Krążył bez konkretnego celu po granicach, co jakiś czas węsząc i rozglądając się na boki. Chociaż nie... może miał cel? Jednak był on tak marny i bez szans na powodzenie, że równie dobrze mogłoby go nie być. Zbyt wiele kotów zginęło, uciekło lub rozpadło się w najbliższym czasie, w dodatku stracili kronikarza i im dłużej o tym myślał, tym w większy chaos popadał. Musiał więc przewietrzyć głowę, zrozumieć znaki wysyłane przez przodków, pod płaszczykiem wymówki, że chce poszukać śladów porwanego kota. Okłamywał sam siebie.
,,Czy to czas? Czy to moment, by działać? Czy przez fakt, że zbyt długo zwlekałem, klan, który powinienem chronić i doprowadzić na wyżyny swojej świetności, właśnie upada?"
Z rozdrażnieniem i obawą drgnął ogonem, zamiatając powietrze.
,,Ale co, jeśli nie będą chcieli przyjąć pomocnej ręki, wyciągniętej, by nakarmić? Co, jeśli ugryzą?"
Westchnął cierpiętniczo, nie mogąc dojść do konkretnej konkluzji. Klan im się sypał, nie mieli godnych reprezentantów, stracili medyka, większość wojowników to starcy, za mało mieli tych młodszych, w dodatku czegoś bardzo brakowało. Ah, gdyby tylko Królicza Gwiazda... nie, nie mógł go winić, w końcu to tylko mały, biedny śmiertelnik, którego spotkały nieszczęścia. To nie jego wina, nie, nie... to na Ogniku spoczywała odpowiedzialność. Na nim, TYLKO na nim. Dźwigał ten ciężar, sam się w końcu zgodził go przyjąć... Był jego, tylko jego i nikogo innego.
- Czy nie tak, przodkini? - westchnął miękko w stronę nieba, szukając oczami odpowiedzi w chmurach, i jak się okazało bez większego zaskoczenia; na próżno. Westchnął jeszcze, gdy do jego nosa dotarł zapach obcego kota. Zaraz przekrzywił lekko głowę w stronę zapachu, by zobaczyć ziemistą plamę upstrzoną w proste pręgi, przemieszczającą się szybko przy granicy. Na moment przystanęła, a gdy dostrzegła, że została zauważona, zamarła w miejscu. Mierzyli się przez chwilę wzrokiem w ciszy i wtedy właśnie, nagle, wojownik przerwał spojrzenie zerkając na to, co owa plama miała w pysku. Czyżby królik?
Wystarczyło mrugnięcie, by doszło do realizacji, a plama całkowicie się rozmazała, złączając z trawami. Złodziej, który został przyłapany, próbował szybko czmychnąć z miejsca zdarzenia.
,,O" rozbrzmiało w jego głowie krótko, gdy to rzucił się w pogoń za złodziejem i aż westchnął z zaskoczenia, gdy obcy okazał się być całkiem poważnym desperatem. Tak wielkim, że aż postanowił bez zachowania żadnej ostrożności pobiec w stronę drogi grzmotu, najpewniej z zamiarem jej przekroczenia, a przynajmniej tak się Ognikowi wydawało.
- Hej! Hej poczekaj! - krzyknął za złodziejem w momencie, w którym serce nagle i mocno zabiło mu w piersi. Plama zniknęła w momencie, gdy po drodze przemknął potwór, ale do uszu kocura nie dotarł żaden pisk opon czy grzechot rozgruchotanych kości. Gdy dotarł na miejsce, czarna powierzchnia była nienaruszona. Jak to, czyżby złodziej ot tak wyparował? Zamrugał kilkukrotnie, nim znalazł odpowiedź. Po drugiej stronie drogi stała bura kotka, która patrzyła się na niego czujnie, czekając na ruch Ognika. Pobiegnie za nią, czy da jej odejść? Kilka chwil minęło w ciszy, nim samotniczka w końcu rozmarzła, dreptając szybko w swoją stronę, a kocur mógł w spokoju zawiesić wzrok na czymś, co najprawdopodobniej było wąskim, obrośniętym gęsto trawą tunelem, prowadzącym pod drogą na stronę owocowego lasu. Kotka jednak wcale z drugiej grupy nie pochodziła, był tego pewien. Nie tylko odróżniała się od nich zapachem, ale również poszła w innym kierunku, przebiegając szybko pomostem na drugi brzeg rzeki.
Sprawa złodzieja nie dawała mu spokoju. Ogólnie w klanie nie działo się dobrze, a teraz jeszcze ktoś podkradał im zwierzynę. Korzystając z porannego chłodu, wyszedł by poszwędać się przy granicach w nadziei na złapanie złodziejaszka. Nie miał jednak interesu w karaniu go, ani przeganianiu, by pokazać kto jest ,,panem i władcą tego miejsca", a ze zwyczajnej ciekawości. Zwierzyny powinno być teraz więcej, w końcu śnieg nie piętrzył się już od dawna na ziemi, a jedynym utrapieniem był skwar słońca, przez co śmiało można było szukać jedzenia w okolicach zbiorników wodnych i w zacienionych miejscach. Czy chociaż wśród pól! Chociaż jednak odwiedzał znajomy tunel i dziwną konstrukcję dwunożnych, nigdy więcej nie natrafił na chociażby ślad po burej kotce. Powoli zaczął tracić nadzieję, że znów się pojawi, w końcu raz przyłapana mogła nie chcieć wracać w to samo miejsce, a realizacja tego w jakiś sposób sprawiała, że kocur z automatu zaczynał się nudzić. Czy jednak w tym dniu mogło mu się poszczęścić? Może jednak nie warto było tracić nadziei na małą rozrywkę w szukaniu sprawcy?
Po otoczeniu rozpłynął się znajomy zapach intruza sprawiając, że Oskrzydlony przypadł gwałtownie do ziemi, nauczony już, że nie miał co liczyć na spokojną konwersację. Dopiero wtedy, upewniwszy się, że osłaniają go trawy, zaczął zmysłami szukać swojego celu, który udało mu się usłyszeć już jakiś czas później. Nerwowy krok i świeża, delikatna woń krwi świadczyła o udanym polowaniu i chęci jak najszybszego opuszczenia miejsca zbrodni. Drgnął uchem. Czyżby kierowała się znów do tunelu?
,,Może warto spróbować" przemknęło mu przez myśl, gdy powoli się wycofał, chcąc z bezpiecznej odległości okrążyć samotniczkę, jednocześnie jej nie płosząc. Plan zakładał zagrodzenie jej jedynej bezpiecznej drogi ucieczki, jednocześnie licząc na to, że będzie na tyle rozumna, by nie przebiegać na oślep po jezdni. Oczywiście, gdyby miała zamiar to zrobić, Ognik by jej przeszkodził, w końcu nie chodzi o to, by pozbywać się swojego możliwego przyszłego rozmówcy.
Kotka jednak, jak większość żyjących stworzeń, posiadała zmysł węchu. I to całkiem sprawny nawet, niestety na niekorzyść Ognika. Uszy postawiła na sztorc, węsząc w koło i przyspieszając, kierując się wprost do tunelu. Tak, jak zakładał.
- Znów uciekasz? Może tym razem dasz mi moment, by się przedstawić. - zagrodził jej drogę, stawiając twardo łapę przed wejściem, zmuszając samotniczkę do gwałtownego zatrzymania. Zdezorientowana kotka zaczęła oczami szukać wyjścia, kurczowo trzymając w pysku złowioną, jak zgadywał rudzielec; na terenach Klanu Burzy, nornicę. Zaintrygowany zaczął podążać swoim ciałem, głównie głową, za wzrokiem kotki, która właśnie zaczęła kierować się niepewnie w bok.
- Hej hej, tutaj jestem, nie tam... chyba nie chcesz wylecieć pod łapy potworów, prawda? - uśmiechnął się przyjaźnie - Wcale nie musisz tego robić, nic ci nie zrobię, a nawet odblokuję tunel! O proszę, widzisz? Pusty, przejrzysty... taki, jaki znasz - zagderał, odstępując rzeczywiście na krok od sekretnego tunelu. Wciąż go jednak pilnował i kotka zdawała sobie z tego sprawę. Nie dał jej tak szybko odejść, tylko czego chciał? Mógł sobie jedynie wyobrażać, jak bardzo stresująca była to sytuacja dla obcej, dlatego musiał jakoś szybko myśleć, niemniej jednak, słowa nie załatwią wszystkiego. Jak bardzo teraz żałował, że nie miał przy sobie czegoś, co by mogło pozwolić ją przekupić, jak, dla przykładu, świeżo upolowany królik.
- Wciąż jednak wolałbym najpierw porozmawiać, albo chociaż dowiedzieć się, jak masz na imię? Nie interesuje mnie przeganianie samotników tak długo, jak nie mącą i nie zabijają kotów na naszych granicach. Powiedz... nie wpadł może w twoje łapy ostatnio jakiś kot, a nie koniecznie zwierzyna? Czy może nie widziałaś żadnego niebieskiego kocura o krótkim futrze... lub też o bardzo ciekawym, długim, kremowym? - spytał, przyglądając się badawczo kotce, która w szoku rozszerzyła oczy. Gdyby zaczął mydlić o przyjacielskich zamiarach to byłoby chyba jeszcze gorzej, niż gdyby uruchomił oskarżenie wątek, a może przy okazji się czegoś dowie odnośnie niedawnych zaginięć. W końcu gdyby był kotką, to sam by sobie nie uwierzył o zapewnieniu przyjaźni. Zaczął obserwować, jak samotniczka kręci gorączkowo głową na boki.
- Nie?
Pokiwanie głową.
- Czyli widziałaś, nie widziałaś, czy nie uznałaś ich za swój nowy pokarm? - dopytywał cierpliwie i lekko. Kotka jeszcze raz pokręciła głową, przez chwilę poszukała wzrokiem pomocy aż po chwili bicia się z myślami, odstawiła swoją złodziejską zdobycz na trawę.
- Ja nie... nikogo nie zabiłam. Nie widziałam, ja... przysięgam, nic nie wiem - wydudkała gorączkowo acz cicho, drżąc delikatnie z niesioną nieco sierścią.
- Co za ulga, już myślałem, że nie potrafisz mówić - westchnął z delikatnym uśmiechem, pół żartem, przymykając oczy. - Oczywiście dobrze też, że nie jesteś sprawcą, prawda? Wtedy byłby kłopot... - dodał mimochodem, otwierając oczy - Nie mniej jednak, dziękuję za pomoc. Wiesz, niezbyt dobrze się ostatnio u nas dzieje, tyle wypadków i czasem trzeba poszukać sprawcy, ryzykownym jest wchodzenie tutaj o tej porze, gdy klan śpi na ostach. - kotka poruszyła się nerwowo. Zastanawiał się, czy takie ostrzeżenia wystarczą, czy wciąż wygląda jak obcy creep. Dla bezpieczeństwa obstawił to drugie.
- Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego upatrzyłaś sobie akurat tereny Klanu Burzy? Oczywiście nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz, jednak jako strażnik tych terenów miałbym prawo wiedzieć? - mógłby przysiąc, że widział, jak pysk samotniczki raz się otwiera, raz zamyka przy chwili zawahania, końcowo, na jego nieszczęście, zamykając się na dobre. Czyżby to był koniec i wykorzystał limit słów i zdobytej wiedzy na ten moment? Jaka szkoda. Świdrował kotkę jeszcze przez chwilę spojrzeniem, podczas gdy ta skrupulatnie unikała jego wzroku. W końcu westchnął.
- Nie pozostaje mi więc nic innego, jak puścić się wolno? - zagderał, w końcu zwracając na siebie jej uwagę. Wstał, odchodząc kilka kroków dalej od tunelu, dając wystarczająco przestrzeni dla intruza, by ten mógł spokojnie przemknąć w stronę tunelu. Wciąż jednak było czuć wiszące w powietrzu zawahanie.
,,Rozumiem, też bym sobie nie ufał w takiej sytuacji" przemknęło mu przez myśl. W końcu jednak ruszyła. Mozolnie, na paluszkach i w spięciu, wcześniej schylając się po swoją zdobycz, nie spuszczając jednak z wojownika oczu. Obserwował jej poczynania z lekkim wyrazem pyska.
- A w zamian za puszczenie cię wolno, czy mogę liczyć w zamian na coś drobnego? - drgnęła, kładąc już łapę w cieniu przejścia, patrząc na niego w stresie. - Nic wielkiego, a jednak bardzo chciałbym usłyszeć, jak ci na imię. - dokończył, znów widząc wahanie w postawie kotki. Zerknęła to na tunel, to na niego, to jej wzrok powędrował gdzieś w dal i pod łapy. Ciężka decyzja do podjęcia, skoro aż tyle jej zajmowała. W końcu zamarła, wypluwając mysz na podstawioną pod pysk łapę.
- Źdźbło - przedstawiła się niemal szeptem, przez co nie dość, że musiał nastawić mocno uszu, to w dodatku chwilę mu zajęło, by zrozumieć co właściwie powiedziała.
- Mimo mi cię poznać, Źdźbło. Mnie zwą Oskrzydlony Ognik. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy - i że podałaś mi swoje prawdziwe imię, pomyślał. Kotka chwyciła szybko mysz w pysk i zniknęła w tunelu, pozostawiając Ognika z myślą, że gdyby ktoś go teraz przyłapał, byłby w niemałych tarapatach.
,,Czy to czas? Czy to moment, by działać? Czy przez fakt, że zbyt długo zwlekałem, klan, który powinienem chronić i doprowadzić na wyżyny swojej świetności, właśnie upada?"
Z rozdrażnieniem i obawą drgnął ogonem, zamiatając powietrze.
,,Ale co, jeśli nie będą chcieli przyjąć pomocnej ręki, wyciągniętej, by nakarmić? Co, jeśli ugryzą?"
Westchnął cierpiętniczo, nie mogąc dojść do konkretnej konkluzji. Klan im się sypał, nie mieli godnych reprezentantów, stracili medyka, większość wojowników to starcy, za mało mieli tych młodszych, w dodatku czegoś bardzo brakowało. Ah, gdyby tylko Królicza Gwiazda... nie, nie mógł go winić, w końcu to tylko mały, biedny śmiertelnik, którego spotkały nieszczęścia. To nie jego wina, nie, nie... to na Ogniku spoczywała odpowiedzialność. Na nim, TYLKO na nim. Dźwigał ten ciężar, sam się w końcu zgodził go przyjąć... Był jego, tylko jego i nikogo innego.
- Czy nie tak, przodkini? - westchnął miękko w stronę nieba, szukając oczami odpowiedzi w chmurach, i jak się okazało bez większego zaskoczenia; na próżno. Westchnął jeszcze, gdy do jego nosa dotarł zapach obcego kota. Zaraz przekrzywił lekko głowę w stronę zapachu, by zobaczyć ziemistą plamę upstrzoną w proste pręgi, przemieszczającą się szybko przy granicy. Na moment przystanęła, a gdy dostrzegła, że została zauważona, zamarła w miejscu. Mierzyli się przez chwilę wzrokiem w ciszy i wtedy właśnie, nagle, wojownik przerwał spojrzenie zerkając na to, co owa plama miała w pysku. Czyżby królik?
Wystarczyło mrugnięcie, by doszło do realizacji, a plama całkowicie się rozmazała, złączając z trawami. Złodziej, który został przyłapany, próbował szybko czmychnąć z miejsca zdarzenia.
,,O" rozbrzmiało w jego głowie krótko, gdy to rzucił się w pogoń za złodziejem i aż westchnął z zaskoczenia, gdy obcy okazał się być całkiem poważnym desperatem. Tak wielkim, że aż postanowił bez zachowania żadnej ostrożności pobiec w stronę drogi grzmotu, najpewniej z zamiarem jej przekroczenia, a przynajmniej tak się Ognikowi wydawało.
- Hej! Hej poczekaj! - krzyknął za złodziejem w momencie, w którym serce nagle i mocno zabiło mu w piersi. Plama zniknęła w momencie, gdy po drodze przemknął potwór, ale do uszu kocura nie dotarł żaden pisk opon czy grzechot rozgruchotanych kości. Gdy dotarł na miejsce, czarna powierzchnia była nienaruszona. Jak to, czyżby złodziej ot tak wyparował? Zamrugał kilkukrotnie, nim znalazł odpowiedź. Po drugiej stronie drogi stała bura kotka, która patrzyła się na niego czujnie, czekając na ruch Ognika. Pobiegnie za nią, czy da jej odejść? Kilka chwil minęło w ciszy, nim samotniczka w końcu rozmarzła, dreptając szybko w swoją stronę, a kocur mógł w spokoju zawiesić wzrok na czymś, co najprawdopodobniej było wąskim, obrośniętym gęsto trawą tunelem, prowadzącym pod drogą na stronę owocowego lasu. Kotka jednak wcale z drugiej grupy nie pochodziła, był tego pewien. Nie tylko odróżniała się od nich zapachem, ale również poszła w innym kierunku, przebiegając szybko pomostem na drugi brzeg rzeki.
ᔕ◦∙⚜∙◦ᔓ
Sprawa złodzieja nie dawała mu spokoju. Ogólnie w klanie nie działo się dobrze, a teraz jeszcze ktoś podkradał im zwierzynę. Korzystając z porannego chłodu, wyszedł by poszwędać się przy granicach w nadziei na złapanie złodziejaszka. Nie miał jednak interesu w karaniu go, ani przeganianiu, by pokazać kto jest ,,panem i władcą tego miejsca", a ze zwyczajnej ciekawości. Zwierzyny powinno być teraz więcej, w końcu śnieg nie piętrzył się już od dawna na ziemi, a jedynym utrapieniem był skwar słońca, przez co śmiało można było szukać jedzenia w okolicach zbiorników wodnych i w zacienionych miejscach. Czy chociaż wśród pól! Chociaż jednak odwiedzał znajomy tunel i dziwną konstrukcję dwunożnych, nigdy więcej nie natrafił na chociażby ślad po burej kotce. Powoli zaczął tracić nadzieję, że znów się pojawi, w końcu raz przyłapana mogła nie chcieć wracać w to samo miejsce, a realizacja tego w jakiś sposób sprawiała, że kocur z automatu zaczynał się nudzić. Czy jednak w tym dniu mogło mu się poszczęścić? Może jednak nie warto było tracić nadziei na małą rozrywkę w szukaniu sprawcy?
Po otoczeniu rozpłynął się znajomy zapach intruza sprawiając, że Oskrzydlony przypadł gwałtownie do ziemi, nauczony już, że nie miał co liczyć na spokojną konwersację. Dopiero wtedy, upewniwszy się, że osłaniają go trawy, zaczął zmysłami szukać swojego celu, który udało mu się usłyszeć już jakiś czas później. Nerwowy krok i świeża, delikatna woń krwi świadczyła o udanym polowaniu i chęci jak najszybszego opuszczenia miejsca zbrodni. Drgnął uchem. Czyżby kierowała się znów do tunelu?
,,Może warto spróbować" przemknęło mu przez myśl, gdy powoli się wycofał, chcąc z bezpiecznej odległości okrążyć samotniczkę, jednocześnie jej nie płosząc. Plan zakładał zagrodzenie jej jedynej bezpiecznej drogi ucieczki, jednocześnie licząc na to, że będzie na tyle rozumna, by nie przebiegać na oślep po jezdni. Oczywiście, gdyby miała zamiar to zrobić, Ognik by jej przeszkodził, w końcu nie chodzi o to, by pozbywać się swojego możliwego przyszłego rozmówcy.
Kotka jednak, jak większość żyjących stworzeń, posiadała zmysł węchu. I to całkiem sprawny nawet, niestety na niekorzyść Ognika. Uszy postawiła na sztorc, węsząc w koło i przyspieszając, kierując się wprost do tunelu. Tak, jak zakładał.
- Znów uciekasz? Może tym razem dasz mi moment, by się przedstawić. - zagrodził jej drogę, stawiając twardo łapę przed wejściem, zmuszając samotniczkę do gwałtownego zatrzymania. Zdezorientowana kotka zaczęła oczami szukać wyjścia, kurczowo trzymając w pysku złowioną, jak zgadywał rudzielec; na terenach Klanu Burzy, nornicę. Zaintrygowany zaczął podążać swoim ciałem, głównie głową, za wzrokiem kotki, która właśnie zaczęła kierować się niepewnie w bok.
- Hej hej, tutaj jestem, nie tam... chyba nie chcesz wylecieć pod łapy potworów, prawda? - uśmiechnął się przyjaźnie - Wcale nie musisz tego robić, nic ci nie zrobię, a nawet odblokuję tunel! O proszę, widzisz? Pusty, przejrzysty... taki, jaki znasz - zagderał, odstępując rzeczywiście na krok od sekretnego tunelu. Wciąż go jednak pilnował i kotka zdawała sobie z tego sprawę. Nie dał jej tak szybko odejść, tylko czego chciał? Mógł sobie jedynie wyobrażać, jak bardzo stresująca była to sytuacja dla obcej, dlatego musiał jakoś szybko myśleć, niemniej jednak, słowa nie załatwią wszystkiego. Jak bardzo teraz żałował, że nie miał przy sobie czegoś, co by mogło pozwolić ją przekupić, jak, dla przykładu, świeżo upolowany królik.
- Wciąż jednak wolałbym najpierw porozmawiać, albo chociaż dowiedzieć się, jak masz na imię? Nie interesuje mnie przeganianie samotników tak długo, jak nie mącą i nie zabijają kotów na naszych granicach. Powiedz... nie wpadł może w twoje łapy ostatnio jakiś kot, a nie koniecznie zwierzyna? Czy może nie widziałaś żadnego niebieskiego kocura o krótkim futrze... lub też o bardzo ciekawym, długim, kremowym? - spytał, przyglądając się badawczo kotce, która w szoku rozszerzyła oczy. Gdyby zaczął mydlić o przyjacielskich zamiarach to byłoby chyba jeszcze gorzej, niż gdyby uruchomił oskarżenie wątek, a może przy okazji się czegoś dowie odnośnie niedawnych zaginięć. W końcu gdyby był kotką, to sam by sobie nie uwierzył o zapewnieniu przyjaźni. Zaczął obserwować, jak samotniczka kręci gorączkowo głową na boki.
- Nie?
Pokiwanie głową.
- Czyli widziałaś, nie widziałaś, czy nie uznałaś ich za swój nowy pokarm? - dopytywał cierpliwie i lekko. Kotka jeszcze raz pokręciła głową, przez chwilę poszukała wzrokiem pomocy aż po chwili bicia się z myślami, odstawiła swoją złodziejską zdobycz na trawę.
- Ja nie... nikogo nie zabiłam. Nie widziałam, ja... przysięgam, nic nie wiem - wydudkała gorączkowo acz cicho, drżąc delikatnie z niesioną nieco sierścią.
- Co za ulga, już myślałem, że nie potrafisz mówić - westchnął z delikatnym uśmiechem, pół żartem, przymykając oczy. - Oczywiście dobrze też, że nie jesteś sprawcą, prawda? Wtedy byłby kłopot... - dodał mimochodem, otwierając oczy - Nie mniej jednak, dziękuję za pomoc. Wiesz, niezbyt dobrze się ostatnio u nas dzieje, tyle wypadków i czasem trzeba poszukać sprawcy, ryzykownym jest wchodzenie tutaj o tej porze, gdy klan śpi na ostach. - kotka poruszyła się nerwowo. Zastanawiał się, czy takie ostrzeżenia wystarczą, czy wciąż wygląda jak obcy creep. Dla bezpieczeństwa obstawił to drugie.
- Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego upatrzyłaś sobie akurat tereny Klanu Burzy? Oczywiście nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz, jednak jako strażnik tych terenów miałbym prawo wiedzieć? - mógłby przysiąc, że widział, jak pysk samotniczki raz się otwiera, raz zamyka przy chwili zawahania, końcowo, na jego nieszczęście, zamykając się na dobre. Czyżby to był koniec i wykorzystał limit słów i zdobytej wiedzy na ten moment? Jaka szkoda. Świdrował kotkę jeszcze przez chwilę spojrzeniem, podczas gdy ta skrupulatnie unikała jego wzroku. W końcu westchnął.
- Nie pozostaje mi więc nic innego, jak puścić się wolno? - zagderał, w końcu zwracając na siebie jej uwagę. Wstał, odchodząc kilka kroków dalej od tunelu, dając wystarczająco przestrzeni dla intruza, by ten mógł spokojnie przemknąć w stronę tunelu. Wciąż jednak było czuć wiszące w powietrzu zawahanie.
,,Rozumiem, też bym sobie nie ufał w takiej sytuacji" przemknęło mu przez myśl. W końcu jednak ruszyła. Mozolnie, na paluszkach i w spięciu, wcześniej schylając się po swoją zdobycz, nie spuszczając jednak z wojownika oczu. Obserwował jej poczynania z lekkim wyrazem pyska.
- A w zamian za puszczenie cię wolno, czy mogę liczyć w zamian na coś drobnego? - drgnęła, kładąc już łapę w cieniu przejścia, patrząc na niego w stresie. - Nic wielkiego, a jednak bardzo chciałbym usłyszeć, jak ci na imię. - dokończył, znów widząc wahanie w postawie kotki. Zerknęła to na tunel, to na niego, to jej wzrok powędrował gdzieś w dal i pod łapy. Ciężka decyzja do podjęcia, skoro aż tyle jej zajmowała. W końcu zamarła, wypluwając mysz na podstawioną pod pysk łapę.
- Źdźbło - przedstawiła się niemal szeptem, przez co nie dość, że musiał nastawić mocno uszu, to w dodatku chwilę mu zajęło, by zrozumieć co właściwie powiedziała.
- Mimo mi cię poznać, Źdźbło. Mnie zwą Oskrzydlony Ognik. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy - i że podałaś mi swoje prawdziwe imię, pomyślał. Kotka chwyciła szybko mysz w pysk i zniknęła w tunelu, pozostawiając Ognika z myślą, że gdyby ktoś go teraz przyłapał, byłby w niemałych tarapatach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz