Tawuła nie była do końca zadowolona z propozycji ojca. Nie, żeby jej przeszkadzało udanie się razem z Ćmim Księżycem, aby zebrać zioła, jednak chodziło o miejsce, w którym ów zioła rosły. Biała kotka przełknęła ślinę, a jej krótka sierść z lekka się nastroszyła. Wątpiła, że te zioła, po które miała zamiar udać się medyczka, rosły jeszcze w innym miejscu niż w szczelinach klifu.
– P-pomogę cioci Ćmie... – miauknęła, starając się sprostać wyzwaniu, jakie przed nią postawił ojciec. W końcu chciała przezwyciężyć swój lęk oraz być przydatna w klanie. Łapa za łapą, kroczek za kroczkiem i lada moment na pewno zostanie mianowana przez Judaszowcową Gwiazdę!
– Zuch dziewczyna! – miauknął Rozświetlona Skóra, obdarowując córkę dumnym spojrzeniem. Zniżył głowę i dotknął jej barku nosem w geście dodania otuchy. Musiał widzieć, że Tawuła była pełna obaw, jednakże docenił jej poświęcenie.
Biały kocur oddalił się wraz z Pchełkowym Skokiem, a Tawuła powoli ruszyła za Ćmim Księżycem w kierunku wyjścia. Gdy tylko wyściubiła mordkę na zewnątrz, silny podmuch wiatru uderzył ją w pyszczek, a słonawy morski zapach wypełnił jej nozdrza. Przeniosła spojrzenie na Ćmi Księżyc, która bez większych trudności zaczęła przemieszczać się w dół wzdłuż zbocza. Tawuła przez dłuższą chwilę wpatrywała się w błękit morza, nie decydując zbliżyć się do krawędzi.
"Dam radę... Ćwiczyłam przecież z Pchełkowym Skokiem... Nie patrz w dół... Nie patrz w dół".
Tawułowa Łapa zmrużyła nieco oczy, chcąc ograniczyć pole widzenia w taki sposób, aby miała jedynie przed sobą ścieżkę, Ćmi Księżyc oraz ścianę klifu. Potruchtała do medyczki, która w tym samym momencie stanęła na tylnych łapach i wyciągnęła głowę w kierunku zioła rosnącego na zboczu.
"Jedno zielsko z głowy..."
***
Niedługo po akcji z oneshot'a; jeszcze Porą Opadających Liści
Tawułowa Łapa uderzyła ogonem o posadzkę, odprowadzając spojrzeniem Pikującą Jaskółkę. Była wściekła, zarówno na siebie, jak i na zastępczynię. Dlaczego kremowa musiała wejść do legowiska medyków, gdy Tawuła się w nim znajdowała i próbowała znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Czy kremowa usłyszała o tym, że Tawuła się różni od pozostałych kocic żyjących w klanie? W dodatku biała sama przyczyniła się do dania pożywki zastępczyni i kolejnego powodu do nabijania się z Jastrzębiego Zewu.
"No proszę, nie tyle, co jesteś kaleką, ale w dodatku taką, która wydała na świat dziwoląga"
Zielonooka położyła po sobie uszy. Wlepiła w spojrzenie w swoją ciotkę, która siedziała niedaleko niej, jak i Jagnięcej Łapy. Uczennica medyka dotknęła końcówką ogona barku młodej uczennicy wojownika. Tawułowa Łapa miała tyle pytań do medyczek, jednak zdecydowała się przemilczeć. Wiedziała, że nie uzyska odpowiedzi, które by ją usatysfakcjonowały.
Czy tego chciała, czy też nie, była w pewnym sensie wyjątkowa. Jednak ta jej wyjątkowość mogła bardzo mocno wpłynąć na jej przyszłość, w szczególności na relację z innymi kotami.
Widok czarno-białego pyska Skrzydlatej Łapy w zaledwie sekundę wywołał na białej mordce Tawuły uśmiech. Biała uczennica skinęła głową w podzięce do rudej kocicy, po czym podniosła się i zbliżyła do łaciatego, który wydawał się bardziej przejęty jej wizytą u medyków niż Tawuła. Przynajmniej z pozoru.
– No i? Jaka diagnoza?
– Miałeś rację, Skrzydlata Łapo – westchnęła. – Ale również się myliłeś. Jestem kotką, ale również jestem kocurem. Tak samo nie jestem kotką, ale również nie jestem kocurem. Co prawda bliżej mi do bycia kotką, jednak... – urwała, dostrzegając, że jej towarzysz nic nie zrozumiał z tego, co mu powiedziała.
– Chwila... jak to jesteś, ale też nie jesteś kotką... – miauknął zdezorientowany, pomijając drugą część zdań. – Przecież to niemożliwe...
– A jednak! Różnię się od innych kotów. A-ale poza tym jest wszystko dobrze. Jagnięca Łapa powiedziała, że jeśli coś mnie zaniepokoi lub będzie mnie coś bolało to mam czym prędzej do niej przyjść. Jednak wszystko jest dobrze, chyba... Przynajmniej na razie.
Skrzydlata Łapa wpatrywał się w białą kotkę, która z nerwów zaczęła grzebać łapką w małym wgłębieniu w skale. Kocur odwrócił się do Tawuły plecami, po czym ruszył w całkowicie przeciwnym kierunku.
Tawuła westchnęła i wlepiła spojrzenie w swoje przednie łapki, na których sierść mieniła się wyblakłym szkarłatem oraz osiadł na nich skalny pył.
Pozostawało jej porozmawiać z ojcami oraz rodzeństwem. Na dobrą sprawę Judaszowcowa Gwiazda chyba również powinien o tym wiedzieć. Była ciekawa czy brat babci przez swoją wiarę w Gwiezdnych zacznie się w Tawule doszukiwać jakiegoś znaku od przodków lub też złego omenu. A może będzie miał tę całą sprawę w nosie? W końcu miał tyle innych ważnych spraw na głowie jako lider i był stary, a młody uczeń, który okazał się kotocurem to na dobrą sprawę nic takiego!
Pod łapy Tawuły został podsunięty niewielkich rozmiarów krab. Kotka uniosła spojrzenie na Skrzydlatą Łapę, który ponownie szturchnął nosem przyniesioną piszczkę. Kocur się wyprostował, dając znać, aby uczennica się posiliła.
Czyżby usłyszał jej burczenie brzucha z głodu i stresu? Najprawdopodobniej!
[766 słów do treningu wojownika]
koniec sesji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz