dawno dawno temu jak jeszcze Rudzik była w ciąży
- Tato, a dlaczego ta pani tutaj jest? - spytała mała pokraka, gdy Rudzikowe Skrzydełko wprowadziła się do żłobka. Do tej pory byli tutaj sami z mamą i bardzo mu to odpowiadało, a teraz wprowadził się ktoś nowy i tak samo rudy, co również mu odpowiadało. Mamie już mniej i wyraźnie mu powiedziała, żeby się do kotki nie odzywał, podobnie, jak to było z tamtym rudym kocurem. Ciekawe czemu? Dzwonkowy Świst wcale nie wydawał się nowej żłobkowej kotki nienawidzić, więc Bursztyn był nieco zmieszany.
- Będzie miała kocięta, więc się tu przeniosła, by przygotować się do porodu - wyjaśnił Dzwonek.
- Tato, a dlaczego ta pani tutaj jest? - spytała mała pokraka, gdy Rudzikowe Skrzydełko wprowadziła się do żłobka. Do tej pory byli tutaj sami z mamą i bardzo mu to odpowiadało, a teraz wprowadził się ktoś nowy i tak samo rudy, co również mu odpowiadało. Mamie już mniej i wyraźnie mu powiedziała, żeby się do kotki nie odzywał, podobnie, jak to było z tamtym rudym kocurem. Ciekawe czemu? Dzwonkowy Świst wcale nie wydawał się nowej żłobkowej kotki nienawidzić, więc Bursztyn był nieco zmieszany.
- Będzie miała kocięta, więc się tu przeniosła, by przygotować się do porodu - wyjaśnił Dzwonek.
- Będziecie mieli młodszych kolegów, nie cieszysz się? To będą twoi kuzyni.
- Kuzyni...? - co to kuzyn. Coś jak wróg? Jeśli będzie trzeba, to będzie się bił o żłobek!
- Hmm, jeśli twoja mama ma siostrę lub brata, i ten brat lub siostra mają dzieci, to są to twoi kuzyni.
- Aha! Czyli taki brat! - przekalkulował, stwierdzając w głowie, że całkiem mu się to wyrażenie podoba. - A ty masz moich kuzynów? - spytał jeszcze, patrząc z nadzieją na swojego ojca, który kiwnął głową na potwierdzenie.
- Na pewno znasz Baziową Łapę? Odwiedzała was tutaj, to jedyna kuzynka którą mogę ci zaoferować.
- A czemu?
- Ponieważ twój wujek Skowroni Odłamek był medykiem. Twoja ciocia, Wdzięczna Firletka również jest medykiem i nie mogą mieć kociąt, a Pierwomrówcza Gracja opuściła tereny dawno temu.
- A czemu?
- Pytasz mnie, czemu opuściła tereny, czy czemu medycy nie mogą mieć dzieci?
Zastanowił się przez chwilę.
- Hmmmm... tak.
Z pyska Dzwonkowego Świstu wypadło rozbawione prychnięcie, jednak dla Bursztynu wcale to nie było zabawne, chciał odpowiedzi, a zamiast tego miał coraz więcej pytań! Miał tak szeroką i rozbudowaną rodzinę którą chciał poznać, jednocześnie nie bardzo wysilając się na zapamiętywanie tego wszystkiego. Tyle imion i połączeń, komu by się chciało?
- A więc dobrze, o Pierwomrówczej Gracji opowiem ci jak będziesz odrobinę starszy, by zachować trochę informacji na inne okazje. Natomiast jeśli chodzi o medyków, to taka była wola Klanu Gwiazdy.. zgaduję.
- A czemu? - dopytał jeszcze, zastanawiając się, czy męczyć ojca o Grację. Na pewno jednak męczył jego ogon, żując powoli rude kłaki, testując próg cierpliwości i bólu swojego ojca.
- Jeśli medyk miałby partnera i dzieci, to stawiałby ich w leczeniu na pierwszym miejscu, zamiast skupić się na dobru całego klanu. Przynajmniej takie jest założenie, pewnie zasadę tę wymyślono po tym, gdy stało się coś nieprzyjemnego - wyjaśnił, celowo poruszając ogonem w taki sposób, by zabawić malca. Widocznie nie przeszkadzał mu obśliniony ogon, jak to było w przypadku Pożar.
- Aha. A ja bym cię faworyzował, a nie jesteś moim dzieckiem - zauważył, wgapiając się z szeroko otwartymi oczyma na Dzwonka. Coś w tym było, w końcu rodzina to nie tylko ktoś z kim tworzysz związek i posiadasz potomstwo, ale też rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i tak dalej, a z tego, co Bursztyn słyszał, to miał ich trochę. Więc czemu miałby ich nie faworyzować? Czym się różnili oni od swoich własnych dzieci?
- Cóż, wtedy byłbym najzdrowszym kotem w klanie - zaśmiał się kocur, widocznie niezbyt przejęty deklaracją malca. W końcu nie zapowiadało się na to, by rudzielec kiedykolwiek zechciał podążyć drogą ziół. Z resztą, nawet, gdyby przeszło mu to przez myśl, to pewnie nikt o zdrowych zmysłach by go do nich nie dopuścił. - Myślę też, że gwiezdni nie do końca przemyśleli sprawę z tym zakazem - dodał po chwili namysłu wojownik, chociaż Bursztyn już dawno przestał zwracać na niego uwagę, gdyż wzrok kociaka spoczął na brzuchu Rudzik i niemal natychmiastowo w małej głowie pojawiło się kolejne pytanie.
- A czy jakbym miał kociaki, to też byłbym gruby?
- Akurat ty się o to nie musisz martwić, tylko kotki mają umiejętność zachodzenia w ciążę - westchnął starszy nieco zrezygnowany pytaniami malca, zerkając ukradkiem w stronę Rudzikowego Skrzydełka, nagle jakby spięty. Kotka chyba jednak wcale malca nie usłyszała, lub słyszeć nie chciała, skąd jednak miał wiedzieć, że mówienie o kimś, że jest gruby, wcale nie jest odpowiednie?
- A czemu?
- Dość pytań na dziś! - wielka łapa pacnęła nagle kociaka w bok sprawiając, że ten przeturlał się nieco dalej, zaraz jednak podskakując rozbawiony. Zabawa! - Jeśli będziesz chciał wszystko na raz wiedzieć, mózg wyleje ci się przez uszy!
- Nie-e!
- A właśnie, że tak.
- Nie ma mowy!
- Nie wiem, ja bym na twoim miejscu nie ryzykował - Dzwonek wyraźnie dobrze się bawił zaczepiając swojego syna, który nie pozostawał mu dłużny. I chociaż udało się odciągnąć Bursztyna od zadawania upierdliwych pytań, to malec wciąż się zastanawiał gdzieś w tyle głowy, dlaczego nie może zajść w ciążę.
- Kuzyni...? - co to kuzyn. Coś jak wróg? Jeśli będzie trzeba, to będzie się bił o żłobek!
- Hmm, jeśli twoja mama ma siostrę lub brata, i ten brat lub siostra mają dzieci, to są to twoi kuzyni.
- Aha! Czyli taki brat! - przekalkulował, stwierdzając w głowie, że całkiem mu się to wyrażenie podoba. - A ty masz moich kuzynów? - spytał jeszcze, patrząc z nadzieją na swojego ojca, który kiwnął głową na potwierdzenie.
- Na pewno znasz Baziową Łapę? Odwiedzała was tutaj, to jedyna kuzynka którą mogę ci zaoferować.
- A czemu?
- Ponieważ twój wujek Skowroni Odłamek był medykiem. Twoja ciocia, Wdzięczna Firletka również jest medykiem i nie mogą mieć kociąt, a Pierwomrówcza Gracja opuściła tereny dawno temu.
- A czemu?
- Pytasz mnie, czemu opuściła tereny, czy czemu medycy nie mogą mieć dzieci?
Zastanowił się przez chwilę.
- Hmmmm... tak.
Z pyska Dzwonkowego Świstu wypadło rozbawione prychnięcie, jednak dla Bursztynu wcale to nie było zabawne, chciał odpowiedzi, a zamiast tego miał coraz więcej pytań! Miał tak szeroką i rozbudowaną rodzinę którą chciał poznać, jednocześnie nie bardzo wysilając się na zapamiętywanie tego wszystkiego. Tyle imion i połączeń, komu by się chciało?
- A więc dobrze, o Pierwomrówczej Gracji opowiem ci jak będziesz odrobinę starszy, by zachować trochę informacji na inne okazje. Natomiast jeśli chodzi o medyków, to taka była wola Klanu Gwiazdy.. zgaduję.
- A czemu? - dopytał jeszcze, zastanawiając się, czy męczyć ojca o Grację. Na pewno jednak męczył jego ogon, żując powoli rude kłaki, testując próg cierpliwości i bólu swojego ojca.
- Jeśli medyk miałby partnera i dzieci, to stawiałby ich w leczeniu na pierwszym miejscu, zamiast skupić się na dobru całego klanu. Przynajmniej takie jest założenie, pewnie zasadę tę wymyślono po tym, gdy stało się coś nieprzyjemnego - wyjaśnił, celowo poruszając ogonem w taki sposób, by zabawić malca. Widocznie nie przeszkadzał mu obśliniony ogon, jak to było w przypadku Pożar.
- Aha. A ja bym cię faworyzował, a nie jesteś moim dzieckiem - zauważył, wgapiając się z szeroko otwartymi oczyma na Dzwonka. Coś w tym było, w końcu rodzina to nie tylko ktoś z kim tworzysz związek i posiadasz potomstwo, ale też rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i tak dalej, a z tego, co Bursztyn słyszał, to miał ich trochę. Więc czemu miałby ich nie faworyzować? Czym się różnili oni od swoich własnych dzieci?
- Cóż, wtedy byłbym najzdrowszym kotem w klanie - zaśmiał się kocur, widocznie niezbyt przejęty deklaracją malca. W końcu nie zapowiadało się na to, by rudzielec kiedykolwiek zechciał podążyć drogą ziół. Z resztą, nawet, gdyby przeszło mu to przez myśl, to pewnie nikt o zdrowych zmysłach by go do nich nie dopuścił. - Myślę też, że gwiezdni nie do końca przemyśleli sprawę z tym zakazem - dodał po chwili namysłu wojownik, chociaż Bursztyn już dawno przestał zwracać na niego uwagę, gdyż wzrok kociaka spoczął na brzuchu Rudzik i niemal natychmiastowo w małej głowie pojawiło się kolejne pytanie.
- A czy jakbym miał kociaki, to też byłbym gruby?
- Akurat ty się o to nie musisz martwić, tylko kotki mają umiejętność zachodzenia w ciążę - westchnął starszy nieco zrezygnowany pytaniami malca, zerkając ukradkiem w stronę Rudzikowego Skrzydełka, nagle jakby spięty. Kotka chyba jednak wcale malca nie usłyszała, lub słyszeć nie chciała, skąd jednak miał wiedzieć, że mówienie o kimś, że jest gruby, wcale nie jest odpowiednie?
- A czemu?
- Dość pytań na dziś! - wielka łapa pacnęła nagle kociaka w bok sprawiając, że ten przeturlał się nieco dalej, zaraz jednak podskakując rozbawiony. Zabawa! - Jeśli będziesz chciał wszystko na raz wiedzieć, mózg wyleje ci się przez uszy!
- Nie-e!
- A właśnie, że tak.
- Nie ma mowy!
- Nie wiem, ja bym na twoim miejscu nie ryzykował - Dzwonek wyraźnie dobrze się bawił zaczepiając swojego syna, który nie pozostawał mu dłużny. I chociaż udało się odciągnąć Bursztyna od zadawania upierdliwych pytań, to malec wciąż się zastanawiał gdzieś w tyle głowy, dlaczego nie może zajść w ciążę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz