Wydarzenia przed dołączeniem do Klanu Burzy
— Nie myślisz sobie czasem… — zaczęła, a jej cichy i niepewny głos przerwał to, co dla Tojadowej Kryzy “wydawało się” dobrą chwilą zasłoniętą pryzmatem wolności i dostatku. — …jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy mieszkali gdzieś z dala od klanów? W miejscu, gdzie słońce nie boi się wschodzić, a wiatr nie niesie ze sobą szeptów grozy? — zapytała Borówkowa Słodycz.
W obozie
“Chce odejść z klanu?!” — pomyślał Tojad. “Tak dobrze nam tu jest razem, wychowaliśmy się tutaj, uczyliśmy się morałów, jak polować na tych terenach, przy naszych pobratymcach. I tak po prostu mamy to wyrzucić?!” — Analizował sytuacje, myślami.
Tojadowa Kryza szlajał się przybity po obozie, za każdym razem, gdy łapał kontakt wzrokowy z Borówką, to ta odwracała pyszczek lub akurat zmieniała kierunek swojej drogi.
Rudzielec, chodząc po obozie, zaczął zapamiętywać każde miejsce, w którym spędzał czas ze swoją ukochaną. Nocniak odwiedził wzrokiem żłobek, nie chcąc tam stawiać łapy, gdyż mogło to być podejrzliwe dla innych kotów. Jego myśli wirowały wokół chwil narodzin swoich i Borówy kociaków.
“A co się stanie ze Słodką Łapą lub z Korzonkiem? Z jednej strony nie mogę zostawić Borówkowej Słodyczy samej, co jeśli coś jej się stanie podczas podróży, lub inny klan jej coś zrobi… Ale jak nas obu zabraknie to Słodka Łapa i Korzonek zostaną same z klanem, który ich nienawidzi… I jak tu żyć...”
Spotkanie z Borówkową Słodyczą
— Borówko… — Tojadowa Kryza zaczął. — Proszę, porozmawiajmy.
— Nie mam już o czym. Wybrałeś klan. Rozumiem to. I… Naprawdę, nie jestem na ciebie zła. Nie potrafiłabym.
— Borówko…
— Nie, Tojadowa Kryzo. Jeśli chcesz mnie przekonać, bym została tu z tobą to… Musiałbyś chyba zatrzymać mnie tutaj siłą. Kocham cię, wiesz o tym. Ale nie potrafię dalej żyć w tym ryzyku, nie potrafię myśleć o tym, że zaraz znów stanę się ofiarą Mandarynkowej Gwiazdy.
— Ja chcę iść z tobą.
— Nie chcę… Nie chcę tego wszystkiego. Nie chcę odciągać cię od rodziny, od klanu, w którym mieszkałeś całe życie.
— Jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza od Klanu Nocy, a o rodzinie to mi nawet nie wspominaj. Żmijowcowa Wić nie jest wart porzucania ciebie, serio.
Borówka uśmiechnęła się lekko.
“W końcu, Lulkowego Ziela nie było już w klanie, matka się do mnie nie odzywa, przez spłodzenie z Borówką czekoladowych dzieci, Żmijowcowa Wić jest zbyt zajęty byciem lisim łajnem, Wężynowy Splot też stała się dla mnie obca i zaczęła mnie unikać bez powodu, chociaż w dzieciństwie byliśmy dla siebie bliscy. Jedyni, dla których wcześniej się wahałem, to moje dzieci, ale są na tyle duże, że same zdecydują, co będą chciały zrobić, po naszym odejściu. Czy też odejdą, czy zostaną, nie chcę ich do niczego namawiać” — P\pomyślał Tojadowa Kryza.
— W takim razie… Cieszę się.
— Uciekniemy w nocy.
Tojadowa Kryza przytaknął.
W obozie Klanu Burzy
Tojadowa Łapa i Borówka nazywająca się teraz Kameliową Łapą, znów stali się uczniami. Nawet jak inne koty patrzyły się na nich obco, to z każdym dniem wrogość jak do kotów “z innego klanu” malała. Nie było już tych konkretnych spojrzeń w ich stronę, pod tytułem “wasze dzieci urodziły się skazane na porażkę, przez kolor ich sierści”.
Wraz z tytułem ucznia Tojad zyskał też mentorkę Dryfujący Fluoryt. Była to kotka, która często bujała w obłokach, co podobało się Tojadowej Łapie, gdyż on też miał podobny nawyk. Rudzielec musiał trzymać w ryzach przy niej swój cięty język, przez to, że kotka często za bardzo, brała różne słowa do siebie, chociaż inne koty zrozumiałyby ironię lub żart. Tojad i tak ją lubił. Ogólnie cały klan mu się podobał i to, że miał w pewnym sensie pustą kartkę. Inne koty nie patrzyły się na niego przez pryzmat tego, jakie kiedyś głupie rzeczy kocur odwalał. Mimo wszystko najważniejsze dla Tojadowej Łapy było to, że mógł dalej być z Kameliową Łapą. Będąc jeszcze w Klanie Nocy, Tojad nie mógł sobie wyobrazić życia bez niej u jego boku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz