Po ceremonii pogrzebowej Centuriowej Łapy
Fląderka skuliła się z powrotem na legowisku w lecznicy, w której miała spędzić kolejne wschody słońca, aż rana na jej boku się nie zagoi.
Zwinęła się w kłębek, starając się jak najmocniej przycisnąć głowę do swojego brzucha, próbując ukryć swoje zaczerwienione oczka przed wścibskimi spojrzeniami.
Do jej uszka dochodziły rozmowy kotów, które również trafiły do leczniczy lub wcześniej w niej już przebywały, jednak głos Gąbczastej Perły oraz Różanej Woni były najbardziej donośne na tle pozostałych.
– Fląderko, nie możesz spać w tej pozycji – westchnęła starsza medyczka, wpatrując się w odrzutka. – Spójrz. Zsunął ci się opatrunek...
Fląderka wyprostowała się i wlepiła spojrzenie w opatrunek z alg, który znalazł się w kącie posłania. Zwiesiła łebek, cicho przepraszając Różaną Woń za to, że dodawała jej roboty. Starsza kocica kolejny raz westchnęła, tym razem jeszcze głośniej.
W trakcie wymiany i ponownego nałożenia opatrunku wytłumaczyła, w jakiej pozycji Fląderka powinna spać, aby nie podrażnić rany. Czekotka skinęła łebkiem, starając się zapamiętać słowa głównej medyczki.
W końcu nie chciała zbyt dużo czasu spędzić w lecznicy. Nawet jeśli nie była uczniem, a odrzutkiem, to musiała być gotowa do pomocy w dostarczeniu ryb do obozu.
Bo jak nie ona to kto? Była przecież jednym, jedynym odrzutkiem w klanie.
Nim zasnęła, pomodliła się o to, aby jej siostra, a właściwie jej dusza, została dobrze przyjęta na Srebrnej Skórze.
***
Teraźniejszość
Klekocząca Łapa został uczniem medyka. Książę na dobre zadomowił się w legowisku medyków, w którym przebywały dwie członkinie królewskiego rodu. Nie licząc oczywiście chorych i Fląderki, na której to często młody książę ćwiczył opatrywanie kończyn. Fląderka w ciszy przyglądała się, jak medyczka instruuje terminatora i naucza go skomplikowanych nazw roślin.
– Wr... wrotycz – powtórzyła cichutko, sama do siebie, gdy udało jej się podsłuchać jakiej nazwy uczy młodego księcia Różana Woń.
Wszystkie z czterech łapek Fląderki były opatrzone, tak samo, jak rana na jej boku, jednak jedynie tylko pod nią faktycznie znajdował się ślad po pazurach. Podobno zagoi się, ale przez jej krótkie futerko w tym miejscu, rana mogła do końca jej życia być widoczna. Piętno przypominające jej o stracie Centuriowej Łapy zawsze będzie tuż przy niej, będzie jej towarzyszyło aż do śmierci.
– G-gąbczasta Perło – zwróciła się do kotki, której futerko kręciło się we wszystkie możliwe strony. – Księżniczko Gąbczasta Perło – poprawiła się, pamiętając o tym, jaką wagę do odpowiedniego nazewnictwa kotów przykładała zmarła szylkretka. – Czy mogłabyś mi pomóc zdjąć ten opatrunek do ćwiczeń z wszystkich łapek? Muszę wyjść na zewnątrz, za potrzebą, a nie chce go ubrudzić od błota i śniegu... – miauknęła nieśmiało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz