Dwa zgromadzenia temu (przeszłość)
— To borsuk?! Borsuk! Musimy wejść tam, może dzieje im się krzywda?! — Ulewny Szkwał zaczął biec jak szalony, przecież w obozie był jego ojciec i Liliowa Łapa! Co, jeśli borsuk ich teraz rozszarpywał? Za nim również zaczęli biec Lawenda i Szumek, także będąc w panice. Oni, jak i reszta kotów wybranych na zgromadzenie zastali w obozie ślady krwi w dużej ilości, a także mocniejszy borsuczy odór. Niebieski kocur oddalił się bardziej od dwójki, a jego klatka piersiowa ruszała się nienaturalnie, myślał, że już mu serce wyskoczy. Jak doszło do takiej masakry? Gdzie u licha ten borsuk? Ruszał nerwową głową, widząc tylko koty z lekkimi bliznami lub z niczym. Do takich kotów należała Liliowa Łapa, która podbiegła do niego. Widząc ją żywą, miał ochotę ją wyściskać, ale oczywiście tego nie zrobił.
— Lilio, czemu tu czuć ten borsuczy smród, jak Klan Gwiazdy kocham! Nic ci nie jest? — kotka wyglądała na całą, ale może miała jakieś ukryte obrażenia?
— Nie, mi nic nie jest. W porównaniu do innych kotów — jej głos się trochę łamał, a on pobladł mocno.
— Czy wśród tych kotów, jest m-mój ojciec? — trochę na końcu umiał ledwo co się wysłowić, ale wizja rozszarpanego Złocistego Widlika była nie do zniesienia, kocur chyba by się poryczał jak kociak, gdyby jego ojciec został zamordowany przez borsuczą strawę.
— Nie, on jest cały, borsuki na szczęście nie tknęły ścian żłobka. Rozpromieniony Skowronek próbował zaatakować pierwszy borsuka, ale on go zmiażdżył i n-...nie przeżył. Jeszcze m-moja men-ntorka... ona jest w tak ciężkim stanie, że nie wiem, co z nią będzie... Gd-dyby nie ten drugi b-borsuk — po liliowych policzkach spływał strumień łez, a jej głos był niestabilny, gdy wspominała o Czosnkowej Krewetce. Widząc Lilię w takim stanie, Szkwał trochę się obwiniał, że nie mógł pomóc swoim klanowiczom, gdy zaatakowały ich borsuki. Zbliżył się do niej, sprawiając, że ich futra się zetknęły, następnie polizał jeden z jej łzawych policzków, by odgarnąć nadmiar łez.
— Jestem pewny, że wyzdrowieje, jak i reszta kotów, których dotknęła krzywda ze strony borsuków — tak siedział w jej towarzystwie, zobaczył, że był duży ruch w legowisku medyków, co chwilę jakieś koty wchodziły i wychodziły spanikowane, jeszcze na środku wystawiono ciała Rozpromienionego Skowronka i Nenufarowego Kielichu, wojownik doszedł po tym dobijającego wniosku, że nie tylko dwa koty ucierpiały przez atak drapieżników.
***
Teraźniejszość
Po ataku borsuków wszystko ucichło, niektóre koty chodziły normalnie po obozie, a nawet zakładały rodziny. Oczywiście Senna Łza bez jednej kończyny była zależna od lecznicy, a oprócz tego wszystko przebiegało zwyczajnie. Choć mentorka teraz Liliowej Pieśni i Rysi Bór nadal byli w lecznicy z powodu swego stanu zdrowia. Chciał zajrzeć do ojca, pewnie był wyczerpany następną dzieciarnią, a jeszcze dojdzie ta od Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici. Wparował do żłobka, słysząc głośną dzieciarnię, akurat jego ojciec rozmawiał z Trzcinowym Szmerem, gdy kremowy go zobaczył, to się rozchmurzył i podszedł do swojego synka.
— Witaj, Szkwale, widzę, że przyszedłeś mnie odwiedzić, moje dziecko — widział u piastuna lekkie zmęczenie w oczach, rzeczywiście Porą Zielonych Liści żłobek był bardzo żywy.
— Oczywiście, powinieneś mieć przynajmniej chwilę oddechu od tych mlekojadów! Mnie już by głowa bolała kilka księżyców od tych pisków — niebieskiego lekko zaswędziało gardło, po czym kaszlnął, zasłaniając się łapą.
— Bolała głowa? Mnie tam sprawia przyjemność, gdy kociaki beztrosko się bawią, to część mojej profesji, którą kocham, choć nie mogę im pozwolić za wiele, bo rozniosą żłobek. Powiedz mi, synu, jak tam u Liliowej Pieśni? Jesteście może razem? Spędzacie ze sobą dużo czasu i jakoś się tak zastanawiam — Ulewny Szkwał słuchał spokojnie ojca, jak opowiadał o tym, że kochał swoją profesję. Wojownik podziwiał, że to była pasja jego ojca. Miał już zakasłać, ale o wspomnieniu o tym, czy jest z Lilią to nie dość, że kaszlnął, to w dodatku zakrztusił się śliną.
— Jesteśmy tylko przyjaciółmi, tato, nic więcej. Jak chcesz uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź, to zadaj podobne pytanie Urodziwemu Szafirkowi na temat Kasztana — jego siostra bardziej kręciła jakieś romanse, to niech ją spyta o to. On nie myślał o takich rzeczach jak partnerzy, myślał raczej o tym, jak wykonywać starannie swoje obowiązki i wykonywał nadal swoją tajną misję śledzenia Rosiczkowej Kropli.
— Nie pesz się tak, synu, Liliowa Pieśń to taka fajna kotka, jestem pewny, że gdyby taki synek jak ty podszedł do niej, to by nie miała nic przeciwko — na Klan Gwiazdy... czuł wstyd, jak jego ojciec to mówił. Złocisty Widlik brzmiał w tym momencie, jak jakiś staruch co go chce zeswatać. Kaszlnął kolejny raz w swoją łapę, miał wymówkę, by się ulotnić.
— A weź, tato! — zawstydził się, lekkie rumieńce były widoczne, on z Lilią byli tylko najlepszymi przyjaciółmi i nie myślał o czymś głębszym. — Idę do medyka, zanim twoje spekulacje sięgną zenitu — oddalił się od ojca, idąc w stronę medyka, to gdybanie ojca go zmęczyło. Wszedł do lecznicy, znowu kaszląc, Gąbczasta Perła spojrzała na niego.
— Widzę, że masz kaszel, już ci coś podam — księżniczka obojętnie powiedziała to do niego, po czym dała mu zioła, wojownik był zmieszany jej zachowaniem.
— Dzięki? — zjadł lekarstwo, zastanawiając się, czemu Gąbczasta Perła zachowała się w ten sposób, nic przecież jej nie zrobił. Rzadko stawiał łapę w lecznicy, nie chciał urazić rodziny królewskiej. Spojrzał tylko w ziemię, nic nie mówiąc.
***
Aktualna Pora Zielonych Liści była tak upalna, że myślał tylko, czy nie pójść w okolice morza. Siedział w cieniu, czując, że słońce przez ten sezon będzie jego wrogiem, tęsknił za Porą Zielonych Liści, która była deszczowa i błotnista, przynajmniej wtedy było chłodno. Lawendowa Rozkosz dzieliła się piszczką z Szumiącą Łapą, a Urodziwy Szafirek wyszła z Kasztankiem na spacer. Chciał tak iść nad morze, chciał usłyszeć ten szum fal i wskoczyć do wody nie myśląc o upale. Ulewny Szkwał leżał plackiem, wyglądał w tym momencie jak taki wielki dywan.
Jemu też by się przydało towarzystwo, Liliowa Pieśń wychodziła z legowiska medyka, żeby odwiedzić Czosnkową Krewetkę. Od kiedy wojowniczka leżała w lecznicy przez borsuka, to liliowa stale ją odwiedzała.
Może jej też by się przydało towarzystwo? Niedbale wstał i skierował się w jej stronę.
— Cześć, Liliowa Pieśni, dzisiejszy wschód słońca jest tak upalny! Może chciałabyś odwiedzić ze mną morze w celu zapomnienia o nim? — pływanie w morzu i gonienie mchu na plaży brzmiało jak dobra wizja spędzenia dnia, tylko czy Lilia też ją podzielała? Koteczka uśmiechnęła się.
— Dobry pomysł! Czuje, że za chwilę moje długie futro przylepi się do ziemi, jak stąd najszybciej nie wyjdziemy — nagle dystans między nimi się zmniejszył. Kotka podeszła do niego na długość wąsa z zadowoleniem na pysku. Szkwał nie wiedział, co powiedzieć, trochę był skrępowany. Kocurowi więc pozostało iść tylko w stronę wyjścia z obozu. Gdy wojownik tam szedł, wojowniczka nie ustępowała go na krok.
***
Postanowili zawędrować przez wysepki do morza. Przez las czuliby większy wpływ słońca, niż między lądami, które oddzielała woda.
— Dobrze, że co chwilę woda nawilża nam futra, ten sezon jest jeszcze gorszy niż poprzedni — odparł kocur, co chwilę ocierając czoło.
— Tak, mamy szczęście. Pewnie inne klany, które nie mają zbytnio dostępu do wody, to muszą wiecznie się chować w obozie. Tacy, choćby, Burzacy mają najgorzej ze wszystkich klanów, bo niby jak oni radzą z taką pogodą? — Liliowa Pieśń mruknęła. Rzeczywiście Szkwał się chwilę nad tym zastanowił, jak taka Srebrzysta Równonoc znosiła upały? Trochę mu brakowało rozmów z kotką, ale jednak teraz rozmawiał z Lilią, nie z Burzaczką.
— Może po prostu jak niebo jest zachmurzone, to wychodzą. Choć wątpię, że u nich chmury występują, mimo tego my się nie chowamy przed słońcem, wykonujemy nasze obowiązki, tak jak należy. Może oprócz kociaków, może trochę im zazdroszczę, że nie muszą zbytnio się przemęczać w taką pogodę — kocur rozmyślał sobie, jak pewnie kociaki Zmierzchającej Fali musiały wygrzewać swoje życie na legowiskach cały dzień, chociaż nie powinien im zazdrościć, ale przez taką pogodę oddałby cokolwiek by na chwilę nic nie robić przez długi czas. Mógłby robić więcej, gdyby miał krótsze futro, ale jego było tak długie i gęste, że szybko się ogrzewał i czuł, jak tylko jego futro pogarszało sprawę.
— Nie zazdrość im! Przynajmniej my mamy wiele przywilejów, a one je uzyskają, gdy będą uczniami. Chociaż patrząc na kociaki Kropiatkowej Skórki to tak szybko rosną! Niedawno jak odwiedzałam żłobek, by pomagać królowym, to były małymi kuleczkami. Myślisz, że jak Rzekotka, Żabka i Ropuszka będą uczennicami, to może dostaniemy dwie z nich na uczennice? Zawsze się zastanawiałam, jak to być mentorką, jestem pewna, że może chętnie bym wzięła pod swe łapy jedną małą kulkę, by z nią rozrabiać! — brzmiało to ciekawie z pyska Lilli, ale nie był pewny czy Mandarynkowa Gwiazda da im uczniów, byli trochę za młodzi. Chociaż on dostał Słodką Łapę, ale jednak umiała więcej, gdy była przekazana jemu.
— Cieszyłbym się, choć myślę, że masz większe szanse. Ja już mentorowałem Słodką Łapę przez chwilę, choć nie ukrywam, drugiego chętnie bym sobie przywłaszczył — Liliowa Pieśń bardziej zasługiwała na ucznia w tym momencie niż on, przecież dużo kotów i tak się rodziło, to raczej też będzie miał kiedyś swojego ucznia, którego wychowa na porządnego wojownika z moralnością. Koty przepłynęły wszystkie wysepki, docierając do morza.
— Dzięki, że tak myślisz, sądzę, że może dogadałabym się z Rzekotką, lub może z Żabką, lub Ropuszką? W sumie wydają się wszystkie takie ciekawskie i energiczne! Ale kogokolwiek Mandarynkowa Gwiazda da mi na ucznia, to będę zadowolona — liliowa wojowniczka tak bardzo się cieszyła z tej drobnej rzeczy, aż Szkwał się sam uśmiechnął, patrząc na nią. Czuł przez chwilę, idąc z nią, że jakoś czas upływa wolniej, fale się uspokajają, a nawet słońce zdaje się bardziej znośne.
— Lilio, a jak tam u twojego brata? Czasami widzę, że wychodzisz samotnie, jakby nie mam nic do tego, że spotykasz się z Mrokiem, ale uważaj na siebie. Niektórzy wojownicy, jak to odkryją, to będziesz mieć kłopoty — Mrok to chyba był jedyny czekoladowy kot, do którego był nastawiony neutralnie. To było z powodu tego, że był bratem Lilli i może tego, że nie było go w Klanie Nocy. Co do reszty nie ukrywał nienawiści, choćby do ojca Lilli i reszty czekokotów, które były w jego obozie.
Liliowa Pieśń nie spodziewała się, chyba że on wiedział to, ale potem jej pysk był spokojny.
— Jest dobrze u niego, gdy zostałam wojowniczką, to teraz mogę go odwiedzać częściej. Dzięki za troskę, ale nie musisz się o mnie martwić — zapewnienie kotki mu nie wystarczało, według kodeksu powinno się wyganiać samotników, jeśli jednak ktoś to odkryje, to Lilia może zostać zdegradowana do bycia uczniem, lub jeszcze gorzej. Rodzina królewska umiała być nieustępliwa w swoich decyzjach, co szanował, lecz nie chciałby, żeby rodzina królewska patrzyła na nią źle, bo wtedy cały klan też zacznie. Ulewny Szkwał stwierdził, że skoro już chodzą tym brzegiem, to mogliby już wejść do morza, kocur oddalił się na chwilę od towarzyszki, mocząc łapy w morskiej wodzie, lecz wchodząc coraz głębiej, poczuł jakiś kamyk. Spojrzał na swoją łapę, następnie na kamień, w który uderzył. Kamyczek był w kolorze liliowym, nawet bardzo intensywnym. Przypominał mu o Liliowej Pieśni, byłby on idealnym podarunkiem dla niej.
— Coś się stało, Szkwale? — koteczka popatrzyła na kocura, który stał i gapił się w wodę.
— Nie, jest wszystko dobrze — zanurzył głowę w wodzie i wyłowił kamień swymi kłami, a następnie podszedł do Lilli. Upuścił go przed nią.
— Wziąłem go dla ciebie, ma nawet podobny kolor jak ty — próbował wytrzepać kamień z piachu, ale piach nie chciał zejść. Może upał sprawi, że szybciej zejdzie.
Wyleczeni: Ulewny Szkwał
<Liliowa Pieśni?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz