Dawno, dawno temu
Właśnie dlatego Niedźwiedziówka kilka dni po spotkaniu z siostrą na zgromadzeniu postanowiła wyruszyć na granicę z Klanem Klifu. Udało jej się uzyskać pozwolenie od swojej mentorki, bo z tego, co wiedziała, uczniom nie wolno było wychodzić samotnie bez niczyjej wiedzy. To takie niesprawiedliwe, że miała już na karku tyle księżyców, a wciąż traktowali ją jak kociaka!
Ku jej zdziwieniu, na granicy stała już czyjaś sylwetka. Niedźwiedziówka byłaby bardzo zdziwiona, gdyby okazało się, że udało jej się spotkać siostrę za pierwszym razem. Jednak z każdym lisim ogonem, o jaki się do niej zbliżała, coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to naprawdę była ona! To oznaczało, że szczęście było dziś po ich stronie. Prawie tak, jakby los sam dawał im pozwolenie na zawładnięcie klanami, a potem także całym światem!
— Kukiełko! Siostro moja! — krzyknęła bura, gdy znalazła się już wystarczająco blisko kotki.
W końcu stanęła naprzeciwko niej, szczerząc się jak głupia.
— Nie wierzę, że udało mi się cię tu spotkać za pierwszym razem! To chyba jakaś sprawka Marionetki, co? — mruknęła radośnie, poruszając wibrysami z ekscytacją.
— Tak, za pierwszym razem... — wymamrotała pod nosem Pajęcza Nić, co jednak umknęło uwadze Niedźwiedziówki. — No, ale mniejsza o to. Mówiłaś, że masz mi sporo do opowiedzenia, więc słucham — dodała spokojnie, strzygąc nieznacznie uszami.
Bura przytaknęła głową, uspokajając się nieco. Po chwili przysiadła na piachu i spojrzała w stronę terenów Klanu Burzy, jakby próbowała wyobrazić sobie na nich Słoneczny Fragment i Burzowe Chmury. Właściwie istniała szansa, że ich tu spotkają, ale wolałaby raczej nie oglądać ich na oczy.
— Wiesz, gdy jeszcze żyłam z Pararelą, Marionetka często nas odwiedzała. Miałam okazję z nią rozmawiać, wymieniać się nowinkami... — zaczęła, wzdychając ciężko, jakby na samo wspomnienie o ciotce czuła niewyobrażalny ból. Co było częściowo prawdą, a częściowo tylko efektem specjalnym do jej teatrzyku. — Jednak pewnego dnia spotkania z nią ustały. Marionetka jakby rozpłynęła się w powietrzu, a słuch po niej zaginął! Teraz już wiem dlaczego, lecz wtedy? Myślałam, że może się gdzieś zgubiła. Że może po prostu zapomniała o mnie i Parareli. Dlatego... poszłam jej szukać — kontynuowała, po czym spojrzała wprost na swoją siostrę.
Pajęcza Nić również posmutniała.
— Dobrze wiesz, co było potem... — chrząknęła Niedźwiedziówka. — Udało mi się dotrzeć aż w okolice terenów Klanu Burzy. Tam udało mi się nawiązać kontakt z naszą siostrą, Balladą, a tak właściwie Wielenim Szlakiem. To od niej dowiedziałam się o smutnym losie Marionetki — wyjaśniła, kręcąc głową z rezygnacją.
Kukiełka do tej pory słuchała uważnie, lecz gdy zapanowała cisza, a bura przygotowywała się do dalszego opowiadania, zapytała:
— A potem? Co było potem? Dlaczego Burzacy zabili naszą siostrę?
Niedźwiedziówkowa Łapa wyciągnęła łapę do przodu, kładąc ją na łapie Pajęczej Nici.
— Cóż... wraz z Wielenim Szlakiem udało mi się zaplanować morderstwo. Pozbyłyśmy się wówczas dwójki Burzaków! Właściwie nawet i większej liczby, bo jedna z tych ofiar podobno spodziewała się kociąt... Ale... nie wiem, czy to wszystko naprawdę było tego warte...! — pociągnęła nosem, odwracając spojrzenie od szylkretki. — Głupi Burzacy! Dowiedziałam się, że przeprowadzili jakieś durne śledztwo i odkryli, że to Wielena zabiła tamte koty! I wiesz, co zrobili potem? Zabili ją! Skazali ją na śmierć z zimną krwią! — oburzyła się, aż futro na karku jej się zjeżyło.
Pajęcza Nić też była w szoku. Rozwarła szerzej swoje brązowe ślepia, a z jej pyska wydobyło się zdumione parsknięcie.
— Tak, Kukiełko, to skandal! Nie mogłam w to uwierzyć, gdy jeden z ich rodzaju mi o tym opowiadał... Bo słuchaj, po śmierci siostry poznałam taką dwójkę kocurów! Jeden z nich nazywa się Słoneczny Fragment, a drugi Burzowe Chmury. Ach, byli tacy głupiutcy! Ten drugi traktował mnie jak księżniczkę! Ten pierwszy, cóż, był nieco bardziej podejrzliwy, ale mimo wszystko nie mógł oprzeć się mojemu urokowi — zachichotała, jakby przed chwilą nie opowiadała o śmierci swojej siostry. — Niestety później okazało się, że spodziewam się z którymś z nich miotu. Wydaje mi się, że raczej ze Słonecznym Fragmentem, bo niektóre z moich kociąt też mają takie zakręcone uszy, zupełnie jak on! Jednocześnie jeden z moich synów, niestety już martwy, wyglądał uderzająco podobnie do Burzowych Chmur! Myślisz, że to możliwe, by te kocięta miały dwóch różnych ojców? — zaczęła się zastanawiać, jednak Pajęcza Nić nie wyglądała, jakby znała odpowiedź na to pytanie. — Ach, a jedna z moich córek przypomina Balladę! No mówię ci, są jak dwie krople wody! To musi być ze sobą jakoś powiązane, bo nie wierzę, że to zwykły przypadek... Moja córka, Narwana Łapa, stworzona jest do wielkich rzeczy — oznajmiła dumnie.
Szylkretka przyglądała się Nocniaczce w skupieniu, jakby przez cały czas starała się zrozumieć jak najwięcej z jej słów. Było jednak po niej widać, że jakaś sprawa nie daje jej spokoju.
— A tak właściwie... to jak trafiłaś do Klanu Nocy? — spytała w końcu, przechylając głowę.
Niedźwiedziówkowa Łapa przewróciła oczami.
— Gdy dowiedziałam się, że spodziewam się miotu, chciałam dołączyć do Klanu Burzy! Nie zamierzałam samodzielnie wychowywać tych pasożytów. Spotkałam więc patrol i powiedziałam im, że oczekuję kociąt! Według tego ich zapchlonego kodeksu powinni mnie przyjąć bez względu na okoliczności! — fuknęła, z frustracji uderzając ogonem o piach. — Domyślasz się pewnie, że zbezcześcili te swoje durne zasady i postanowili zostawić mnie na pastwę losu! Ale ja mimo wszystko nie zamierzałam się poddać, dlatego wyruszyłam na poszukiwania innej przynależności, w której mogłabym się zagnieździć. I tak trafiłam do Klanu Nocy! Nie mówię, że mi to nie pasuje. Mogę realizować wolę Marionetki nawet stąd!
Wciąż nie podobał jej się fakt, że to Wężynowy Kieł podbiła serce księcia — Błękitnej Laguny. Nie powinno tak być! To Niedźwiedziówka miała go omamić, to ona miała mieć z nim miot, to ona miała wspinać się wyżej w hierarchii! Wyobrażała sobie nawet, jak bierze z nim ślub, jak wszyscy im gratulują, jak cały Klan Nocy świętuje razem z nimi… To nic, że nawet się nie przyjaźnili. Kiedyś w końcu udałoby się jej zakręcić wokół czarno-białego kocura, a on z całą pewnością nie mógłby się jej oprzeć. Tak samo, jak Słoneczny Fragment i Burzowe Chmury! Jakby nie patrzeć, byli tylko głupiutkimi kocurami… Każdy z nich był taki sam.
Jednak teraz? Teraz, gdy po świecie stąpał ten skundlony Rogaty Flaming, a sytuacja w rodzie wydawała się napięta, Niedźwiedziówka nie miała najmniejszych szans! Wprawdzie mogłaby jeszcze podbijać do Czyhającej Mureny, Szałwiowego Serca czy Pierzastej Kołysanki, ale czy którekolwiek z nich odwzajemniłoby jej zaloty? Tak właściwie próbowała już nawiązać jakąś pozytywną relację z tą pierwszą, lecz na ten moment były ledwie znajomymi.
Niedźwiedziówkowy Pył westchnęła ciężko, leżąc na swoim posłaniu w legowisku wojowników. Zrobiła to na tyle głośno, że któryś z wojowników zwrócił wzrok w jej stronę. Bura z ciekawości spojrzała na owego kota, a jej oczom ukazał się biało-czarny kocur o żółtych oczach. Dziwak.
— Co się patrzysz? — zapytała bura, unosząc jedną brew. — Nigdy nie słyszałeś, jak kot wzdycha? — dodała, przewracając oczami.
Wojownik jednak jej nie odpowiedział, dlatego kotka postanowiła wstać i wyjść z legowiska wojowników. Był już wieczór, a ona odkąd wróciła do obozu z patrolu, czuła się niedobrze. Myślała, że może jeśli poleży chwilę w cieniu, to jej przejdzie, lecz najwyraźniej było to coś poważniejszego.
Udała się więc do lecznicy, by dowiedzieć się, co jej dolega. Gdy przekroczyła próg, spostrzegła Rosiczkową Kroplę, którą właśnie zajmowała się Gąbczasta Perła. Rosiczkowa Kropla… to jedna z córek Wężynowego Kła, czyż nie? Ciekawe, co sądziła o poczynaniach swojej matki.
Niedźwiedziówkowy Pył siedziała w azylu, niczym sęp obserwując ruchy Błękitnej Laguny, który akurat krzątał się po polanie. Jego oko było w opłakanym stanie i bura zastanawiała się, dlaczego żaden z Nocniaków jeszcze nie dostał odruchu wymiotnego na jego widok. Dlaczego nikt się tym nie przejmował? Czy chodzenie z zainfekowanym okiem było czymś normalnym w tej przynależności? To już przekraczało kocie pojęcie.
Bura postanowiła wziąć sprawy we własne łapy. Wstała z miejsca i pewnym krokiem ruszyła w stronę zastępcy, marszcząc brwi z obrzydzenia. Kocur zauważył, że Niedźwiedziówka zmierza do niego i zamarł w bezruchu, obserwując ją ze zdziwieniem.
— Hej, Błękitna Laguno — mruknęła wojowniczka, gdy znalazła się już wystarczająco blisko. Wtedy też wyraz jej pyska nieco złagodniał, a w oczach pojawiło się zatroskanie. — Czy przeglądałeś się ostatnio w jakiejś kałuży? Zakładam, że nie, skoro od kilku dni paradujesz po obozie z zainfekowanym okiem… — stwierdziła, po czym zatrzepotała rzęsami.
Zastępca nie wyglądał na zachwyconego rozmową z burą, ale jej to nie zniechęcało.
— Nie mam teraz czasu iść do medyczki — oznajmił, odwracając wzrok od Niedźwiedziówki.
Ta jednak nie zamierzała się poddawać. Smagnęła gniewnie powietrze ogonem, po czym miauknęła:
— To zajmie tylko chwilę, a przynajmniej przestaniesz straszyć pobratymców swoim wyglądem!
Błękitna Laguna najwyraźniej został wybity z rytmu słowami kotki.
— Kim ty w ogóle jesteś? — westchnął, nieznacznie się krzywiąc.
— Nazywam się Niedźwiedziówkowy Pył! — przedstawiła się, z grzeczności pochylając przed zastępcą głowę. — Może i się tu nie urodziłam, ale to nie znaczy, że mam być obojętna na stan swoich pobratymców! Tylko nie wiem nawet, komu bardziej powinnam współczuć; tobie czy kotom, które muszą patrzeć na twoje zaropiałe oko — przyznała, poruszając wibrysami z rozbawienia.
Czarno-biały nie podzielał humoru Niedźwiedziówki, ale chyba zmęczył się już dyskusją z nią, dlatego pozwolił odprowadzić się do legowiska Gąbczastej Perły. Wraz z burą przekroczył próg lecznicy i zaczął rozmawiać z medyczką. W międzyczasie do wojowniczki podszedł jej syn — Narcyzowa Łapa.
— Cześć, mamo! — miauknął chrapliwie.
Mina pręgowanej natychmiast zgorzkniała. Posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, a gdy Błękitna Laguna odwrócił głowę w jej stronę, odepchnęła od siebie syna.
Zastępca zmrużył podejrzliwie ślepia, po czym ponownie zwrócił się do medyczki, która już niosła dla niego zioła.
Niedźwiedziówka spojrzała znowu na Narcyzową Łapę.
— Co ci się stało z głosem? — szepnęła gniewnie do jego ucha. — Niech medyczka szybko coś z tym zrobi, bo nie da się ciebie słuchać! — stwierdziła, po czym odsunęła się od syna, który na jej słowa przytaknął głową.
Słońce coraz słabiej grzało grzbiety kotów żyjących nad morzem. Ten coraz mniejszy skwar zwiastował tylko jedno — nadchodziła Pora Opadających Liści.
Niedźwiedziówkowy Pył postanowiła wybrać się na samotny spacer, by uczcić ostatnie ciepłe dni Pory Zielonych Liści. Chociaż może nie powinna? Wciąż pamiętała dzień, w którym przegrzała się na słońcu i skończyła pod opieką Gąbczastej Perły!
Teraz było jednak za późno na odwrót. Spacerowała właśnie brzegiem morza, zbliżając się do granicy z Klanem Klifu. Nie ukrywała, że miała nadzieję spotkać swoją siostrę… Od poprzedniej rozmowy czasem przechadzała się po tych okolicach, licząc na to, że na nią natrafi, jednak do tej pory ani razu nie udało jej się spotkać kocicy.
W końcu przysiadła na brzegu, pozwalając, by morskie fale obmywały jej łapy. Wpatrywała się w horyzont przed sobą, zastanawiając się, kiedy znowu porozmawia z Pajęczą Nicią. Chciała opowiedzieć jej o zabójstwie Burzowych Chmur, a także spytać, co ona sama osiągnęła w swoim życiu! Ostatnio Niedźwiedziówka tak bardzo się rozgadała, że finalnie Kukiełka nie zdążyła powiedzieć jej praktycznie nic o sobie.
Wyleczeni: Rosiczkowa Kropla, Błękitna Laguna, Niedźwiedziówkowy Pył, Narcyzowa Łapa
Ku jej zdziwieniu, na granicy stała już czyjaś sylwetka. Niedźwiedziówka byłaby bardzo zdziwiona, gdyby okazało się, że udało jej się spotkać siostrę za pierwszym razem. Jednak z każdym lisim ogonem, o jaki się do niej zbliżała, coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to naprawdę była ona! To oznaczało, że szczęście było dziś po ich stronie. Prawie tak, jakby los sam dawał im pozwolenie na zawładnięcie klanami, a potem także całym światem!
— Kukiełko! Siostro moja! — krzyknęła bura, gdy znalazła się już wystarczająco blisko kotki.
W końcu stanęła naprzeciwko niej, szczerząc się jak głupia.
— Nie wierzę, że udało mi się cię tu spotkać za pierwszym razem! To chyba jakaś sprawka Marionetki, co? — mruknęła radośnie, poruszając wibrysami z ekscytacją.
— Tak, za pierwszym razem... — wymamrotała pod nosem Pajęcza Nić, co jednak umknęło uwadze Niedźwiedziówki. — No, ale mniejsza o to. Mówiłaś, że masz mi sporo do opowiedzenia, więc słucham — dodała spokojnie, strzygąc nieznacznie uszami.
Bura przytaknęła głową, uspokajając się nieco. Po chwili przysiadła na piachu i spojrzała w stronę terenów Klanu Burzy, jakby próbowała wyobrazić sobie na nich Słoneczny Fragment i Burzowe Chmury. Właściwie istniała szansa, że ich tu spotkają, ale wolałaby raczej nie oglądać ich na oczy.
— Wiesz, gdy jeszcze żyłam z Pararelą, Marionetka często nas odwiedzała. Miałam okazję z nią rozmawiać, wymieniać się nowinkami... — zaczęła, wzdychając ciężko, jakby na samo wspomnienie o ciotce czuła niewyobrażalny ból. Co było częściowo prawdą, a częściowo tylko efektem specjalnym do jej teatrzyku. — Jednak pewnego dnia spotkania z nią ustały. Marionetka jakby rozpłynęła się w powietrzu, a słuch po niej zaginął! Teraz już wiem dlaczego, lecz wtedy? Myślałam, że może się gdzieś zgubiła. Że może po prostu zapomniała o mnie i Parareli. Dlatego... poszłam jej szukać — kontynuowała, po czym spojrzała wprost na swoją siostrę.
Pajęcza Nić również posmutniała.
— Dobrze wiesz, co było potem... — chrząknęła Niedźwiedziówka. — Udało mi się dotrzeć aż w okolice terenów Klanu Burzy. Tam udało mi się nawiązać kontakt z naszą siostrą, Balladą, a tak właściwie Wielenim Szlakiem. To od niej dowiedziałam się o smutnym losie Marionetki — wyjaśniła, kręcąc głową z rezygnacją.
Kukiełka do tej pory słuchała uważnie, lecz gdy zapanowała cisza, a bura przygotowywała się do dalszego opowiadania, zapytała:
— A potem? Co było potem? Dlaczego Burzacy zabili naszą siostrę?
Niedźwiedziówkowa Łapa wyciągnęła łapę do przodu, kładąc ją na łapie Pajęczej Nici.
— Cóż... wraz z Wielenim Szlakiem udało mi się zaplanować morderstwo. Pozbyłyśmy się wówczas dwójki Burzaków! Właściwie nawet i większej liczby, bo jedna z tych ofiar podobno spodziewała się kociąt... Ale... nie wiem, czy to wszystko naprawdę było tego warte...! — pociągnęła nosem, odwracając spojrzenie od szylkretki. — Głupi Burzacy! Dowiedziałam się, że przeprowadzili jakieś durne śledztwo i odkryli, że to Wielena zabiła tamte koty! I wiesz, co zrobili potem? Zabili ją! Skazali ją na śmierć z zimną krwią! — oburzyła się, aż futro na karku jej się zjeżyło.
Pajęcza Nić też była w szoku. Rozwarła szerzej swoje brązowe ślepia, a z jej pyska wydobyło się zdumione parsknięcie.
— Tak, Kukiełko, to skandal! Nie mogłam w to uwierzyć, gdy jeden z ich rodzaju mi o tym opowiadał... Bo słuchaj, po śmierci siostry poznałam taką dwójkę kocurów! Jeden z nich nazywa się Słoneczny Fragment, a drugi Burzowe Chmury. Ach, byli tacy głupiutcy! Ten drugi traktował mnie jak księżniczkę! Ten pierwszy, cóż, był nieco bardziej podejrzliwy, ale mimo wszystko nie mógł oprzeć się mojemu urokowi — zachichotała, jakby przed chwilą nie opowiadała o śmierci swojej siostry. — Niestety później okazało się, że spodziewam się z którymś z nich miotu. Wydaje mi się, że raczej ze Słonecznym Fragmentem, bo niektóre z moich kociąt też mają takie zakręcone uszy, zupełnie jak on! Jednocześnie jeden z moich synów, niestety już martwy, wyglądał uderzająco podobnie do Burzowych Chmur! Myślisz, że to możliwe, by te kocięta miały dwóch różnych ojców? — zaczęła się zastanawiać, jednak Pajęcza Nić nie wyglądała, jakby znała odpowiedź na to pytanie. — Ach, a jedna z moich córek przypomina Balladę! No mówię ci, są jak dwie krople wody! To musi być ze sobą jakoś powiązane, bo nie wierzę, że to zwykły przypadek... Moja córka, Narwana Łapa, stworzona jest do wielkich rzeczy — oznajmiła dumnie.
Szylkretka przyglądała się Nocniaczce w skupieniu, jakby przez cały czas starała się zrozumieć jak najwięcej z jej słów. Było jednak po niej widać, że jakaś sprawa nie daje jej spokoju.
— A tak właściwie... to jak trafiłaś do Klanu Nocy? — spytała w końcu, przechylając głowę.
Niedźwiedziówkowa Łapa przewróciła oczami.
— Gdy dowiedziałam się, że spodziewam się miotu, chciałam dołączyć do Klanu Burzy! Nie zamierzałam samodzielnie wychowywać tych pasożytów. Spotkałam więc patrol i powiedziałam im, że oczekuję kociąt! Według tego ich zapchlonego kodeksu powinni mnie przyjąć bez względu na okoliczności! — fuknęła, z frustracji uderzając ogonem o piach. — Domyślasz się pewnie, że zbezcześcili te swoje durne zasady i postanowili zostawić mnie na pastwę losu! Ale ja mimo wszystko nie zamierzałam się poddać, dlatego wyruszyłam na poszukiwania innej przynależności, w której mogłabym się zagnieździć. I tak trafiłam do Klanu Nocy! Nie mówię, że mi to nie pasuje. Mogę realizować wolę Marionetki nawet stąd!
* * *
Teraźniejszość
Wciąż nie podobał jej się fakt, że to Wężynowy Kieł podbiła serce księcia — Błękitnej Laguny. Nie powinno tak być! To Niedźwiedziówka miała go omamić, to ona miała mieć z nim miot, to ona miała wspinać się wyżej w hierarchii! Wyobrażała sobie nawet, jak bierze z nim ślub, jak wszyscy im gratulują, jak cały Klan Nocy świętuje razem z nimi… To nic, że nawet się nie przyjaźnili. Kiedyś w końcu udałoby się jej zakręcić wokół czarno-białego kocura, a on z całą pewnością nie mógłby się jej oprzeć. Tak samo, jak Słoneczny Fragment i Burzowe Chmury! Jakby nie patrzeć, byli tylko głupiutkimi kocurami… Każdy z nich był taki sam.
Jednak teraz? Teraz, gdy po świecie stąpał ten skundlony Rogaty Flaming, a sytuacja w rodzie wydawała się napięta, Niedźwiedziówka nie miała najmniejszych szans! Wprawdzie mogłaby jeszcze podbijać do Czyhającej Mureny, Szałwiowego Serca czy Pierzastej Kołysanki, ale czy którekolwiek z nich odwzajemniłoby jej zaloty? Tak właściwie próbowała już nawiązać jakąś pozytywną relację z tą pierwszą, lecz na ten moment były ledwie znajomymi.
Niedźwiedziówkowy Pył westchnęła ciężko, leżąc na swoim posłaniu w legowisku wojowników. Zrobiła to na tyle głośno, że któryś z wojowników zwrócił wzrok w jej stronę. Bura z ciekawości spojrzała na owego kota, a jej oczom ukazał się biało-czarny kocur o żółtych oczach. Dziwak.
— Co się patrzysz? — zapytała bura, unosząc jedną brew. — Nigdy nie słyszałeś, jak kot wzdycha? — dodała, przewracając oczami.
Wojownik jednak jej nie odpowiedział, dlatego kotka postanowiła wstać i wyjść z legowiska wojowników. Był już wieczór, a ona odkąd wróciła do obozu z patrolu, czuła się niedobrze. Myślała, że może jeśli poleży chwilę w cieniu, to jej przejdzie, lecz najwyraźniej było to coś poważniejszego.
Udała się więc do lecznicy, by dowiedzieć się, co jej dolega. Gdy przekroczyła próg, spostrzegła Rosiczkową Kroplę, którą właśnie zajmowała się Gąbczasta Perła. Rosiczkowa Kropla… to jedna z córek Wężynowego Kła, czyż nie? Ciekawe, co sądziła o poczynaniach swojej matki.
* * *
Kilka dni później
Niedźwiedziówkowy Pył siedziała w azylu, niczym sęp obserwując ruchy Błękitnej Laguny, który akurat krzątał się po polanie. Jego oko było w opłakanym stanie i bura zastanawiała się, dlaczego żaden z Nocniaków jeszcze nie dostał odruchu wymiotnego na jego widok. Dlaczego nikt się tym nie przejmował? Czy chodzenie z zainfekowanym okiem było czymś normalnym w tej przynależności? To już przekraczało kocie pojęcie.
Bura postanowiła wziąć sprawy we własne łapy. Wstała z miejsca i pewnym krokiem ruszyła w stronę zastępcy, marszcząc brwi z obrzydzenia. Kocur zauważył, że Niedźwiedziówka zmierza do niego i zamarł w bezruchu, obserwując ją ze zdziwieniem.
— Hej, Błękitna Laguno — mruknęła wojowniczka, gdy znalazła się już wystarczająco blisko. Wtedy też wyraz jej pyska nieco złagodniał, a w oczach pojawiło się zatroskanie. — Czy przeglądałeś się ostatnio w jakiejś kałuży? Zakładam, że nie, skoro od kilku dni paradujesz po obozie z zainfekowanym okiem… — stwierdziła, po czym zatrzepotała rzęsami.
Zastępca nie wyglądał na zachwyconego rozmową z burą, ale jej to nie zniechęcało.
— Nie mam teraz czasu iść do medyczki — oznajmił, odwracając wzrok od Niedźwiedziówki.
Ta jednak nie zamierzała się poddawać. Smagnęła gniewnie powietrze ogonem, po czym miauknęła:
— To zajmie tylko chwilę, a przynajmniej przestaniesz straszyć pobratymców swoim wyglądem!
Błękitna Laguna najwyraźniej został wybity z rytmu słowami kotki.
— Kim ty w ogóle jesteś? — westchnął, nieznacznie się krzywiąc.
— Nazywam się Niedźwiedziówkowy Pył! — przedstawiła się, z grzeczności pochylając przed zastępcą głowę. — Może i się tu nie urodziłam, ale to nie znaczy, że mam być obojętna na stan swoich pobratymców! Tylko nie wiem nawet, komu bardziej powinnam współczuć; tobie czy kotom, które muszą patrzeć na twoje zaropiałe oko — przyznała, poruszając wibrysami z rozbawienia.
Czarno-biały nie podzielał humoru Niedźwiedziówki, ale chyba zmęczył się już dyskusją z nią, dlatego pozwolił odprowadzić się do legowiska Gąbczastej Perły. Wraz z burą przekroczył próg lecznicy i zaczął rozmawiać z medyczką. W międzyczasie do wojowniczki podszedł jej syn — Narcyzowa Łapa.
— Cześć, mamo! — miauknął chrapliwie.
Mina pręgowanej natychmiast zgorzkniała. Posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, a gdy Błękitna Laguna odwrócił głowę w jej stronę, odepchnęła od siebie syna.
Zastępca zmrużył podejrzliwie ślepia, po czym ponownie zwrócił się do medyczki, która już niosła dla niego zioła.
Niedźwiedziówka spojrzała znowu na Narcyzową Łapę.
— Co ci się stało z głosem? — szepnęła gniewnie do jego ucha. — Niech medyczka szybko coś z tym zrobi, bo nie da się ciebie słuchać! — stwierdziła, po czym odsunęła się od syna, który na jej słowa przytaknął głową.
* * *
Niedźwiedziówkowy Pył postanowiła wybrać się na samotny spacer, by uczcić ostatnie ciepłe dni Pory Zielonych Liści. Chociaż może nie powinna? Wciąż pamiętała dzień, w którym przegrzała się na słońcu i skończyła pod opieką Gąbczastej Perły!
Teraz było jednak za późno na odwrót. Spacerowała właśnie brzegiem morza, zbliżając się do granicy z Klanem Klifu. Nie ukrywała, że miała nadzieję spotkać swoją siostrę… Od poprzedniej rozmowy czasem przechadzała się po tych okolicach, licząc na to, że na nią natrafi, jednak do tej pory ani razu nie udało jej się spotkać kocicy.
W końcu przysiadła na brzegu, pozwalając, by morskie fale obmywały jej łapy. Wpatrywała się w horyzont przed sobą, zastanawiając się, kiedy znowu porozmawia z Pajęczą Nicią. Chciała opowiedzieć jej o zabójstwie Burzowych Chmur, a także spytać, co ona sama osiągnęła w swoim życiu! Ostatnio Niedźwiedziówka tak bardzo się rozgadała, że finalnie Kukiełka nie zdążyła powiedzieć jej praktycznie nic o sobie.
<Siostrzyczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz