Nie był zły na Guziczka, chociaż czuł, jak kocur nie do końca go polubił. Śnienie wzruszył barkami i zaczekał na resztę Świetlików w legowisku uczniów. Musiał porozmawiać z Poziomkiem oraz Koniczyną o ich drodze szkolenia.
***
Dzień dobiegał końca, a on zastanawiał się jaką drogę szkolenia obrać. Czy na pewno chciał iść na stróża tak jak jego towarzysze? Nie. Zdecydowanie nie. Nie chciał również być zwiadowcą. Nie był przecież wiewiórką, żeby żyć w koronie drzew. Był Świetlikiem, pochodził z Klanu Wilka, tam koty też się wspinały na drzewa, jednak nie żyły na nich. Wystarczyło mu podjęcie tej samej drogi, co wcześniej. Chciał zostać wojownikiem. Szanowanym i wysoko postawionym tak jak w każdym porządnym klanie.
***
Kilka dni później
Pokazano Świetlikom, na czym polega każda z ról. Ich plusy oraz minusy. On jednak stał nadal na swoim. Nie zamierzał obierać żadnej innej ścieżki, niż ta, którą odbył w Klanie Wilka.
Czereśnia chyba poczuł, że jest kimś ważnym, dlatego dał mu za mentora Kolendrę, który był jego drugim zastępcą. Uroczo.
Kolędra robił wrażenie na Śnieniu. Był dużym, barczystym rudym kocurem o wielkich łapskach z ostrymi pazurami. On naprzeciwko jego nowego mentora wyglądał jak starzec. Nigdy nie był największy. Był średniego wzrostu, z brodą i twardymi poduszkami łap, na dodatek bez ogona.
— Śnienie, wychodzimy. Pokażę ci nasze terytorium oraz kilka zasad, których będziesz musiał przestrzegać — podszedł do niego rudzielec, a on musiał podnieść lekko głowę, żeby spojrzeć się na jego pysk. — Postaram się z ciebie zrobić jeszcze Owocniaka, o ile się da. Mam nadzieję, że Klan Wilka całkowicie cię nie zniszczył.
— Może coś ci się uda jeszcze ze mnie wyciągnąć. Wojownikiem jestem nadal, więc raczej nie będziesz musiał długo nade mną pracować. Nie jestem głupim uczniem. Mam trochę doświadczenia na karku.
Jego odpowiedź musiała spodobać się Kolendrze, gdyż ten skinął krótko swoim wielkim łbem i zaprowadził go poza obóz Owocowego Lasu.
Idąc tak przez nowe dla niego terytorium, zauważył, jak bardzo ono się różni od gęsto zalesionych terenów niczyich, gdzie miał okazję trochę pomieszkać oraz od lasu głównie iglastego, gdzie żył Klan Wilka.
Idąc do pierwszej charakterystycznej lokalizacji na ich terytorium, jego mentor stwierdził, że go przesłucha.
— Co nauczyły cię Wilczaki?
Zapytał go nonszalancko, jednocześnie nie odrywając wzroku od drogi. Wydawał się bardzo czujny, a jego mięśnie napinały się na każdy szelest, jakie wydawały ptaki bądź inne zwierzęta.
— W Klanie Wilka głównie stawiano na naukę walki, jednak oprócz tego jeszcze umiem się wspinać na drzewa oraz nawigować w tunelach.
— Hmm… W Klanie Wilka macie tunele? — dumał Kolendra na głos. Miał mu już odpowiedzieć, kiedy ten dodał: — Czy jesteś dobry w walce to jeszcze ja ocenie, natomiast wspinaczkę na drzewa i tak wolałbym z tobą jeszcze przećwiczyć. Będzie ci łatwiej, skoro cię tego uczono, jednak w Owocowym Lesie koty głównie zamieszkują drzewa. Nie jesteś zwiadowcą, więc nie będziesz musiał bawić się w wiewiórkę, jak inni.
— Bieganie po drzewach nie jest jakoś moją ulubioną czynnością. Wolę nocne polowania.
Kolendra pokręcił głową.
— Zabronione jest dla waszego bezpieczeństwa polowanie w nocy. Nikt nie powinien tego robić, jest to zbyt niebezpieczne.
Śnienie zmarszczył pysk i pokręcił przecząco głową.
— Jak to? — mruknął niedowierzająco i przyspieszył kroku, żeby zrównać się z jego nowym mentorem. — W Klanie Wilka też jest niebezpiecznie w lesie, a jednak każdy, kto chce może polować w nocy. Nie powinno się tego zabraniać. Jestem dobrym myśliwym i ufam swoim umiejętnościom. Najlepsze zdobycze łapię się w cieniach nocy.
— Nie w Owocowym Lesie, Śnienie — powiedział twardo Kolendra, jakby chciał go ostrzec. — Jest tutaj bardzo dużo lisów i nie zamierzamy ryzykować, żeby ktokolwiek ucierpiał od ich szczęk. Poza tym, jeśli nawet byłbyś tym szczęśliwcem, to dostałbyś karę.
Zamilkł. Nie zamierzał się kłócić z Kolendrą. Pewnie ten znał aż za dobrze prawo, jakie tutaj panuje. Jednak, jak wrócą później do obozu, to czemu miałby nie zapytać się tego Czereśni?
Cały dzień spędzili na zwiedzaniu terenów. Kolendra pokazał mu pobieżnie Szopę Strachu, Owocowy Lasek, Upadłą Gwiazdę, Śliwkowy Gaj. Przeszli przez po Konającym Buku na Rozlewisko, a potem na Śmietnisko i Dębową Ostoję, skąd zabrali się wraz z patrolem łowieckim w stronę obozowiska.
Słońce powoli zaczęło już zmierzchać, a w lesie zrobiło się troszkę ciemniej. Wszedł do obozu, gdzie koty w spokoju siedziały i dzieliły się językami. Szczerze tęsknił za widokiem spokojnego obozowiska, gdzie wszyscy są szczęśliwi. Jednak nie mógł zaprzeczyć, że nadal czuł się tutaj obco. Nie ufano mu do końca, tak, jakby on chciał.
— Na dzisiaj to tyle. Możesz wziąć sobie coś do jedzenia. Widzimy się jutro, kiedy będę wyznaczał patrole.
— Jasne.
— Tylko nie zrób nic głupiego. Nie wychodź nigdzie w nocy — posłał mu ostatnie ostrzegawcze spojrzenie i odszedł w stronę innych Owocniaków.
Śnienie miał zamiar i tak w nocy wyjść na spacer, jednak zanim miałby to zrobić, wolał zapytać się dokładniej Czereśni i doprowadzić, żeby ten poszedł z nim na kompromis. Miał już iść w stronę starej topoli, gdzie w jej koronie było legowisko przywódcy, jednak natknął się na Guziczka, który właśnie wrócił do obozu wraz z Kurką.
Zwiadowca, który raczej nie przepadał za nim, zamiast mruknąć czegoś niemiłego lub zignorować Śnienie, wybrał rozmowę.
— Jak ci się podobają treningi? — zagadał po chwili Guziczek. — Bardzo się różnią od tych, co miałeś wcześniej?
Śnienie przełknął swoje zdziwienie oraz odwzajemnioną niechęć do Owocniaka. Pokręcił głową przecząco.
— Niewiele się różnią. Jednak z tego, co wiem, to dużo biegacie po drzewach, jak wiewiórki. Na szczęście nie obrałem ścieżki zwiadowcy. Lubię czuć ziemię pod poduszkami łap — na jego porównanie zwiadowców do wiewiórek, Guziczek zrobił nietęgą minę. — Najbardziej różni się wasze terytorium od tego w Klanie Wilka oraz na ziemiach niczyich. Las nie jest aż tak gęsty, ale jest bogaty w wiele ciekawych miejsc oraz owoców.
— Nie bez powodu nasza społeczność się nazywa Owocowy Las — zauważył oschle Guziczek.
— Owszem… Czy coś jeszcze ode mnie potrzebujesz, Guziczku? — dopytał, zerkając znacząco na drzewo, na którym znajdowało się legowisko przywódcy oraz lecznica.
Kocur powędrował za jego wzrokiem i zastrzygł z zaciekawieniem uchem.
— Idziesz do Wiciokrzewu? Coś ci się stało? Nie wyglądasz na chorego ani nie kulejesz.
— Nadmierna ciekawość Guziczku, to pierwszy stopień do Mrocznej Puszczy. Nie chcesz chyba być potępiony na wieki, nieprawdaż? — miauknął trochę zbyt chłodno, niż tego chciał.
Wyminął kocura powolnym krokiem. Czuł ciągle jego wzrok na sobie, jednak nie odwracał się w jego kierunku. Wskoczył sprawnie na drzewo i wszedł do legowiska Czereśni, wcześniej jeszcze uprzedzając przywódcę o swojej obecności miauknięciem.
— Słucham cię, Śnienie. W czym ci mogę pomóc? — zwrócił się do niego, wygodnie usadawiając się na posłaniu.
— Kolendra opowiedział mi, że nie można wychodzić poza obóz w nocy. Jest to podobno surowo karane, jednak ja przyszedłem z prośbą o kompromis — mruknął równie poważnie. Zaciekawienie pojawiło się na pysku lidera i postanowił wstać, by podejść do niego bliżej. — Jako były wojownik Klanu Wilka, co noc wychodziłem na nocne polowania, które dość często kończyły się powodzeniem. Mam wiele księżyców już na moim karku oraz doświadczenia, które zmarnowałoby się, gdybym nie mógł wychodzić z obozu podczas mroku.
— Jesteś jeszcze uczniem. Nie znasz tak dobrze naszych terenów i bez powodu nie byłoby takiego zakazu — zauważył Czereśnia.
— Nie mówię, że bym wychodził samemu, jako uczeń. Pomagałby mi Kolendra — czekoladowy lider nadal powątpiewająco patrzył na niego. — Kiedy zostałbym pełnoprawnym wojownikiem Owocowego Lasu, to mógłbym rozszerzyć umiejętności wojowników i szkolić ich do nocnych polowań i orientacji w ciemnościach. Już w Klanie Wilka nauczano nas, jak orientować się w tunelach, więc w ciemnym lesie, nie powinno nam to sprawiać problemu.
Po pysku Czereśni mógł stwierdzić, że ten intensywnie myśli. Był to już dobry znak. Może go jednak przekonał?
< Guziczku? >
🍎✨
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz