– Kroplo? – zapytał.
– Tak…? – odpowiedziała niepewnie.
– Kiedy zaczniemy treningi?
Kotka zawiesiła się moment, jakby nadal próbując to wszystko przeanalizować. Nie udało się jej.
– Jutro – odpowiedziała cicho.
I następny dzień nadszedł dużo szybciej, niż kotka by chciała. Na początku wciąż trochę w to wszystko nie wierzyła, ale nic przecież nie mogła zrobić. Była teraz mentorką, musiała dać z siebie jak najwięcej. Dlatego, gdy tylko wywlekła się ze swojego posłania, poszła do posłania uczniów. Wzrokiem odnalazła Koniczynę i podeszła do niego.
– Powiedz mi… Co dokładnie potrafisz? – zapytała, uciekając gdzieś wzrokiem.
Nie chciała, aby niebieski musiał przechodzić drugi raz taki sam trening. Jeśli pozna dobre i słabe strony ucznia to będzie wiedziała, nad czym musi bardziej popracować.
– Wspinać się na drzewa i nawigować w tunelach.
Kotka pokiwała głową. Cóż, przynajmniej wspinaczkę miała z głowy…
– To zaczniemy od czegoś łatwego. Chodź.
Razem poszli nazbierać patyków, liści i mchu. Stróż nie odzywał się praktycznie wcale, czasem tylko wybierał lepszą rzecz.
– Teraz jest nas więcej. Więc trzeba zbudować posłania – uśmiechnęła się ciepło.
Zaczęła wyjaśniać, jak to się robi, przy okazji też pokazując. Była raczej cicha i cierpliwa, gdy Koniczyna sobie nie radził.
– Spokojnie. Za pierwszym razem nie wychodzi – poprawiła legowisko, aby to się trzymało, a potem przyjrzała się kocurowi.
Na jego ciele widniały blizny i Kropla zastanawiała się, skąd są. Nie mogła też powiedzieć, że czuła się szczególnie bezpiecznie przy kocurze, ale nie mogła narzekać. Jedynie co ją zastanawiało to, dlaczego były wojownik nie chciał znów obrać tej samej ścieżki. Byłoby łatwiej.
– Dlaczego stróż? – zapytała cicho.
<Koniczyno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz