Jeszcze przed tragedią związana ze śmiercią Gąski…
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Odpoczywałam sobie spokojnie na drzewie, niemal zapadając w drzemkę, kiedy nagle obok pojawił się średniej wielkości kocurek. Był on dzieckiem przyjaciółki mojej córki, a przynajmniej jeśli mnie pamięć nie myliła.
— Uh. Orchideo. Witaj — zatrzymał się przede mną, prostując się. — Przychodzę do ciebie z pewną nurtującą mnie sprawą, a ty jesteś jedyną, która może znać odpowiedź na moje mniej lub bardziej teoretyczne pytanie.
Kocurek zamrugał, ale zanim zdążyłam mu odpowiedzieć, on kontynuował.
— No bo jesteś jedyną kotką w promieniu dwudziestu lisich ogonów. Znaczy nie. Ale jedyną, którą zobaczyłem. Uh. No… też nie. Ale pierwszą. Tak, tak. Pytanie natury przyrodniczej: czym jest ptak, który nie ma skrzydeł? Ja bym obstawiał wiewiórkę. Chociaż z tułowia to bardziej ślimak…
Kocur spojrzał na mnie kątem oka, chyba czekając na moją odpowiedź. Ja natomiast spokojnie odparłam:
— Borowiku, czy poznałeś kiedyś kota bez łapy lub innej części ciała?
— A co ma taki kot wspólnego z ptakiem bez skrzydeł?
— No bo jeśli jesteś kotem, który nie ma łapy, to czym jesteś?
Kocurek przez chwilę zaczął się zastanawiać.
— Kotem bez łapy...?
— Nie — powiedziałam, poprawiając swoją pozycję.
— Ale to czym w takim razie? Teraz do tego będę się zastanawiać nad kotem bez łapy…
— Nie będziesz musiał, ponieważ odpowiem ci na to pytanie. Otóż nadal będziesz kotem. Tak samo, jak ptak bez skrzydeł nadal będzie ptakiem. To, że nie masz typowej cechy dla danego gatunku, nie znaczy, że jesteś zdyskwalifikowany. Nadal jesteś kotem. A co ważniejsze, nadal jesteś tak samo ważnym kotem, jak wszystkie inne koty. Rozumiesz?
Młody słuchał uważnie moich słów, raz po raz kręcąc głową ze zrozumieniem.
— Tak, chyba rozumiem… Dziękuję za tę cenną lekcję, Orchideo, zapamiętam ją sobie na przyszłe czasy.
— Bardzo się cieszę, że mogłam ci pomóc, Borowiku. Jeszcze wiele cię w życiu może zaskoczyć, młody, acz dzielny wojowniku.
Owinęłam kocię ogonem, w on w odpowiedzi cicho zachichotał.
— No, a teraz leć się bawić, myślę, że zasłużyłeś po swoim treningu — mruknęłam z uśmiechem, a uczeń pokiwał wesoło głową, a po chwili już go nie było, ponieważ gnał do swojego brata w celu wspólnej zabawy.
Kilka dni przed śmiercią Gąski
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Od jakiegoś czasu w Owocowym Lesie zagościł spokój, dzięki któremu obóz na nowo tętnił życiem. Z jednej strony dochodziły mnie chichoty dorosłych wojowników rozmawiających o ostatnim patrolu, z drugiej entuzjastyczne piski zabawy kociąt i podwyższone głosy gadatliwych uczniów. Nie chciałam o tym myśleć, ale wiedziałam, że nie długo sobie na swojej posadzie już nie zabaluje. Tylko jak tutaj przejść na takie bezczynne siedzenie i nic nierobienie? Dzięki różnorakim spacerom, patrolom bądź misjom czułam, że jeszcze się do czegoś nadaje, a świat od razu wydawał się ciekawszy. Za każdym razem aż mnie roznosiło od środka, kiedy musiałam siedzieć w obozie przez różne kontuzje, wygojenie ran i tak dalej. Świat ma mi tyle do zaoferowania, a ja będę siedzieć na czterech literach i nie ruszać się z legowiska starszyzny? Co ja mam tam robić całymi dniami… Wiadomo, mogę spędzać czas ze swoją ukochaną Pieczarką, ale to nie to samo co chodzenie na wspólne patrole, wychodzenie na romantyczne spacery w środku nocy, czy dzielenie się wspólnie upolowaną zwierzyną… Moją głowę przyćmiewały coraz to smutniejsze myśli.
“Biedactwo me… Nigdy nie zaznał tego szczęścia bycia mianowanym… Byłbyś dobrym stróżem, Bruku… Tak, jak twój brat był… Tęsknię za wami, kochani”
Nagle moje przemyślenia przerwało drugie z mych dzieci, Drobinka, która podeszłu do mnie z szerokim uśmiechem i jak zawsze zachowaną gracją w każdym swym ruchu. Jeno ogon raz po raz drgał na delikatnych podmuchach wiatru, wraz z kwiatkami, które wplecione tam były łapkami Gąski, z którą ostatnio spędzało niemal każdą wolną chwilę.
— Cześć, mamo, jak się dzisiaj czujesz? — spytało biała, a jenu śnieżne uszka strzygły w tę i we w tę.
— U-um… Czuję się dobrze, dziękuję Ci stokrotko, że pytasz. A jak Ty się czujesz? Przyszłoś z nowinami? Szczęściem promieniejesz, jak dawno nie promieniałaś.
— Usiądź mamo, łapy aż ci drżą, na ilu patrolach dziś byłaś, hm? — mruknęło zatroskane, kiedy ja siadłam przed nią ze swoim długim ogonem zawiniętym wokół łap.
— Aaaj tam, dziękuję, że się o mnie martwisz słoneczko, przeszłam się na patrol graniczny, a później pobiegałam po lesie, jeśli moje tempo można nazwać tempem biegu… No ale ja już się o swoim życiu naopowiadałam, teraz ty mi, Cegiełko, opowiadaj co tam u Ciebie, jakie masz dla mnie wieści? S-są dobre?
“Kotka” ciepło się zaśmiało, kiwając głową.
— Tak, są dobre, są bardzo dobre mamo! No to… Um… Na pewno pamiętasz Gąskę, prawda?
— Tak… Wszystko u niej w porządku?
— Tak, wszystko u mnie dobrze, dziękuję, że pani pyta — miauknęła szylkretka, która akurat weszła.
— Oo, cześć Gąsko, jak miło, że przyszłaś! Aj tam jaka pani, wiem, że mam trochę księżyców na karku, ale chyba nie tyle, żeby tak na mnie mówić…
Drobinka odchrząknęło, znów zabierając głos.
— Kontynuując… Ja, t-to znaczy my… Uh…
Przerwała na chwilę, po czym głęboko westchnęło.
— Przepraszam, nie wiem, jak ci to powiedzieć...
Nie chciałam jenu przerwać, ale zaczęłam się mimowolnie śmiać.
— Nie musisz, a w zasadzie to nie musicie. Gratuluję wam ślicznotki, jesteście piękną parą.
— A-ale? — zająknęła się szylkretka, później jednak umilkła.
— Takie rzeczy widać, szczególnie że ukrywanie tego nie do końca wam wychodzi. No chociażby teraz, te splecione ogony nie są tak zacieśnione bez przyczyny. Czyż nie?
Partnerka mojego dziecia rozpromieniała, jednocześnie nieco się rumieniąc, a samo me dziecię schowało pyszczek w łapach.
— Czy mogę zadać wam pytanie?
— O-oczywiście mamo…
— W takim razie… mogę powiedzieć Pieczarce? A no i co będzie z twoimi dziećmi Gąsko? W sensie… Będziecie się nimi razem zajmować? Jeśli one w ogóle wiedzą…
— Jak dla mnie możesz powiedzieć Pieczarce… Gąsko?
— Oczywista oczywistość pan… T-to znaczy Orchideo. A co do dzieci… Mamy zamiar za niedługo im powiedzieć i oznajmić, że Drobinka także jest ich rodzicem bądź mamą.
Istoty zetknęły się nosami, a na ich pyszczkach widniało nieopisywalne szczęście.
— W-w takim razie… — wydukałam, a Cegiełka pokiwała głową.
— Będziesz… T-to znaczy w sumie, jesteś babcią.
Te dwie informacje… To były najlepsze wiadomości, jakie usłyszałam tego dnia. I nic nie mogło tego przebić.
Dzień śmierci Gąski
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Ten dzień wydawał mi się dość spokojny, a przynajmniej na razie. Wypełniłam już swoją część obowiązków na dziś, a mianowicie zakończyłam patrol łowiecki, A kiedy już miałam zapaść w drzemkę, przy wejściu do obozu zaczęło robić się zamieszanie. Zmartwiona zszokowanymi i poddenerwowanymi tonami innych Owocniaków sama powoli wstałam, słabo przeciągając się w półmroku, aby następnie zobaczyć, co się dzieje. Gdy spośród zebranych wyłonił się pysk mojego ostatniego żyjącego dziecka, przez ułamek uderzenia serca poczułam swego rodzaju ulgę. Po chwili jednak ujrzałam, że śnieżnobiała stoi cała zalana łzami. Natychmiast musiałam się do niej dostać i dowiedzieć się co jest nie tak.
— Uhh, przepraszam, potrzebuję przejść! — powiedziałam głośno, a koty zrobiły mi minimalny korytarz wprost do Cegiełki. A mi tyle miejsca na szczęście wystarczyło, więc w mgnieniu oka znalazłam się tuż obok jeno. Już miałam pytać, co się stało, kiedy moje bursztynowe ślepia do ostrzegły nieruchome ciało Gąski. Na ten widok po prostu mnie zatkało. Z innej perspektywy wyglądało to pewnie tak, jakbym tępo patrzyła się w ziemię bez ani pół myśli w głowie. Kiedy jednak zielonookie wtuliło się w moją pierś, odzyskałam umiejętność wydawania dźwięków.
— O na Wszechmatkę, co się stało, kochanie?
— M-my… Ona… O-ona… — wydukała, jednak nie mogłu złapać tchu, więc po prostu nadal gorzko szlochało w moich łapach.
Oprócz niej na spacer wybrał się także inny kot, który słabym, acz nieco bardziej zrozumiałym głosem odpowiedział na moje pytanie, ponieważ Drobinka nie była w stanie.
— M-my zbieraliśmy razem materiały na ozdoby i zabawki dla kociąt, k-kiedy nagle Gąska zauważyła coś po drugiej stronie drogi grzmotu i… po prostu na nią… Na nią…
Ostatnie słowo wypowiedział niemal szeptem jednak ja i tak usłyszałam.
— …Wbiegła…
Momentalnie aż zabrakło mi powietrza w płucach, na co wtulone we mnie dziecko zaczęło jedynie cicho popiskiwać.
Po kilkunastu uderzeniach serca również wtuliłam się w stróżkę.
— Jestem tutaj z tobą, maleństwo… — wyszeptałam jenu do ucha, mając jeden wielki mętlik w głowie.
Kilka dni po tragedii
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Nie wiedziałam, czy Drobinka i Gąska zdążyły przekazać dzieciom nowiny, dlatego nadal nie za bardzo zbliżałam się do Borowika oraz Gołąbka, którzy zapewne zaliczyli właśnie traumę.
Kiedy głos Czereśni zaczął nieść się po całym obozie, ja spięłam się na swoim miejscu, ponieważ już wiedziałam, że to moje ostatnie, kiedy mogę nazwać się oficjalną wojowniczką Owocowego Lasu.
— Zebrałem nas tutaj, ponieważ wśród nas jest kot, który już od dawna zasługuje na spokój i zdjęcie tych wszystkich obowiązków z jego barków.
Tutaj lider zrobił pauzę, przejeżdżając uważnym spojrzeniem po wszystkich Owocniakach, końcowo jednak zatrzymując się na moim liliowym futrze.
— Orchideo — wywołał mnie z tłumu, na co ja słabo wstałam i wyszłam przed innych siedzących. — Czy chcesz porzucić rolę wojowniczki i dołączyć do grona starszych?
Mimo iż chciałam to ukryć, w moim głosie kryło się wiele zawahania. Nie chciałam jeszcze przechodzić na emeryturę. Podobało mi się życie wojowniczki i codzienność z nim związana. Nie miałam jednak innego wyboru. To nie do końca było moją decyzją, na jakiej zasadzie będę jako członkini Owocowego Lasu.
— Tak…
— Twoja społeczność dziękuje ci za wierną służbę, jaką jej podarowałaś. Niech Wszechmatka da ci wiele księżyców spokoju!
Spojrzałam za siebie na inne koty, a z jakiegoś powodu mój wzrok zatrzymał się na Borowiku. Jak będzie teraz wyglądać moje życie na nowej posadzie...?
< Borowiku? Odwiedź czasem babcie z bratem, bo jak nie, to będzie płakać. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz