Kiedy ich mama nie mogła ich obserwować lub wychodziła rozprostować kości, to właśnie Widlik je zabawiał. Pamiętała jeszcze parę zabaw, które im organizował. Teraz kiedy była starsza, może trochę dziwne dla niej było, że to kot, a nie kotka zajmuje się w ten sposób kociakami, ale nie kwestionowała tego za mocno. Nauki jej taty trochę jednak wpłynęły na jej poglądy, nieważne jak Żabka chciałaby się tego wyprzeć. W końcu jej tatko bardzo chciał, aby Żabka sama została medykiem albo piastunem, a to nie było dla niej. W obozie było nudno. Tam… za rzeką był cały świat do zwiedzenia, koty do poznania i walki do walczenia! Czy to nie było ciekawsze niż opieka nad irytującymi dziećmi? Widlik najwidoczniej bardzo to lubił!
Żabka podskoczyła na łapy z ekscytacją i namierzyła Lawendową Rozkosz. Podbiegła do niej z szerokim uśmiechem, ledwo wyhamowując, zanim w nią wpadła.
– Możemy pójść na polowanie? – spytała z cichą ekscytacją w głosie.
– Teraz? – Liliowa kotka zamrugała parę razy. – No nie wiem. Zaraz mam patrol.
– Och! – Żabka zmarszczyła nos. – Myślisz, że… mogłabym pójść sama?
– Sama? Ledwo zaczęłaś się uczyć. Nie wiem, czy to jest bardzo dobry pomysł…
– Obiecuję nie odchodzić daleko. Chciałam tylko złowić albo upolować coś dla… pewnego kota, którego lubię. Pochwalić się. – Żabka uśmiechnęła się pozornie niewinnie.
– No nie wiem.
– Bliziutko. W lasku zaraz obok obozu. – koteczka pokiwała łebkiem. – I od razu wrócę!
– No dobra. Ale jeśli nie będzie cię tu, jak wrócę z patrolu, to nigdy więcej nie spuszczam cię z oka poza obozem! – Lawendowa Rozkosz pomachała łapą z ostrzeżeniem.
– Dobrze. – Żabka zgodziła się bez sekundy zawahania. – To ja ruszam, żeby zdążyć!
Żabia Łapa ruszyła biegiem przez obóz, znikając po chwili w trzcinie. Zanurkowała do wody z rozpędem i zaraz wygrzebała się po drugiej stronie, otrzepując wodę jak tylko mogła. Im mniej mokra będzie, tym lepiej pójdzie jej polowanie. Może w takim razie powinna po prostu coś złowić, chociaż nie wychodziło jej to jeszcze perfekcyjnie… Może. Najpierw spróbuje na lądzie.
Żabka ruszyła do lasu po chwili leżenia na kamieniu, aby przeschnąć. Nadal była wilgotna, a jej futerko się zaczynało delikatnie kręcić. Wyglądała jak mała chmurka przedzierająca się przez runo leśne. Węszyła i skradała się ze świadomością upływu czasu, jaki mogła na to przeznaczyć. Chwilę jej to zajęło, ale w końcu odnalazła zapach jakiejś myszy. Świeży i kuszący. Kotka przywarła do gruntu i zbliżyła się do ofiary. Skoczyła, dorwała zdobycz i zaraz wracała do obozu. Osiągnęła swój cel. I to rychło w czas!
Do obozu weszła sekundy przed patrolem Lawendowej Rozkoszy. Jej mentorka, kiedy tylko przekroczyła próg, od razu zaczęła się rozglądać za nią. I jej mina złagodniała, kiedy tylko namierzyła swojego podmokłego ucznia.
– Udało ci się. – uśmiechnęła się z niemą pochwałą w oczach.
– Tak. Upolowałam mysz. – odparła Żabka z szerokim uśmiechem. – I wróciłam na czas. Można mi ufać!
– Można. To prawda. – Lawenda pokiwała łebkiem. – Tak trzymaj.
Żabka patrzyła, jak jej mentorka odchodzi gdzieś w swoje własne miejsce. Chwilę jeszcze obserwowała kotkę, do czasu kiedy ta zniknęła w legowisku. Zaraz potem uczennica pochwyciła mysz i udała się do żłobka.
Wchodząc, rzuciła gardzące spojrzenie czekoladowym kotkom leżącym w środku i potem namierzyła kota, którego szukała. Trzcinowy Szmer spała sobie spokojnie z dzieciakami, a Złocisty Widlik akurat się mył.
– Dzień dobry Złocisty Widliku. – przywitała się szeptem. Położyła myszkę zaraz przed nim. Kot rzucił jej pytające spojrzenie, a ta tylko poszerzyła swój uśmiech. – Sama ją upolowałam. Chciałam się podzielić i pochwalić jak dobrze mi idzie…
<Złocisty Widliku?>
[648 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz