Kryształka miała nadzieję, że młodzik odnajdzie się wśród Wilczaków i nie wystraszy go noc, którą będzie musiał spędzić samotnie w lesie, nim zostanie uczniem. Ona sama nie była zachwycona tym, że w tak młodym wieku musiała narażać własne życie! Ale tradycje to tradycje, a ona nie zamierzała się im przeciwstawiać. W końcu były częścią kultury Klanu Wilka od tak dawna, że nie widziała sensu w próbach ich wykorzenienia. Tym bardziej jako młoda uczennica, bez żadnego poparcia ani wsparcia w tej sprawie.
W każdym razie Kryształowa Łapa najpierw poprosiła swojego mentora o zgodę na wyjście poza obóz, a potem odnalazła gdzieś mech i uformowała z niego kulkę odpowiednich rozmiarów. Następnie wróciła z nią do azylu i już miała skierować się w stronę kociarni, gdy nagle wpadła na nią obca kotka i wytrąciła jej mech z pyska.
Uczennicy przez moment życie przeleciało przed oczami, nim odzyskała równowagę i zrozumiała, co właściwie się wydarzyło.
— Ach, przepraszam... — mruknęła wojowniczka, która przypadkiem na nią wpadła. — Musiałam się zagapić — wyjaśniła, po czym schyliła się i podniosła kulkę mchu, która wypadła Kryształce.
Uczennica zamarła w bezruchu, pozwalając starszej podejść i położyć zgubę przed jej łapami.
— D-dziękuję... — wydukała po chwili, odwracając wzrok od wojowniczki. — Nazywam się Kryształowa Łapa, tak w ogóle... — dodała, po czym z nieśmiałym uśmiechem ponownie spojrzała na kotkę.
— Tak, wydaje mi się, że skądś kojarzę twoje imię — odparła żółtooka. — Ja mam na imię Kalinowy Powiew. Miło cię poznać — przedstawiła się w końcu, uśmiechając się łagodnie do Kryształki.
Wojowniczka sprawiała wrażenie kotki dostojnej i eleganckiej. W jej oczach błyszczała mądrość, a nawet jej uśmiech wyglądał tak, jakby należał do kota zajmującego wysoką pozycję. Prawdziwa dama, co młodszą od razu zaintrygowało. Ponadto... wydawała się taka miła i pomocna! W końcu najpierw przeprosiła za swoją nieuwagę, a potem jeszcze podniosła z ziemi ten mech i... ach!
— Bardzo ładne imię... — miauknęła nagle Kryształowa Łapa, gdy zdała sobie sprawę, że przez ostatnich kilka uderzeń serca wpatrywała się w pysk Kalinki bez słowa. — I... ja, no, ten... muszę już spadać! — dodała, po czym chwyciła kulkę mchu i czym prędzej ruszyła w stronę żłobka, nawet się za siebie nie oglądając.
Już wtedy wiedziała jednak, że starsza kotka jeszcze przez jakiś czas będzie zajmować jej myśli…
Cienista Zjawa zabrał ją na trening. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że od kilku dni Kalinowy Powiew raz po raz pojawiała się w myślach Kryształki i całkowicie je okupowała. Na tyle, że uczennica czasem zacinała się, wlepiała wzrok w przestrzeń przed sobą i rozmyślała o wojowniczce, jakby świat wokół niej przestawał istnieć.
Dzisiaj nie było inaczej, a niebieskooka już wiedziała, że trening, który miała właśnie odbyć, będzie wyjątkowo ciężki. Jeśli Kalinka nie opuści jej głowy, zanim buras dotrze z nią na miejsce szkolenia, Kryształka znajdzie się w niemałych tarapatach. Nie chciała przecież trenować tak rozkojarzona, bo jej mentor z pewnością od razu by to wyczuł.
Było jej wręcz przykro, że Kalinowy Powiew nie była chorobą, bo wtedy na pewno mogłaby wziąć sobie przez nią kilka dni wolnego…
Kryształowa Łapa siedziała samotnie przy wejściu do legowiska uczniów, wpatrując się żmudnie we własne łapy. Było jej tak strasznie nudno! Akurat Zwęglona Kukułka wyszła na patrol, a każdy inny kot, z którym miała ochotę porozmawiać, był teraz zajęty czymś innym.
Każdy, poza jednym.
— Hej, Kryształowa Łapo! — rozległ się głos, który dla uczennicy był niemal jak miód. — Zastanawiałam się nad tym, czy może nie chciałabyś się ze mną przejść na krótki spacer? Chciałabym rozprostować łapy, bo dzisiaj akurat cały dzień przesiedziałam w obozie. Dasz wiarę, że nie wybrali mnie na żaden patrol? — zaśmiała się Kalinka.
Młodsza uniosła na nią wzrok i gdyby mogła, cała by się zarumieniła.
— Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że chcę z tobą iść na spacer! — ucieszyła się, poruszając wibrysami z podekscytowania. O niczym innym przecież nie marzyła!
Po chwili kotki wspólnie opuściły azyl. Udało im się dotrzeć aż do Czarnych Gniazd, zanim w ich nozdrza uderzył silny, gryzący zapach lisa. Kalinowy Powiew na tę woń cała się zjeżyła, a Kryształka zaczęła czujnie rozglądać się wokół.
Nagle z krzewów wyskoczyło rude stworzenie, rzucając się wprost na wojowniczkę. Na to uczennica wysunęła pazury i z determinacją skoczyła na lisa, strącając go z towarzyszki. Udało jej się zadać mu kilka głębokich ran, przez co stworzenie zaczęło skomleć, aż w końcu puściła je, pozwalając mu uciec. Z dumą spojrzała na Kalinkę, która wciąż była wyraźnie oszołomiona całym zajściem.
— Kryształowa Łapo… to było cudowne! — mruknęła wojowniczka, w końcu zatrzymując wzrok na uczennicy. — Z taką łatwością pokonałaś tego lisa, że nawet sama Zalotna Gwiazda mogłaby ci pozazdrościć!
Na te słowa Kryształka nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.
— Heh, ja…
Kryształowa Łapa była tak pochłonięta tą fantazją, że nawet nie zauważyła momentu, w którym wprost przed nią wyrosło drzewo. Zagapiła się na tyle, że wkrótce uderzyła w nie głową, na co Cienista Zjawa zatrzymał się i odwrócił w jej stronę.
— Kryształowa Łapo, co ty na litość Mrocznych Przodków wyprawiasz? — miauknął, mierząc uczennicę chłodnym wzrokiem. — Nawet mi nie mów, że nie zauważyłaś wielkiego pnia przed sobą! — dodał.
Biało-niebieska nie odpowiedziała, a jedynie spuściła wzrok na łapy.
— Nieważne. Wstawaj, ale szybko. Nie mamy całego dnia na trening — westchnął i ruszył dalej.
Uczennica szybko podniosła się z ziemi i prędkim krokiem dogoniła swojego mentora. Tym razem nie pozwoli sobie na to, by myśli aż tak ją rozpraszały. Chciała w końcu zostać mianowana, a jeśli teraz będzie jej szło źle na treningach, o nowym imieniu i przywilejach będzie mogła tylko pomarzyć.
Grzecznie dotarła za burasem do wejścia do tunelu. W tym momencie zrozumiała, że Cienista Zjawa będzie chciał nauczyć ją nawigacji w podziemnych korytarzach. Świetnie, była to kolejna przydatna umiejętność, która przybliży ją do ceremonii.
— Jak już się pewnie domyślasz, dziś rozpoczniemy naukę w tunelach. Najpierw wejdę tam ja, żebyś mogła podążyć za mną. Zapamiętaj drogę, którą przejdziemy, bo twoim zadaniem będzie potem wyprowadzenie nas z tych korytarzy. Gdy ten test zdasz pomyślnie, wpuszczę tam mysz, a twoim zadaniem będzie ją wytropić i upolować. Czy wszystko jest jasne? — zapytał wojownik.
Kryształowa Łapa skinęła energicznie głową.
— Jak słońce, drogi mentorze! O nic się nie martw, pamięć mam całkiem dobrą — odparła, poruszając wibrysami.
— Mam nadzieję, że nie kłamiesz — mruknął Cienista Zjawa, po czym zniknął w czeluściach tuneli.
Kryształka pospiesznie ruszyła za nim. Gdy tylko weszła pod ziemię, owiał ją chłód. W podziemnych korytarzach było znacznie zimniej niż na zewnątrz. Pachniało tu ziemią i kurzem, co w połączeniu z astmą Kryształki nie było przyjemne. Biało-niebieska zignorowała jednak ucisk w klatce piersiowej i skupiła się na zadaniu, nie chcąc zawieść swojego mentora.
Gdy wróciła z treningu do obozu, pierwszym kotem, który przykuł jej uwagę, była Kalinowy Powiew. Wojowniczka siedziała samotnie na uboczu azylu, co sprawiło, że Kryształka na moment się zatrzymała i zawiesiła na niej wzrok. Czy powinna do niej zagadać? Spróbować nawiązać rozmowę? Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że przecież nie znały się zbyt dobrze i nie powinna wtrącać się w jej życie, a jednocześnie… serce domagało się tej interakcji.
Właśnie dlatego młodsza zdecydowała się podejść. Nie słuchając sprzecznych myśli, ruszyła w stronę Kalinki z uśmiechem na pysku.
— Hej, Kalinowy Powiewie! — przywitała się, stając przed wojowniczką. — Widzę, że nie jesteś zajęta… mam rację? — dodała, po czym przysiadła obok kotki. — Tak sobie myślałam, czy nie chciałabyś zjeść ze mną jakiejś piszczki? Jestem taka głodna po treningu! — zaproponowała, patrząc na Kalinkę swoimi dużymi oczętami.
W każdym razie Kryształowa Łapa najpierw poprosiła swojego mentora o zgodę na wyjście poza obóz, a potem odnalazła gdzieś mech i uformowała z niego kulkę odpowiednich rozmiarów. Następnie wróciła z nią do azylu i już miała skierować się w stronę kociarni, gdy nagle wpadła na nią obca kotka i wytrąciła jej mech z pyska.
Uczennicy przez moment życie przeleciało przed oczami, nim odzyskała równowagę i zrozumiała, co właściwie się wydarzyło.
— Ach, przepraszam... — mruknęła wojowniczka, która przypadkiem na nią wpadła. — Musiałam się zagapić — wyjaśniła, po czym schyliła się i podniosła kulkę mchu, która wypadła Kryształce.
Uczennica zamarła w bezruchu, pozwalając starszej podejść i położyć zgubę przed jej łapami.
— D-dziękuję... — wydukała po chwili, odwracając wzrok od wojowniczki. — Nazywam się Kryształowa Łapa, tak w ogóle... — dodała, po czym z nieśmiałym uśmiechem ponownie spojrzała na kotkę.
— Tak, wydaje mi się, że skądś kojarzę twoje imię — odparła żółtooka. — Ja mam na imię Kalinowy Powiew. Miło cię poznać — przedstawiła się w końcu, uśmiechając się łagodnie do Kryształki.
Wojowniczka sprawiała wrażenie kotki dostojnej i eleganckiej. W jej oczach błyszczała mądrość, a nawet jej uśmiech wyglądał tak, jakby należał do kota zajmującego wysoką pozycję. Prawdziwa dama, co młodszą od razu zaintrygowało. Ponadto... wydawała się taka miła i pomocna! W końcu najpierw przeprosiła za swoją nieuwagę, a potem jeszcze podniosła z ziemi ten mech i... ach!
— Bardzo ładne imię... — miauknęła nagle Kryształowa Łapa, gdy zdała sobie sprawę, że przez ostatnich kilka uderzeń serca wpatrywała się w pysk Kalinki bez słowa. — I... ja, no, ten... muszę już spadać! — dodała, po czym chwyciła kulkę mchu i czym prędzej ruszyła w stronę żłobka, nawet się za siebie nie oglądając.
Już wtedy wiedziała jednak, że starsza kotka jeszcze przez jakiś czas będzie zajmować jej myśli…
* * *
Dzisiaj nie było inaczej, a niebieskooka już wiedziała, że trening, który miała właśnie odbyć, będzie wyjątkowo ciężki. Jeśli Kalinka nie opuści jej głowy, zanim buras dotrze z nią na miejsce szkolenia, Kryształka znajdzie się w niemałych tarapatach. Nie chciała przecież trenować tak rozkojarzona, bo jej mentor z pewnością od razu by to wyczuł.
Było jej wręcz przykro, że Kalinowy Powiew nie była chorobą, bo wtedy na pewno mogłaby wziąć sobie przez nią kilka dni wolnego…
︵︵︵︵
Każdy, poza jednym.
— Hej, Kryształowa Łapo! — rozległ się głos, który dla uczennicy był niemal jak miód. — Zastanawiałam się nad tym, czy może nie chciałabyś się ze mną przejść na krótki spacer? Chciałabym rozprostować łapy, bo dzisiaj akurat cały dzień przesiedziałam w obozie. Dasz wiarę, że nie wybrali mnie na żaden patrol? — zaśmiała się Kalinka.
Młodsza uniosła na nią wzrok i gdyby mogła, cała by się zarumieniła.
— Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że chcę z tobą iść na spacer! — ucieszyła się, poruszając wibrysami z podekscytowania. O niczym innym przecież nie marzyła!
Po chwili kotki wspólnie opuściły azyl. Udało im się dotrzeć aż do Czarnych Gniazd, zanim w ich nozdrza uderzył silny, gryzący zapach lisa. Kalinowy Powiew na tę woń cała się zjeżyła, a Kryształka zaczęła czujnie rozglądać się wokół.
Nagle z krzewów wyskoczyło rude stworzenie, rzucając się wprost na wojowniczkę. Na to uczennica wysunęła pazury i z determinacją skoczyła na lisa, strącając go z towarzyszki. Udało jej się zadać mu kilka głębokich ran, przez co stworzenie zaczęło skomleć, aż w końcu puściła je, pozwalając mu uciec. Z dumą spojrzała na Kalinkę, która wciąż była wyraźnie oszołomiona całym zajściem.
— Kryształowa Łapo… to było cudowne! — mruknęła wojowniczka, w końcu zatrzymując wzrok na uczennicy. — Z taką łatwością pokonałaś tego lisa, że nawet sama Zalotna Gwiazda mogłaby ci pozazdrościć!
Na te słowa Kryształka nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.
— Heh, ja…
‿‿‿‿
— Kryształowa Łapo, co ty na litość Mrocznych Przodków wyprawiasz? — miauknął, mierząc uczennicę chłodnym wzrokiem. — Nawet mi nie mów, że nie zauważyłaś wielkiego pnia przed sobą! — dodał.
Biało-niebieska nie odpowiedziała, a jedynie spuściła wzrok na łapy.
— Nieważne. Wstawaj, ale szybko. Nie mamy całego dnia na trening — westchnął i ruszył dalej.
Uczennica szybko podniosła się z ziemi i prędkim krokiem dogoniła swojego mentora. Tym razem nie pozwoli sobie na to, by myśli aż tak ją rozpraszały. Chciała w końcu zostać mianowana, a jeśli teraz będzie jej szło źle na treningach, o nowym imieniu i przywilejach będzie mogła tylko pomarzyć.
Grzecznie dotarła za burasem do wejścia do tunelu. W tym momencie zrozumiała, że Cienista Zjawa będzie chciał nauczyć ją nawigacji w podziemnych korytarzach. Świetnie, była to kolejna przydatna umiejętność, która przybliży ją do ceremonii.
— Jak już się pewnie domyślasz, dziś rozpoczniemy naukę w tunelach. Najpierw wejdę tam ja, żebyś mogła podążyć za mną. Zapamiętaj drogę, którą przejdziemy, bo twoim zadaniem będzie potem wyprowadzenie nas z tych korytarzy. Gdy ten test zdasz pomyślnie, wpuszczę tam mysz, a twoim zadaniem będzie ją wytropić i upolować. Czy wszystko jest jasne? — zapytał wojownik.
Kryształowa Łapa skinęła energicznie głową.
— Jak słońce, drogi mentorze! O nic się nie martw, pamięć mam całkiem dobrą — odparła, poruszając wibrysami.
— Mam nadzieję, że nie kłamiesz — mruknął Cienista Zjawa, po czym zniknął w czeluściach tuneli.
Kryształka pospiesznie ruszyła za nim. Gdy tylko weszła pod ziemię, owiał ją chłód. W podziemnych korytarzach było znacznie zimniej niż na zewnątrz. Pachniało tu ziemią i kurzem, co w połączeniu z astmą Kryształki nie było przyjemne. Biało-niebieska zignorowała jednak ucisk w klatce piersiowej i skupiła się na zadaniu, nie chcąc zawieść swojego mentora.
* * *
Właśnie dlatego młodsza zdecydowała się podejść. Nie słuchając sprzecznych myśli, ruszyła w stronę Kalinki z uśmiechem na pysku.
— Hej, Kalinowy Powiewie! — przywitała się, stając przed wojowniczką. — Widzę, że nie jesteś zajęta… mam rację? — dodała, po czym przysiadła obok kotki. — Tak sobie myślałam, czy nie chciałabyś zjeść ze mną jakiejś piszczki? Jestem taka głodna po treningu! — zaproponowała, patrząc na Kalinkę swoimi dużymi oczętami.
<Kalinowy Powiewie?>
[1285 słów + nawigacja w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz