Kociaczki.
Patrzyłem w te duże, miodowożółte oczka Mordoru i czułem, jakby świat nagle przestał być nędznym padołem rozpaczy i cierpienia.
Nie, żebym kiedykolwiek miał takie odczucia co do świata. Po prostu utwierdziłem się w tym, że tak nie jest.
– Uh… no… chyba mogę cię… naucyc. Um. Nauczyć, znaczy – mruknąłem, układając leżący na ziemi świeży mech w kwadracik.
– Naucccyc się mówi! Nie „naucyc”!!! – pisnęła mała kotka, tupiąc łapką. – Nic a nic mówic ne umies!
Uniosłem lekko brwi.
Moje wypowiedzi są zawsze poprawne pod względem wszelkich zasad czy też norm, z odpowiednio dobranym stylem oraz tonem głosu. Ale… pamiętam, że jak ja byłem kociaczkiem, to maksymalnie dwa słowa umiałem na raz powiedzieć. Dlatego nie poczyniłem konstruktywnych, acz krytycznych uwag co do jej sposobu mówienia. No bo… mi by przykro było, jakby tak ktoś mówił. A nie wolno komuś przykro robić. Tak.
– Uhh – spojrzałem w bok. – No…
Zastanawiałem się nad tym, co powiedzieć. Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy.
– No dalejjj! Ucaj mne! – upominała się szylkretka, kładąc przednie łapy na kwadraciku z mchu pod moimi łapami, przepoławiając go.
Wzdrygnąłem się, patrząc na to.
– A…tak, tak – strzepnąłem uszami. – To słuchaj. Robimy tak. Uh. Musisz najpierw cały stary mech… Tak siup – zrobiłem gest łapką, jakbym wyrzucał go z legowiska.
Kotka otworzyła szerzej oczy, dopiero po chwili pojawiło się w nich zrozumienie.
– Aaa! Dobla!
Mordor zabrała się do roboty.
Zamaszystymi ruchami łap zaczęła wyrzucać cały mech ze swojego legowiska. Całość rozleciała się po żłobku. Kępka wylądowała prosto na mojej głowie. Nie poruszyłem się jednak.
– Gotowe! – miauknęła dumna z siebie kotka.
Jej uśmiech został jednak momentalnie zastąpiony przez przerażenie, gdy dostrzegła pełnię swojego dzieła.
– O nee! Bolowiku! Wybac! Ja pospsontammm!
Kichnąłem. Mech spadł z mojej głowy na bok. Strzepnąłem uszami.
– Nie szkodzi. Um. Potem… potem. Dokończmy to – usiadłem na ziemi. – Okej. Teraz to musisz świeży wziąć. I rozłożyć go tak… równomiernie. Połóż na środku wszystko i… rozprowadzaj naokoło…
Mordor wrzuciła świeży mech do swojego legowiska i starała się jak najdokładniej go rozłożyć. Skrzywiłem się lekko, gdy dostrzegłem, że stary mech ponownie znalazł się w środku i został wymieszany z tym czystym…
Ale dobra. Niech się uczy. Jak sobie pościeli tak się wyśpi. Znaczy… ona oraz jej rodzeństwo… plus matka czy też ojciec lub… ktokolwiek inny, kto również zdecyduje się tu spać w najbliższym czasie… I będzie na mnie, że nie umiem zwykłego mchu wymienić po tylu księżycach treningu.
Ugh. Co mi tam. Kociaczki są słodkie. Więc było warto narobić sobie dwa razy więcej pracy, by spędzić czas z Mordorem.
[408 słów]
<Moldol?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz