***
Kiedyś
Mglisty Sen popatrzył na rybę, którą ta mu zaoferowała. Nigdy nie jadł takiego pożywienia i nawet nie wiedział, jak ono smakuje. Podszedł do złowionej zdobyczy przez nieznajomą, zamierzał wziąć ją do obozu Świetlików, by tamci się najedli.
— No chyba nic się nie stanie, jak chwilę jeszcze ze mną zostaniesz, co? — powiedziała do niego z chytrym uśmieszkiem na pyszczku.
Ten się zawahał. Pewnie Jarzębinowy Żar wraz z innymi zaczęliby się przejmować jego brakiem obecności w ich prowizorycznym obozie.
— Mogę z tobą zostać, jednak ja mam gdzie się przespać, a ty raczej niekoniecznie. Znasz ten las?
Uśmieszek z pyszczka kotki opadł, jednak nie odpowiedziała mu jednoznacznie. Chociaż mógłby jej pokazać, gdzie mogłaby zostać na noc.
— Znam kilka przyjaznych miejscówek w tym lesie, gdzie mogłabyś się przespać. Jednym z nich jest obóz Świetlików. Chociaż nie wyglądasz jak ktoś, kto chciałby spać w nieznajomym gronie.
— I masz rację. Czy ja wyglądam na kogoś, kto ufałby kotu, który nagle wyszedł z lasu?
Przeczesał swoją brodę pazurami, udając zamyślonego, chociaż dobrze znał odpowiedź na to pytanie.
— Wątpię.
— Czyli jesteś całkiem bystry.
— Dziękuję za komplement. Czyli przyjmiesz moją pomoc?
— Chyba nie mam innego wyboru. Tylko uważaj, jestem czujna i nie zamierzam nabrać się na jakieś twoje sztuczki.
— Rozumiem, nie zamierzam zrobić czegoś niecnego — starał się uspokoić kotkę. — Postaram się, żebyś znalazła jakieś przytulne miejsce i na drugi dzień ruszyła w drogę lub została na miejscu.
Kotka zadowolona z jego odpowiedzi skinęła mu głową i wzięła się za jedzenie swojej rybki. Kiedy skończyła, zaprowadził ją w kilka miejsc, pokazując jej nory, dziuple lub zaciszne krzewy, w których mogłaby się skryć na noc. Ostatecznie nieznajoma wybrała sobie jej nowe przytulne miejsce do spania. Skinął jej głową i skierował się do obozu Świetlików wraz z prezentem od biało czarnej kotki. Rybę położył po cichu przed śpiącą Jarzębinowym Żarem, a on położył się na własnym posłaniu obok Zapomnianej Koniczyny.
***
Dni i księżyce mijały. Świetliki doczekały się obozu i wszystko szło całkiem gładko. Mimo ich małej społeczności tak jedzenia, jak i ziół było w bród. Medycy pracowali dość ciężko, a ich praca przynosiła swoje owoce, gdyż Porywisty Dąb wraz z Poziomkową Polaną odzyskiwali swoją mobilność.
Mglisty Sen przez ten czas czasami widział w lesie sylwetkę nieznanej mu kotki, która raz pozwoliła wziąć swoją rybę. Czasami wracał myślami do ich rozmowy, jednak nie odgrywało to jakiegoś większego znaczenia w jego codziennym życiu. Kotka była w jego jednym spotkaniu nieufna i bezpośrednia.
Był wczesny ranek, a na terenach klanów właśnie przesuwała się poranna mgła. Widział z daleka, jak na granicy z Klanem Burzy, przy Drodze Grzmotu przechodzi znana mu sylwetka kota czarnego vana. Dokładnie z takimi plamami czerni, jak ta nieznajoma, która upolowała mu rybę.
“Niech Klan Gwiazdy ma Cię w opiece i oświetla Twoją ścieżkę” — pomodlił się w myślach.
***
Po strasznej rzezi Rysiego Tropu
Siedział w legowisku przywódcy, gdzie wcześniej siedziała oskarżona. Zastanawiał się, kogo dokładnie pozbawiła życia Rysi Trop. Przez jego myśli przebiegło wiele kotów, które odwiedzały tereny, które zamieszkiwały Świetliki. Równie dobrze ofiarą niebieskiej szylkretki mogły się stać Gałęzatka lub jej partnerka, Czereśni Pocałunek. Chociaż przez umysł czarnego solida przebiegła jeszcze jedna kotka. Biała w czarne łaty. Czy to jej żywot zakończyła Rysi Trop? Miał nadzieję, że nie.
“Klanie Gwiazdy, proszę z całego serca mego, z całej duszy swojej i woli. Ochroń wszystkich, których znam przed Rysim Tropem. Zatroszczcie się o kota, któremu skróciła żywot. Zasługuje ona na karę. Niech trafi do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, tam, gdzie reszta kultystów.”
< Przebiśniegu? >
Wstrzymana sesja
🌙🌌✨
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz