Nie chciała źle, po prostu… Czasem zapominała różnicy między dobrą radą a pouczeniem. Chyba wina zbyt długiej ilości czasu w tym klanie…
— Mam nadzieję, że trafi nam się coś wielkiego — szepnął po chwili kocur.
— Skoro w takim razie chcesz, żebyśmy złapali coś pokaźnego, to postaraj się nam nie odstraszać zwierzyny, dobrze? — zerknęła na niego.
Rudy kiwnął głową i ewidentnie przygotował się do gonienia zwierzyny. Mimo to nie odbiegł, został przy niej. Szylkretka tylko upewniła się, gdzie jest uczeń, aby przypadkiem na niego nie wpaść.
Zaraz coś zaszeleściło i Kora też przygotowała się do ataku.
— To może być to, czego szukamy, na mój znak gonimy to — rozkazała Nadciągający Pomrok.
— Myślisz, że to może być coś większego, jak na przykład zając lub coś innego? — szepnął rudy.
— Zbyt głośny szelest na coś małego — zauważyła. — Masz szczęście — uśmiechnęła się.
— Teraz — czarna szylkretka dała znak i cały patrol ruszył za zwierzyną.
Korowy Szept oczywiście już podczas biegu starała się przewidzieć gdzie będzie zwierzyna i jak ją najlepiej złapać. Zauważyła coś, więc skręciła. Nie spodziewała się, że Cętkowana Łapa pobiegnie za nią.
Większość kotów miała swój indywidualny tryb łapania zwierzyny, Kora po prostu… czekała. Nie skakała nagle, aby jej nie przestraszyć, więc gdy zauważyła królika, od razu zwolniła, chowając się w trawie.
Uderzenie serca… Tyle trwało jej zastanowienie. W tym momencie, gdyby wyskoczyła, miałaby już zwierzynę. Przygotowała się, ale zaraz zauważyła obok siebie rude futro.
— Na trzy — oznajmiła.
Odczekała kolejne uderzenie, odliczyła do trzech i skoczyła wraz z uczniem. Zwierzyna była pod jej łapami, ale pozwoliła, aby to kocur wziął ją do pyska.
— Mówiłam, masz szczęście — mruknęła, patrząc na zdobycz.
<Cętkowana Łapo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz