*nieco przeszłość*
Krokusowa Kruchość uwielbiała momenty, gdy wszyscy członkowie klanu wspólnie gromadzili się w Grocie Pamięci, aby wysłuchać opowieści kronikarzy. Lubiła ten moment, gdy większość kotów mogła sobie pozwolić na chwilę przerwy od codziennych zadań. Zawodzące Echo zajął miejsce na na kamiennym podwyższeniu tuż przed Króliczą Gwiazdą skrytym we wnęce. W przeciwieństwie do syna, starszy nie wyglądał na zainteresowanego opowieścią Wędrującego Nieba. Jego spojrzenie utkwione było na ścianie zdobionej przez odciski wojowników.
Krokus przez chwilę zaistniała się, cóż takiego zaprząta umysł lidera i dlaczego zamiast słuchać opowieści, która najpewniej już słyszał nie raz, woli wpatrywać się w różnokolorowe odciski współbratymców.
Jedno z kociąt Rudzikowego Skrzydła nadępnęło jej na ogon podczas zmiany miejsca. Biało-kremowa kotka za bardzo była pochłonięta opowieścią , jak i znalezieniem się jak najbliżej Wędrującego Nieba, dlatego też z jej pyszczka nie padły żadne przeprosiny.
Krokusowa Kruchość spostrzegła, że jej siostra, Srebrzysta Równonoc spogląda karcąco na kotkę, po czym przenosi spojrzenie na jej matkę, być może licząc na to, że srebrzysta przeprosi za zachowanie córki.
– Nic mi nie jest siostrzyczko – miauknęła łagodnie Krokus, starając się mówić cicho, aby nie przeszkodzić pozostałym w słuchaniu, a tym bardziej w opowieści Wędrującemu Niebu. Nie chciała, aby podczas wspólnego spędzania czasu doszło do jakiś kłótni między kotami.
Na potwierdzenie swoich słów delikatnie poruszyła ogonem. Zresztą łapa Perłówki była malutka, a kocie nie miało na tyle siły, aby wyrządzić krzywdę wojownicze oprócz chwilowego bólu.
– Czyli to ja będę tą, która będzie karcić twoje kocięta, bo ty pozwolisz im wchodzić sobie na głowę? – westchnęła niepocieszona wizją ciotki o twardej łapie, a może bardziej wizją Krokus, która jest ciągnięta za ogon czy ucho przez swoje pociechy.
– J-jakie kocięta... – pisnęła zawstydzona poruszonym tematem. Ogon, którym luźno poruszała momentalnie się naprężył, a spojrzenie utkiwła na swoich łapkach.
Zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia o czym w tym momencie mówi niebieski point, bo całkowicie przestała go słuchać. Jak dobrze, że kocur nie przepytywał swoich słuchaczy z tego, o czym mówił. Zawaliłaby odpowiedź, jak nic.
– No twoje. I Dzikiego Berberysa. – Srebrzysta Równonoc delikatnie szrutchnęła ramieniem siostrę. – Lubisz go, a on lubi ciebie. – Uśmiechnęła się. – Jest dobrym kocurem, więc nie mam powodu, aby go przegonić. No i odnoszę wrażenie, że sama jego obecność u twego boku cię uszczęśliwia.
Szara Skóra, który siedział za Krokus oraz Równonocą swoim chrząknięciem przerwał rozmowę sióstr. Krokus była za bardzo zawstydzona, aby coś powiedzieć, a tym bardziej obejrzeć się za siebie, więc jedynie skuliła się, pragnąc w tym momencie być niewidzialna.
Lubiła Dzikiego Berberysa, ale rozmowa z siostrą zafundowała jej niezły mętlik w głowie. Nigdy nie wyobrażała sobie, aby stworzyła oficjalną parę z rudym kocurem, a tym bardziej parę z gromadką kociąt. Wystarczyło jej, że od czasu do czasu mogli ze sobą porozmawiać, udać się na polowanie czy popatrzeć w gwiazdy nocą. Nie oczekiwała niczego więcej. Może dlatego też, że nie czuła się wystarczająco odpowiednia dla rudego kocura i wiedziała, że ten nie wybrałby jej. W końcu nie była ładna, jak pozostałe kotki w Klanie Burzy, a w dodatku była słaba i chorowita. Była marną kandydatką na partnerkę, a tym bardziej matkę.
Srebrzysta Równonoc cicho zachichotała, dostrzegając zakłopotanie na pyszczku Krokus. Delikatnie pogładziła burą po łebku swym ogonem, chcąc dodać jej otuchy. Krokus natomiast zamknęła oczy, próbując z całych sił skupić się jedynie na słowach, które opuszczały pysk Wędrującego Nieba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz