— Muszę przyznać, że im dłużej cię słucham, tym bardziej odnoszę wrażenie, iż sam nie dostrzegasz pewnej sprzeczności we własnych słowach. Mówisz bowiem, że nie oceniasz Pchełkowego Skoku przez pryzmat więzów, a jednocześnie opowiadasz o niej z takim przekonaniem, z jakim nie wspominasz o żadnym innym wojowniku. Mówisz o jej oddaniu, jej wysiłku oraz jej rozwoju, ponieważ miałeś okazję obserwować ją przez większą część swojego życia. Czy nie sądzisz, że właśnie dlatego tak bardzo w nią wierzysz?
Na jego pysku wciąż spoczywał ten sam spokojny uśmiech.
— Nie twierdzę, że się mylisz. Nie twierdzę nawet, że Pchełkowy Skok byłaby złym zastępcą. Zastanawiam się jednak, czy dostrzegasz, że prosisz mnie o całkowitą bezstronność, podczas gdy sam patrzysz na sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń.
Przez moment milczał, pozwalając słowom wybrzmieć.
— Powiedziałeś również, że powinienem słuchać swojego klanu, że potrzebujemy lidera wsłuchującego się w głosy wojowników po wszystkich tragediach, które nas spotkały. Powiedz mi więc szczerze... ilu wojowników pytałeś o zdanie? Ilu z nich powiedziało ci, że nie ufa Truskawkowemu Polu? Ilu otwarcie sprzeciwia się mojej decyzji?
Jego głos pozostawał miękki, choć pytania padały jedno po drugim.
— Czy przemawiasz w imieniu klanu, czy może przemawiasz w imieniu własnych obaw?
Lider poruszył lekko uszami.
— Wspomniałeś także o Owocowym Lesie, ponieważ obawiasz się, że wybór Truskawkowego Pola może zachwiać naszymi relacjami z tamtą społecznością. Ja jednak nie wierzę, że prawdziwy sojusz jest tak kruchy, by rozpadł się wyłącznie dlatego, że jedna kotka odnalazła swoje miejsce gdzie indziej. Gdybyśmy zaczęli podejmować decyzje wyłącznie ze strachu przed reakcją innych klanów czy społeczności, wówczas przestalibyśmy być gospodarzami własnego losu.
Jego ogon owinął się spokojnie wokół łap.
— A jeśli chodzi o kocięta to właśnie ten argument utwierdza mnie w przekonaniu, że dokonałem właściwego wyboru. Wojownik, który potrafi troszczyć się o własną rodzinę, znacznie lepiej rozumie wartość społeczności niż ktoś, kto nigdy nie musiał dźwigać podobnej odpowiedzialności. Kilka księżyców spędzonych w żłobku nie odbierze Truskawkowemu Polu ani doświadczenia, ani mądrości, ani oddania wobec klanu.
Lśniąca Gwiazda zrobił krótki krok w stronę Tawułowej Bryzy, choć w jego postawie nie było nawet śladu agresji.
— Powiedziałeś mi również, abym nie popełniał błędów mojego ojca. Uwierz mi jednak, że każdego dnia zastanawiam się nad jego decyzjami znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać. I nie zamierzam pozwolić, by strach kierował moimi wyborami.
Przez moment przyglądał się wojownikowi w milczeniu.
— Nie potrzebuję zastępcy, którego zaakceptują wszyscy, ponieważ taki kot nigdy nie istniał i nigdy istnieć nie będzie. Potrzebuję zastępcy, któremu ufam, który rozumie wartości Klanu Klifu i który pozostanie wierny tej społeczności nawet wtedy, gdy inni zaczną wątpić.
<Sorka, ale zdania nie zmienię. Więcc… Dalej chcesz się kłócić, czy odejdziesz z honorem, Tawuło?:)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz