BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tawułowa Bryza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tawułowa Bryza. Pokaż wszystkie posty

09 czerwca 2026

Od Tawułowej Bryzy

Czasy teraźniejsze

Mimo że wciąż był wojownikiem Klanu Klifu, czuł się bardziej jak samotnik. Większość czasu spędzał samotnie na klifach, Złotych Kłosach, a nawet kilkukrotnie zdecydował się postawić łapę na terenach niczyich. Częściej go nie było w obozie, niż był, a gdy już udało mu się zajrzeć za wnękę wodospadu, odłożyć upolowaną zwierzynę i zamienić parę słów z rodziną, szybko wyczerpywał baterię społeczną. Mimo że nie zaglądał do żłobka, doszły go słuchy, że Lśniąca Gwiazda doczekał się dwójki synów. Tawułowa Bryza miał nadzieję, że kocięta nie wdadzą się w swoich rodziców. Może dzięki Jastrzębiemu Zewowi wyrosną na lojalnych wojowników Klanu Klifu, bo wątpił, aby zarówno szylkretka, jak i rudy kocur zadbali o to, aby na pierwszym miejscu stawiali dobro i przyszłość klanu.
– Tawuła...
Wzdrygnął się, gdy usłyszał głos Pchełkowego Skoku. Porozmawiał z nią jakiś czas temu i zdecydował się wyznać, że przeprowadził rozmowę z Lśniącą Gwiazdą, która w głównej mierze kręciła się wokół jej osoby. Pamiętał, jak go nieco złoiła za to, że sam udał się przed oblicze lidera, jak i również podziękowała, że Tawuła w nią aż tak bardzo wierzy, uważając, że byłaby godna miana zastępczyni.
Wciąż uważał, że Pchełkowy Skok byłaby kotem dzięki, któremu Klan Klifu podniósłby się po tylu klęskach, które ich spotkały. Byłaby idealną zastępczynią, taką, której Klifiacy potrzebowaliby w tych czasach. Nawet jeśli w jej spojrzeniu oraz pysku krył się w tym momencie smutek. On to widział, więc pozostali wojownicy również musieli wiedzieć. Mimo to milczeli.
– Rozświetlona Skóra się o ciebie martwi – zamruczała, po czym dodała. – I nie tylko on.
– Niepotrzebnie! Wszystko jest w porządku – na jego pysk wkradł się uśmiech. – Przecież dalej jestem wojownikiem, który sumiennie wypełnia swoje obowiązki... – wskazał na kraba, którego udało mu się upolować. – Po prostu od dusznego legowiska wojowników wolę gałąź, z której mogę być bliżej Srebrzystej Skóry – miauknął.
Chcąc uspokoić swoją starszą przyrodnią siostrę, która odpowiadała za jego trening, zbliżył się do niej i zetknął czołem. Może ojca również powinien uspokoić i zapewnić, że rozmowa przeprowadzona z Lśniącą Gwiazdą była prowadzona w miarę przyjaznym tonie?
– Muszę już iść. Zapolować – miauknął, cofając się od kocicy. – Mogę mieć do ciebie prośbę, Pchełkowy Skoku? Przypilnuj, aby żaden z wojowników nie zajął mojego legowiska. Mam w nich pochowane muszle oraz kolorowe kamyki. Nie chciałbym, aby żaden obcy koci zadek na nich leżał – parsknął. – Kiedyś ponownie się na nim położę, ale na razie, niech pozostaje puste.
Czy to był swego rodzaju sprzeciw Tawułowej Bryzy wobec rządów Lśniącej Gwiazdy i jego partnerki? Być może. Jednak dobrze się czuł, nie musiał widywać zbyt często ich pysków, jak i słyszeć ich głosów. Jedynie żałował, że tak rzadko widywał się z Pchełkowym Skokiem, Promiennym Słońcem, Słonecznym Okiem, Rozświetloną Skórą oraz nawet z Jastrzębim Zewem. Cieszył się jednak, wiedząc, że z jego powodu jego bliskim nic się nie stało. Ojciec mieszkał w starszyźnie, a matka wciąż pozostawała wieczną królową. Wszystko było na swoim miejscu. No, nie wszystko, ale patrząc na jego bliskich, owszem.
Pożegnał się z siostrą, po czym ruszył z powrotem ścieżką wzdłuż klifów, prowadzących na ich szczyt. Sprawnie pokonał odcinek, który jeszcze, gdy był uczniem, budził w nim przeogromny strach. Skupił spojrzenie na rozpościerającej się przed nim trawie, po czym ruszył naprzód biegiem, wpatrując się w gwieździste niebo.

05 czerwca 2026

Od Tawułowej Bryzy CD. Lśniącej Gwiazdy

Tawuła utkwił spojrzenie w swoich łapach, starając się przeanalizować pytania kocura. Starał się tym razem trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś za dużo, czując przy tym nie tyle gniew na lidera, co na wojowników Klanu Klifu. Koty, z którymi rozmawiał, mógł policzyć na palcach jednej łapy, jednak większość z nich była najzwyklejszymi tchórzami. Jedynie co to potrafili szeptać po kątach, wyrażając mniej lub bardziej niepochlebne uwagi na temat wyboru Truskawkowego Pola na zastępcę niż te wypowiedziane przez Tawułową Bryzę. Musiałby chyba siłą zaciągnąć ich za ogon lub kryzę przed oblicze Lśniącej Gwiazdy, lecz nie miał pewności czy by faktycznie poparli jego słowa, dodając coś od siebie, czy nagle zmieniliby swoje poglądy i uznali, że nie mają żadnych zastrzeżeń względem zastępczyni. Mimo, że wiedział z czyjego pyska dochodziły szepty, nie miał zamiaru zdradzać ich imion Lśniącej Gwieździe. Może kiedyś zbiorą się na odwagę, podobnie, jak Tawuła? No i zresztą kocur musiał sam widzieć brak entuzjazmu na pyskach, co poniektórych wojowników podczas ceremonii.
Kocurowi drgnęła powieka nieznacznie, gdy zrozumiał, że ich lider naprawdę stracił resztki zdrowego rozsądku. I nieważne, co by mu się powiedziało, zdania nie miał zamiaru zmienić. Zamiast Klanu Klfiu wybrał szylkretkę. Zamiast zaufać tym, z którymi się wychowywał, dzielił języki, polował, wolał wybrać kota, którego znał zaledwie kilkanaście księżyców. Kota, który już raz wypiął się na swoją społeczność. I w dodatku porównywał ich relację do tej, która łączyła Tawułę z Pchełkowym Skokiem, w tym brak bezstronności.
A może to Lśniąca Gwiazda miał rację? Był starszy, co za tym szło, bardziej doświadczony, a Tawuła niczym mały kociak upierał się przy swoim. Mały skrzeczący kociak; taki pewnie miał jego obraz Lśniąca Gwiazda.
– Bukowa Korona... – miauknął, po chwili mrużąc oczy, decydując się ponownie wspomnieć kandydaturę brązowego kocura, który chyba był najbardziej charyzmatyczną personą w Klanie Klifu na równi z Promiennym Słońcem. – Kukułczy Wdzięk... Przepiórcza Wichura... Skrzydlata Pogoń... – Kolejno mruczał imiona wojowników. Zastanawiała się czy wspomnieć o Źródlanej Łunie i jej kociętach; łączyły ich więzy krwi, co przeczyło z jego wizją dobrze prosperującego klanu, aby lider i zastępca nie byli ze sobą powiązani. Niebieska kocica była siostrą lidera, w dodatku była kontuzjowana, a pozostała dwójka jego siostrzeńcami, którzy zresztą byli za młodzi, aby pełnić tak ważną funkcję, przynajmniej na ten moment. – Płomienne Serce, a nawet Morświnowa Płetwa... Szkoda, że Pchełkowy Skok i żaden z tych wojowników nie wydał ci się na tyle godny zaufania, aby zostać twoim zastępcą. To chyba o nas źle świadczy, jako klanie… Nie będę cię już niepokoił, Lśniąca Gwiazdo. Za pozwoleniem… – mruknął, niepewny tego, czy kocur pozwoli mu odejść.
Pochylił głowę, nie tyle w geście pozdrowienia, co w akcie bezsilności. Może mógł to rozegrać inaczej? Być może mógł, jednak poczuł również swego rodzaju ulgę, gdy mógł wyjawić Lśniącej Gwieździe, co sądzi o zastępczyni, prosto w pysk. I był mu wdzięczny, że mimo odmiennych zdań, przy których koniec końców pozostali, nie wyrzucił go już na samym początku.
Gdy w końcu udało mu się opuścić legowisko lidera, spojrzeniem starał się odszukać Promienne Słońce. Nie dostrzegł jej w miejscu, w którym się rozstali. Miał nadzieję, że siostra nie zdecydowała się udać do kociarni, aby pomówić z Jastrzębim Zewem o tym, że Tawule pająki zasnuły umysł i igrają ze swoim życiem, jak i losem.
Powoli postawił krok naprzód, kierując się bliżej wyjścia z obozu. Czuł na sobie spojrzenie kilku kotów, które siedziały najbliżej legowiska Lśniącej Gwiazdy.
"Czyżby słyszeli naszą rozmowę?"
Po drodze minął się ze Wzorzystą Dalą, która opuściła właśnie kociarnię. Obrzucił kocicę niezbyt przychylnym spojrzeniem, prychając pod nosem i przenosząc spojrzenie na wojowników siedzących najbliżej wodospadu. Wśród nich spostrzegł Pchełkowy Skok, i to na niej zatrzymał na dłużej spojrzenie. Zrezygnował ze zbliżenia się do siostry, obawiając się jej reakcji, na wyzwanie, że przed chwilą udał się do Lśniącej Gwiazdy i powiedział mu prosto w pysk, że lepszym wyborem na zastępcę byłaby ona, a nie Truskawkowe Pole.
– Co się gapisz? – wysyczał wściekły, gdy jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Mysiego Postrachu. – Kwadrowy zastępca. – rzucił pogardliwe w stronę kocura, chcąc, go tym samym zawstydzić. Został wybrany przez Jaskółkę, lecz nie dane mu było otrzymać członu Gwiazdy wraz z jej śmiercią. Zamiast niego pojawił się ktoś lepszy, a przynajmniej tak do tej pory Tawuła uważał.
Przez dłuższą chwilę prowadził swego rodzaju walkę na spojrzenia z czarnym wojownikiem. W końcu jednak znudzony odpuścił i skierował się poza obóz, decydując się spędzić dzisiejszą noc w okolicy Złotych Kłosów.

<Lśniący? wstrzymanie chyba lub skip? i proszę nie odreagować na pchełce, murem za pchełką, musi być hepi, tawułe za to można pobić bita śmietana nowe imię będzie, zaklepane>

01 czerwca 2026

Od Tawułowej Bryzy CD. Lśniącej Gwiazdy

– N-nie… – zaprzeczył, przeklinając w myślach, że kocur poruszył ten temat. Tawułowa Bryza przeczuwał, że kocur odbije pałeczkę, i tak też się stało. – Nie jest to hipokryzja – miauknął pewniejszym tonem.
– W takim razie co?
– Ja… nie wiem – prychnął. Zirytowany zamachał ogonem. – Pchełkowy Skok wcale nie musiałaby być moją siostrą, abym potrafił docenić jej oddanie wobec klanu oraz jej umiejętności. I w przeciwieństwie do ciebie, Lśniąca Gwiazdo i Truskawkowego Pola, my nie mogliśmy wybrać łączących nas więzów. To nie ja wybrałem ją na swoją siostrę, a tym bardziej mentorkę, tak jak ty wybrałeś Truskawkę na swoją partnerkę, zastępczynię i matkę swoich kociąt. Między nami jest znacząca różnica. Te wybory należały do Jastrzębiego Zewu i Judaszowcowej Gwiazdy!
Zresztą tak właśnie było. Tawułowa Bryza nie patrzył przez pryzmat więzów na szylkretową kotkę jako odpowiednią kandydatkę na zastępcę, bo na początku nie miał przecież pojęcia, że są rodziną, nawet jeśli wiele rzeczy na to wskazywało. A łączące więzy krwi jedynie umocniły przekonania i zapewniły Tawułę, że nie popełnił błędu, wybierając ze wszystkich kotów Pchełkowy Skok na wzór do naśladowania. Bo w przeciwieństwie do pozostałych kotów żyjących w Klanie Klifu Pchełka była kimś kto nie osiadł na laurach, tylko z każdym kolejnym dniem starała się być jeszcze lepszą wersją siebie.
Musiała, ale gdyby również nie pragnęła pokazać innym, na co ją stać, nie byłaby tym, kim teraz jest. A Tawuła, dzięki temu, że został jej uczniem, miał możliwość obserwacji rozwoju kocicy. I był w stanie ją zrozumieć, jak mało który z wojowników.
– Pchełkowy Skok jest kotem pochodzącym z sojuszniczego miotu – zauważył Tawułowa Bryza. On wraz ze swoim rodzeństwem z miotu nie miał tego przywileju ani przekleństwa bycia kocięciem łączącym dwie społeczności. – Wybranie jej na zastępcę byłoby najodpowiedniejszą rzeczą, jeśli chodzi o dobro Klanu Klifu, ale również dodatkowo uczyniłoby sojusz z Klanem Burzy trwalszym, jak nigdy dotąd. A wybór Truskawkowego Pola może postawić nasz sojusz z Owocowym Lasem pod znakiem zapytania... Nie musi, ale może! – dodał, nie chcąc, aby kocur ponownie mu zarzucił widzenia przyszłości w szarych barwach pod rządami jego partnerki. Jednak wątpił, aby koty z Owocowego Lasu przyjęły pozytywnie wiadomość o tym, że kot, który ich opuścił, dołączył do sojuszniczej społeczności. Co jeśli naprawdę zechcą zerwać sojusz? Czy Lśniąca Gwiazda o tym nie pomyślał? – W dodatku teraz będzie wyłączona z pełnienia swojej funkcji na około osiem księżyców poświęcając się na oddechowaniu młodych… – Pokręcił głową. – To krótko, patrząc na to, ile przeciętnie żyją wojownicy, lecz wystarczająco, aby utwierdzić większą liczbę kotów w przekonaniu, że popełniłeś ogromny błąd. Podobnie jak twój ojciec, gdy wybrał Pikującą Jaskółkę na swoją zastępczynię. Nie popełniaj jego błędów, Lśniąca Gwiazdo. Bądź liderem, który słucha swojego ludu. To właśnie takiego lidera potrzebujemy w tych czasach, w szczególności po tragediach, które nas spotkały. – Na samą myśl o zmarłych bliskich, jak i o tych, którzy zostali skrzywdzeni, poczuł ukłucie w sercu – Porozmawiaj z pozostałymi wojownikami – miauknął, nie wiedząc, jak mógł inaczej wpłynąć na kocura. Spojrzenie przeniósł na wyjście z legowiska kocura. Miał ochotę już wyjść, czując zmęczenie od rozmowy. Nie przywykł do prowadzenia tak długich konwencji. Nie widział jednak, czy kocur go puści, po tym, gdy jawnie wyznał, że nie akceptuje Truskawkowego Pola.
Wizja dzielenia legowiska z Gąsienicowym Ogryzkiem stawała się bardziej wyraźna, niż Tawuła chciał to przyznać.

<Lśniący? Aby uspokoić przeciwników Truskaweczki wybierz zastępcę zastępcy wybranego w demokratycznych wyborach. niech będzie nowa lepsza era klanu klifu bez wstrętnych mew>

26 maja 2026

Od Tawułowej Bryzy CD. Lśniącej Gwiazdy

Tawułowa Bryza nie przypominał sobie, aby kocica ruszyła w bój, czy ryzykowała swym życiem, aby zapewnić bezpieczeństwo Klanu Klifu. Polować każdy mógł, podobnie jak wykonywać inne obowiązki. W czym niby była lepsza, chociażby od pozostałych wojowników? Nawet o zgrozo Jastrzębi Zew, gdyby nie jej kontuzja byłaby lepszym wyborem na zastępczynię. Nie licząc faktu, że połowę kociąt wychowała w nienawiści do Pikującej Jaskółki. Ważne, że zadbała o to, aby kocięta były lojalne swojej społeczności. To jak żaden inny kot wpajała kociętom przez cały ich czas pobytu w kociarni.
"Truskawkowe Pole udowodniła mu swoją wartość wielokrotnie? Niby kiedy! Chyba jak byli sam na sam i nikt więcej nie miał okazji spostrzec, ile jest tak naprawdę warta..."
Pokręcił głową. Czuł się na przegranej pozycji, zdawał sobie sprawę, że słowa kogoś takiego jak on, zwykłego szarego wojownika, który sporo ryzykował, nie będą miały wpływu na decyzję kocura.
— To prawda. Dlatego mógłbym oprócz kandydatury Pchełkowego Skoku zgłosić kandydaturę jeszcze dwóch kotów, które, mimo że nie narodziły się w Klanie Klifu, nadawaliby się bardziej na zastępcę niż twoja partnerka... Jednak z ich trójki, to właśnie Pchełka wypada najlepiej. — Zniżył głowę, starając się uspokoić nerwy. Denerwował go fakt, że "wuj" odkąd został liderem, obrósł w piórka, gdy jeszcze nie tak dawno temu, za życia Judaszowcowej Gwiazdy, snuł się smętnie po obozowisku dokładnie w podobny sposób jak Tawułowa Bryza teraz. Czy gdyby Tawułowa Bryza został liderem, zyskałby charyzmę oraz jego życie byłoby lepsze niż dotychczas? — Zresztą kodeks nie ma nic do tego. Tym bardziej że każdy klan interpretuje go na własny sposób, nie mówiąc już o poszczególnych kotach... I nie. Nie oceniam Truskawkowego Pola poprzez krew, jej wiarę, czy wygląd. Po prostu nie sądzę, aby była kimś na tyle kompetentnym do pełnienia funkcji twojej prawej łapy. W szczególności, że była członkinią Owocowego Lasu i po prostu z niego odeszła, decydując się na życie samotnika... Porzuciła swój dom, swoich bliskich...
Tawuła miał w nosie powód odejścia kocicy. Nie interesował go to. Nie podobała jej się władza w sojuszniczej społeczności? Mogła wyrazić sprzeciw, nawet jeśli naraziłaby się przywódcy. Jednak uznała, że lepiej podwinąć ogon, dołączyć do Klanu Klifu i omamić Lśniącą Gwiazdę. Zdecydował się nie poruszać kwestii, że jego zdaniem klanem nie powinny przewodzić koty, które były partnerami lub też były ze sobą w jakiś sposób spokrewnione, nie chcąc czepiać się ich partnerstwa, które zresztą prawdopodobnie rozwinęło się na przełomie awansu szylkretki? A może już wtedy, gdy kocur ją nauczał.
— Co zrobisz, gdy znudzi jej się życie w Klanie Klifu? — spytał po chwili. Wątpił, że tak się stanie. Mało, który kot porzuciłby funkcje prawej łapy lidera, decydując się na koczowniczy tryb życia czy dołączenie do innego klanu. — I po prostu odejdzie? Lśniąca Gwiazdo, proszę. Wiem, że Truskawkowe Pole to twoja partnerka, jeszcze w dodatku spodziewacie się teraz kociąt, ale posłuchaj głosu podległych tobie wojowników, z którymi spędziłeś więcej czasu w Klanie Klifu i za których jesteś teraz odpowiedzialny... Zadbaj o to, aby twój następca był w przyszłości liderem, który nie tyle, co zostanie zaakceptowany przez wszystkich członków Klanu Klifu oraz Klan Gwiazdy, ale również nie porzuci go w potrzebie...

<Lśniąca Gwiazdo? No weź bądź sobie z Truską, ale daj Klifiaka z rodowodem na zastępcę 😭 bądź oryginalny>

24 maja 2026

Od Tawułowej Bryzy Do Lśniącej Gwiazdy

Zdaniem Tawułowej Bryzy jego przybrane wyjostwo nie miało gustu, jeśli chodziło o wybór partnerów. Najpierw Źródlana Łuna, wiążąca się z synem Jaskółki, z którym doczekała się dwójki kociąt, a teraz Lśniąca Gwiazda. Czyli miał rację, co do Truskawkowego Pola. Kocica jak nic omamiła ich lidera, a Klan Gwiazdy pozwalał na to, biernie przyglądając się śmiertelnikom z niebios i nie racząc zainterweniować, gdy w klanie mogło dojść do przejawów korupcji.
Nieco mocniej niż zamierzał pociągnął językiem futro swojej siostry, podczas dzielenia języków. Promyk cicho pisnęła, na co Tawuła, wzdychając, odsunął się od szylkretki.
– Widzę, że coś cię trapi… Nie duś tego w sobie, Tawuło – miauknęła, zachęcając do wyznania.
Wahał się czy nie wyznać siostrze powodu swych zmartwień, jak i nie spróbować jej przekonać do przywrócenia Rady Pięciu Wąsów. Zdaniem Tawuły najlepiej byłoby, aby nawet liderzy, zastępcy czy nawet medycy nie byli ze sobą spokrewnieni, a tym bardziej partnerami, a nie tylko radni. Cóż, byłoby to ciężkie, patrząc, że chociażby taki Tawułowa Bryza był chyba z niemalże z każdym kotem spokrewniony w klanie, nawet jeśli nie przez krew. W końcu partner stryjecznej ciotki wujka dziadka to, jakby nie patrzeć, również rodzina. Nie tak bliska jak rodzeństwo czy rodzice, lecz nadal rodzina.
– Masz rację. Nie będę tego dusić.
Podniósł się z kamiennego podłoża, decydując się rozprostować swoje patykowate kończyny. Przeniósł spojrzenie po otaczających go klifiakach. Niektórzy tak jak i on wcześniej dzielił języki, inni spożywali posiłki, a jeszcze inni plotkowali. Większość wydawała się być szczęśliwa lub też całkiem sprawnie udawała radość.
– Prawdopodobnie naraże się Lśniącej Gwieździe – podjął, zerkając przez ramię na brązową szylkretke. Uśmiechnął się gorzko, zastanawiając się, czy nie powinien jednak zrezygnować z konfrontacji z kocurem. – Jeśli tak się stanie, pamiętaj, że zależało mi na dobru klanu.
Powoli ruszył w kierunku legowiska lidera, ignorując nawoływanie siostry, która być może próbowała odciągnąć od popełnienia głupstwa białego kota. Albo uznała, że Tawule po raz pierwszy w życiu zebrało się na żarty.
Wstrzymał oddech, stojąc w wejściu. Wahał się, denerwował się konsekwencjami rozmowy, jednak ostatecznie zrobił krok naprzód. Potem kolejny. Aż w końcu stał naprzeciw rudego przywódcy, który wydawał się spodziewać prędzej czy później wizyty Tawułowej Bryzy. Zielonooki bez zbędnych uprzejmości, jak i gratulacji w związku z powiększeniem się rodziny kocura, przeszedł do konkretów. Cóż miał do stracenia? W sumie to wszystko, ale ktoś musiał być tą małą iskrą. Zważywszy na to, że większość klifiaków podzielała jego nastroje wobec wyboru zastępcy. Tym bardziej, że zamiast pełnić swoją funkcję, z powodu kociąt będzie przez nie rozpraszana przez dobre 8 księżyców, przynajmniej w teorii.
– Dlaczego wybrałeś Truskawkowe Pole na swoją zastępczynię? – spytał, stojąc naprzeciw Lśniącej Gwiazdy z wysoko uniesioną głową, spoglądając na kocura nieco wyzywająco. Chwilę przed tym nim wszedł do legowiska lidera o mało co serce nie wyskoczyło mu z piersi, jak i nie zwrócił śniadania, teraz jednak pewnie stał na łapach bez oznak stresu. Jedyne, co teraz czuł, to pustka, dzięki której być może był tak właściwie w stanie mówić. Kocurowi musiało się obić o uszy to, że większość klifiaków nie była zadowolona z jego wyboru szylkretowej kocicy na zastępczynię. – Pchełkowy Skok byłaby lepszym wyborem na twoją prawą łapę. Ja to wiem, a tym bardziej ty powinieneś. I sądzę, że większość klifiaków również podzieliłaby moje zdanie. – Miał nadzieję, że część ich rozmowy być może dotrze do kotów, które faktycznie podzielały jego zdanie.
Miał nadzieję, że kocur nie zacznie wychwalać swej partnerki i jej umiejętności, powołując się na to, że ją przecież również szkolił, po tym, jak została członkinią Klanu Klifu i inne tego typu zbędne rzeczy. A tym bardziej, że nie uzna, że Tawuła miałby w tym jakiś interes, chcąc mieć wysoko u władzy członka swojej rodziny. Członka, z którym dzieli go krew.
Jego prawą łapą powinien być ktoś, kto od początku wychowywał się w ich społeczności i jest jej wierny, jak żaden inny kot. A takich jednostek Tawuła mógł naliczyć na paluszkach swej jednej łapy. Nawet Bukowa Korona nadawałby się na lepszego kandydata, mimo że podobnie jak Truskawka nie narodził się w Klanie Klifu. Przynajmniej kocur również jak Pchełka nie raz pokazał swoje oddanie wobec klanu. Był jeszcze jeden kot, jednak musiałby się jeszcze wykazać, aby według Tawuły był godnym kandydatem do pełnienia tak ważnej funkcji.
Jedyną sensowną odpowiedzią na to, dlaczego Lśniąca Gwiazda nie wybrał Pchełkowego Skoku na swoją zastępczynię, było to, że kocur musiał jej się najzwyczajniej bać. Bał się, że kotka mogłaby zagrozić jego rządom. Ślepiec nawet byłby w stanie pojąć, jak kotka, będąca owocem sojuszniczego miotu, rozwinęła się na przestrzeni księżyców. Była wzorem do naśladowania. Wojownikiem, którym każdy mały kociak powinien chcieć stać się w przyszłości. Wojownikiem, którym Tawułowa Bryza miał nadzieję kiedyś zostać czy też chociaż się odrobinę zbliżyć.
Pchełkowy Skok była lepsza zarówno od Truskawkowego Pola, jak i Lśniącej Gwiazdy razem wziętych.
Zmrużył oczy. Jeśli faktycznie jedynym powodem, dla którego odsunął kocice od funkcji, którą ta powinna piastować, był strach, to znaczyło, że nie należy mu ufać i podążać za nim.


<Lśniący? To nie faza emo, Tawułe opętał jakiś demon>

21 maja 2026

Od Tawułowej Bryzy

Tawułowa Bryza, mimo niezadowolenia z wyboru Lśniącej Gwiazdy, starał się dobrze wykonywać swoje zadania. Polował jak zwykle, spędzając również sporo czasu na wręcz obsesyjnym przepędzaniu mew, które próbowały ponownie założyć gniazda na klifach. Pozbawiał je życia z zimną krwią, zrzucając ich ciała w odmęty fal, a także niszczył gniazda oraz zrzucał jaja w przepaść. Nie mógł wiecznie chodzić nadąsany z powodu tego, że Pchełkowy Skok nie została wybrana na zastępczynię, tylko Truskawkowe Pole. A możliwość zrobienia czegoś pożytecznego, aby ptactwo nie skrzywdziło już nikogo więcej z jego bliskich, pomagała mu uporządkować własne myśli i odczucia. Chociaż… może niepotrzebnie był uprzedzony do byłej Owocówki? Może Lśniąca Gwiazda dostrzegł w kocicy coś, czego po prostu Tawuła nie był w stanie dostrzec? Miał nadzieję, że rudy kocur po prostu nie zadużył się w Truskawce i tylko z tego powodu ją mianował na swoją prawą łapę. Nie... Lśniąca Gwiazda był przecież synem Judaszowcowej Gwiazdy! Przygarniętym, jednak wciąż synem! Nie zrobiłby czegoś takiego! Był z rodziny Tawułowej Bryzy, jednak to z Pchlim Skokiem, biały kot, był bliżej. I to jej ufał. Jej słowom i osądom.
"Może... może mógłbym zapytać się innych Klifiaków kogo by wybrali na zastępcę... gdyby to im przypadło bycie przywódcą?"
Tak, to była dobra myśl. Odpowiedź matki już znał. Swoją również. Pozostało się zorientować, jakie zdanie mają pozostałe koty.
W drodze do obozu, Tawułowa Bryza przypomniał sobie o czymś takim, jak "Rada Pięciu Wąsów". Co prawda było to już coś na wzór legendy, relikt przeszłości i rządów poprzednich liderów, jednak co nieco widział na ten temat od zmarłych starszych. Za decyzje, które wpływały na funkcjonowanie klanu, odpowiadała niegdyś piątka kotów. I to od głosu większości zależało, czy dane rozwiązanie zostanie wcielone w życie. Funkcja lidera była jedynie reprezentatywna!
"To… to jest coś, czego Klan Klifu potrzebuje!"
Zatrzymał się, a jego sierść się zjeżyła. Nie poznawał siebie. Dopiero co zmieniła się władza, a on już myślał o tym, co zrobić, aby do władzy doszły inne koty. Koty, które zostałyby wybrane głosem większości członków ich społeczności.
Przełknął ślinę. Na razie postanowił zostawić tę myśl dla siebie, bojąc się, że mogliby uznać go za zdrajcę. W końcu nie chciał nikogo zrzucić ze stanowiska ani mordować, tylko udoskonalić przewodzenie klanem! Tak, aby więcej kotów miało wpływ na decyzję i los ich społeczności! No i nie chciał dzielić legowiska z Gąsienicowym Ogryzkiem.

12 maja 2026

Od Tawułowej Bryzy

Tawułowa Bryza postanowił odwiedzić w kociarni Jastrzębi Zew. Niepełnosprawna kocica powitała swojego potomka niezbyt przychylnym spojrzeniem. To jednak nie zniechęciło białego kota. Rozglądając się po wnętrzu żłobka, królowych i kociętach, pokonał dzielącą odległość między nim, a matką.
– Dzisiaj nie mam nic dla ciebie. Ani kraba, ani myszy... – zamruczał Tawuła, siadając tuż obok posłania matki. – Jaskółki również.
– Szkoda – mruknęła wieczna królowa, kładąc pysk na oparciu. – Z przyjemnością przekąsiłabym jaskółkę.
Tawuła przyglądał się uważnie matce. Spostrzegł pomiędzy szylkretowym futrem zalążki siwych włosków. Miała swoje lata, nie miała łap, a poza tym, jak na bycie niepełnosprawnym kotem, dość dobrze się trzymała. Nawet za dobrze. Od dłuższego czasu biały kot zaczął uważać wieczną karmicielkę za zbędną mieszkankę kociarni. Aktualne królowe świetnie dawały sobie ostatnio radę, same, jak i również mogły liczyć na pomoc partnerów i innych członków rodziny w opiece nad kociętami. Wątpił jednak, aby Jastrząb posłuchała słów swojego kociaka, który narodził się jedynie za sprawą umowy zawartą między trójką klifiaków.
– Jak się czuje Rozświetlona Skóra?
– Dobrze... jest z nim lepiej, jednak wspomniał, że prawdopodobnie za niedługo zrezygnuje z pełnienia funkcji wojwonika – miaknął, zastawiając się czy nie zasugerować, aby matka również przeniosła się za niedługo do starszyzny. – Pamiętasz, jak Źródlanej Łunie przyniesiono wronią strawę? Dobrze, że w porę zainterweniowano – zagaił, chcąc się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat. Ostatnio zgłębił informacje i sporo się dowiedział na temat innych wydarzeń z udziałem mew. Jak na złość, większością ofiar tych wydarzeń faktycznie były członkowie jego rodziny. Miał nadzieję, że wieczna królowa będzie pamiętać, kto odpowiadał za przyniesienie czy też upolowanie robaczywego ptaka dla karmicielki. Ustalenie tożsamości tego kota byłoby na pewno pomocne. – Albo te wcześniejsze ataki... – zamruczał, wspominając moment, jak o mało co, sam nie zginął jako uczeń, gdy został zaatakowany przez mewę na skarpie. – Myślę, że te wszystkie wydarzenia są ze sobą powiązane i końcowo doprowadziły do śmierci Judaszowcowej Gwiazdy…
– To nie mewy, a Pikująca Jaskółka zabiła Judaszowcową Gwiazdę... – syknęła cicho, używając wojowniczego miana nowej liderki. – Podobno zwlekała z udzieleniem pomocy zarówno liderowi, jak i twojemu ojcu. Jak myślisz, dlaczego się zawahała – prychnęła, przenosząc spojrzenie na znajdujących się w głębi kociarni Bukową Koronę oraz Foczą Falę. Para właśnie wygłupiała się ze swoimi kociętami, skupiając na nich całkowicie swoją uwagę.
– Dzięki mewą nie musiała brudzić swych kremowych łap w krwi staruszka-Judasza...
Czekoladowy kocur był stary i pewnie lada moment umarłby podczas snu, jednak skoro nadążyła się taka dogodna sytuacja do przyjęcia jego stanowiska nim dokona żywota z przyczyn naturalnych, dlaczego by z niej nie skorzystać? Wystarczyło wyglądać na przestraszoną, zwlekać i zareagować dopiero wtedy, gdy rany kocura będą śmiertelne. Właśnie tak postąpiłaby Jaskółka. A przynajmniej taki obraz malował się w umyśle Tawuły za sprawą wpojonej nienawiści do kocicy przez Jastrząb.
– Od kocięcia napawałaś mnie nienawiścią do Jaskółki. Nie uważam i nigdy nie będę uważać jej za dobrą liderkę, jednak inni ją zaakceptowali... czy raczej nie zamierzali podważać decyzji zmarłego lidera. Jednak... skoro naprawdę jest taka zła to dlaczego Klan Gwiazdy pozwolił jej zostać liderem? Dlaczego mewy nie zabrały jej razem z bratem babci? Dlaczego ona nadal żyje... – "Tak samo jak ty, matko." – i lada moment uda się odebrać dziewięć żyć?
– Nie pozwolił. Gwiezdni nie zaakceptują jej. Komuś takiemu jak ona na pewno przodkowie nie ofiarują dziewięciu żyć.

~ ~ ~

Rządy Jaskółki jak szybko się rozpoczęły, tak równie szybko się zakończyły. Czy Jastrząb była jasnowidzką, skoro przewidziała, że kremowa nie zostanie zaakceptowana przez Klan Gwiazdy? Chyba tak.
Kocica prawdopodobnie rządziła najkrócej ze wszystkich liderów, przynajmniej w Klanie Klifu, jednak Tawułowa Bryza nie był tego taki pewien w stu procentach. Podobno w jednym z klanów był kiedyś jednodniowy lider, ale być może była to plotka, aby ośmieszyć sąsiadów.
Mirtowe Lśnienie, czy raczej Lśniąca Gwiazda wydawał się być odpowiednim kandydatem na lidera, w końcu kocur był adoptowanym synem zmarłego Judaszowcowej Gwiazdy. Z pierwszej łapy wiedział z czym się wiąże dźwiganie takiego brzemienia na swych łapach. Był urodzonym liderem? Być może. Tawuła był w stanie go zaakceptować, chociaż jego zdaniem lepszą, czy nie najlepsiejszą kandydatką na przywódcę klifiaków był nie kto inny jak Pchełkowy Skok. Nic więc dziwnego, że gdy kocur ogłosił swojego zastępcę, Tawuła zmarszczył pysk, nie kryjąc niezadowolenia. Liczył, że usłyszy inne imię.
Nie był uprzedzony do samotników, tym bardziej do innych społeczności, w szczególności tych, z którymi mieli sojusz, jednak nie podobał mu się fakt, że kotka, która opuściła swoją rodzimą społeczność, piastowała teraz tak bardzo ważną funkcję. Cóż takiego ona zrobiła, aby zasłużyć sobie na wyróżnienie? Zdaniem białego kota nic. Jedynie od dłuższego czasu kręciła się przy synu zmarłego lidera, nawet po zakończeniu przez niego ich treningu. Tawuła przez dobrą chwilę walczył sam ze sobą, czy nie zgłosić sprzeciwu i zgłosić kandydaturę własnej siostry, która nieraz zdołała pokazać, ile dla niej znaczy Klan Klifu, gdy wtem poczuł na swojej łapie cudzą łapę.
Komunikat był jasny. Miał siedzieć cicho i nie robić głupstw. W odpowiedzi jedynie prychnął, starając się stłumić złość i poirytowanie. Bez entuzjazmu skandował wraz z innymi kotami imię nowego lidera i imię nowej zastępczyni.

29 kwietnia 2026

Od Tawułowej Bryzy

Jakoś zaraz po walce z agresywnymi mewami

Tawułowa Bryza nie opuszczała boku swego ojca, odkąd ten po walce z mewami trafił do legowiska medyków. Noce spędzała wtulona w bok kocura, informując medyków o każdym najmniejszym odstępstwie od normy sugerującym, że być może stan kocura się pogarsza.
— Nie możesz odejść do Klanu Gwiazdy, słyszysz? Jeszcze nie teraz... – syknęła cicho, obserwując, jak grzbiet kocura unosi się i opada. — Nie przed Jastrzębim Zewem...
Przeniosła spojrzenie na Jagnięcy Ukłon oraz jej uczennicę, Aldrowandową Łapę, które zajmowały się pozostałymi rannymi kotami w walce. Nie czuła żadnej wrogości względem starszej i młodszej medyczki, jednak brakowało jej obecności Ćmiego Księżyca. Śmierć niebieskiej była tak nagła. Tak niespodziewana.
Podobnie jak śmierć ciotki Pietruszkowej Błyskawicy oraz jej brata, jak i ojca Tawuły, Mroźnego Wichru. Dodatkowo na domiar złego podczas walki zginął Judaszowcowa Gwiazda, ku uciesze Pikującej Jaskółki, która wraz z jego śmiercią jako jego następczyni została liderką. I jeszcze śmierć babci Tawuły, Bożodrzewnego Kaprysu.
Za dużo śmierci. Za dużo.
Nikt w klanie nie stracił tylu bliskich co Tawułowa Bryza i jej rodzeństwo, Promienna Łapa i Słoneczne Oko. Jednak zamiast czuć smutek, biała kotka czuła złość na kilka kotów, jak i byt, jakim był Klan Gwiazdy. Nie potrafiła pojąć, dlaczego ten pozwolił zranić jej ojca oraz dopuścił do śmierci Judaszowcowej Gwiazdy w tamtej chwili. Brat babci był stary, jednak trzymał się na łapach! Krzywo, ale jednak miał siły, aby obserwować walkę z mewami! I miał przecież te życia... Dziewięć żyć?
Tawuła starała się na spokojnie przeanalizować przebieg bitwy. Byli na wygranej pozycji, jednak w pewnym momencie kilka ptaków odłączyło się od głównej grupy i zaatakowało stojących od wojowników kilka lisich długości dwoje kocurów, lidera i ojca Tawuły.
Ich zachowanie było dziwne. Wręcz nienaturalne zdaniem Tawuły, co poskutkowało tym, że śmierć Judaszowcowej Gwiazdy, jak i atak na ojca zaczęła spostrzegać jako formę ostatecznej kary zesłaną na jej bliskich przez Klan Gwiazdy. Nie, nie tyle, ile na jej bliskich. Na cały klan.
Poruszyła nerwowo uchem, starając się zasnąć. Jak tylko ojciec poczuje się lepiej, miała zamiar dowiedzieć się, czym naprawdę Klan Klifu naraził się Klanu Gwiazdy.

~~~

Po walce z mewami zrezygnowała całkowicie z polowania na nie. Zresztą, nie przepadała za ich mięsem, a teraz uważała je za wronią strawę. Często marszczyła pysk, gdy widziała, jak współklanowicze pożywiali się nimi. Tak było również dzisiaj, gdy zauważyła, jak nowa liderka zajadała się mewą. Starała się za dużo nad tym nie myśleć, dlatego też pochwyciła niedużego kraba i skierowała się do kociarni, do której jak prędko weszła, tak również prędko z niej wyszła. Z krabem w pysku. Prychnęła i skierowała się do lecznicy. Rozświetlona Skóra z dnia na dzień lepiej się czuł, jednak rany po ostrych dziobach mew będą jeszcze długo widoczne na białym futrze wojownika.
— Tawuło... zamiast się mną zajmować, powinnaś spędzać czas ze swoim rodzeństwem. Wiesz, że jestem w dobrych łapach, prorektorzy dbają o mnie, przynoszą mi jedzenie, a nasza nowa medyczka sprawnie przemywa mi rany.
— Mhm... — mruknęła, strosząc sierść niezadowolona, że ojciec chciał ją zbyć. — Przyniosłam ci kolację... Miała być dla Jastrząb, ale zapomniałam, że nie lubi krabów... — Rozświetlona Skóra westchnął. — Więc przyniosłam go tobie, tato. Smacznego.
Zajęła miejsce obok biało futrego, zastanawiając się, jak ojciec zareaguję na informacje, że stracił częściowo jedną ze swoich córkę, ale za to częściowo zyskał kolejnego syna.

~~~

Tawułowa Bryza mimo niechęci do rozmów z kotami próbował zorientować się, od kiedy zaczęła się ta cała dziwna sytuacja z mewami. Coś, a może i ktoś musiał być tym zapalnikiem, który pociągnął za sobą śmierć tylu członków rodziny Tawuły. Tylko co lub kto? Biały kot usiadł nieopodal Źródlanej Łuny, Rozkwitającego Astra i Pomocnego Wróbelka, próbując nieudolnie wkręcić się w rozmowę. Na szczęście na pomoc Tawule przyszła Promienna Łapa, pomagając wycofanemu wojownikowi zacząć rozmowę na temat, który go nurtował. Nie zdecydował się przedstawić jednak od razu swoich rozmyślań sugerujących, że ostatnie wydarzenia były karą od Gwiezdnych, które musiało spowodować jakieś wydarzenie lub jakiś kot. Chciał dowiedzieć się co myślą na ten temat inne koty, skoro Judaszowcowa Gwiazda był jakby nie patrzeć ukochany przez Srebrzystą Skórę.
— Był członkiem mojej rodziny, przez co mogę nie brzmieć obiektywnie, ale uważam, że to właśnie za czasów jego panowania Klan Klifu był w czasach swojej świetności... — Przeniósł spojrzenie na adoptowaną córkę zmarłego lidera. Być może przybrana ciotka myślała podobnie? Na pewno!
— Myślę, że ostatnia walka, jak i wydarzenia przed nią były ostrzeżeniem, które zebrało ogromne żniwo. I na pewno ma to związek z Klanem Gwiazdy. — Mówiąc to, ukradkiem spojrzał w kierunku legowiska lidera. Czy według nich rządy kremowej, które nastały były tym, czego klan potrzebował w tym momencie? — Musieliśmy ich czymś rozgniewać, za co przyszło nam zapłacić najwyższą cenę.
Nerwowo się poruszył. Nie lubił mówić, przemawiać, ale czasami trzeba było wyjść ze swojej strefy komfortu.

23 marca 2026

Od Tawułowej Łapy (Tawułowej Bryzy) CD. Bukowej Korony

Bukowa Korona w zaledwie kilka uderzeń serca zasypał Tawułową Łapę potokiem słów. Z charakteru przypominał jej Promienną Łapę; obojga ich rozpierała energia i nic dziwnego, że szylkretka zdążyła już wcześniej złapać kontakt ze starszym kocurem. Gdy Promyk zdobywała grono przyjaciół, Tawuła powiększała swoją kolekcję kamyków.
Zielone oczka wpatrywały się w uśmiechnięte lico kocura, który traktował niczym najprawdziwsza katarynka. Jego wibrysy raz za razem podskakiwały na wietrze, jak i podczas mowy.
– Promienna Łapa to moja siostra – potwierdziła pokrewieństwo z zielonooką szylkretką, która na dobrą sprawę, jakby się uprzeć, wyglądała jak Tawuła, tyle że w kolorach. I była bardziej kontaktowa w przeciwieństwie do białofutrej. – I nie, niestety nie opowiadała mi o twoim polowaniu... – mruknęła. Niestety musiała rozczarować kocura. – Ale z chęcią o nim posłucham – dodała.
Sama nie miała okazji jeszcze polować na ptactwo, zazwyczaj z łatwością przychodziło jej upolowanie gryziona, jak myszy czy nornicy niedaleko Złotych Kłosów. Może Buk poza streszczeniem przebiegu polowania, udzieli jej również cennych rad?
Bukowa Korona odchrząknął, zaczynając swoją opowieść. Zielonooki raz za razem zmieniał ton swego głosu, bawiąc się słowami, gdy opisywał Tawule polowanie na kaczkę.
Tawuła co prawda słuchała słów, które opuszczały pysk srebrzystego, jednak w jej umyśle zaczęły się kłębić przeróżne myśli.
Dlaczego Bukowa Korona, Promienna Łapa i wiele innych kotów z taką łatwością potrafiło podejść do obcego kota i zacząć z nim rozmowę, a ja mam z tym problem?
Co prawda z Trzmielą Łapą udało jej się zaprzyjaźnić, jednak sama do końca nie widziała, jak do tego doszło. Ot co, spotkali się na granicy i z grzeczności się do siebie odezwali. W końcu ich klany miały sojusz, więc nie wypadało zignorować sojusznika. Może również charakter kremowego, tak podobny do charakteru Tawułowej Łapy pomógł im zacisnąć więzy?
Sama Tawuła nie wiedziała, kiedy się wyłączyła i przestała słuchać kocura, który ani na moment nie przerwał swego monologu, jednak powróciła do rzeczywistości, gdy ich grupa szła wzdłuż klifu i zostało jej zaproponowane wspólne polowanie.
– Eee... Dobrze – miauknęła, nie do końca będąc pewna, na co się tak właściwie zgadza. Wibrysy kocura drgnęły; obdarował Tawułę szerokim uśmiechem, by chwilę później znaleźć się u boku Drzemiącego Słońca, z zamiarem odbierania królik. Ku zaskoczeniu czekoladowego, kocur nie był chętny na oddanie zwierzyny i między kocurami doszło do przyjacielskiej przepychanki, która zakończyła się zwycięsko dla Buka tuż przed wejściem do obozu.
Tawuła przyglądała się kocurom, zazdroszcząc im tej śmiałości i pewności siebie. Ona musiała jeszcze nad tym popracować, ale widziała doskonale, kto jej w tym pomoże.

~~~

teraźniejszość

Wojownicze imię, które otrzymała od Judaszowcowej Gwiazdy, przypadło jej do gustu. Współgrało z jej imieniem, które otrzymała od ojców; a właściwe od Jastrząb, bo to właśnie ona kocurom je zaproponowała, tuż po narodzinach białej koteczki. Jednak czy na pewno na nie zasłużyła? Nie była do końca przekonana, jednak nie zamierzała kwestionować decyzji swojej siostry, która uznała, że Tawuła jest gotowa, jak i samego lidera.
Powróciwszy z polowania, trzymając w pysku tłustą kaczkę, skierowała się do żłobka, w którym zastała Morświnową Płetwę, a u jej boku Drzemiące Słońce. Kocur leżał przy swojej partnerce i cicho mruczał do brzucha kocicy, zwracając się do swoich kociąt.
Tawuła natomiast zwróciła się do Morświnowej Płetwy, podsuwając jej pod pysk upolowaną zdobycz i gratulując parze powiększenia ich rodziny. Kocica zamruczała z wdzięcznością za przyniesiony posiłek, po czym całą swoją uwagę skupiła na rudym kocurze i nienarodzonych kociętach.
Tawuła, czując się, jak i właściwie będąc, jak piąte koło u wozu, pospiesznie opuściła kociarnie, nie decydując się podejść do leżącej w głębi żłobka matki. Nie chciała z nią rozmawiać. Nie po tym, gdy uznała, że lepiej by było, gdyby szylkretowa kocica odeszła. Tak samo, jak Pikująca Jaskółka.
Gdyby te dwie skłócone kocice odeszły, w Klanie Klifu na pewno byłoby lepiej.
Spojrzenie Tawułowej Bryzy przeniosło się i zatrzymało się na legowisku starszyzny, a dokładniej w jego wejściu, w którym stała jej babcia, Bożodrzewny Kaprys. Widok babci, która najprawdopodobniej postanowiła rozprostować starsze kości, nie byłby dla niej niczym niezwykłym, gdyby nie fakt, że kocica nie była chętna na opuszczanie legowiska, jak i na interakcje z pozostałymi członkami klanu. Podobno ten stan utrzymywał się od czasu, gdy pewna kotka, bliska sercu Bożodrzewnego Kaprysu opuściła klan.
Bożodrzewny Kaprys wpatrywała się przed siebie, ignorując znajdujące się dookoła niej koty. Starszy pysk przez dłuższy czas nie wyrażał żadnych emocji, by w końcu kąciki emerytowanej wojowniczki uniosły się w delikatnym uśmiechu.
Tawuła spojrzała się w kierunku, w który spoglądała jej babcia, nie bardzo rozumiejąc czemu, a może komu się tak przygląda. Judaszowcowa Gwiazda znajdował się w swoim legowisku, a wejście do obozu, na którym starsza skupiała swoją uwagę pozostawało puste; nikt nie wchodził, ani nie wychodził.
Z pyska Tawuły wyrwało się nerwowe sapnięcie, gdy starsza osunęła się, robiąc krok naprzód na rampie prowadzącej do legowiska starszych. Na szczęście przed upadkiem w ostatniej chwili została uratowana przez Bukową Koronę, który niczym błyskawica dopadł do jej boku i pozwolił starszej oprzeć się o jego grzbiet. Tawuła czym prędzej pokonała dzieląca ją od kotów odległość, aby się upewnić, czy staruszka nie nadwyrężyła żadnego z mięśni lub nie skręciła łapy podczas upadku.
– B-babciu... wszystko w porządku? – spytała zmartwiona, dostrzegając, że starsza przymknęła powieki i wypuściła głośno powietrze. Nerwowo przeniosła spojrzenie na Buka, który w zaledwie uderzenie serca rozładował napiętą atmosferę.

<Buk? Walnij suchara>

20 lutego 2026

Od Tawułowej Łapy (Tawułowej Bryzy)

Razem ze swoim rodzeństwem z miotu, Promienną Łapą oraz Słoneczną Łapą, wybrała się na polowanie. Na przodzie grupy kroczyła dziarsko czekoladowa szylkretka, a szyk kończyła Tawuła, krocząc powoli wzdłuż ściany klifu, co jakiś czas unosząc spojrzenie w kierunku skrzeczących mew, które zataczały kręgi nad klifami i samym obozem Klanu Klifu.
– Dziwne... – podjęła Tawuła, starając się nie myśleć o ostatnich wydarzeniach w klanie z udziałem ptactwa, a dokładniej piszczce, którą ktoś przyniósł królowym i z której wypełzło robactwo. Na samą myśl Tawuła poczuła nudności, współczując wojownikom, którzy mieli okazję widzieć. Pokręciła łebkiem, przyspieszając kroku, aby zbytnio nie zostać w tyle. – S-słońce! P-Promyk... Zaczekajcie!
Mimo napiętej sytuacji w klanie młode koty starały się spędzić miło czas w swoim gronie i przy okazji podszlifować umiejętności łowiecki, ponieważ widok starszych, którzy plotkowali o przyszłości klanu, jak i kotów doszukujących się znaków w dosłownie wszystkim był naprawdę przygnębiający. W szczególności widok matki łamał serce Tawuły, gdy ta szorując po ziemi brzuchem, przemieszczała się powli po kociarni, mamroczącej pod nosem, że rządy Pikującej Gwiazdy sprowadzą klęskę na Klan Klifu.
Mimo że Tawuła w pewnym sensie kochała Jastrzębi Zew, w końcu była jej matką, to jednak miała również do niej sporo żalu w związku z tym, że potraktowała ją i jej rodzeństwo inaczej niż swój pierwszy miot, który zaakceptowała jako swój. Nawet pomimo tego, że Tawuła miała kochających ojców, ich obecność nie mogła jej zastąpić obecności matki, której namiastki doszukiwała się w swojej starszej przyrodniej siostrze i mentorce, Pchełkowym Skoku. Bierność ze strony matki, jak i zatajenie prawdy przed młodymi bolała ją nadal, nawet jeśli nie chciała tego przyznać przed nikim. Gdyby bura szylkretka nie zgodziła się na umowę z ojcami Tawuły, koteczki nie byłoby na świecie.
A może tak, by było lepiej? A gdyby rany zadane podczas wojny z Klanem Wilka były śmiertelne, kocica, zamiast piastować funkcje wiecznej królowej, przemieszczając się z trudem po kociarni, jak i całym obozie, mogłaby w pełni sprawna poruszać się po Gwieździstym Bezkresie jako zasłużona wojowniczka.
Tawuła zamarła, wpatrując się szeroko rozwartymi oczami przed siebie. Czy ona naprawdę pomyślała o tym, że lepiej by było, gdyby Jastrzębi Zew odeszła?
Po plecach przeszedł ją dreszcz. Uniosła spojrzenie ku niebu nad Betonowym Światem, na którym kłębiły się burzowe chmury w oddali, zwiastujące nocną ulewę.
Trójka młodych uczniów była przekonana, że w związku dostania pozwolenia na opuszczenie obozu bez obecności w grupie chociażby jednego z ich mentorów nikt nie będzie ich pilnował, dlatego mieli zamiar przetestować swoje umiejętności podczas zdrowej rywalizacji, jak i nieco popisać się przed sobą. Nic bardziej mylnego. Gdy dorastająca przyszłość Klanu Klifu ruszyła w kierunku Złotych Kłosów, jeden ze starszych wojowników wyłonił się z jaskini, ruszając wolnym krokiem za młodzieżą, których śmiechu, jak i odgłos rozmów prawdopodobnie było słychać we wszystkich klanach. To właśnie od niego miało zależeć w głównej mierze decyzja, czy trójka kotów jeszcze będzie piastować funkcje ucznia, czy może uda im się zdać test, do którego wytypowali ich mentorzy, dzięki któremu dostąpią zaszczytu szybszego zyskania wojowniczego miana. Pozostając w tyle, obserwował przez cały czas z ukrycia trójkę rodzeństwa w trakcie polowania, nie raz uśmiechając się pod nosem, jak i kręcąc z rezygnacją głową, widząc ich wygłupy.

~~~

Tawułowa Łapa pomyliła się. Silny wiatr znad morza sprawił, że burzowe chmury dotarły szybciej nad tereny Klanu Klifu, niż zakładała. Przemoczona do suchej nitki biegła ile sił w łapach znad Kaczego Bajorka z powrotem do obozu. Mimo że było jej zimno, kąciki jej pyszczka, w którym trzymała złowioną rybę ze zbiornika, były wywinięte ku górze. Pozostałe dwa koty również biegły z powrotem, trzymając w pyskach swoje łupy; Słońcu udało się pochwycić ryjówkę na Złotych Kłosach, za to Promienna Łapa upolowała kaczkę.
– H-hej... stójcie... – miauknął liliowy kocur, tuż po tym, jak odłożył piszczkę na mokrą trawę. Tawuła i Promyk zatrzymały się, zerkając pytająco na brata, który został w tyle. – Przecież już jesteśmy mokrzy, bez sensu biec na oślep po śliskim podłożu...
– Nie chcę się przeziębić!
– Nie przeziębisz... – zakasłał. Tawułowa Łapa zastrzygła uszami zmartwiona chrypą brata.
– Ty już się chyba przeziębiłeś, Słoneczna Łapo – miauknęła biała kotka. – Będzie dobrze, jeśli od razu po powrocie udasz się do Ćmiego Księżyca...
– Nic mi nie jest. Po p-prostu dostałem zadyszki. Powietrze wciąż jest zimne, lodowate, jakby nadal była pora nagich drzew... – mruknął, sięgając ponownie po ryjówkę.
Liliowy kocur wyprzedził swoje siostry, idąc truchtem. Promyk, jako pierwsza pochwyciła ponownie swoją zwierzynę i zrównała z bratem kroku, siląc się na żarty, jak i zachowując się normalnie, jak na Promienną Łapę przystało. Być może również zmartwiła się kaszlem brata, jednak nie było, aż tak po niej tego widać, jak po Tawułowej Łapie.

~~~

Tuż przed wejściem do obozu, Słoneczna Łapa został zaatakowany przez kilka mew, które próbowały odebrać mu ryjówkę. Kocur przez kilka uderzeń próbował zatrzymać piszczkę, jednak koniec końców udało się ją zabrać wygłodniałemu ptactwu, które walczyło miedzy sobą o kęs mięsa.
Tawułowa Łapa dostrzegła rozczarowanie na pysku brata. Widziała, że się starał, dlatego też wręcz skradając się po zboczu, ostrożnie dotarła do kocura, który właśnie informował mewy o tym, że jutro skończą na stosie.
– Coś ostatnio narwane są te ptaszyska... Trzymaj. – mruknęła Tawuła, starając się przekazać bratu piszczkę, gdy w tym samym momencie oberwała po pysku skrzydłami od ptaka, jak i pazurem, bądź dziobem, który próbował również i jej odebrać zwierzynę.
Tawuła zmrużyła oczy, aby ich nie stracić i cofnęła się od kocura, aby i jego latająca bestia nie poraniła. Oprócz trzepotu skrzydeł i skrzeku mewy, do jej uszu docierały nawoływania jej imienia przez rodzeństwo, a nawet ojca.
– T-tawuła! Uwa...
Zielonooka w ostatniej wybiła się w powietrze, nim straciła pod wszystkimi łapami grunt. Czas, jakby zwolnił. Tawuła wpatrywała się w mewę z wściekłością i rządzą krwi. Ten przerośnięty, latający szczur poranił jej pysk, gdy próbował wyrwać jej z pyska rybę. W dodatku jej członek stada zabrał jej bratu jego zdobycz. Wysunęła pazury i otworzyła szeroko pysk, by już po chwili łapą uderzyć w skrzydło złodzieja piszczek i zatopić w nim zębiska.
– Tawuła! Chcesz, żebym umarła na zawał kilka księżyców przed tym, nim zostanę wojownikiem?! – Do białych uszu doszedł głos Promiennej Łapy, która z przyjęciem upewniała się, czy biała kotka nie straciła wzroku po ataku wściekłego ptaka. – Coś ty sobie myślała?!
– Wkurzyła mnie ta mewa. Zamiast samemu polować, wolała czekać i ukraść zwierzynę komuś innemu... – Oblizała pysk z krwi. Przeniosła spojrzenie na mewę, którą dociskała do podłoża. Niewiele myśląc, pazurem rozcięła wnętrze ptaka, aby się upewnić, że jego wnętrze i samo mięso jest czyste. Odetchnęła z ulgą. Nie miała zamiaru wymiotować tuż przed wejściem do obozu.

~~~

Jej zwinny, jak i dość ryzykowny skok tuż nad przepaścią stanowił temat wieczornych rozmów. Niektóre koty krytykowały ją, uznając, że powinna odpuścić mewie, bo sama mogła skończyć martwa, a inne były pod wrażeniem jej zwinności. Sama Tawuła była z siebie zadowolona. Mimo kilku ran na pysku, które otrzymała od mewy, cieszyła się, że na dobrą sprawę każdemu z nich udało się przynieść zwierzynę do obozu. Niestety jej dobry humor szybko wyparował z jej ciała.
Właśnie przylizywała futro na piersi, gdy zbliżyła się do niej Pchełkowy Skok. Szylkretka poprosiła uczennice, aby udała się za nią. Tawułowa Łapa dość niepewnie opuściła legowisko uczniów. Czyżby Pchełka miała zamiar na nią nakrzyczeć...
Zaskoczona wpatrywała się w pysk Judaszowcowej Gwiazdy, który wyrósł tuż przed nimi. Na jego starczym pysku malowało się zmęczenie, a oprócz tego Tawule ciężko było odgadnąć cóż takiego kocur sobie myśli właśnie w tej chwili. Na dobrą sprawę i mało co nie stracił kolejnego członka rodziny, chociaż właściwe nigdy nie byli ze sobą jakoś szczególnie blisko. Judaszowiec nie był jej dziadkiem. Był bratem jej babci. Rzadko miała okazję z nim rozmawiać, gdy nie był w swojej roli lidera. Na dobrą sprawę był chyba nim zawsze.
Pchełkowy Skok podeszła do kocura, zostawiając nieco w tyle Tawułę i wymieniła z brązowym kocurem parę słów. Judaszowcowa Gwiazda przeniósł spojrzenie na Tawułę, na co kotka przełknęła ślinę.
Pięknie. Nim nastaną rządy Pikującej Gwiazdy, będzie czekać mnie kara. Teraz na pewno da mi jakieś okropne imię, jak już skończę trening!
Tawuła czekała na to, aż lider ją skarci lub oznajmi, że dostaje jakieś karne imię w związku z tym, że nie przeciwdziała skutków swojego wyczynu; gdyby coś poszło nie tak, mogła skończyć, jak Jastrzębi Zew, a może nawet i gorzej.
Judaszowcowa Gwiazda wyminął białą kotkę i po kilku uderzeniach serca dotarł do mównicy, by chwilę później zwołać zebranie klanu.
– Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. – Głos lidera odbijał się echem od ścian jaskini, a pomarańczowe oczy kocura społeczny na zdezorientowanej uczennicy. – Tawułowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– P-przysięgam – wymamrotała, starając się odszukać w tłumie Pchełkowego Skoku.
– A więc, Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Tawułowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Tawułowa Bryza. Klan Gwiazdy ceni twoją zwinność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu!

[1475 słów]

16 lutego 2026

Od Tawułowej Łapy

Pora Opadających Liści

Kto by się spodziewał, że kot, z którym uda jej się zaprzyjaźnić, będzie należał do sojuszniczej społeczności. Trzmiela Łapa stał się stałym kompanem Tawułowej Łapy, gdy ta zapuszczała się w okolice granic z Klanem Burzy. Wyglądało to tak, jakby kremowy uczeń wyczekiwał kolejnego spotkania z białofutrą kotką. Być może tak właśnie było. Być może Tawuła również wyczekiwała momentu, gdy będzie mogła ujrzeć pysk przyjaciela z sąsiedniego klanu.
Nie zdecydowali się przekraczać granic, nawet jeśli ich klany były do siebie nastawione przyjaźnie. Zarówno kocur, jak i "kotka" nie chcieli sprawiać drugiemu kotu problemu, wiedząc, że znalazłaby się koty, których ich zażyłość, a także zwykła rozmowa najzwyczajniej w świecie by przeszkadzała.
Tawuła opowiadała o swojej kolekcji kamyków lub o swoich przygodach, podczas polowania na kraby, a Trzmiela Łapa snuł opowieści zasłyszane od starszych kotów na temat Kamiennych Strażników.
– I nikt do tej pory nie wykopał skarbu? – spytała, nie spuszczając spojrzenia z chmur, które leniwie przemieszczały się po błękitnym niebie. Przekręciła się na brzuch, wlepiając spojrzenie zielonych, jak trwa, oczu w swojego towarzysza, znajdującego się po drugiej stronie granicy.
– Wielu próbowało, co widać, po dole w samym sercu Kamiennych Strażników, jednak nikomu się nie udało. Sądzę, że cały klan... nie, wszystkie cztery klany oraz Owocowy Las musiałby pomóc, abyśmy dokopali się do ukrytego skarbu – podjął kocur. – Jak myślisz, czym jest ten "skarb"?
– To może być wszystko. – Ponownie ułożyła się na plecach. Źdźbła pożółkłej trawy otulała ją z obu stron, a jedno z nich, ilekroć zawiał wiatr, łaskotał kotkę w nos. – Nie wiem jak ty, ale ja bym się uciszyła, gdyby tym skarbem był jakiś kolorowy i błyszczący kamyk.
– Kamyk?
– Mhm. Kamyk – zamruczała, przymykając oczy. – Na kolejnym zgromadzeniu dostaniesz ode mnie prezent. – oznajmiła, uśmiechając się od ucha do ucha.
Kamyk, który udało jej się znaleźć na plaży, na pewno spodoba się kremowemu kocurowi.

***

Pora Nagich Drzew

Tawułowa Łapa obserwowała, jak kolejny uczeń zostaje mianowany na wojownika. Nie byli to jej członkowie rodziny, tylko obce koty, większość znajdek. Skrzydlata Pogoń, dostrzegając niemrawy wyraz pyska uczennicy, przemknął pomiędzy kotami, które wysłuchiwały przemówienia Judaszowcowej Gwiazdy i już po chwili otarł się o bok Tawułowej Łapy.
– Wyglądasz, jakbyś wstała lewą łapą... i to znowu Jeszcze kilka księżyców i również zostaniesz mianowana – zamruczał, siląc się na szept.
– Nie o to chodzi. Spójrz na Judaszowcową Gwiazdę. – Skinęła pyskiem w kierunku lidera, na którego licu gołym okiem dało się dostrzec siwe włoski. – Obawiam się, że to nie on, a Pikująca Jaskółka będzie mnie mianować na wojownika... Mam nadzieję, że nie zdecyduje się mnie ośmieszyć, gdy nada mi nowy człon imienia.
– Dlaczego miałaby cię chcieć ośmieszyć?
– Pikująca Jaskółka i moja mama, Jastrzębi Zew nie lubią się. Kiedyś konkurowały o pozycję zastępcy, jednak po walce z wojownikami klanu Wilka, Jastrząb została poważnie ranna, co uniemożliwiło jej pięcie się w klanowej hierarchii... Wydaje mi się, że Jaskółka również nie przepada za mną... – ściszyła głos w tym samym momencie, gdy inny wojownik łypnął nad nią spode łba i skarcił rozmawiające koty. – M-myślę, że nie nazwie mnie żadnym ładnym imieniem, tylko zdecyduje się uwypuklić wszystkie moje mankamenty...
Skrzydlata Pogoń odszukał w tłumie wspomnianą kremową kotkę, co było całkiem łatwe; znajdowała się niedaleko podwyższeniach, na którym znajdował się Judaszowcowa Gwiazda. Wyglądało to tak, jakby nie mogła się doczekać momentu, kiedy będzie mogła zająć miejsce starszego i to jej przyjdzie przemawiać do klifiaków.
Czy Pikująca Gwiazda będzie dobrym liderem?
Tawułowa Łapa śmiało mogła powiedzieć, że nie. A to głównie za sprawą matki, która odkąd Tawuła wzięła pierwszy haust powietrza, starała się zniechęcić kocicę do zastępczyni. No i rozmów przeprowadzonych z Pchełką.
Tawuła nie chciała myśleć o tym, co przyniesie przyszłość w Klanie Klifu, po tym, jak zabraknie czekoladowego kocura. Na pewno nie chciałaby, aby do władzy doszedł tyran; Klan Klifu miał już ich wystarczająco.
Tawułowa Łapa przeniosła spojrzenie na Pchełkowy Skok, która siedziała kilka lisich długości ogona od łaciatego kocura i białej kotki.
Fajnie by było, gdyby to Pchełka została zastępczynią Jaskółki..., a w przyszłości Pchełkową Gwiazdą przeszło przez myśl koteczce. Wiedziała jednak, że ta myśl była głupia i mało prawdopodobna, zważywszy na to, że szylkretka, tak jak i Tawuła była córką Jastrzębiego Zewu.
Chyba że udałoby się ponownie zwołać radę, najlepiej składająca się ze starszych członków klanu. Radę, która by decydowała o tym, kto powinien rządzić. A zamiast oficjalnego zastępcy, tę funkcję właśnie mogłaby pełnić rada, która swoją wiedzą oraz doświadczenie mogłaby wspierać lidera.

[715 słów]

[Przyznano 14%]

08 lutego 2026

Od Tawułowej Łapy CD. Pchełkowego Skoku

Czas płynął nieubłaganie, a Tawuła z księżyca na księżyc nie tyle, co poprawiała swoje umiejętności polowania czy walki, jak i również kroczek po kroczku wyzbywała się swoich słabości. Opuszczanie obozu głównym wyjściem wciąż stanowiło wyzwanie dla córki Rozświetlonej Skóry, jednak uczennica coraz chętniej przystawała na częstsze propozycje ćwiczenia padające z pyska mentorki. Dlatego, gdy Pchełkowy Skok po przywitaniu się z siostrą, zaproponowała podjęcie próby zejścia wzdłuż zbocza, przystała na to niemalże od razu.Razem z szylkretką wyszły na zewnątrz, zatrzymując się lisią długość ogona od urwiska. Tawuła nieco pewniej poruszała się po zboczu, jednak sama myśl, że porą nagich drzew szlak ten będzie ośnieżony oraz oblodzony sprawiało, że jej serce przyspieszało bicia.
Z pyska Pchełkowego Skoku padła pochwała, gdy uczennica dość zwinie, jak i z otwartymi oczami pokonała fragment trasy, przy którym zazwyczaj zamierała w bezruchu. Wciąż jednak nie decydowała się spojrzeć w dół zbocza.
W trakcie ćwiczenia minęły się z kilkoma kotami, które powracały do obozu, niosąc w pyskach upolowane ptactwo. Wśród nich był drugi z ojców Tawułowej Łapy, Mroźny Wicher. Tawuła skinęła na powitanie rodzicowi, który odpowiedział jej tym samym, decydując się na chwilę zatrzymać i odłożyć zdobycz na bok.
– Widzę, że z coraz większą pewnością poruszasz się wzdłuż zbocza – zamruczał, wpatrując się w córkę. W jego spojrzeniu widać było dumę, na co Tawuła z radością poruszyła swymi wywiniętymi uszami zakończonymi pędzelkami. – Lada moment, a będziesz z niego zbiegać, tak jak Promienna Łapa – parsknął, posyłając córce uśmiech. – Pchełkowy Skoku, czy miałabyś coś przeciwko, abym jutrzejszego dnia spędził czas ze swoją córką i przeprowadził jej trening? – zwrócił się do szylkretki, która nie miała żadnych obiekcji wobec spędzenia czasu swej uczennicy z ojcem.
Po skończonej rozmowie i ustaleniu, że jutro Tawułowa Łapa będzie ćwiczyć wraz z ojcem nawigację w tunelach, kocice udały się na plażę, na której Tawuła miała ćwiczyć otwieranie krabów. Biała kotka w końcu zrozumiała, dlaczego Jastrzębi Zew nie przepadała za tymi stworzeniami. Jednak nawet zaciśnięcie szczypiec na nosie Tawuły nie zniechęciło jej, aby zrezygnować z dzisiejszego treningu, jak i zjedzenia mięsa kraba, który był ulubionym przysmakiem koteczki.

* * *

Skoro świt opuściła wraz z ojcem obóz, zapuszczając się w okolicę granicy z Klanem Wilka oraz z Klanem Burzy. Niedaleko z nich znajdował się tunel, w którym uczennica miała ćwiczyć nawigację. Tawuła zaciekawiona podziemnym labiryntem bez zawahania się zniknęła w jego wejściu, tuż za niebieską kitą ojca. Niebieskooki szedł na przodzie, opowiadając córce o sieci podziemnych korytarzach. Co jakiś czas zatrzymywał się, każąc córce węszyć i zwracać uwagę na charakterystyczne znaki, pomagające jej w określeniu swego położenia.
– Czujesz i słyszysz szum wody? Znajdujemy się niedaleko wodospadu, jak i obozu. Gdybyś skręciła w prawo, a potem w lewo i przeszła korytarzem, na którego ścianie widnieje skamieniała muszla ślimaka, wróciłabyś do obozu – wyjaśnił, na co Tawuła pokiwała łebkiem, starając się zapamiętać cenną uwagę ojca. Zazwyczaj korzystała z tego korytarza w obecności Pchełkowego Skoku, dlatego nie do końca zwracała uwagę na otaczającą ją przestrzeń. Musiała jednak nauczyć się poruszać sama wzdłuż korytarzy. – Chodźmy dalej.
Przez długi czas kluczyli pod ziemią, a uczennica starała się zapamiętać wszystkie cenne rady ojca. W końcu kocur skręcił w odnogę, na której końcu widać było światło.
Tawuła zmrużyła oczy, gdy wystawiła mordkę na zewnątrz. Gdy je ponownie otworzyła, zaskoczył ją widok, który się rozpościerał tuż przed nią. Złote Kłosy.

* * *

Nim zdecydowali się na powrót do obozu, Mroźny Wicher zaproponował poćwiczenie jeszcze wspinaczki na drzewach, niedaleko Złotych Kłosów. Mimo lęku wysokości, Tawuła dość sprawie dotarła na najniższą gałąź. Trzymała się częściej niższych partii drzewa, nie decydując się dosięgnąć jego korony.
– Może jednak spróbujesz przejść o jedną gałąź wyżej? – zaproponował ojciec, na co Tawuła pokręciła przecząco głową. – No dalej! Wiem, że sobie poradzisz.
– N-nie chcę... wystarczy mi to, gdzie jestem – odmiauknęła, nie decydując zdobycia szczytu drzewa.
Przeskakiwała po niższych gałęziach drzew, aż w końcu zmęczona, zeskoczyła na trawę. Mroźny Wicher pochwalił córkę, ale również skarcił, za to, że odmówiła podjęcia próby wspięcia się na wyższą gałąź. Nie był jednak szczególnie zły. Zdawał sobie sprawę, że kotka potrzebowała czasu, jednak zależało mu, aby nie zniechęcała się od razu.

* * *

Zimny morski wiatr targał futrem Tawuły, gdy szła wzdłuż klifu. Dzisiaj jedynie dwa razy zatrzymała się podczas przeprawy do obozu. Odłożyła upolowaną w trakcie powrotu zdobycz na stosiku, po czym odprowadziła spojrzeniem ojca, który zajął miejsce obok Kukułczego Wdzięku i Pietruszkowej Błyskawicy. Tawuła nie zdecydowała się dołączyć do ciotki i przybranej kuzynki, zamiast tego spojrzeniem starała się odszukać Pchełkowego Skoku. Chwilę jej zajęło zlokalizowanie szylkretki, gdyż stała w głębi, aniżeli w sercu obozu. U jej boku znajdował się przybrany syn Judaszowcowej Gwiazdy, Mirtowe Lśnienie. Kotka przez chwilę przypatrywała się w oba koty, aż w końcu zdecydowałam się do nich zbliżyć.
– Pchełkowy Skoku... – miauknęła, zwracając tym samym uwagę mentorki, która nerwowo spojrzała w jej stronę. Najwyraźniej Tawuła musiała ją zaskoczyć swoją obecnością, jak najzwyczajniej w świecie przeszkodziła jej podczas rozmowy z rudym kocurem. – Skończyłam na dzisiaj trening z Mroźnym Wichrem. Ćwiczyliśmy razem nawigację w tunelach oraz wspinaczkę na drzewa... – urwała, gdy Mirtowe Lśnienie skupił na niej swoje spojrzenie. Kocur chrząknął, po czym wymieniwszy porozumiewawcze spojrzenie z Pchełką, oddalił się, znikając w legowisku wojowników. – P-przepraszam. Przeszkodziłam wam... – Położyła po sobie uszy, czując, jak pieką ją policzki. Nie była przecież małym kociakiem, aby z każdym swoim postępem dzielić się z innymi kotami, a jednak! Cieszyła się, że mogła pochwalić się swojej mentorce, jak i siostrze, że zrobiła kolejnego dnia spore postępy. Nawet jeśli w związku z tym przeszkodziła jej w rozmowie z rudym kocurem.

<Pchełko?>

[900 słów + nawigacja w tunelach + polowanie oraz nauka otwierania krabów + wspinaczka na drzewa]

[Przyznano 18% + 5% + 5% + 5%]

01 lutego 2026

Od Tawułowej Łapy CD. Ćmiego Księżyca

Tawuła nie była do końca zadowolona z propozycji ojca. Nie, żeby jej przeszkadzało udanie się razem z Ćmim Księżycem, aby zebrać zioła, jednak chodziło o miejsce, w którym ów zioła rosły. Biała kotka przełknęła ślinę, a jej krótka sierść z lekka się nastroszyła. Wątpiła, że te zioła, po które miała zamiar udać się medyczka, rosły jeszcze w innym miejscu niż w szczelinach klifu.
– P-pomogę cioci Ćmie... – miauknęła, starając się sprostać wyzwaniu, jakie przed nią postawił ojciec. W końcu chciała przezwyciężyć swój lęk oraz być przydatna w klanie. Łapa za łapą, kroczek za kroczkiem i lada moment na pewno zostanie mianowana przez Judaszowcową Gwiazdę!
– Zuch dziewczyna! – miauknął Rozświetlona Skóra, obdarowując córkę dumnym spojrzeniem. Zniżył głowę i dotknął jej barku nosem w geście dodania otuchy. Musiał widzieć, że Tawuła była pełna obaw, jednakże docenił jej poświęcenie.
Biały kocur oddalił się wraz z Pchełkowym Skokiem, a Tawuła powoli ruszyła za Ćmim Księżycem w kierunku wyjścia. Gdy tylko wyściubiła mordkę na zewnątrz, silny podmuch wiatru uderzył ją w pyszczek, a słonawy morski zapach wypełnił jej nozdrza. Przeniosła spojrzenie na Ćmi Księżyc, która bez większych trudności zaczęła przemieszczać się w dół wzdłuż zbocza. Tawuła przez dłuższą chwilę wpatrywała się w błękit morza, nie decydując zbliżyć się do krawędzi.
"Dam radę... Ćwiczyłam przecież z Pchełkowym Skokiem... Nie patrz w dół... Nie patrz w dół".
Tawułowa Łapa zmrużyła nieco oczy, chcąc ograniczyć pole widzenia w taki sposób, aby miała jedynie przed sobą ścieżkę, Ćmi Księżyc oraz ścianę klifu. Potruchtała do medyczki, która w tym samym momencie stanęła na tylnych łapach i wyciągnęła głowę w kierunku zioła rosnącego na zboczu.
"Jedno zielsko z głowy..."
***
Niedługo po akcji z oneshot'a; jeszcze Porą Opadających Liści
Tawułowa Łapa uderzyła ogonem o posadzkę, odprowadzając spojrzeniem Pikującą Jaskółkę. Była wściekła, zarówno na siebie, jak i na zastępczynię. Dlaczego kremowa musiała wejść do legowiska medyków, gdy Tawuła się w nim znajdowała i próbowała znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Czy kremowa usłyszała o tym, że Tawuła się różni od pozostałych kocic żyjących w klanie? W dodatku biała sama przyczyniła się do dania pożywki zastępczyni i kolejnego powodu do nabijania się z Jastrzębiego Zewu.
"No proszę, nie tyle, co jesteś kaleką, ale w dodatku taką, która wydała na świat dziwoląga"
Zielonooka położyła po sobie uszy. Wlepiła w spojrzenie w swoją ciotkę, która siedziała niedaleko niej, jak i Jagnięcej Łapy. Uczennica medyka dotknęła końcówką ogona barku młodej uczennicy wojownika. Tawułowa Łapa miała tyle pytań do medyczek, jednak zdecydowała się przemilczeć. Wiedziała, że nie uzyska odpowiedzi, które by ją usatysfakcjonowały.
Czy tego chciała, czy też nie, była w pewnym sensie wyjątkowa. Jednak ta jej wyjątkowość mogła bardzo mocno wpłynąć na jej przyszłość, w szczególności na relację z innymi kotami.
Widok czarno-białego pyska Skrzydlatej Łapy w zaledwie sekundę wywołał na białej mordce Tawuły uśmiech. Biała uczennica skinęła głową w podzięce do rudej kocicy, po czym podniosła się i zbliżyła do łaciatego, który wydawał się bardziej przejęty jej wizytą u medyków niż Tawuła. Przynajmniej z pozoru.
– No i? Jaka diagnoza?
– Miałeś rację, Skrzydlata Łapo – westchnęła. – Ale również się myliłeś. Jestem kotką, ale również jestem kocurem. Tak samo nie jestem kotką, ale również nie jestem kocurem. Co prawda bliżej mi do bycia kotką, jednak... – urwała, dostrzegając, że jej towarzysz nic nie zrozumiał z tego, co mu powiedziała.
– Chwila... jak to jesteś, ale też nie jesteś kotką... – miauknął zdezorientowany, pomijając drugą część zdań. – Przecież to niemożliwe...
– A jednak! Różnię się od innych kotów. A-ale poza tym jest wszystko dobrze. Jagnięca Łapa powiedziała, że jeśli coś mnie zaniepokoi lub będzie mnie coś bolało to mam czym prędzej do niej przyjść. Jednak wszystko jest dobrze, chyba... Przynajmniej na razie.
Skrzydlata Łapa wpatrywał się w białą kotkę, która z nerwów zaczęła grzebać łapką w małym wgłębieniu w skale. Kocur odwrócił się do Tawuły plecami, po czym ruszył w całkowicie przeciwnym kierunku.
Tawuła westchnęła i wlepiła spojrzenie w swoje przednie łapki, na których sierść mieniła się wyblakłym szkarłatem oraz osiadł na nich skalny pył.
Pozostawało jej porozmawiać z ojcami oraz rodzeństwem. Na dobrą sprawę Judaszowcowa Gwiazda chyba również powinien o tym wiedzieć. Była ciekawa czy brat babci przez swoją wiarę w Gwiezdnych zacznie się w Tawule doszukiwać jakiegoś znaku od przodków lub też złego omenu. A może będzie miał tę całą sprawę w nosie? W końcu miał tyle innych ważnych spraw na głowie jako lider i był stary, a młody uczeń, który okazał się kotocurem to na dobrą sprawę nic takiego!
Pod łapy Tawuły został podsunięty niewielkich rozmiarów krab. Kotka uniosła spojrzenie na Skrzydlatą Łapę, który ponownie szturchnął nosem przyniesioną piszczkę. Kocur się wyprostował, dając znać, aby uczennica się posiliła.
Czyżby usłyszał jej burczenie brzucha z głodu i stresu? Najprawdopodobniej!

[766 słów do treningu wojownika]

koniec sesji

[Przyznano 15%]

26 stycznia 2026

Od Tawułowej Łapy

Przeszłość, jeszcze za czasów Pory Opadających Liści
Tawułowa Łapa razem ze Skrzydlatą Łapą udała się do kociarni, w której było dość duszno i gwarno. Na jednym z posłań leżała Źródlana Łuna ze swoimi kociętami, a tuż obok znajdowała się Postrzępiony Mróz ze swoim niebieskim synkiem; jedynym na tyle zdrowym, aby mógł być przy niej cały czas. Tawuła poruszyła uszkiem, spoglądając w kierunku wyjścia ze żłobka, mając nadzieję, że uda jej się stąd dojrzeć legowisko Ćmiego Księżyca. To właśnie w nim walczył o życie drugi z malców. W pewnym momencie Postrzępiony Mróz bez słowa poderwała się z miejsca, pozostawiając swojego synka nie przykrytego, po czym opuściła kociarnię. Jastrzębi Zew chrząknęła, po czym podczołgując się do potomka szylkretki, polizała go po łebku, starając się uspokoić kwilące kocię. Wieczna Królowa, czując na sobie spojrzenie uczennicy, swojej własnej córki, za którą nigdy jej nie uważała, uniosła pytająco spojrzenie.
– To dla ciebie... – wymruczała, starając się powstrzymać burknięcie, gdy podsunęła pod łapę Jastrzębiego Zewu niedużego gryzonia, którego udało jej się pochwycić niedaleko Złotych Kłosów. – Dla pozostałych karmicielek przynieśliśmy kraby.
Czy pamiętała, że Jastrzębi Zew nie przepada za krabami? Oczywiście. Jeszcze jako kocię, pamiętała, gdy wieczna królowa fuknęła na jakiegoś z uczniów, który przyniósł jej skorupiaka. Sama wówczas poprosiła o jedną z odnóży zwierzęcia, którą mogła się pobawić.
Matka skinęła głową w podzięce za przyniesioną zdobycz, po czym otuliła ogonem pozostawione na legowisku kocię.
Wieczna królowa troszczyła się o kocięta, wszystkie, jakimi przyszło jej się opiekować. O Tawułę, Promyka oraz Słońce również się troszczyła. Jednak biała czuła żal do kocicy, że nie była w stanie sama poinformować o tym, że jest jej matką, czy właściwie surogatką, a to wszystko za sprawą umowy, którą zawarła z ojcami Tawułowej Łapy. Pozostawała jeszcze sprawa stanu Jastrzębiego Zewu. Kocica była niepełnosprawna, czy chciała to przyznać, czy też nie. Z trudem przemieszczała się po kociarni, zazwyczaj czołgając się po zimnym kamienistym podłożu, szorując po nim swym brzuchem. Tawule było trudno zrozumieć, dlaczego to właśnie Jastrzębi Zew zgodziła się na urodzenie potomków Mroźnego Wichru oraz Rozświetlonej Skóry. Również nie rozumiała swoich ojców i ich decyzji, że ze wszystkich kotek, które żyły w klanie oraz poza jego terenami zdecydowali się wybrać burą kocicę, która spełni ich marzenie o założeniu rodziny. Niby była wieczną królową, ale…
– Coś taka zamyślona? – zagaił Skrzydlata Łapa, dostrzegając, że przez dłuższy czas Tawuła milczała, mając spojrzenie utkwione w małym Naparstnicy, który właśnie rozdziawił szeroko swoją mordkę i ziewnął.
– Jastrzębi Zew to moja mama...
– Aha... – wymruczał, nie wydając się ani trochę zaskoczony informacją, którą podzieliła się z nim jego koleżanka. – Nie mów, że jesteś zazdrosna o to, że zajmuje się cudzymi kociętami. – Strzepnął uchem.
– Nie... Po prostu... Mimo że jest moją mamą, to nie uważa mnie za swoje kocię... Promyka i Słońce zapewne również, ale wątpię, czy ta dwójka przejęłaby się tą informacją tak samo, jak ja... Nie rozumiem, dlaczego na to się zgodziła... Mogła nas po prostu urodzić inna kotka, z klanu lub też jakaś samotniczka, a ona... mogła nas jedynie odchować... – Spojrzała na swoje łapy, zastanawiając się, dlaczego jej rodzice, chcąc wszystko ułatwić, tak naprawdę wszystko utrudnili. Nie lepiej byłoby, jakby od początku wiedziała, kto jest jej matką? Kto ojcem? Kto wujostwem? I kto dodatkowym starszym rodzeństwem?
– Oj Tawuła! Chyba zjadłaś jakąś nadgnitą piszczkę i głupoty wygadujesz! – miauknął Skrzydlata Łapa. Zbliżył się do kocicy i otarł się bokiem o jej bark. – Chodź. Ten zapach mleka i... – Urwał, skupiając spojrzenie na najmłodszych mieszkańcach żłobka, którzy nie potrafili kontrolować swoich pęcherzy. – Drażni mój nos. Mówiłaś, że chciałaś przejść się w okolicę granic z Klanem Burzy... To nadal aktualne?
~~~
Dziwnie się czuła, stojąc przy granicy, oczekując pojawienia się patrolu sąsiedniego klanu. Klanu, w którym znajdował się jej starszy przyrodni brat. Z tego, co udało jej się dowiedzieć od innych wojowników, podobno miał na imię Szakłak, a poza tym jego sierść była calutka czarna, tak jak sierść Tawułowej Łapy była cała biała.
Zamiast czarnego wojownika, dostrzegła powoli zbliżającego się w jej kierunku kremowego kota, na oko wyglądającego na jej rówieśnika. Młody wojownik lub też starszy uczeń. Podniosła się z siadu, decydując się zamienić parę słów z młodzikiem, będąc ciekawa czy Szakłak nie towarzyszy mu podczas treningu.
– Szakłak? Masz na myśli Szakłakową Barwę? To znaczy... Poczciwego Szakłaka?
– Chyba... chyba tak. Jeśli nie macie w klanie innego czarnego wojownika o tym imieniu, to tak.
– Patroluje wschodnie tereny naszych klanów przy Drodze Grzmotu – wytłumaczył niebieskooki – Jeśli chcesz, mogę mu...
– Trzmiela Łapo!
– M-muszę już iść... – Położył po sobie uszy. – Powiem Poczciwemu Szakłakowi, że o niego pytałaś. Może uda nam się spotkać na zgromadzeniu, Tawułowa Łapo...
– Dziękuję, Trzmiela Łapo! – zawołała, podnosząc się, gdy uczeń powoli kierował się w kierunku niebieskiego kocura, stojącego w oddali. Prawdopodobnie był to jego mentor lub rodzic. A może mentor i rodzic? – Będę wypatrywać twojego piaszczystego futra na zgromadzeniu! – Zadeklarowała, decydując się również obdarować ucznia prezentem za pomoc w skontaktowaniu się z przyrodnim bratem.
– To był kocur czy kotka? – spytał Skrzydlata Łapa, który w tym czasie, gdy Tawuła rozmawiała, upolował ryjówkę. Powoli się zbliżył do białej uczennicy, która została opuszczona przez nowego kolegę.
– Kocur...
– Przy nim to ty wyglądałaś na kocura.
– Dlaczego ciągle naśmiewasz się ze mnie i kwestionujesz moją płeć?!
– Przecież to są tylko żarty... – Przechylił łebek. – ...ale sama się do nich przyczyniasz. W przeciwieństwie do innych uczennic i wojowniczek nie dekorujesz swojego futra kwiatami czy najróżniejszymi świecącymi ozdobami, a krwią... – Skrzywił pysk. – Poza tym, twój zapach...
– A ty znowu o tym... Wcale nie śmierdzę!
– Nie. Nie o to mi chodzi! Po prostu, po zapachu z łatwością możesz ocenić, z kim masz do czynienia, nim rozmówca otworzy pysk i usłyszysz brzmienie jego głosu lub też będziesz mieć możliwość mu się przyjrzeć z bliska... Wiem, że tamten uczeń to kocur, a nawet nie poszedłem do niego. Natomiast twój zapach... Pachniesz jak kotka, ale również jak kocur... Nie boli cię nic?
– Łapa, ale wątpię, czy jej ból ma związek z moim zapachem... – wymruczała. – Ale przecież pachnę tak, odkąd byłam kociakiem. Już wtedy mówiłeś mi, że śmierdzę...
– Bo kocury śmierdzą. No dobrze, nie śmierdzą, tylko ich zapach jest całkowicie inny od zapachu kotek. Po prostu mocniejszy, chociaż u ciebie jest ledwie wyczuwalny. A jak trafisz na kocura, który nie dba o siebie, to on dopiero capi! Hm, może medycy nam pomogą rozwiązać zagadkę twojego zapachu? Dlaczego jest taki, a nie inny. Chociaż skoro twojej ciotki przez tyle czasu to nie zaniepokoiło, to znaczy, że nie wymagasz konsultacji medycznej...
– Albo po prostu zdecydowała się mieć przede mną tajemnicę... Chociaż chyba nie jestem ani chora, ani nie umieram, skoro mam apetyt i jestem ruchliwa. – Przeciągnęła się.
– To co, wracamy do obozu?
[trening Tawułowej Łapy - 1077 słów]

[Przyznano 22%]

26 grudnia 2025

Od Tawułowej Łapy CD. Pchełkowej Łapy

Biała kotka wstała skoro świt, nie mogąc się doczekać udania na swój pierwszy trening. W oczekiwaniu na wezwanie przez swoją mentorkę pielęgnowała swoje futerko, czyszcząc je z mieszaniny krwi i jagód. Co jakiś czas zerkała w stronę brata i siostry, którzy powoli wybudzali się ze snu.
– To dla ciebie. – Biała podsunęła wprost pod rozdziawiony pysk siostry jedną ze znajdziek, która zdaniem świeżo mianowanej uczennicy, powinna znaleźć nowego właściciela. Właściwe, Tawuła przez długi czas biła się z myślami, czy powinna sprezentować szylkretowy kamień komuś, czy jednak zachować dla siebie. – Na szczęście. Poza tym pasuje kolorem do twojego futra. – Strzepnęła uchem, dostrzegając, że na pysku siostry zagościł uśmiech. Prawdopodobnie, gdyby nie Pchełkowy Skok, szylkretowa uczennica zagadałaby Tawułową Łapę na śmierć, okazując swą wdzięczność w związku z prezentem.
Tawuła niemalże natychmiast odpowiedziała na wezwanie niebieskiej szylkretki; w zaledwie kilka sekund znalazła się u jej boku, opuszczając legowisku uczniów.
– Dzień dobry, Pchełkowy Skoku – odparła miło, obdarowując starszą kocicę przyjaznym uśmiechem. Dzisiejszego dnia zdecydowała się nie ozdabiać swojego pyszczka barwnikami; jedynie końcówkę ogona zamoczyła w szkarłacie, który przechowywała w łupinie orzecha. – Chyba... Chyba jestem gotowa! – Mimo dziwnego uczucia w żołądku, najpewniej spowodowany stresem w związku z tyloma zmianami w krótkim czasie, Tawuła czuła również podekscytowanie na myśl, że z dniem dzisiejszym zaczyna trening z szylkretką. Cieszyła się, że będzie mogła poznać bliżej Pchełkowy Skok, jak i dowiedzieć się, być może właśnie od niej samej na temat relacji Jastrzębiego Zewu oraz Pikującej Jaskółki. Bo w końcu jako córka karmicielki powinna wiedzieć, dlaczego jej mama nie przepadała za zastępczynią, której to wujek taty ufał. Bo jeśli by jej nie ufał, nie zdecydowałby się ją mianować na swojego zastępcę.
– T-to dobrze. Twoi tatusiowe pokazali ci wszystkie zakamarki naszego obozu, p-prawda? – Tawuła przytaknęła. Doskonale znała rozkład pomieszczeń obozowiska, wliczając w to pomniejsze szczeliny, w które jako malutki kociak się wściskała podczas zabaw. – W takim razie, co powiesz na mały spacer poza obozem, wzdłuż plaży? N-na rozgrzewkę, przed wprowadzeniem do polowania i zapoznaniem cię z resztą naszych terenów. Zejdziemy wzdłuż klifu, na sam jego dół i przez chwilę pospacerujemy na plaży, co ty na to?
– A możemy udać się na Złote Kłosy? – spytała nieśmiało, przypominając sobie opowieść Wiecznej królowej na temat złotych terenów oddzielających Klan Klifu od Betonowego Świata. Opis zbóż, które mieniły się w promieniach słońca porą opadających liści, brzmiał przepięknie, aż tak, że Tawuła pragnęła go zobaczyć na własne oczy. Co prawda do pory opadających liści było jeszcze trochę czasu, jednak chciała zobaczyć, jak te tereny wyglądają również w tej chwili, nawet jeśli złote teraźniejszą porą były jedynie w nazwie.
– O-obawiam się, że to dla ciebie za wcześnie. Złote Kłosy nie są odpowiednim miejscem dla młodego ucznia; łatwo wpaść na samotników lub Dwunożnych. M-mama, to znaczy Jastrzębi Zew opowiadała ci o nich, prawda?
Tawuła nieco się nadąsała, żałując, że w tej chwili nie może zostać zabrana przez mentorkę do upragnionego miejsca. Mimo to w odpowiedzi na pytanie przytaknęła, dodając, że również ojcowie na temat Złotych Kłosów snuli przeróżne opowieści, gdy była małym kociakiem. I właśnie dlatego, nawet jeśli wiedziała, że nie było to odpowiednie miejsce dla dwudniowego ucznia, pragnęła na własną łapę zobaczyć je, aby przekonać się, ile w tych opowieściach było prawdy.
– W takim razie niech będzie plaża. Będę mogła poszukać bursztynów? Albo popatrzę na kraby, nim wojownicy na nie zapolują. Podobno śmiesznie się poruszają, zanim kończą jako piszczki.
Obie kotki wyszły na zewnątrz jaskini. Tawuła została zmuszona do zmrużenia oczu, gdy promienie wiosennego słońca spoczęły na jej pysku, a morski wiatr zmierzwił futerko. Powoli stawiała kroki za mentorką, wzdłuż ścieżki, gdy jej wzrok skierował się ku dołowi. To był błąd.
Być może biała uczennica byłaby w stanie podziwiać ten przepiękny widok, który Klan Klifu miał na wyłączność, gdyby nie lęk wysokości.
Kotka instynktownie wysunęła pazury, wbijając je wydeptaną ścieżkę na zboczu klifu, nie decydując się ruszyć nawet o centymetr. Serce przyspieszyło bicia, a w jej uszach rozbrzmiał donośny szum krwi, zagłuszający szum fal rozbijanych o klify oraz głos Pchełkowego Skoku. Wystarczyła chwila niepewności, strach wymalowany na pysku młodej uczennicy, by mentorka zarządziła powrót do obozu, co niekoniecznie odpowiadało Tawule. Mimo to, gdy tylko ponownie znalazła się w legowisku uczniów, z ulgą wtuliła pysk w mech i mewie pierze znajdujące się na posłaniu.
Przyszła wojowniczka starała się ignorować fakt, że jej rodzeństwo bez problemu ruszyło w teren ze swoimi mentorami. Tawule pozostawało albo korzystać z dodatkowego wyjścia, w domyśle ewakuacyjnego, ewentualnie spróbować przezwyciężyć swój lęk. Zdecydowała się na to drugie rozwiązanie, jednak wymagało ono czasu, małych kroczków i dogodnych warunków.
Mocniej wcisnęła pysk w posłanie, w dodatku zakrywając głowę przednimi łapkami. Prychnęła, przeklinając w myślach pierwszego założyciela klanu, który uznał, że świetnym rozwiązaniem będzie wyjście z obozu prowadzące wzdłuż stromego klifu, z którego z łatwością można było spaść i trafić wprost na Srebrzystą Skórę.

<Mentorko?>
[trening: 792 słów]

[przyznano 16%]

27 listopada 2025

Od Tawuły (Tawułowej Łapy) Do Judaszowcowej Gwiazdy

*czasy kocięce, jeszcze, gdy Jagienka (Jagnięca Łapa) była w niewoli*

Kolejny raz próbowała zakraść się do Jagienki. Tatusiowie bylo zajęci, tak samo wieczna królowa. Nic nie stało na przeszkodzie, aby Tawuła poznała wersję wydarzeń sprzed, jak i w trakcie przebiegu wojny z pyska więźniarki. Być może, gdyby nie jej białe futro, które raziło po oczach, z łatwością przemknęłaby pomiędzy kocienią, a pomieszczeniem, w którym przebywała ruda kocica. Niestety kolejny raz jej wyprawa została udaremniona przez kota. Tawuła kilkukrotnie miała okazję widzieć Źródlaną Łunę. Wiedziała, że kotka nie ma łapy, tyle że tylnej. Była taka, jak Jastrzębi Zew. No prawie. Różniły się. I to bardzo. Jastrzębi Zew miała problemy z poruszeniem, a Źródlana Łuna z łatwością poruszała się o trzech łapach. Obie były poranione, jednak pysk niebieskiej wzbudzał w Tawule niepokój, w szczególności brak oka. Zignorowała to co mówi do niej "ciotka" i bez zastanowienia dopadła do brązowej łapy kota, który podszedł od tyłu do kocięcia. Wcisnęła pysk w krótkie futro i przymknęła oczy, nie decydując się odwrócić i spojrzeć w pysk Źródlanej Łuny. Może jak będzie starsza, nie będzie się bała kocicy. W końcu zamiast jej się bać, powinna jej współczuć straty kończyny i oka. Jeśli dobrze pamiętała to co mówił tato na temat wojny z Klanem Wilka, Źródlana Łuna była jednym z kotów, który podczas niej został ranny. To właśnie wtedy musiała stracić częściowo wzrok i tylną łapę.
– Tawuła? Co ty tu robisz?
Serce podeszło kociakowi do gardła, kiedy zdała sobie sprawę do czyjej łapy się przytula. Judaszowcowa Gwiazda, brat babci, zaintrygowany przypatrywał się kociakowi, który zamiast go puścić, skrył się pomiędzy jego łapami.
– S-szukam kryjówek do zabawy w chowanego... – Położyła się na kamiennej posadzce. – I chciałam zadać pytanie Jagience... Tata mi opowiedział o wojnie i nakazał do niej nie chodzić, ale... – Urwała, zerkając w kierunku niebieskiej kocicy. – Czy Źródlana Łuna może sobie pójść? – miauknęła nieśmiało, mając nadzieję, że nie rozgniewa lidera swoją prośbą. Widziała, że niebieska była jego córką. Jednak jej pysk nie był czymś na co Tawuła chciała się patrzeć, nawet przypadkowo. Położyła po sobie uszy, czekając na odpowiedź kocura, chociaż była pewna, że brązowy ją skarci; za wymknięcie się z kociarni, rozmowy z więźniarką i strach przed jego własną córką.


<Judaszu?>

Od Tawuły (Tawułowej Łapy) Do Mniszkowego Nektaru

*czasy kocięce*

Tawuła trzymała w swoich łapach bursztyn, który otrzymała od jednego z ojców. Uśmiech nie schodził z jej pyska, ilekroć spoglądała na komara, który tkwił w żywicy. Nie mógł jej ugryźć, nie wypije jej krwi. Nie skrzywdzi jej rodzeństwa. Przytuliła do mordki złoty kamyk, który był jej największym skarbem.
Do kociarni zajrzało kilka kotów. Wśród nich znajdował się Mniszkowy Nektar. Kocur miał zielone oczy, w podobnym kolorze co Jastrzębi Zew. Oni chyba byli rodzeństwem... Chyba. Rozświetlona Skóra kiedyś jej opowiadał o pokrewieństwie kotów w klanie, jednak, gdy biała spoglądała na liliowego kocura, nie była pewna czy tato nie zrobił sobie z niej żartów. Kocur nie miał szylkretowego futerka, jak królowa, ani rudego, ani burego. Poza tym, uszy kocura były normalne. A rodzeństwo zazwyczaj miało przynajmniej dwie wspólne cechy wyglądu!
Pochwyciła w pyszczek bursztyn i razem z nim zbliżyła się do Jastrzębiego Zewu i Mniszkowego Nektaru. Oba koty pochłonięte były rozmową o zmianach, które nastały w klanie i dopiero po upływie kilkunastu uderzeń serca zorientowali się, że Tawuła przysłuchuje się ich rozmowie.
– A to niespodzianka... Zazwyczaj nie zbliża się do obcych... – Na pysku Jastrzębiego Zewu pojawił się uśmiech, gdy Tawuła zrobiła krok w stronę liliowego kocura.
– Przecież nie jestem obcy – mruknął kocur, by nachylić się do kocięcia. – Hm? Co tam masz?
– Bursztyn. – Podsunęła kocurowi kamyk. – Dostałam go od taty. Ładny, prawa? To mój skarb. – wytłumaczyła kocurowi, będąc dumna z prezentacji swojego prezentu. – Dlaczego twoje uszy są normalne, a nie wywinięte i zakończone futerkiem? Jesteście rodzeństwem, prawda? – Przeniosła spojrzenie z kocura, na wieczną karmicielkę, z nadzieją, że jeśli on jej nie wytłumaczy, to zrobi to bura.


<Wuju Mniszku?>

Od Tawuły (Tawułowej Łapy) Do Ćmiego Księżyca

*czasy kocięce*

Tawuła wraz z rodzeństwem została zabrana przez ojców na spacer po obozie. Zaciekawiona rozglądała się po jaskini, starając się zapamiętać rozmieszczenie wnęk oraz legowisk. Mroźny Wicher i Rozświetlona Skóra pokazali swym dzieciom lecznicę, w której znajdowała się ślepa kotka - ciotka trójki kociąt. Tawuła z zaciekawieniem spoglądała się w zamglone oczy Ćmiego Księżyca, zastanawiając się czy faktycznie jej nie widzi. Może tylko udawała?
Kociak wzdrygnął się, gdy głowa niebieskiej kocicy spojrzała w jej kierunku, kiedy zahaczyła ogonem o drewniane naczynie, w którym znajdowały się uschnięte zioła. Tawuła nastroszyła futerko i wygięła grzbiet. Mroźny Wicher dostrzegając reakcję kociaka cicho się zaśmiał.
– Nie widzi cię, ale czuje i słyszy – miauknął cicho, nachylając się do kociaka, który nic z tego nie rozumiał. Skoro jej nie widziała, nie powinna "spojrzeć" w jej kierunku! – Ma lepiej rozwinięty słuch i węch niż nie jeden wojownik...
– Czyli nie widzi mnie oczami, ale widzi mnie przez nos i uszy?
– Coś w tym rodzaju.
Tawuła przekręciła łebek w kierunku niebieskiej kocicy, która w międzyczasie wdała się w rozmowę ze swoim bratem, a ojcem Tawuły. Mroźny Wicher zbliżył się do Promyk, upominając ją, aby nie ruszała żadnych ziół. Tawuła zerknęła w kierunku brata, który ruszył naprzód w ślad za Promykiem. Tawuła powoli ruszyła naprzód, znikając w głębi legowiska. Podeszła do kamiennej półki, na której znajdowała się zielona papka. Ostry zapach ziół sprawił, że Tawuła kichnęła.
– Tawuła, nie ruszaj tego. Słońce, odłóż ten liść... – Mroźny Wicher co krok nakazywał potomstwu niczego nie dotykać, jednak ciekawość kociąt zwyciężyła. W końcu, byli po raz pierwszy w lecznicy! Przynajmniej o własnych nogach.
Tawuła z grymasem na pysku odsunęła się od skalnej półki. Gdy niebieskooki upominał dwójkę kociąt, biała kotka ruszyła w kierunku białego kocura i niebieskiej kocicy.
– Ćmi Księżycu... – miauknęła, zwracając tym samym uwagę medyczki, która poruszyła uchem i schyliła pysk w stronę kociaka. – Czy możesz naprawić łapę Jastrzębiego Zewu?


<Ćmo?>

Od Tawuły (Tawułowej Łapy)

Jastrzębi Zew w niezbyt delikatny sposób czyściła białe futro swego kociaka. Tawuła mimo, że próbowała siedzieć grzecznie, niecierpliwiła się podczas bezczynnego siedzenia, a na jej pysku pojawiał się grymas, gdy Wieczna Królowa targała ją szorstkim językiem po krótkiej sierści.
– Skąd ci to się wzięło... – prychnęła, starając się pozbyć plan z jagodowego soku zmieszanego z krwią zwierzyny. – Mówiłaś, że lubisz kolor swojej sierści, więc dlaczego brudzisz się w barwnikach? Spójrz, nie ważne ile szoruję cię językiem, czerwień nie schodzi...
– Sama się umyję – wymruczała Tawuła, gdy matka ponownie przejechała językiem po jej głowie. Część futra nieznacznie się uniosła, tworząc na czubku głowy kociaka grzebień. – J-jastrzębi Zewie...
– Cicho. Nie pozwolę, aby Pikująca Jaskółka miała kolejny powód do szydzenia ze mnie. Jutro będziecie mianowani, pamiętasz? Macie się dobrze prezentować, aby utrzeć jej nosa. Twoi ojcowie też by tego chcieli.
– Dlaczego się nie lubicie? – spytała. Jastrzębi Zew mocniej potarła językiem po białej sierści. – Pikująca Jaskółka jest zastępczynią, wujek taty jej ufa i ją lubi... Au! – Odskoczyła od karmicielki.
– Tawuła! – zawołała królowa. Tawuła miała przewagę, miała sprawne wszystkie łapy. Specjalnie odskoczyła od karmicielki, aby jej ponownie nie dopadła i nie szorowała szorstkim językiem.
Biała kotka spojrzała się na matkę spode łba, po czym owinęła ogon wokół siebie i sama przystąpiła do pielęgnacji własnej sierści. Potrafiła sama się czyścić. Mogła odciążyć królową chociaż w tej czynności, widząc, że trudno było jej się poruszać. Poza tym nie chciała być szarpana.
– Mówiłam... Potrafię sama się umyć... – miauknęła, gdy skończyła lizać swój grzbiet. Czerwień rozjaśniła się na końcach futra i wyglądała na jasny róż niż na szkarłat. – Dlaczego nie lubisz Pikującej Jaskółki? – szepnęła, nie chcąc sprawiać kłopotów mamce. Kotka nie raz starała się zniechęcić Tawułę i jej rodzeństwo do kremowej kocicy. Tawuła nie miała jej nic do zarzucenia. Zastępczyni wydawać by się mogło była lojalna wobec klanu i pomagała w rządzeniu brązowemu liderowi. Czyżby chodziło o jakiś uraz z przeszłości? Podobnie, jak tata Rozświetlona Skóra nie lubił Jagnięcej Łapy? Czy może kremowa naprawdę była złym kotem, a Jastrzębi Zew jako pierwsza po prostu to odkryła, i pragnęła ustrzec przed nią kocięta?

~~~

Mimo, że wspólnie z rodzeństwem opuściła kociarnie, na moment oddaliła się od nich, udając się do wcześniej przygotowanej łupiny zawierającej czerwony barwnik. Ostrożnie zanurzyła w nim swoją małą łapkę, tworząc czerwoną skarpetkę. Część czerwonego barwnika znalazło się na ogonie kocicy. Pod okiem stworzyła czerwoną linie, która przechodziła przez bok i część grzbietu i łączyła się z pomalowanym ogonem. A na zakończenie swej stylizacji odcisnęła swoją łapkę wokół lewego oka, której czerwień na krańcach była rozmazana. Po skończonej stylizacji na szybko, przedarła się przez tłum i prześlizgnęła się do swojego rodzeństwa. Wręcz czuła, jak Jastrzębi Zew wywierca jej dziurę w plecach. Dekoracje, które zrobiły jej ciało były jej częścią i chciała wraz z nimi zrobić krok w kierunku dorosłości. Trudno, że zawiodła mamkę. Może chociaż Pikująca Jaskółka doceni jej twórczość. Judaszowcowa Gwiazda zwrócił się do potomstwa siostrzeńca, które stało wyczekując przemowy starszego.
Brązowy zwrócił się do białej kocicy, a Tawuła zauważyła, że jego źrenice się rozszerzyły, kiedy skupił spojrzenie na przyszłej wojowniczce. Może jemu również nie przypadła do gustu stylizacja kotki?
– Tawuło, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Tawułowa Łapa. Twoim mentorem będzie Pchełkowy Skok. Mam nadzieję, że Pchełkowy Skok przekaże ci całą swoją wiedzę.
Biała kotka przeniosła spojrzenie z Judaszowcowej Gwiazdy, spoglądając w kierunku niebieskiej szylkretki, która na dźwięk swojego imienia wystąpiła z tłumu, stając przed córką Rozświetlonej Skóry. Mimo, że przez cały ten czas podczas ceremonii Tawuła czuła się nieswojo pod spojrzeniami pobratymców, uśmiechnęła się kiedy zdała sobie sprawę, że jej mentorem będzie kot, z którym dzieliła aż trzy cechy: wywinięte uszy, w dodatku zakończone pędzelkami oraz intensywny zielony kolor oczu. Brakowało jeszcze tylko krótkie ogonka do kompletu, bo jeśli chodziło o kolor futra, Tawuła przepadała za śnieżnobiałą bielą, identyczną jak u taty i babci. Nie zamieniłaby jej na żaden inny odcień. A to, że czasami ją dekorowała to była zwyczajna zabawa i chęć dania upustu kocięcej wyobraźni.
– Pchełkowy Skoku. – Tym razem wujek taty zwrócił się do szylkretki. – Jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swoich mentorów, Jastrzębiego Zewu oraz Mirtowego Lśnienia doskonałe szkolenie i pokazałaś swoje oddanie względem klanu. Będziesz mentorem Tawułowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Tawuła poruszyła uchem zaciekawiona, gdy dowiedziała się, że wieczna królowa była kiedyś mentorem jej własnej mentorki. Może dzięki niej dowie się naprawdę co zaszło między Jastrzębim Zewem, a Pikującą Jaskółką? Wpatrywała się w pysk szylkretowej kocicy, która bez większych emocji spoglądała na swoją podopieczną, by w końcu zetknąć się z nią nosem.
Teraz Tawułowej Łapie pozostało uczęszczać na trening ze swoją mentorką, a jeszcze wcześniej pamiętać o przeniesieniu kolekcji kamieni z kociarni do nowego legowiska.


Trening wojownika – 785 słów

[przyznano 16%]

23 listopada 2025

Od Tawuły

Skrzydło okazał się być wspaniałym kompanem zabaw; gdy kocur spał, Tawuła udzielała się artystycznie na jego białej sierści dekorując ją sokiem z owoców wymieszanej z krwią zwierzyny, zazwyczaj wtedy, gdy na jej futrze nie było już ani jednego białego włosa, którgo mogłaby zabarwić. A kiedy się budził, będąc cały udekorowany czerwonymi łapkami, ganiał ją po całym żłobku, wrzeszcząc wściekle, że jak ją tylko dopadnie, to będzie martwa. Oczywiście nie mówił tego na serio, a poza tym wystarczyło go udobruchać kolekcją znajdziek Tawuły, która z księżyca na księżyc się powiększała. Mimo to bursztyn otrzymany od ojca był jej największym skarbem, którego nie decydowała się oddawać w cudze łapki.
Kocur pomógł jej się nieco otworzyć, jednak Tawuła wciąż była wycofana do obcych kotów, w szczególności starszych, których pyski udekorowane były zmarszczkami. Wyglądali groźnie, nie licząc babci Bożodrzew. Przynajmniej w oczach Tawuły starsza wydawała się miła, kiedy razem z Rozświetlona Skórą, Mroźnym Wichrem, Słońcem oraz Promykiem odwiedzali starszą w starszyźnie. Czując przypływ odwagi, Tawuła postanowiła wdrapać się na grzbiet starszej i zwinąć w kłębek, mając nadzieję, że uda jej się zlać z futrem starszej. Mroźny Wicher przeprosił za córkę, ściągając ją z grzbietu teściowej, która zaskoczona zachowaniem jednego z potomków, wydała z siebie prychnięcie, mające w domyśle przywołać kociaka do porządku.
– Chciałam się pobawić z babcią... – miauknęła Tawuła, nie rozumiejąc, że nie była już takim małym kociakiem, którego z łatwością mogły dźwigać starcze plecy. Dobrze odżywiona ważyła o wiele więcej niż księżyce temu, gdy była małym, białym, ślepym szczurkiem.
– Możecie pobawić się w coś innego... Bożodrzewny Kaprys może opowiedzieć ci bajkę, wam wszystkim, o ile nie będziecie po niej skakać...

~~~

– Miałam rację! Jagienka nie była i nie jest złym kotem! – miauknęła w przestrzeń, do nikogo konkretnego. Być może postanowiła swoje myśli ogłosić całemu światu. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że kocica, będącą jeszcze chwilę temu więźniem, została asystentką medyka. Ciocia Ćma musiała jej ufać na tyle, aby zdecydować się ją przyjąć jako swoją uczennicę i towarzyszkę w legowisku medyków. No i również Judaszowcowa Gwiazda, może nawet sam Klan Gwiazdy do niego przemówił w tej sprawie, aby uwolnić rudą z niewoli.
Jedynie tata wydawał się nie być zadowolony z tej decyzji, gdy lider ogłosił podczas przemowy, że Jagienka, zwana z dniem dzisiejszym Jagnięca Łapa zasili grono medyków. Kiedy Tawuła wraz z rodzeństwem udawała się na okresowe badania, Rozświetlona Skóra zawsze był obok, tak w razie czego. Pilnował, aby jego pociechom nic złego się nie stało, nawet jeśli podchodziło to trochę pod paranoję białego kocura.
Tawuła wpatrywała się z zainteresowaniem w nową medyczkę, ciesząc się, że może jej się dokładniej przyjrzeć. Posłusznie wykonywała polecenia asystentki medyczki, przynajmniej do czasu, gdy na pysku kocicy pojawił się trudny do odgadnięcia wyraz. Tawuła zmartwiona, że może jest chora usiadła, oczekując na diagnozę, jednak zamiast podzielić się z kociakiem informacjami, Jagnięca Łapa podeszła do Ćmiego Księżyca, chwilowo zostawiając kocięta same sobie.
– [...] Tawuła to kotka... Prawda? [...]
Zaciekawiona rozmową starszych kocic, którą nie była w stanie w pełni usłyszeć, zeskoczyła z kamiennego podwyższenia, lądując przy tym na brzuchu z powodu źle ocenionej odległości.
– Tawuła, co ty wyrabiasz – miauknęła Promyk, nachylając się do siostry znajdującej się na podłodze. – Tata powiedział, że mamy być grzeczni, bo Judaszowcowa Gwiazda i Klan Gwiazdy się na nas zezłoszczą, jeśli będziemy psocić w lecznicy!
– M-myślałam, że podłoga jest bliżej... – jęknęła. Miała nadzieję, że nie zrobiła sobie nic w brzuszek czy łapki podczas upadku. Podniosła się z kamiennej posadzki i się otrzepała. – A ty od kiedy słuchasz się taty, co? – spytała, przybierając nadąsany wyraz pyska, gdy największe żywe srebro w miocie wytknęło Tawule złe zachowanie. Nie upadła przecież celowo. Nie lubiła upadać.
– Rozświetlona Skóro, możesz do nas podejść?
– Hm? – Na pysku kocura pojawiło się zmartwienie, gdy medyczka się do niego zwróciła. Wyminął kocięta, rezygnując z przywołania ich do porządku.
Tawuła zapomniała o podsłuchaniu rozmów starszych, decydując się na swego rodzaju zabawę z siostrą, która raz za razem pacała ją łapką w głowę, gdy ta stojąc na tylnych łapach oparła się całym ciałem o kamień, na którym brązowa szylkretka siedziała. Przynajmniej nie rozniosły lecznicy podczas tej kocięcej zabawy, pamiętając o tym, aby nie dotykać niczego, no chyba, że medyczki powiedziałyby inaczej. A nikt nie wspominał o tym, że nie można było się nawzajem pacać łapkami po głowach w lecznicy.