Kocurowi drgnęła powieka nieznacznie, gdy zrozumiał, że ich lider naprawdę stracił resztki zdrowego rozsądku. I nieważne, co by mu się powiedziało, zdania nie miał zamiaru zmienić. Zamiast Klanu Klfiu wybrał szylkretkę. Zamiast zaufać tym, z którymi się wychowywał, dzielił języki, polował, wolał wybrać kota, którego znał zaledwie kilkanaście księżyców. Kota, który już raz wypiął się na swoją społeczność. I w dodatku porównywał ich relację do tej, która łączyła Tawułę z Pchełkowym Skokiem, w tym brak bezstronności.
A może to Lśniąca Gwiazda miał rację? Był starszy, co za tym szło, bardziej doświadczony, a Tawuła niczym mały kociak upierał się przy swoim. Mały skrzeczący kociak; taki pewnie miał jego obraz Lśniąca Gwiazda.
– Bukowa Korona... – miauknął, po chwili mrużąc oczy, decydując się ponownie wspomnieć kandydaturę brązowego kocura, który chyba był najbardziej charyzmatyczną personą w Klanie Klifu na równi z Promiennym Słońcem. – Kukułczy Wdzięk... Przepiórcza Wichura... Skrzydlata Pogoń... – Kolejno mruczał imiona wojowników. Zastanawiała się czy wspomnieć o Źródlanej Łunie i jej kociętach; łączyły ich więzy krwi, co przeczyło z jego wizją dobrze prosperującego klanu, aby lider i zastępca nie byli ze sobą powiązani. Niebieska kocica była siostrą lidera, w dodatku była kontuzjowana, a pozostała dwójka jego siostrzeńcami, którzy zresztą byli za młodzi, aby pełnić tak ważną funkcję, przynajmniej na ten moment. – Płomienne Serce, a nawet Morświnowa Płetwa... Szkoda, że Pchełkowy Skok i żaden z tych wojowników nie wydał ci się na tyle godny zaufania, aby zostać twoim zastępcą. To chyba o nas źle świadczy, jako klanie… Nie będę cię już niepokoił, Lśniąca Gwiazdo. Za pozwoleniem… – mruknął, niepewny tego, czy kocur pozwoli mu odejść.
Pochylił głowę, nie tyle w geście pozdrowienia, co w akcie bezsilności. Może mógł to rozegrać inaczej? Być może mógł, jednak poczuł również swego rodzaju ulgę, gdy mógł wyjawić Lśniącej Gwieździe, co sądzi o zastępczyni, prosto w pysk. I był mu wdzięczny, że mimo odmiennych zdań, przy których koniec końców pozostali, nie wyrzucił go już na samym początku.
Gdy w końcu udało mu się opuścić legowisko lidera, spojrzeniem starał się odszukać Promienne Słońce. Nie dostrzegł jej w miejscu, w którym się rozstali. Miał nadzieję, że siostra nie zdecydowała się udać do kociarni, aby pomówić z Jastrzębim Zewem o tym, że Tawule pająki zasnuły umysł i igrają ze swoim życiem, jak i losem.
Powoli postawił krok naprzód, kierując się bliżej wyjścia z obozu. Czuł na sobie spojrzenie kilku kotów, które siedziały najbliżej legowiska Lśniącej Gwiazdy.
"Czyżby słyszeli naszą rozmowę?"
Po drodze minął się ze Wzorzystą Dalą, która opuściła właśnie kociarnię. Obrzucił kocicę niezbyt przychylnym spojrzeniem, prychając pod nosem i przenosząc spojrzenie na wojowników siedzących najbliżej wodospadu. Wśród nich spostrzegł Pchełkowy Skok, i to na niej zatrzymał na dłużej spojrzenie. Zrezygnował ze zbliżenia się do siostry, obawiając się jej reakcji, na wyzwanie, że przed chwilą udał się do Lśniącej Gwiazdy i powiedział mu prosto w pysk, że lepszym wyborem na zastępcę byłaby ona, a nie Truskawkowe Pole.
– Co się gapisz? – wysyczał wściekły, gdy jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Mysiego Postrachu. – Kwadrowy zastępca. – rzucił pogardliwe w stronę kocura, chcąc, go tym samym zawstydzić. Został wybrany przez Jaskółkę, lecz nie dane mu było otrzymać członu Gwiazdy wraz z jej śmiercią. Zamiast niego pojawił się ktoś lepszy, a przynajmniej tak do tej pory Tawuła uważał.
Przez dłuższą chwilę prowadził swego rodzaju walkę na spojrzenia z czarnym wojownikiem. W końcu jednak znudzony odpuścił i skierował się poza obóz, decydując się spędzić dzisiejszą noc w okolicy Złotych Kłosów.
<Lśniący? wstrzymanie chyba lub skip? i proszę nie odreagować na pchełce, murem za pchełką, musi być hepi, tawułe za to można pobić bita śmietana nowe imię będzie, zaklepane>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz