– O-oczywiście, książę Rogaty Flamingu. Poproszę o możliwość opuszczania obozu Mandarynkowej Gwiazdy, gdy wojownicy udadzą się na...
– Opuścisz obóz teraz – nakazał, wpatrując się w swoją łapę, na której znajdował się ususzony kwiat. Kocur go strzepnął i przeniósł spojrzenie na szylkretkę. – W przeciwieństwie do ciebie nie mam czasu czekać całego dnia, aż w końcu raczysz przynieść mi kwiaty.
– N-nie mogę sama opuszczać obozu... – miauknęła, przypominając kocurowi zasadę, jaka ją obowiązywała. Co prawda raz się wymknęła, łamiąc tym samym regułę, czego później żałowała, jak i czasami Błękitna Laguna kazał jej samotnie udać się poza obóz, jednak ostatnimi czasy, tuż po tragedii, jaka spotkała Klan Nocy z powodu Mysiomózgiej Łapy i odejściu Borówkowej Słodyczy oraz Tojadowej Kryzy mogła opuszczać obóz jedynie w towarzystwie przynajmniej jednego wojownika, który sprawował swoją rolę dłużej niż kwadrę. – A najbliższy patrol łowiecki opuści obóz dopiero w południe. Czy możesz poczekać do tego czasu, książę Rogaty Flamingu?
Kocur uniósł łapę do pyska, wyglądając przy tym na mocno zamyślonego. Mruczał cicho, aż w końcu z jego pyska padła odpowiedź:
– Nie! – serce Fląderki przyspieszyło bicia. – Nie mów, że nie pamiętasz moich słów, dotyczących tego, co się stanie, gdy nie podołasz i nie spełnisz mojego rozkazu? Masz mi w tym momencie przynieść świeże kwiaty i ani uderzenia serca później.
Szylkretka przełknęła ślinę. Pamiętała groźbę Flaminga, gdy ten zagroził jej jako mały kociak, że lepiej dla niej, aby nigdy mu się nie sprzeciwiła. Dlatego starała się zawsze spełniać wolę młodego księcia, czasami używając zamienników rzeczy, jak to było w przypadku jego pragnienia otrzymania gwiazd.
Fląderka nerwowo rozejrzała się dookoła siebie, starając się pochwycić spojrzeniem kota, z którym mogłaby opuścić obóz.
"Rezedowa Łapa? Nie, głuptasie, on jest przecież uczniem. Poza tym jego mentorka znajduje się teraz w kociarni..."
Ulewny Szkwał na pewno by jej odmówił, jednak może by zdecydował się udać z nią poza obóz, gdyby wyjaśniła mu, że nie zbiera tych kwiatów dla siebie, tylko dla Rogatego Flaminga?
"A może Urodziwy Szafirek? Albo Liliowa Pieśń?"
Spojrzenie zatrzymała na dwójce kotek, siedzących po przeciwnej stronie obozu i dzielących języki. Rozmawiały o czymś żarliwie, co jakiś czas spoglądając w kierunku Fląderki oraz Rogatego Flaminga. W końcu jedna z nich podniosła się i ruszyła w stronę Fląderki.
Fląderka stała teraz pomiędzy wojowniczką a wojownikiem, będąc niczym żywa tarcza Rogatego Flaminga. Co prawda nie mogłaby go obronić, gdyby ktoś zechciał go zaatakować, jednak wiedziała, że szylkretka nie jest na tyle głupia, aby podnieść łapę na kota z królewskiego rodu. Ale mogła użyć słów, które mogły zaboleć kocura.
– Nie wstyd ci, Glonojadowy Pysku? Zyskałeś miano wojownika, a wciąż zachowujesz się jak rozwydrzone kocię! – zmarszczyła brwi. – Powinieneś przestać wysługiwać się Fląderką. Masz cztery sprawne łapy, więc możesz sam udać się po to, co zamierzałeś jej zlecić.
Na dźwięk książęcego przezwiska Fląderka zrobiła wielkie oczy. Glonojadowy Pysk? Nie brzmiało to miło, w szczególności z pyska szylkretki, jednak może to był jakiś inside joke między tą dwójką? Albo miano wojownicze, które mały Flaming za kociaka otrzymał, gdy się bawili w klan? Fląderka zbaraniała, nie wiedząc, co ma zrobić. Przeniosła spojrzenie na pointa, który o mało co nie spalił się ze wstydu, gdy pojął, jak właśnie został nazywany.
– Książę Rogaty Flaming nie wysługuje się mną... – podjęła łagodnie Fląderka, stając w obronie królewskiego potomka. Młodsza kotka obrzuciła niedowierzającym spojrzeniem odrzutka. Liliowa Pieśń powoli zbliżyła się do trójki kotów, trzymając się nieco z tyłu Urodziwego Szafirka. – Przed chwilą sama zaproponowałam mu wymianę uschniętych kwiatów, które zdobią jego ogon. D-dbam o jego dobry wygląd i imię... Sprawia mi to przyjemność... Właśnie mieliśmy wspólnie udać się poza obóz, prawda książę Rogaty Flamingu? – spytała, spoglądając na kocice, licząc na to, że książę nie zechce się wyprzeć jej wersji, którą na poczekaniu wymyśliła, aby uniknąć wyśmiewania go przez dwie wojowniczki. – D-dla was również mogę przynieść potem kwiaty, inne, jeśli będziecie miały ochotę przyozdobić swoje futerko. Oczywiście, jeśli przeprosicie księcia...
Obie kotki wymieniły ze sobą porozumiewawczo spojrzenie, jednak nic więcej nie powiedziały. Skupiły natomiast spojrzenie na młodocianym księciu, którego skóra pod futrem musiała być w kolorze pomidora. Fląderka również wlepiła spojrzenie swoich brązowych oczu w pointa. Gdyby naprawdę zechciał się z nią udać poza obóz, otrzymałby świeże kwiaty w parę uderzeń serca i nie musiałby czekać na powrót Fląderki, tylko mógłby od razu wymienić suche kwiaty na świeże.
Był wojownikiem. W dodatku dłużej niż kadrę. Gdyby zechciał, mogłaby razem z nim opuścić obóz. W dodatku wspólnymi siłami udałoby im się utrzeć nosa dwóm kotkom, które niepotrzebnie starały się wtrącić w ich rozmowę i przeszkodzić Fląderce w wykonaniu zadania. Właściwie, może powinna im podziękować? Bo dzięki nim może uda jej się spełnić rozkaz szybciej niż planowała i nie będzie jej czekał gniew Rogatego Flaminga.
<Rogat? Flądra awans na bodyguarda>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz