Kiedy był jeszcze więźniem Owocowego Lasu
— Smacznego, więźniu — mruknęła zdystansowana.
— Nie ma tam żadnej trutki?
— Niestety nie.
Popatrzył równie ostrożnie na nią oraz pożywienie, które mu przyniesiono. Zagarnął zwierzynę łapą. Nie miał siły nawet wstać. Czuł straszny głód, który po chwili został zażegnany. Ból brzucha z przejedzenia, był naprawdę przyjemny po tak długim czasie kiedy był niedożywiony tak, jak pozostałe Świetliki.
— Było smaczne, dziękuję — nie zapomniał o manierach. Zwinął się z powrotem w kulkę, będąc przekonanym, że kotka sobie pójdzie.
Uczennica jednak siedziała nad nim, jakby się zastanawiała nad czymś. Po dłuższej ciszy jednak się odezwała. Jej głos nie był już aż tak oschły i chłodny, jednak kotka nadal trzymała dystans.
— Jak masz na imię?
Otworzył leniwie jedno oko. Nie przepadał, kiedy inne koty z Owocowego Lasu pytały się o jego imię. Tyczyło się to jednak dorosłych, którzy powinni uważać na zgromadzeniach klanu. Jednak pytała się go młoda kotka. Uczniowie nie zawsze uważali na takich zebraniach, nie mógł jej winić, gdyż sam pamiętał swoje dzieciństwo.
— Nazywam się Mglisty Sen. A ty?
— Wrona.
— Miło cię poznać, Wrono.
— Nie wiem, czy mogę powiedzieć to samo o tobie oraz twoich wspólnikach.
Zerknął na resztę Świetlików, które również odpoczywały w izolatce. Kiedyś te koty pełne energii, leżały teraz zmęczone. Jak głazy.
— Nie bez powodu jesteście w izolatce.
— Może masz rację — przyznał, mając na myśli Rysi Trop. — Trzeba być czujnym. Dobrze cię wychowali. Nie masz żadnego treningu teraz, że siedzisz tutaj i rozmawiasz ze mną? Żebyś tylko nie miała problemu przez swoją ciekawość.
— Czereśnia sam mi zaproponował, abym przyniosła wam jedzenie. Nie powinien być zły, tym bardziej że ma porozmawiać z moją mamą oraz Kolendrą na osobności. Chyba wiesz, kim jest mój mentor oraz moja mama? Nie będę mieć żadnych kłopotów — ta wystawiła pierś z dumy.
— Pewnie, że wiem — zaśmiał się. — Rozmawiałem już z waszym przywódcom. Mogę powiedzieć, że nawet się lubimy.
— Dziwne, że przywódca lubi się z więźniem. Raczej nie powinieneś w takim razie siedzieć w izolatce.
— Czasami są rzeczy, które są bardziej skomplikowane. Kiedyś pewnie zrozumiesz je lepiej.
Wrona jednak kontynuowała.
— Ty też sam w sobie jesteś dziwny. Masz brodę.
— Z której jestem bardzo dumny i bardzo długo o nią dbałem.
— Jest naprawdę długa — na pyszczku kotki pojawiła się ciekawość i fascynacja. — Nigdy nie widziałam jeszcze kota z tak długą brodą.
Mglisty Sen nie zdążył jej odpowiedzieć, gdyż jeden ze strażników, który ich pilnował, w końcu postanowił przerwać milczenie i ukrócić ich rozmowę. Kojarzył go, był to Len.
— Wrono, czy możesz zamknąć jadaczkę i wyjść z izolatki? Więźniowie to nie uczniowie, żeby udzielać sobie z nimi pogawędki. Idź i zobacz, czy ciebie nie ma w legowisku starszyzny.
Przegoniona uczennica posłała mu ostatnie spojrzenie, po czym czmychnęła zwinnie z legowiska. W końcu został sam i mógł powrócić do poobiedniego drzemania.
***
Aktualne
Śnienie obserwował właśnie, jak jego ogromny mentor wspina się na jedno z drzew. Kolendra sprawnie przeskakiwał z gałęzi na gałąź, trzymając w pysku część materiałów, z których mieli zrobić posłania. Nie czekał na zaproszenie, złapał w pysk część gałęzi i mchu, po czym sprawnie wdrapał się w ślady mentora. Przykucnął na dość cienkiej gałęzi, jednak takiej, która spokojnie mogła go utrzymać.
— I co teraz? W Owocowym Lesie to normalne spanie na drzewach? Nie jest to jakiś większy dyskomfort dla kota?
Odłożył pół łapą materiały do budowania i pytająco popatrzył się na rudego kocura.
— Pamiętasz, jak odeszła Mgiełka?
Przytaknął krótko głową.
— No to właśnie dlatego. Jest niebezpiecznie na ziemi i wszyscy nie mogą spać między korzeniami drzew. Większość jest bezpieczna w koronach i niektórzy czuwają nad bezpieczeństwem obozu. Jak sam zostaniesz wojownikiem, to będziesz musiał spać wśród zwiadowców i innych wojowników w koronie drzew, dlatego dobrze będzie, jeśli przećwiczysz to i owo.
Śnienie przeczesał pazurami swoją brodę. Zastanawiał się, co stanie się z Koniczynem. Czy on też będzie spał wraz z nim w legowisku wojowników, czy zostanie na ziemi? Nie będzie za nim tęsknił, skoro w Świetlikach oraz w Klanie Wilka spali blisko siebie?
Nagle z innego drzewa przeskoczyły dwa koty, których Śnienie na początku nie rozpoznał, bo były takie szybkie. Kiedy stanęły w miejscu, dopiero ich zidentyfikował, a był to sam Czereśnia oraz jego drobna uczennica; Wrona. Lider podszedł do swojego zastępcy i zaczęli o czymś rozmawiać, jednak Śnienie nie zamierzał podsłuchiwać. Nie był ciekawskim kociakiem.
Popatrzył z podziwem na młodą kotkę, która z gracją poruszała się po gałęziach. Musiała być dobra w swoim fachu, przynajmniej takie wrażenie sprawiała. Teraz jednak ta się nudziła i czekała aż jej mentor zwróci na nią uwagę. W sumie oboje czekali.
Śnienie jednak oprócz podziwu poczuł niesmak. On był znów uczniem i znów musiał wykonywać obowiązki, które robił je księżyce temu. Nie chciał być tak nisko w hierarchii. Na dodatek czuł w kościach, że młodsza od niego kotka, nie dość, że miała tę samą rangę, to jeszcze mogła ukończyć szybciej szkolenie. Przecież urodziła się w tym lesie i od młodego wpajano jej zasady oraz inne rzeczy, które on musiał teraz nadrobić.
— Jak ci idzie trening, Wrono? — stwierdził, że przerwie milczenie.
< Wrono? >
🌙
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz