Wełnista Łapa odprowadziła spojrzeniem czarnego kocura, który w zaledwie uderzenie serca zlał się ponownie z otaczającym ich mrokiem. Przeniosła spojrzenie w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał, aż w końcu sama ruszyła z powrotem do obozu, mając głowę pełną pytań i niepewności. Powolny krok zmienił się w trucht, a w końcu w bieg.
Mglisty Sen na pewno jej nie okłamał, jednak ciężko było jej zrozumieć istnienie tego całego kultu, o którym wspomniał uciekinier. Jak można było czcić Mroczną Puszczę? To brzmiało niczym żart, jednak ton i wyraz kocura w trakcie rozmowy zdradzał, że wojownikowi nie było do śmiechu. W dodatku ostrzegł ją przed jego własnym uczniem, Wilgową Goryczą? Co prawda bury różnił się z charakteru od starszego wojownika, jednak Wełnista Łapa nie chciała od razu spisywać go na straty. Co, jeśli jednak bury kocur należał do kultu i oddawał cześć Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? Nie wyglądał na takiego, jednak Wełnista Łapa go nie znała, aż tak dobrze, jak czarny.
"Czy skoro w Klanie Wilka władzę sprawują koty czczące Mroczną Puszczę, to znaczy, że w Klanie Nocy również oddają cześć Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd? W końcu są sojusznikami..."
Te i wiele innych myśli oblepiły umysł koteczki. Wełnista Łapa zamierzała dochować tajemnicy, nie decydując się narazić Mglistego Snu oraz jego towarzyszy na niebezpieczeństwo. Chociaż, gdyby udało jej się poinformować Króliczą Gwiazdę oraz Zawodzące Echo, jak i sojusznicze społecznościowych, może by udało im się wspólnie zapewnić bezpieczeństwo i nietykalność ze strony żądnych zemsty kultystów?
Nie mogła jednak działać pochopnie bez wiedzy Mglistego Snu.
Przymknęła oczy, żałując, że nie mogli porozmawiać dłużej. Nie widziała, kiedy uda im się kolejny raz spotkać, jednak nie miała zamiaru siedzieć bezczynnie.
Od ich spotkania, co jakiś czas samotnie zapuszczała się w okolicę mostu na poboczu i chowała trochę zerwanych ziół, chcąc przynajmniej w taki sposób wesprzeć czarnego kocura i rannych wojowników. Była medykiem, a nawet jeśli nim by nie była, nie mogła przejść obojętnie wobec kotów, które potrzebowały wsparcia, nawet kogoś tak słabego, jak Wełnista Łapa. Przynajmniej tyle mogła zrobić, mając nadzieję, że kocur odnajdzie upominek, gdy jego łapy ponownie zaprowadzą go na tereny Klanu Burzy.
***
Po zgromadzeniu, kolejne spotkanie z Wilgową Goryczą, Pora Nagich Drzew
Po raz pierwszy wdrapała się na drzewo. Nic dziwnego, że nie potrafiła z niego zejść z powrotem na dół. Uczepiona pnia spoglądała na postać znajdującą się u podnóża drzewa.
– Nie widziałem, że w Klanie Burzy ćwiczycie wspinaczkę na drzewa – miauknął bury kocur, opierając się przednimi łapami o pieniek.
– B-bo nie ćwiczymy... – wymamrotała Wełna, składając w myślach modlitwę do Klanu Gwiazdy. Mimo że Wilgowa Gorycz przez cały czas znajdował się u podnóża drzewa, doskonale zdawała sobie, że gdyby kocur chciał, mógłby w zaledwie uderzenie serca znaleźć się na gałęzi tuż nad nią. Czy bury należał do tego całego kultu, o którym wspomniał Mglisty Sen? Prawdopodobnie tak, skoro pozostał w klanie i wierzył słowom Nikłej Gwiazdy, i w dodatku od kilku wschodów słońca nachodził Wełnistą Mszycę. – C-czego ode mnie chcesz...
– Niczego. Przyszedłem porozmawiać. Znowu. W końcu chciałaś nas, Wilczaki, poznać, prawda? – spytał. Wycofał się i usiadł na ziemi, po czym owinął ciasno swój puchaty ogon wokół łap. – Nikła Gwiazda nie żyje.
– Dlaczego mi to mówisz? – spytała, nie rozumiejąc, jak powinna zareagować na tę informację.
– Mamy nowego lidera. Na kolejnym zgromadzeniu przekonasz się któż to taki, Wełnista Mszyco – uśmiechnął się. – Jednak jestem pewien, że nasza nowa liderka byłaby ci bardzo wdzięczna, gdybyś wydała zdrajców. Wiem, że wiesz, dokąd poszli! Lepiej dla ciebie i dla Klanu Burzy, aby nie znaleźli azylu na waszych terenach. – Źrenice kocura zwęziły się w szparki. – Pamiętasz, co ci mówiłem podczas naszego ostatniego spotkania? – spytał, po czym nagle gwałtownie poderwał się z miejsca. – Ej! Uwa...
Mimo treningów z Przeplatkowym Wiankiem oraz z Oskrzydlonym Ognikiem Wełnista Mszyca nie miała wystarczająco siły w swych łapach, aby utrzymać się w nienaturalnej dla niej jako Burzaczki pozycji. Przy próbie poprawienia chwytu straciła oparcie, a chwilę później znalazła się na trawie przyprószonej śniegiem.
Upadek nie należał do delikatnych. Mimo że pole widzenia kotki otulił mrok, a tylna łapa była najprawdopodobniej stłuczona, medyczka na oślep podniosła się z ziemi, chcąc oddalić się od granicy. Wojownik Klanu Wilka coś do niej mówił, ta ignorowała słowa, jak i zdania, traktując je, jak najzwyklejszy bełkot czy szum w tle.
– Poczekaj! – zawołał głośno, stawiając łapę, na ogonie medyczki. – Jeśli w tym stanie wrócisz do obozu, twoi pobratymcy uznają, że ktoś cię zaatakował... Nie ktoś, tylko Wilczak – prychnął. Poruszył uszami, rozglądając się dookoła. – Chcę, tylko abyś mi powiedziała, dokąd udało się to stado szczurów i dlaczego ich tak bronisz. Wiem, że wiesz, dokąd poszli... Wojownikiem nie jesteś, ale powinnaś wiedzieć, że wojownik powinien być oddany wobec swojego klanu... Medyk również powinien stawiać na pierwszym miejscu dobro swego klanu i jego mieszkańców, a nie obcych, którzy jedynie sprowadzą na niego zgubę. Więc dlaczego?
– Dobrze wiesz dlaczego. Przykro mi, Wilgowa Goryczy. Nie wiem, dokąd poszli, a nawet gdybym wiedziała, nie powiedziałabym ci.
– Przemyśl to, dobrze ci radzę, Wełnista Mszyco... – syknął kocur.
To był koniec rozmowy, zakończony groźbą, jak i ostrzeżeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz