Po rozgrzanej ziemi przechadzał się kremowy kocur, w swoim podeszłym wieku raczej nie powinien sam wychodzić poza obóz, szczególnie w tak ryzykownej pogodzie, lecz nawet to nie przeszkodziło Modliszce w wyjściu, by podziwiać owady. Gdy skryty w wysokiej trawie zauważył parę wielkich uszu przemykających niedaleko, instynktownie ruszył w pogoń. W kilku uderzeniach serca dorwał szaraka, wbijając perliste kły w jego kark. Zdyszany odwrócił się i ujrzał biało-rudego, znanego mu kocura, Dzikiego Berberysa
– W samą porę, Modliszkowa Ciszo! Jak na swoje lata całkiem dobrze się jeszcze ruszasz. Tak jak Ciebie zapamiętałem, kiedy byłem jeszcze uczniem. – pochwalił go zdyszany łaciaty wojownik.
– W tym wieku to już pamięć mięśniowa. – odparł Modliszkowa Cisza po upuszczeniu bezwładnego ciała królika. Z bólem łap stał, dysząc, najwyraźniej starość odcisnęła już na nim swoje piętno, mimo to słowa młodszego podniosły go na duchu. – Ty za to się bardzo zmieniłeś. Nie jesteś już tym płaczliwym kocięciem. Wyrosłeś na silnego i szlachetnego wojownika Klanu Burzy.
Dziki Berberys na pochwałę starszego napuszył się i dumnie wypiął swoją śnieżnobiałą pierś.
– Owszem! Już kocięce smutki przeminęły dawno. Klan Burzy nie potrzebuje płaczliwych kocurów. Kotki jeszcze rozumiem, jednak nam nie przystoi – Machnął łapą. – Ale zmieniając temat, jeśli chcesz, możemy jeszcze wspólnie na coś zapolować. Zawsze, zamiast jednego królika można przynieść dwa. Chętnie bym pochwalił się zdobyczą Krokusowej Kruchości.
– Bardzo chętnie. Pozwól tylko, że zakopie tego królika. – odpowiedział, łapiąc w pysk leżące
przed nim ciałko zwierzyny.
Ciekawe co łączyło Dzikiego Berberysa i Krokusową Kruchość, zamyślił się kremowy, owa dwójka najwyraźniej żywiła do siebie jakąś sympatię. Odwrócił się i ujrzał kępkę żółtych kwiatów, idealne miejsce. Zakopał królika, przykrywając wierzch dwoma kwiatkami.
– Zrobione. Czy masz jakiś pomysł, gdzie możemy zapolować? – zapytał, odwracając łeb w stronę młodszego.
Kocur uśmiechnął się złośliwie i nosem wskazał daleki las, gdzie zamieszkiwały Wilczaki.
– Można pod granicą zapolować. Niech Klan Wilka widzi, jak dobrze dajemy sobie radę – zaśmiał się – Chciałbym zobaczyć ich gorycz na widok tak sprawnie polujących wojowników przeciwnego klanu.
Modliszka zmrużył ślepia, zastanawiając się nad propozycją łaciatego, było dziś dość gorąco, a polowanie w cieniu drzew wcale nie było głupim pomysłem.
– Dobry pomysł, lecz trzeba będzie uważać na granice. – odparł, odwracając się, by wyruszyć w drogę.
<Dziki Berberysie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz