Przed odejściem do Owocowego Lasu
W końcu doszło do końca jego warty, słońce było w najwyższym punkcie na nieboskłonie, a w jego kierunku zbliżał się Lisi Oset, który robił jednocześnie za medyka i wojownika. Na barki młodszego spadła wielka odpowiedzialność, z czego również nie był zadowolony Mglisty Sen, jednak bez pomocy medycznej Świetliki mogłyby nie przetrwać wcale.
— Jesteś pewien, że chcesz pełnić wartę? — spytał się swojego byłego ucznia, kiedy był na tyle blisko by go usłyszeć.
— Reszta kotów jest poza obozem i polują, a tobie przyda się odpoczynek.
— Jednak jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy medycznej, to jej nie dostaną, skoro ty będziesz na warcie.
— Nie możesz się przeciążać, Mglisty Śnie. Nie wyjdzie ci to na dobre ani dla naszej grupy, jeśli będziesz przemęczony.
Zrobił kwaśną minę i pokręcił głową. Nie było czegoś takiego jak grupa. Byli zbitką zapchlonych samotników. Każdy polował na swój żołądek i czasami podrzucano resztki więźniowi. Nie był liderem.
— Możesz zejść z warty. Jak wróci Poziomkowa Polana, to się z nim zamienię. Ty możesz pójść, się zdrzemnąć.
Nie kłócił się z Lisim Ostem, bo czuł, jak strasznie jego organizm jest zmęczony. Powieki same mu opadały i co chwilę ziewał. Skinął mu na odchodne głową. Był wdzięczny, że tamten się zamienił z nim.
***
W Owocowym Lesie
Wrócił z treningu z Kolendrą. Zastępca sprawdzał jego umiejętności wspinaczki po drzewach. Śnienie nie był w tym najgorszy, więc zadowolił oczekiwania rudego. Usiadł wygodnie na ziemi w cieniu, unikając choćby jednego małego promienia słońca, które wpadało przez szpary między liśćmi w koronach drzew. Było strasznie gorąco i czuł, jak bardzo jest spragniony.
Podszedł do niego Koniczyna, niosąc w zębach zwilżony mech. Kocur wydawał się czytać mu w myślach. Kiedy tylko położył przed nim mokre zawiniątko, ten skinął mu głową i zabrał się za zlizywanie wody. Koniczyna przez dłuższą chwilę milczał i przyglądał się z uwagą jego czarnej sierści.
— Masz w futrze oset. Spadłeś z krzaki, czy co na tym swoim treningu? — nie czekając na odpowiedź czarnego, wyjął jeden z kwiatów owej rośliny z jego potarganej sierści.
— Owszem, trochę mnie Kolendra przeciorał po lesie.
Koniczyna miał coś odpowiedzieć, jednak Kropla, jego mentorka, zawołała łaciatego. Ten tylko z nieukrywanym niezadowoleniem strzepnął ogonem i ruszył do stróża. Pewnie chciał jeszcze z nim porozmawiać, jednak nie było mu to dane.
Spojrzał na kwiat ostu, który jego przyjaciel rzucił na ziemię. Właśnie. Oset. Co działo się u Lisiego Ostu? Swoje żółte oczy skierował w przestrzeń przed sobą.
Pamiętał, że kiedy opuszczał obozowisko Świetlików, nie było wtedy czarnego kocura. Poszedł po zioła z jego rozkazu, a kiedy wrócił pewnie, poczuł zapach Owocowego Lasu oraz brak wszystkich tych, którzy zostali w obozie.
“Mam nadzieję, że dobrze sobie tam radzisz, Lisi Oście” — pomyślał z udręką.
Wiele by dał, by jego były uczeń dołączył do niego w Owocowym Lesie. Miałby o jeden przyjazny pysk więcej w tym nieznanym przez niego miejscu.
< Lisi Oście? Czy jeszcze się spotkamy? 🦊🍃 >
Sesja wstrzymana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz