— Hej, Aldrowandowa Łapo! — kotka usłyszała nagle wyższy, nieco piskliwy głos swojego brata dochodzący z wejścia do legowiska medyka.
Obróciła się i spojrzała na Tygrysią Łapę, który zgrabnie przeszedł przez wąski tunel i dołączył do niej w składziku ziół.
— Cześć, braciaku — przywitała się szylkretka. — Nie powinieneś być teraz na treningu?
— Gdybyś wyszła stąd czasem, zobaczyłabyś, że zbliża się już zachód słońca — parsknął kocurek.
— Wychodziłam dzisiaj rano po mysz — odparła Aldrowandowa Łapa, wywracając oczami. — Poza tym, muszę posortować zioła. Jagnięcy Ukłon ma specyficzny na to sposób i nadal się go uczę.
Tygrysia Łapa zarechotał cicho, przestępując z łapy na łapę. Po tym zaczął się rozglądać po składziku, wzrok jego skakał po najróżniejszych ziołach, gdzie większość wyglądała dla niego praktycznie tak samo.
— Jak ty je wszystkie rozróżniasz? — zapytał kocurek, jego wzrok zatrzymał się na dużych, włochatych liściach.
— Wystarczy się przyjrzeć, aby zauważyć różnicę. Poza tym nie rozróżniam jeszcze nazw wielu z nich, jestem uczniem medyka dopiero od niedawna — odpowiedziała przyszła medyczka.
Jej wzrok spoczął na tym samym ziele, na które spoglądał jej brat.
— Ale to akurat pamiętam. To dzika malwa — wytłumaczyła, po czym dodała z lekkim przekąsem. — To na te twoje bóle brzucha.
— Hej, skąd miałem wiedzieć, że mysz, która była dobra dzień wcześniej nie będzie już następnego dnia w porządku do zjedzenia? — miauknął kocurek nieco obrażony.
— Wystarczy czasem pomyśleć, futrzaku. To nie boli.
Tygrysia Łapa cmoknął cicho na kąśliwy komentarz swojej siostry. Wiedział jednak, że nie mówiła ona tego w celu sprawienia mu przykrości. Niestety, zdarzało jej się jednak czasem powiedzieć coś niezbyt miłego, ale jak zdążył już zauważyć – ona sama nie zdawała sobie z tego zbytnio sprawy. Zwyczajnie nie była ona aż tak empatyczna jak on. Najpewniej miała to po dziadku od strony taty, o którym on sam kiedyś opowiadał.
— Wiesz, w zasadzie to ja wpadłem, bo chciałem się dopytać, jak ci idzie trening. Na pewno nie jest łatwo się przestawić z treningu wojownika na trening medyka.
Wyższa szylkretka zamilkła na chwilę. Fakt, nagła zmiana ścieżki treningu nie była łatwa. Pomimo że lubiła towarzystwo Jagnięcego Ukłonu i zapach ziół zdawał jej się coraz przyjemniejszy, to wciąż wszystko zdawało jej się ciążyć na jej barkach jak słoń. W krótkim czasie musi przyswoić sobie bardzo dużo ważnych informacji, których nie może zapomnieć, wszak od niej może zależeć w przyszłości czyjeś życie.
— Nie jest. Ale daje sobie radę. Głupio z mojej strony by było, jakbym nagle stwierdziła, że nie ogarnę tego i chcę się wycofać, prawda? — mruknęła kotka z ledwo wyczuwalną wyższością w jej tonie. Nie mogła dać po sobie poznać, że w istocie, głęboko w środku, delikatnie czasami żałuje swojej decyzji.
Tygrysia Łapa machnął ogonem delikatnie. Dobrze znał swoją siostrę i miał przeczucie, że ona sama ma pewne wątpliwości odnośnie do swojej przynależności na to stanowisko. Nie chciał jednak drążyć tematu, bo byłaby to bezowocna dyskusja. Aldrowandowa Łapa nie przyznawała się nigdy do słabości lub skrytych przemyśleń. Zamiast kontynuować, postanowił zmienić temat.
— Hej… A co byś powiedziała na wspólną kolację? Dawno razem nie jedliśmy — zaproponował kocurek.
Uczennica zastanowiła się na chwilę. Co prawda miała jeszcze nieco roboty do zrobienia, ale Jagnięcy Ukłon chyba nie pogniewa się, jak szybko pójdzie z bratem coś przekąsić?
— Niech ci będzie. Ale jeśli Jagna się zdenerwuje, że odrywam się od obowiązków, to zwalam całą winę na ciebie — odparła z lekkim uśmieszkiem na pyszczku.
— Może być. A teraz chodź. Jestem tak głodny, że mógłbym zjeść konia z kopytami!
[649 słów]
[13%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz