BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdka w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 14 czerwca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

06 czerwca 2026

Od Kosaćcowej Łapy (Kosaćcowej Grzywy)

Baaaardzo dawno temu… wyjaśnienie sprawy z Sosnową Gwiazdą
Kosaćcowa Łapa miał na celu rozdrażnienie dwóch kotek. Gniew dekoncentrował, przypuszczał kocur. Gdy Brukselka wskoczyła w walkę, ten po prostu westchnął ciężko i podbiegł do pobliskiego krzewu, szykując się do skoku na oszołomioną Sosnową Gwiazdę. Wysunął pazury, oczyścił umysł, tak jak kazał mu Miodowa Kora i skupił się tylko na starej kocicy. Przeskoczył z wysuniętymi pazurami nad krzakiem. Szybki jak wiatr skierował swoje ciało w stronę przywódczyni, aby zaorać jej straszną twarzyczkę jeszcze następnymi, brzydkimi bliznami. Grzywa dawała wrażenie młodego lwa, zaraz wkraczającego w dorosłość. Zasyczał, wykonując ciosy odważnie.
Z lwią odwagą i siłą, Kosaciec dał radę trafić przywódczynię. Nie, to za mało! Jej brzydki, czarny pyszczek był cały ulany krwią własną. Rany zadane przez Kosaćca były bardzo głębokie, prawie że na cały pysk kocicy. Ostateczny cios zadał w postaci kolejnego mocnego uderzenia pazurami w nią, a następnie ostrożnie odskoczył, doszukując się słabości u przywódczyni. Jego szyja była trochę ubrudzona krwią Sosnowej Gwiazdy, która spływała na jej oczy. Mogła nawet posmakować szkarłatnej cieczy, nie otwierając pyska.
Kotka była rozwścieczona! Tym razem Sosnowej Gwieździe udało się dosięgnąć łapami żółtodzioba. Masywną sylwetką powaliła go, spluwając prosto w ślepia kocura.
— Zasrany szczeniak Zalotnej, no kto by pomyślał! — wycedziła przez zęby, z pogardą patrząc na vana — Mam nadzieję, że mamusia jest dumna z takiego syna jak ty. Wstawiasz się za tą pokraką? Myślałam, że potomków kultystów stać na nieco więcej — zakpiła.
Kosaciec uniknął jakimś trafem uderzenia od masywnej kotki. Wstrzymał powietrze, gdy przywódczyni się odezwała.
— Co? — wyszeptał drżącym głosem — Ale... jak to!? — Obracał głową na boki w akcie desperacji. — Nie, to nie może być prawdą... Nie! — krzyknął. Jego źrenice rozszerzyły się, cały świat zawirował. Nie chciał o tym myśleć wcześniej. Był przekonany, że jego matka jest dobra... W końcu była dla niego dobra! A teraz, co!?
Kątem oka spojrzał na swe łapy ulane krwią. Takie same, jak wcześniej, gdy jeszcze byli przy wierzbie, ale gdy mrugnął... widok nie zniknął. To było naprawdę.
Nagle spojrzał się na nią ze spojrzeniem jak u zdziczałego, zajadłego lisa. Zmrużył oczy. Na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech. Zaśmiał się nerwowo. Krzyknął:
— Zamknij się, ty stara jędzo!
Obelg jeszcze więcej by poleciało, gdyby nie to, że rzucił się jak szczur z pazurami w stronę jej szyi. W jego umyśle był tylko widok zmasakrowanego ciała Sosnowej Gwiazdy. Śmierć.
Kosaciec gorączkowo próbował ją drasnąć, ale nie trafił. Nawiedzona uniknęła skierowanego ku niej ciosu, rechocząc przy tym ze wzgardą. W jej oczach odbijała się słabość i żałosność ucznia. Zaatakowała go ponownie, jednak nie kierując się ku szyi, by szybko skończyć jego życia, a ku delikatnej skórze pokrywającej jego brzuch. Nie zależało jej na tym ciele, zależało jej jedynie na wyżyciu się.
Kosaciec uniknął ciosu nawiedzonej. W jego uszach odbijał się rechot kotki. Miał nadzieję, że jego lwi, waleczny przodek będzie mu sprzyjać tym razem. Lub Klan Gwiazdy. Najwyraźniej jego modły zostały wysłuchane, gdyż poczuł, jak jakaś nieznana mu dotąd siła przejmuje kontrolę nad jego ciałem.
Każdy dech, każdy ruch wąsem i ciężkie sapnięcie czuł, że z kimś dzielił.
Zamrugał zdziwiony tym nagłym przypływem spokoju i pewności, znanego mu z kocięcych zabaw w żłobku, tuż obok ciepłego brzucha matki. Gdy otworzył swe ślepia, dostrzegł jaśniejący obrys lśniącej postaci, której przezroczyste łapy zdawały się wychodzić prosto z niego i sięgać ku ciele Sosnowej Gwiazdy. Obce pazury chwyciły się czegoś, co przypominało czarną, oplatającą liderkę pajęczynę, po czym pociągnęły z zatrważającą siłą, zrywając ją z głośnym wrzaskiem z Sosnowej Gwiazdy.
Nadprzyrodzona siła dodała mu pewności siebie. A wrzask Sosnowej Gwiazdy jeszcze bardziej go nakręcał! Nie zastanawiał się, od kogo mógł ją dostać. Od razu przeszedł do ataku. Prawą, tylną nogą dosięgnął początku jej brzucha. Następnie długie pazury wtopiły się w skórę. Łapa zaczęła schodzić w dół, zostawiając po sobie kilka długich, głębokich kresek, z których zaczęła kapać szkarłatna ciecz. Powoli i wolno, aby zadać dużo cierpienia Sosnowej Gwieździe. Tak dużo, ile się dało. Za Głupią Łapę. Za wszystkie koty, które były niewinne. Za wolność!
Kocica zaniosła się salwą kaszlu, gdy krew z uszkodzonych organów podeszła jej do gardła. Na jej pysku nie widać już było szaleńczego uśmiechu, a strach. Strach tym, że pazury Klanu Gwiazdy chwyciły jej czarną, zepsutą masę i powoli wyciągnęły z gospodarza, nie dając jej szansy na ucieczkę.
— Oczywiście, że sami byście nie wpadli na taki pomysł... Krchh, zapchlony Klan Gwiazdy! Nagle się obudziliście, świętoszki. Szkoda tylko, że tak późno.
Ruchy gwiezdnych łap również zdawały się wahać po czynie, jakiego dopuścił się Kosaćcowa Łapa, choć nie puściły zgniłej duszy potępionej.
Kocur ponownie przeszedł do ataku. Kosaciec nawet nie drgnął. Więc Klan Gwiazdy jednak nas nie opuścił, stwierdził. Miał nadzieję, że znowu trafi. Poczuł się nieco słabszy niż wcześniej, jakby Klan Gwiazdy się wahał. To go za bardzo nie obchodziło. Liczyło się, że wciąż jest silny. Jedyna krew, która była na jego futrze, to Sosnowej Gwiazdy. Był pewny, że ten cios ją zabije. W końcu skończy się tyrania. Strach przywódczyni go napawał.
Zaczął wtapiać swoje ciemno szkarłatne pazury w jej skórę, a następnie zadał jej rany. Krew trysnęła na jego pysk. Nie zlizał jej; nie chciał skazić swego żołądka tym mrocznym błotem niby jej krwią. Zmrużył oczy. Czuł nieprzyjemne ciepło na brzuchu, zapewne przez to, że nad nim skapywała krew z dolnej części ciała Sosnowej Gwiazdy.
Sosnowa Gwiazda ostatkami sił drasnęła kocura w wewnętrzną stronę przedniej łapy, spychając go przy tym z siebie. Jej oddech był ciężki, zmęczony, odsunęła się na bok, próbując odzyskać pełną kontrolę nad okupowanym ciałem Wilczej Tajgi, byleby nie dopuścić jej zbłąkanej duszy do powrotu.
Poczuł ból na przedniej łapie. Mimo tego wstał. Złapał kilka świeżych oddechów, przyglądając się przywódczyni. Sam nie dowierzał, że mógł ją dobić, nawet z pomocą Klanu Gwiazdy, ale teraz widział, że było to możliwe. Ciężki oddech, zmęczone ciało. Dziwne, że to cielsko jeszcze nie odmawiało posłuszeństwa. Może to przez to, że jest opętane? Pomyślał. Stanął pewniej, napuszył zakrwawioną — lecz nie we własnej krwi — grzywę i spojrzał jej w oczy. Po tym skoczył i rozdziawił szczękę ku jej szyi. To był jej koniec, był tego pewien!
Poczuł krew. Głębiej wtopił kły w jej krtań. Ciało zwiotczało po tym czynie, ale Kosaciec nie puszczał. Dopiero po dłuższej chwili puścił ją, cofając się o kilka kroków. Przyglądał się zmasakrowanemu ciału. Milczał, dokładnie obserwując jakiekolwiek oznaki życia przy Sosnowej Gwieździe. Zdawało się, że to koniec.
Czy tak miało smakować zwycięstwo? Czy mógł to w ogóle nazwać ,,zwycięstwem"? Nie cieszył się z tego, że wygrał, ale czy wygrał? Gdyby tak faktycznie było, nie musiałby tego chować przed całym Klanem Wilka; przed matką, ojcem, siostrą i mentorem. Mógłby swobodnie wrócić do obozu i objaśnić, że skończyły się rządy tyranek.
Ale nie mógł.
Przecież oni by go zamordowali. Kultyści, którzy niegdyś stanowili jego rodzinę, choć niektórzy nie z krwi. Do których mógł kiedyś dołączyć.
„Jeśli jestem synem kultystki” — pomyślał — „to znaczy, że... Jarzębinowa Łapa też zostanie kultystką!” — Przeszło mu przez myśl. Może uda mi się ją z tego bagna wyciągnąć, zanim będzie za późno, podjął.
Może jeszcze miał czas, aby naprawić relację z rodzeństwem.
Smaku zwycięstwa ani szczęścia lub jakiejkolwiek wolności nie czuł, a jedynie brud i krew. Był pobrudzony czymś, co było brudniejsze od błota.
Zemstą.
Nienawiścią.
Chęcią mordu.
Zobaczył, że to nie był koniec; Brukselka do tej pory nie poradziła sobie z Jadowitą Żmiją. Wiedział, że musiał pomóc, jego łapy same go ciągnęły. Chociaż rana bolała, nie mógł sobie pozwolić na tą chwilę słabości. Skoro zabił samą przywódczynię, to zastępczyni będzie jeszcze łatwiejsza. Z bliska zobaczył, jak bardzo poturbowana była Brukselkowa Łapa. W jego oczach malowało się współczucie dla starszej kotki. Ruszył do walki z pazurami, raz chybiąc, raz trafiając. Kończącym czynem było trafienie szczękami w szyję Żmii przez Brukselkę. Nagle coś czarnego zaczęło się rozpadać, fruwając na wszystkie strony. Wyglądało na to, że obie dusze w końcu wróciły tam, skąd przybyły. I wreszcie mogli zaznać odrobinę spokoju, tylko na chwilkę.
𓇚
Głupia Łapa w międzyczasie się ocknęła, brudząc trawę obok wymiocinami. Zabłąkana Łapa nie kryjąc swojego obrzydzenia wymiocinami, zrobił krok w tył. Dyszała ciężko przez jakiś czas, łapą próbując odnaleźć Zabłąkanego.
— Przyszliście — wyszeptała łamiącym się tonem, jak gdyby nie dowierzała, że jej znajomi z legowiska uczniów jednak się nią przejęli — Co z nimi? Czy to już koniec? — dodała pospiesznie, ze zmartwieniem kuląc uszu.
Srebrny kocur niezręcznie spojrzał się na liliową, myśląc nad tym, co powiedzieć.
— Tak tak... Przyszliśmy, ale proszę, nie wymiotuj na mnie... — rzucił, unikając łapą wymiocin, które znajdowały się przy uczennicy. — Z tego, co... Ahem! Z tego, co słyszałem, Sosnowa Gwiazda oraz Jadowita Żmija zostały pokonane. Serca ich przestały bić, a okrzyki walki dobiegły końca. To już koniec — odpowiedział. Kocur odwrócił swój wzrok, gdy usłyszał nagłe kroki. Był to Kosaćcowa Łapa, który podbiegł do dwójki.
— Obłąkana Łapo! Głupia Łapo! Wygraliśmy! — miauknął, nie zważając na fakt, że futro jego jest pokryte krwią obu kocic. Wymusił lekki uśmiech na pysku — Jak się czujesz, Głupia Łapo? — zapytał, co jakiś czas zerkając w stronę Zabłąkanej Łapy i Brukselkowej Łapy, która również do nich podeszła, choć nie tak szybko ze względu na rany.
— Och, ja... Ja tak się cieszę — mówiła, a jej głos drżał niczym osika smagana wiatrem — Nie, że w was nie wierzyłam, ale... Klanie Gwiazdy, to wszystko wydaje się nie być prawdą... — kontynuowała szeptem swój wywód, omiatając wzrokiem zebranych. Dopiero wtedy dostrzegła krew pokrywającą ich futra. — Brukselkowa Łapo! — pisnęła, a głos ugrzązł jej w gardle — Brukselkowa Łapo... — powtórzyła, nie mogąc z siebie wydobyć nic poza powtarzaniem imienia liliowej, intensywnie wgapiając się w jej rany — Jak... Jak wrócicie do obozu w takim stanie? — spytała, gdy udało jej się w końcu wysłowić.
— Nie mam pojęcia... — szepnęła, wpatrując się w swoje własne łapy.
— Może uda nam się jakoś wykorzystać fakt, że ostatnio po naszych terenach buszuje sobie jakieś chore stworzenie, które zabija wszystko, co napotka na swojej drodze? — zaproponowała.
— Myślicie, że to przejdzie? W Klanie Wilka zapanuje jedynie większy strach. Bestia, która pokonała ducha Mrocznej Puszczy i zastępczynię? Wiesz, jaka panika wybuchnie? — mruknął Zabłąkana Łapa, liżąc swoje futro na piersi kilkakrotnie.
Brukselka zastanowiła się na chwilę.
— A masz jakiś lepszy pomysł? Wolę, żeby koty bały się jakiejś nieznanej kreatury, niż żeby nas wyrzucili z klanu! — stwierdziła.
Głupia Łapa podwinęła ogon, próbując dosiąść się do pozostałych.
— Myślę, że gdyby się o tym dowiedzieli... to samo wyrzucenie z klanu byłoby nadzwyczaj łaskawą karą z ich strony — wymruczała, a jej uszy nieznacznie oklapły.
Kosaćcowa Łapa przysłuchiwał się dwójce kotów. Pochylił się do Głupiej Łapy, nie odwracając wzroku od uczniów i wyszeptał:
— Pomogę Ci znaleźć kryjówkę, jeśli zajdzie taka potrzeba — rzekł. — I będę cię odwiedzać, jeśli chcesz. Wiesz, dosyć samotnie teraz mi będzie w legowisku uczniów... — posmutniał. Skinął głową na słowa Głupiej Łapy. — No właśnie. Mistrzowie pewnie są jeszcze gorsi od niej, bo pewnie nie są opętani — stwierdził. — A jeśli się dowiedzą, to najłagodniejszą karą będzie Cisowe Tchnienie niosąca nam zatrute myszki z uśmiechem — dodał i się skrzywił. — Sądzę, że plan Brukselkowej Łapy jest bardzo dobry — i zwrócił się do najstarszej uczennicy: — Czy... Czy mogłabyś nam użyczyć troszkę swojego futra? — dodał pospiesznie. — Pewnie i tak ci szybko odrośnie, więc nie martw się!
Pomysł wydawał się dobry, więc się przyjął; zrobili to samo, co dziwne stworzenie z Wilczakami niedawno. Kosaciec spytał się najpierw czy mógłby użyczyć futra najstarszej uczennicy, na co – choć niechętnie – zgodziła się Głupia Łapa. Wepchnęli sierść pod pazury i w paszcze dwóch martwych kotek. Zajęli się upozorowaniem zabójstwa, aby wyszło, że znowu to dziwne stworzenie wróciło na wilcze ziemie.
Potem musieli porządnie zamaskować swoje zapachy. Przyszli nad rzekę, która dzieliła granicę z Klanem Klifu. Tam pozbyli się wszelkich dowodów z prądem rzeki. Następnie zamaskowali zapachy silnymi ziołami, które znaleźli niedaleko. Później Kosaćcowi łzawiły oczy.
Musieli pożegnać się z Głupią Łapą na jakiś czas. Kosaciec rzekł, że zaraz wróci, gdy odprowadzi koleżankę. Głupią Łapę prowadził Klan Gwiazdy do kryjówki. Kocur wtedy pojął, że gwiezdni wojownicy nie są tchórzliwi. Są nawet mądrzy.
Rozstali się przed terenami niczyimi. Kosaćcowa Łapa obiecał, że będzie do niej przychodzić co jakiś czas.
— Dziękuję, Kosaćcowa Łapo — rzekła lekko. Uśmiechnęła się łagodnie w stronę biało niebieskiego ucznia, wyczekując odpowiedzi.
Kosaciec już odchodził sztywno, smutny. Obejrzał się przez ramię na nią i rzucił beznamiętnie:
— Trzymaj się.
Głupia Łapa zniknęła w zaroślach. A potem ruszył do swoich znajomych z legowiska.
Podczas jego nieobecności Brukselkowa Łapa znalazła kilka kwiatków, którymi mogłaby zakryć szpetną ranę. Zapewne skończy ona jako blizna. Wrócił, gdy Obłąkaniec i Brukselka wymyślili plan, że mają skakać po drzewach. ,,Bawimy się w wiewiórki czy co?" zadrwił Kosaciec. Jednak i tak to zrobił, wolał nie ryzykować spotkaniem Jaskółczego Ziela.
Skakali przez dłuższą chwilę. Dziwił się, że Brukselka nadal była przytomna. Jego przednia, lewa łapa bolała bardziej niż przedtem, ale starał się to zignorować.
Gdy zeszli, byli bardzo blisko obozu. Usłyszeli spanikowany głos Jaskółczego Ziela, proszącą Zalotną Krasopanię na ubocze. Pewnie już wie, domyślał się. Przekradli się przez wejście podczas nieobecności jego matki pełniącej wartę, a następnie uciekli do legowiska uczniów. Kosaciec opadł na największe posłanie. Oczy same się zamknęły. Powieki odmawiały posłuszeństwa, gdy ten chciał je otworzyć. W końcu uległ i zasnął, kryjąc lewą łapę pod grzywą.
Miał nadzieję, że był to koniec.
Był zmęczony.
I wściekły.
Jeszcze przed wejściem Owocniaków do Świetlików…
Kosaćcowa Grzywa już pojął, iż gwiezdni tchórze zawsze pozostaną tchórzami. Dosyć długo zajęło kocurowi zaakceptowanie tych słów. Nie chciał ich dopuścić do siebie za wszelką cenę, ale po śmierci Jarzębiny… cały ten duchowy świat zaczął tracić sens. Sam nie wiedział jak się czuć po tym wszystkim. Miał płakać? Czy powinien? Czy był jakikolwiek sens lania łez na koty, które cię traktowały nawet pod koniec jak śmiecia? Miodowej Kory nie było, zniknął wraz ze swoim synalkiem. Szczawia też gdzieś wcięło z kremowym urwisem, natomiast został on, Mglisty Sen, Poziomek i Koniczyn. Był też Lisi Oset, ale jakoś się nim nie interesował. Nie, żeby był kimkolwiek ważnym dla Kosaćca. Zwykły przybłęda, ot co. Czemu miałby się nim przejmować…
Te rany nie zostały zagojone. Nigdy nie zostaną. Pozostałości tych odrażających istot nawiedzały go co noc, a nie mógł z tym nic zrobić. Zalotna Krasopani, Prążkowana Kita… brakowało tylko Jarzębiny, która go upokarzała coraz częściej. Miał jej serdecznie dosyć. O dziwo nie widział Strzępki.
Ostatnio odwiedził nową lokację na ich terenach; stare, metalowe, wielkie pudło z wejściem. Było w kolorach bardzo krzykliwych, ale Kosaćcowi to nie przeszkadzało. Bardziej go interesowało wnętrze; dziwne, wodne odbicie… ale woda się nie ruszała! Stała w miejscu. Dziwne, doprawdy dziwne. Ponadto widział coś w innych przedmiotach, których nie umiał określić. Zbudowane z drzewa, to na pewno. Mógł nawet otworzyć, choć z trudem. Coś tam było… może powinien się podzielić tym z innymi.
Wracając, na drzewach czasem widział niepokojące wronie czaszki. Zmarszczył brwi. Cóż to miało znaczyć? Ryś już nie było. Kto znowu terroryzował ich biedny las? Już dużo przeszli. Nie chciał kolejnego rozczarowania.
Wchodząc do obozu, spotkał tylko czarnego kocura z kozią bródką, a obok, w specjalnym dołku, Ryś, a bardziej tylko jej głodne oczy. Odchrząknął i odwrócił wzrok od niej. Wolał o niej nie rozmawiać. Zwłaszcza że to dzięki niemu tu się znalazła z nimi w tym obozowisku. Zaczął szukać więc wzrokiem Poziomka i Koniczyna. Nie wracali od jakiegoś czasu. Akurat zobaczył, jak dwójka poszukiwanych wchodzi do ich przytulnego, skąpanego we krwi niewinnego obozu. Uśmiechnął się i podszedł.
— Ej, Poziomeczku-ziomeczku, chodź ty no tu! — krzyknął puszysty, najstarszy zaraz po Rysim Tropie wojownik.
Oboje odwrócili się w kierunku uśmiechniętego Kosaćcowej Grzywy. Koniczyn skrzywił się. — Co tam, Kosaćcu? — zapytał Poziomkowa Polana, kuśtykając do byłego mentora z dziecięcym uśmiechem. Zapomniana Koniczyna widział, że szylkret szuka aprobaty Kosaćca. Niby ojciec i syn. Jak uroczo.
— A, no… znalazłem taką fajną przyczepę i chciałem ci pokazać. Chcesz ze mną iść?
Oriental wszedł pomiędzy nimi, psując rodzinną atmosferę.
— Nie może. On musi teraz odpoczywać…
Poziomkowa Polana niepewnie przeskakiwał pomiędzy nimi spojrzeniem. Skinął wręcz niezauważalnie chudemu wojownikowi. Kosaćcowa Grzywa prychnął, jednakże uśmiech nie zszedł z jego pyska.
— Jak sobie chcecie, maminsynki… pff… — wymamrotał, odwracając się w kierunku wyjścia.
Po chwili zniknął w czeluściach lasu, idąc do owej cyrkowej przyczepy. Musiał się dowiedzieć, co ta metalowa, wielka puszka skrywała.

[2714 słów]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz