– Dzięki, na pewno się przyda.
Następnie usiadła i razem z burym zaczęli jeść swoje gryzonie.
***
Kłapoucha przewróciła się na drugi bok w posłaniu. Miała znów pójść spać, gdy nagle przypomniała sobie o treningu. Szybko wstała, zeskoczyła i podreptała do wyjścia z obozu. Nie było to dla niej zaskoczeniem, gdy czekał na nią Czereśnia, czego nie mogła powiedzieć o Kurce.
– Witaj, Czereśnio! Witaj, Kurko! – zaraz po niej przybył Borowik, który stanął zaraz obok niej.
– Dzień dobry, Kurko! O, dzień dobry, Czereśnio – dodał, gdy zobaczył przywódcę.
– Witajcie, Wrono oraz Borowiku – odpowiedział czekoladowy. – Pewnie się dziwicie czemu ja i Kurka siedzimy razem, otóż będziecie dziś razem ćwiczyć techniki walki. Borowiku, poćwiczysz siłę, a ty, Wrono, kompulsywność.
– Chodźmy na polanę, im więcej czasu, tym lepiej – miauknął pomarańczowoki kocur.
***
Słońce grzało niemiłosiernie, promienie padające na jej długie, ale i czarne futro sprawiały, że czuła się jak w środku ognistej żółtej kuli. Jak dobrze, że na terenie Owocowego Lasu z każdej strony rosły drzewa, ale i pod nimi było nieco duszno. Kurka stanął, odwrócił się do uczniów i rzekł:
– Tu będziemy się uczyć. Borowiku, ty będziesz broniącym, a ty, Wrono, atakującym.
– Dobrze, Czereśnio! – odpowiedzieli w tym samym momencie i poszli na pozycję.
Wrona ruszyła do biegu i odbiła się od ubitego gruntu. Borowik odsunął się na bok, a kotka wylądowała na ziemi. Bury kocurek chciał wskoczyć na nią, lecz kłapoucha przeturlała się i zabiła wzrokiem ucznia. Ona była mniej doświadczona i porywcza, ale też silniejsza i bardziej zdeterminowana. Zrobiła zamach jakby do skoku, uczeń podniósł głowę, zapewne jakaś taktyka, której się wcześniej nie uczyła, ale bury zrobił dla niej miejsce, by walnąć w łapę i go przewalić, jednakże on w porę się zorientował i schował brzuch, przygniatając przy tym łapę Wrony. Kotka syknęła, wyrwała łapę, lecz Borowik ją złapał za kark. Nie mocno, by ją zagryźć, lecz to ją unieruchomiło. Zanim udało jej się wyrwać, bury uderzył ją łapą, a ona poleciała do tyłu. Oczy jej były lekko otworzone, lecz nie na tyle, by pokazać, że się przestraszyła. O nie, nie ma takiej opcji, aby tak łatwo została pokonana, o nie! W jej oczach zapalił się demon z podziemi i szybko wróciła do ataku. W tym harmidrze nie było słychać Czereśni i Kurki rozmawiających ze sobą.
– Czereśnio, powiedz mi, dlaczego chciałeś, by Wrona i Borowik walczyli ze sobą? Ona jest młodsza o pięć księżyców!
– Chce jej pokazać, że porażki nie są czymś złym, a Borowik jest dobrym walczącym, ale nie jest brutalny. Dobrze go wyszkoliłeś.
– Dziękuję – mruknął liliowy i wrócili do oglądania treningu uczniów. Obecnie dymna przyczepiła się do ucha burego, a on próbował ją z siebie zrzucić. Borowik zamachnął się i odczepił od siebie uczennicę. Szybko zareagowała i zgrabnie wylądowała na cztery łapy. Znów ruszyła na kocurka, gdy poczuła przeszywający ból w kręgosłupie, zatrzymała się oraz zacisnęła zęby. Zaniepokojony mentor podbiegł do niej.
– Wrono, co się dzieje? Zostałaś zraniona?
– Chyba nie – wydyszała. – To ten ból, lecz większy.
– Musimy iść z tym do uzdrowicieli – rzekł czekoladowy i mruknął jeszcze do dymnej. – Możesz chodzić?
– T-tak, dam radę.
– Nie zmuszaj się, jeżeli bardzo cię boli, poniosę cię na plecach.
– Nie, n-naprawdę, dam radę – powiedziała i ruszyła w kierunku obozu.
***
– Dzień dobry, Wiciokrzewie, nie przeszkadzamy?
– Dzień dobry, Czereśnio, proszę, wejdź.
– Wrona ma nawracające bóle kręgosłupa, ten był silniejszy od poprzedniego. Obejrzysz ją?
– Oczywiście.
Wrona weszła do legowiska cała spięta z bólu.
– Połóż się na brzuchu, zobaczę twój kręgosłup.
Wiciokrzew lekko dotknął pleców uczennicy.
– Ała! – syknęła kłapoucha.
– Hmm… połóż się na boku – rzekł uzdrowiciel.
Gdy uczennica to zrobiła, kocur lekko ucisnął bok.
– Pomaga?
– Nie.
Wiciokrzew przechylił głowę na bok. Po chwili rzekł:
– Rozciągnij się jak po drzemce.
Dymna od razu się posłuchała.
– A może teraz lepiej?
– Tak, lepiej – miauknęła z wielką ulgą.
– W takim razie musisz rozciągać kręgosłup, jakieś kilka chwil powinno wystarczyć. Ćwiczenia powinny pomóc.
– Och, dziękuję, Wiciokrzewie! – zamruczała czarno-biała i wyszła od medyka.
– I jak, Wrono? – zapytał zmartwiony Czereśnia.
– Wszystko dobrze, dziękuję – odpowiedziała.
– Na dzisiaj koniec treningu, możesz coś zjeść – rzekł przywódca.
– Dobrze, do widzenia, Czereśnio! – machnęła ogonem na pożegnanie i odeszła do stosu zwierzyny.
– Wrono, wszystko dobrze? – zapytał zmartwiony Borowik. – Nie zraniłem cię?
– Nie, to nie twoja wina – położyła ogon na barku burego.
– Uf, to dobrze. Królika? – zaproponował.
– Chętnie, jestem głodna jak wilk! – zaśmiała się i zatopiła zęby w zadzie zwierzyny.
– Ładna pogoda, ale niemiłosierna – wystękał kocur.
– To prawda. Napiłabym się. Idziesz ze mną?
<Borowiku?>
[727 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz