— Smok, Mordor. Nie kłóćcie się — mruknął Gondor, a Mordor spojrzała na niego i zmrużyła wrogo złote oczka.
— Nu!! Ucis! — miauknęła, wskazując łapką na czarnofutrą.
Na te słowa Smok cała się najeżyła. Nikt nie będzie na nią łapą wskazywał! Wydała z siebie bojowy okrzyk — choć w tym przypadku był to raczej pisk — i niezdarnie wybiła się od ziemi na tylnych łapach, rzucając się prosto na swoją siostrę.
Obie upadły na ziemię z hukiem, czemu towarzyszyły przerażone głosy dwójki rodziców.
— Misia stlafo! — burknęła czarna szylkretka, przygważdżając Mordor do ziemi i przykładając łapę do jej policzka. — Ni becies mi mófic, co mam lobic! — dodała, wymachując ogonkiem na boki.
W tej samej chwili na miejsce zdarzenia przybiegł białofutry kocur i ostrożnie odciągnął Smoka od siostry. Jednak gdy tylko wypuścił ją ze swoich szczęk, szylkretka niemal jak namagnesowana znów przylgnęła do Mordor, chcąc jej nakopać.
Gondor ponownie złapał młodą buntowniczkę za skórę na karku i tym razem zaniósł ją do Rohan. Gdy Smok została opuszczona na ziemię, ponownie próbowała się wyrwać, lecz tym razem przeszkodziła jej w tym łapa mamy.
— Oj nie! Nigdzie się nie wybierasz po tym, jak nawywijałaś! — zagroziła srebrzysta, kręcąc głową z rezygnacją.
— Ale to Moldol zacela! Ja sie tyko blonilam! — odparła oburzona, po czym rozejrzała się wokół. Jej wzrok w końcu natrafił na jasną szylkretkę, na co Smok skwasiła się i posłała jej pełne złości spojrzenie. Jeszcze kiedyś się na niej zemści!
Czas na zemstę w końcu nadszedł. Smok poruszała się już znacznie sprawniej, a to oznaczało jedno — walczyła lepiej! Na pewno lepiej od Mordor i Pierścienia razem wziętych!
Właśnie dlatego, gdy jej siostra, niczego nieświadoma, siedziała na posadzce żłobka, Smok postanowiła zakraść się do niej od tyłu. Gdyby zauważyła to Rohan, najpewniej od razu by się odezwała i zepsuła efekt zaskoczenia, ale na szczęście zajmowała się teraz Pierścieniem i myła jego futerko po tym, jak ostatnio zapomniała to zrobić. Taka była roztrzepana...
Gdy czarna szylkretka znalazła się wystarczająco blisko, rzuciła się na Mordor. Najpierw uderzyła ją w kark, przez co jasnofutra pochyliła się do przodu. Smok straciła jednak przyczepność i zamiast triumfalnie powalić siostrę, sama wylądowała przed nią na ziemi, podczas gdy Mordor zaczęła coś burczeć pod nosem.
Smok szybko się otrzepała i z niewzruszonym wyrazem pyska zwróciła się do siostry:
— Malny z ciebie będzie Owocniak! — stwierdziła, wypinając dumnie pierś. — Ja zostanę wojownikiem i wszyscy będą mnie wielbić! — ciągnęła, śmiejąc się z nieuwagi siostry.
— Nu!! Ucis! — miauknęła, wskazując łapką na czarnofutrą.
Na te słowa Smok cała się najeżyła. Nikt nie będzie na nią łapą wskazywał! Wydała z siebie bojowy okrzyk — choć w tym przypadku był to raczej pisk — i niezdarnie wybiła się od ziemi na tylnych łapach, rzucając się prosto na swoją siostrę.
Obie upadły na ziemię z hukiem, czemu towarzyszyły przerażone głosy dwójki rodziców.
— Misia stlafo! — burknęła czarna szylkretka, przygważdżając Mordor do ziemi i przykładając łapę do jej policzka. — Ni becies mi mófic, co mam lobic! — dodała, wymachując ogonkiem na boki.
W tej samej chwili na miejsce zdarzenia przybiegł białofutry kocur i ostrożnie odciągnął Smoka od siostry. Jednak gdy tylko wypuścił ją ze swoich szczęk, szylkretka niemal jak namagnesowana znów przylgnęła do Mordor, chcąc jej nakopać.
Gondor ponownie złapał młodą buntowniczkę za skórę na karku i tym razem zaniósł ją do Rohan. Gdy Smok została opuszczona na ziemię, ponownie próbowała się wyrwać, lecz tym razem przeszkodziła jej w tym łapa mamy.
— Oj nie! Nigdzie się nie wybierasz po tym, jak nawywijałaś! — zagroziła srebrzysta, kręcąc głową z rezygnacją.
— Ale to Moldol zacela! Ja sie tyko blonilam! — odparła oburzona, po czym rozejrzała się wokół. Jej wzrok w końcu natrafił na jasną szylkretkę, na co Smok skwasiła się i posłała jej pełne złości spojrzenie. Jeszcze kiedyś się na niej zemści!
* * *
Właśnie dlatego, gdy jej siostra, niczego nieświadoma, siedziała na posadzce żłobka, Smok postanowiła zakraść się do niej od tyłu. Gdyby zauważyła to Rohan, najpewniej od razu by się odezwała i zepsuła efekt zaskoczenia, ale na szczęście zajmowała się teraz Pierścieniem i myła jego futerko po tym, jak ostatnio zapomniała to zrobić. Taka była roztrzepana...
Gdy czarna szylkretka znalazła się wystarczająco blisko, rzuciła się na Mordor. Najpierw uderzyła ją w kark, przez co jasnofutra pochyliła się do przodu. Smok straciła jednak przyczepność i zamiast triumfalnie powalić siostrę, sama wylądowała przed nią na ziemi, podczas gdy Mordor zaczęła coś burczeć pod nosem.
Smok szybko się otrzepała i z niewzruszonym wyrazem pyska zwróciła się do siostry:
— Malny z ciebie będzie Owocniak! — stwierdziła, wypinając dumnie pierś. — Ja zostanę wojownikiem i wszyscy będą mnie wielbić! — ciągnęła, śmiejąc się z nieuwagi siostry.
<Siostlo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz