Przeszłość
Po niebie sunęły się gęste, szare chmury zwiastujące opady. Co chwilę grzmiało, trzymając w napięciu wszystkie zwierzęta żyjące na tej wyżynie. W jednym z wyżłobień w skałach zamieszkiwała niewielka rodzina kotów. Piękna kotka, której sierść wręcz lśniła, wypoczywała właśnie na swojej półce skalnej wyścielonej miękkim mchem, a całość była bogato przyozdobiona kwieciem, pierzem i ziołami. Dawała nauki swym dzieciom o gniewie gwiezdnych nadkotów i jak można było rozpoznać, który element natury zwiastuje czyją złość.
— Wodnik jest opiekunem powietrza i jego różnych postaci, w tym chmur. Gdy on się rozgniewa, ostrzega nas grzmotami - to jego głos — kocięta słuchały w napięciu. — Gdy zostanie wystarczająco sprowokowany, posyła śmiertelny piorun, który ślepo trafia w drzewa i szczyty gór. Czasem nawet wyceluje on w kota jako kara za jego niechlubne istnienie. Jeśli ten kot przeżyje, uznaje się go za zbrzydłego i niegodnego nawet śmierci. Wtedy karą są męczarnie na ziemi. Dlatego, moje drogie dzieci, trzeba się ukrywać podczas burzy, bo kto wie? Może gwiezdne nadkoty wybiorą was jako cel swojego gniewu — podsumowała kocica, a trójka maluchów była niemalże zahipnotyzowana kazaniem matki. Gdy skończyła, zamrugały parę razy i pokiwały łebkami.
Przez parę uderzeń serca rodzina słuchała w ciszy grzmotów suchej burzy, a Oset wyjrzał poza wyżłobienie i się rozejrzał. W tym momencie właśnie piorun uderzył w samotne drzewo niedaleko nich, które zaraz zajęło się płomieniem. Kocięta skuliły się w jeden stos zjeżonych kulek sierści, drżąc z przerażenia.
— Kasjopejo, kochanie, wskocz tu do mnie — nakazała ze spokojem matka, niewzruszona przerażeniem kociąt oraz dudnieniem grzmotów. Młoda kotka posłusznie i powoli wykonała polecenie. — Dziś twoja kolej na błogosławieństwo.
— Ale… Matko, przecież to już czwarty dzień, gdy mi je dajesz — zwróciła uwagę skonfundowana i lekko spięta zielonooka. — Andromeda i Cefeusz mieli tylko co najwyżej po dwa razy!
Kocica wtedy obrzuciła swoją córkę obrzydzonym wzrokiem, jakby właśnie sama się wydziedziczyła.
— Jak śmiesz narzekać! — jej bursztynowe oczy zabłysnęły gniewem. — Przypomnij sobie, po kim i czyje nosisz imię! To ty potrzebujesz jak najwięcej błogosławieństw, inaczej nasi gwiezdni protektorzy poślą na ciebie kary! — fuknęła, a koteczka tylko spuściła głowę.
— Przepraszam…
— I wybaczam ci, ale nie spodziewaj się tego po naszej patronce — mruknęła i położyła na swojej córce łapę, zamykając oczy. Ojciec kociąt skinął głową i odprowadził maluchy do innej jamy.
— Chodźcie, nie będziemy przeszkadzać — wymamrotał, a Cefeusz zerknął tęskno za siostrą, zanim zniknęła mu z pola widzenia.
Matka zaczęła snuć długie modlitwy i formułki, a młodsza musiała po niej powtarzać każde słowo. Po paru minutach skończyły, a następnie kocica położyła na czole młodej Kasjope pióro łabędzia przyozdobione kwiatem lawendy. Następnie wyszeptała jej do ucha:
— Jeszcze parę błogosławieństw, moja piękna, i będziesz w pełni członkinią nowego ruchu. To ty przyniesiesz dla nas powodzenie i chwałę. Będziesz wielka — w głowie małej pręguski zapiszą się te słowa na zawsze.
Teraźniejszość
Bezlitosny skwar Pory Zielonych Liści nie dawał kotom żyć w ciągu dnia. Żeby zająć się swoimi obowiązkami, trzeba było się do nich zabrać z samego rana, gdy słońce jeszcze nie gościło na niebie, lub gdy już ono zaszło. Nikt niespecjalnie rwał się do roboty.
Podczas gdy niebo już nabierało różowych i pomarańczowych barw zachodu, zrobiło się nieco bardziej znośnie. Jesionka akurat wróciła z patrolu łowieckiego z jednym dudkiem i myszą w pysku. Gdy tylko odstawiła zdobycze na stertę, podbiegła do niej Miodowa Łapa. Wzrok liliowej jakoś przestał być tak zatroskany uporczywą temperaturą.
— Jak poszło, słoneczko? — spytała, stykając się z kotką nosem na powitanie.
— Dosyć dużo zwierzyny się chowa, ale wciąż więcej jest jej niż w czasie Pory Nagich Drzew — wymruczała zadowolona.
Gdy kotka już uchyliła pysk, by coś dodać, nagle przerwało jej czyjeś wołanie. Zalotna Gwiazda właśnie zwołała zebranie klanu. Gdy koty zaczęły się gromadzić, dwóm uczennicom udało się usiąść gdzieś z przodu, z zaciekawieniem zadzierając pyski ku górze. Wtedy właśnie przywódczyni wytypowała Jesionową Łapę i Tygrysią Noc do wystąpienia. Dopiero w tej chwili pręgusce się przypomniało, że poprzedniego dnia mentor opowiadał jej o teście na wojownika w postaci walki. Miała się zmierzyć z nim w pojedynku, a jeśli ona wygra, to zostanie pełnoprawną członkinią Klanu Wilka. Całkowicie jej wypadło to z głowy. Nic dziwnego, coś (lub ktoś) wiecznie chodziło jej po głowie i nie bardzo potrafiła się skupić. Zielonooka przełknęła zakłopotanie i zniżyła swoją postawę, zginając grzbiet w łuk oraz lekko jeżąc swoją sierść. W jej głowie odbiły się echem słowa matki: “Będziesz wielka”. W uszach jej zadudniło, aż cofnęła je. Tymczasem Tygrysia Noc naprzeciw niej również się uszykował, wbijając pazury w ziemię. Kątem oka zobaczyła drepczącą z łapy na łapę Miodkę, co rozczuliło i rozluźniło nieco liliową. Gdy Zalotna Gwiazda wydała polecenie rozpoczęcia, ten natychmiast ruszył w stronę uczennicy, wzniecając kurz spod łap w powietrze.
Kocica odbiła w prawo, lecz kocur to przewidział i zahaczył łapą o jej udo, wyrywając strzępek sierści. Zakręciła się w miejscu, szykując się do ogłuszającego ciosu. On ponownie przewidując jej ruch, dał nura, przez co ta się zachwiała, więc niczym baran staranował kotkę z główki w pierś, zmuszając ją do krótkiego wycofania się. Wtedy właśnie Jesionowa Łapa stwierdziła, że najlepiej będzie wykończyć przeciwnika i dopiero na koniec oszołomić swoim ulubionym ruchem. Inaczej nie dałaby rady bardziej doświadczonemu wojownikowi. Kocur znowu naparł na nią, posyłając ciosy pazurami najpierw w głowę, potem łapy. Oba ruchy kotka wyminęła, a mentor dał susa i spróbował zaorać jej bok. Ona ponownie uskoczyła i wtedy zrobiła zwrot pyskiem w pysk z rudym, starając się ciągle mieć go przed sobą. Kilka razy jeszcze spróbował się na nią rzucić, ale ona raczej szybko pozbywała się go z siebie lub nawet nie pozwalała mu się dobrze uczepić. Udało się mu czasem sięgnąć pazurami jej skóry, plamiąc jej sierść szkarłatnymi kroplami. Ta grała na zwłokę, pozwalając kocurowi się wymęczyć. Czuła presję niecierpliwości tłumu, który raczej nie był zadowolony z takiego ganiania i ciągłego wymijania. Gdy kocur zrobił bardziej niespodziewany ruch, próbując wgryźć się w jej szyję, tej udało się ponownie odskoczyć, a do tego w kontrataku przydzwoniła mu w głowę od spodu, posyłając go w górę. Padł oszołomiony i zanim się pozbierał, kotka go przyszpiliła do ziemi.
— Wybacz… — wyszeptała cicho, niemal bezdźwięcznie.
Może i ta walka nie była zbyt widowiskowa oraz może trochę… dziwna, lecz kotce się udało pokonać kocura, a to było najważniejsze.
Jesionowa Łapa spojrzała na zasiadającą na pniu przywódczynię i zastrzygła uszami.
— Wystarczy — machnęła łapą pospiesznie, a liliowa pręguska puściła mentora, który zaraz się otrząsnął i wgramolił się z powrotem na łapy. — Miejmy to z głowy.
Kątem oka mianowana zobaczyła Miodową Łapę drżącą z ekscytacji i radości, w przeciwieństwie do wręcz stoickiej postawy reszty kotów.
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Jesionowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — kotka napuszyła lekko sierść na piersi.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Jesionowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Jesionowa Szadź. Klan ceni twoją obowiązkowość i siłę oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Wilka.
W chwili wypowiedzenia słów Zalotnej Gwiazdy tłum zaczął skandować nowe imię Jesionki, lecz to Miodową Łapę było słychać najlepiej. Liliowa ciepło spojrzała na kotkę, czując, jak się rozczula. Kotka była niczym słońce dla niej i tak właśnie się wyróżniała na tle innych, że to stwierdzenie obiektywnie do niej pasowało.
— Gratuluję ci — odezwał się Tygrysia Noc. — Nie spodziewałem się, że nagle mnie tak uderzysz. Miłej służby jako wojownik, Jesionowa Szadzi — kotka się uśmiechnęła i pokiwała z wdzięcznością.
Gdy wszystko ucichło i wszyscy się rozeszli, złota uczennica do niej podbiegła i wtuliła pysk w jej sierść na szyi.
— Świetnie ci poszło, słoneczko! Tak bardzo się cieszę, że ci się udało! — ucieszyła się, po czym zauważyła ze zmartwieniem parę niewielkich smug krwi na futrze większej kotki.
— Nie martw się tym, to tylko draśnięcia — wymruczała rozczulona. — Minie.
Obie się uśmiechnęły i poszły zająć się resztą dnia. Trzeba było jakoś uczcić udany dzień. A w jaki sposób? Oczywiście, że dzieląc się językami gdzieś w kącie obozu, przy jedzeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz