzie dumny z tego, jak wielkie postępy robisz — chciałby, ale bał się zagadać do ojca. Był jeszcze uczniem, więc może taki mały ptak nie zrobiłby na nim wrażenia.
— Jasne, pochwalę mu się — odparł dosyć niepewnie, starał się wyglądać pewniej, by ciocia się go nie pytała o nic więcej. Wyglądało na to, że się nabrała. Uśmiechnęła się, jak zwykle oznajmiając mu, że mogą jeszcze coś upolować, jeśli by chciał. Kocur się zgodził i poszli pobuszować w lesie, by znaleźć jeszcze kilka piszczek.
***
Wrócił z patrolu łowieckiego, składającego się z Wilgowej Goryczy, Tygrysiej Nocy, Wilczego Skowytu i prowadzącego go Sowiego Zmierzchu. Miał wiewiórkę, którą położył na stosie. Wielu wojowników poszło do starszyzny. Gąsiorkowy Trzepot, Podstępna Kłamczucha, matka Księżyca i Jaskółcze Ziele, to trochę dziwne uczucie mieć bardzo starą matkę, która musiała przesiadywać teraz w starszyźnie. Wszyscy byli pracowitymi i sumiennymi wojownikami, choć imię Podstępna Kłamczucha, musiało od razu dawać znać, że akurat dany kot nie był zasłużony. Mimo tego sądził, że każdemu z tych kotów należał się odpoczynek, oprócz temu jednemu co był najdłużej, Trzcinniczkowej Dziupli, ślepy kocur, który nic nie dawał od siebie. Niby jakim prawem on się jeszcze trzymał? Trzeba się go było jakoś pozbyć, ale później pomyśli nad tym jak. Ostatnio roznosiły się plotki, że jego ciocia, Ognikowa Słota szukała ojca dla jej kociąt i Kocimiętkowego Wiru. Niby nie wiedział, czy Kłamczucha to tak rozpowszechniła, czy ktoś inny. Mistrzyni akurat kończyła rozmowę z Zalotną Gwiazdą, to mógł na spokojnie podejść do niej.
— Cześć, Ciociu, słyszałem, że będziesz za niedługo szukać kogoś dla swoich kociąt, nie byłoby łatwiej znaleźć kogoś w klanie? — w klanie było wiele kocurów, którzy mogli się nadawać na potencjalnych ojców pociech.
— Polemizowałabym z tym co powiedziałeś. To nie jest złe szukać potencjalnego rodzica dla swoich pociech poza klanem, rozejrzyj się, wiele tutaj kotów nie ma obu rodziców też dlatego, że byli samotnikami, Seradelowa Łapa, Rozbity Księżyc czy Kalinowy Powiew to tylko kilka z przykładów gdzie nie byli wychowywani przez komplet rodziców, bo jest takich kotów więcej. Nie krew decyduje o tym, czy jesteś godnym Wilczakiem, ale ciężka praca i lojalność, jaką poświęcasz naszym przodkom i klanowi. — rzeczywiście nie mógł temu zaprzeczyć. On sam też nie miał dwóch rodziców, którzy go wychowali. Południca umarła, gdy się narodził, więc to Cienista Zjawa wziął go ze sobą do Klanu Wilka.
— Czyli samotnicy czasem są użyteczni? Nie są wyznawcami Mrocznej Puszczy więc ich tępie tak samo, jak koty z innych klanów — jego ciocia wydawała się zaskoczona jego słowami.
— Są, nawet bardziej niż nasi sąsiedzi. Możemy wykorzystywać ich siłę, by spłodzić potomstwo lub ich wziąć do klanu i ich nawrócić. Z takim wstrętnym Klifiakiem czy Burzakiem już byłoby trudniej, a raczej mało możliwe, są zbyt zaślepieni w ten swój "Klan Gwiazdy" — Ognikowa Słota wypowiedziała wyraz "Klan Gwiazdy" jakby miała zwymiotować. Cętkowanemu Tęgoszowi też to ledwo przechodziło przez ucho.
— To w takim razie już ich lubię, chyba że będą słabi, to ich wypędzę — mówili tak o tych samotnikach i przypomniało mu się o Kazarku który go uratował. Na razie nie wiedział, czy był słaby, czy nie więc musiał go dłużej obserwować, zwłaszcza że się domyślał, że raczej łatwo nie opuści ich terenów.
— Cieszę się, że tak myślisz, choć trochę mnie zdziwiłeś, bo twoja mama też była samotniczką — kocurek poczuł się niezręcznie, patrząc w różne punkty obozu.
— Mama była inna! Ona dostąpiła zaszczytu dołączenia do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, czego inni samotnicy nigdy nie mogliby — jego matka nie była jakąś samotniczką, była silna, a to cecha godnego Wilczaka, którą może nawet odziedziczył po niej. Byłby pewny, że gdyby żyła, to by była idealną wojowniczką, która wyznaje Mroczną Puszczę.
— Wiem, na pewno teraz dumnie zerka na ciebie z mroku. Widzisz, nawet jak urodzisz się z samotniczki, to możesz być kimś wielkim. Dlatego chcę również dla moich kociaków znaleźć ojca, po którym o dziedziczą najlepsze cechy, które może posiadać Wilczak — już sobie wyobrażał małe posłuszne kulki słuchające wiernie opowieści o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, lub niegrzecznych urwisów, które będą łamać pierwszym lepszym kotom ogony, takie coś by się przydało Bielince, słyszał, że ponoć zbiła kociaka.
— A jak sobie go wyobrażasz? — sam sobie wyobrażał, że taki ojciec z wyglądu musiał być zwinny i silny, choć może ciocia szukała więcej idealnych cech.
<Ognikowa Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz