Niebo przestrzelone było wąziutkimi chmurami, a odcień intensywnego błękitu sprawiał, że gdy tylko spoglądała w niebo, oczy zaczynały ją nieco pobolewać, a w pysku wysychało. Trawa uginała się pod łapkami pręgowanej uczennicy. Wielu wojowników pochowało się w legowisku i odpoczywało, zażywając popołudniowej drzemki. W chwilach takich jak te wychodziło na to, że większość wolała polować i wykonywać swoje obowiązki dopiero wtedy, kiedy słońce zajdzie, a jego żarzące promienie przestaną prażyć każdemu uszy. Miodka dostrzegła swoją przyjaciółkę, Jesionową Łapę. Wyglądała na trochę zmęczoną. Ten ukrop z pewnością dawał jej do wiwatu… Podreptała do niej radośnie, a sucha ziemia skrzypiała jej pod poduszkami, zupełnie tak, jak trawa parę uderzeń serca temu.
— Słoneczko, czy chciałabyś może pójść ze mną nad jezioro, ale za dnia? Wykąpałybyśmy się i na pewno byłoby nam lepiej po takim schłodzeniu się — zaproponowała szczęśliwie, a liliowa w odpowiedzi zamyśliła się.
— Musimy zapytać Tygrysią Noc i Wilczy Skowyt. Ale tak, bardzo bym chciała, szczególnie z tobą — wymruczała, ogonem trącając towarzyszkę w bok, gdy jeden ze wspomnianych kocurów przechodził właśnie nieopodal, niczym na zawołanie. Dwójka podeszła do niego pospiesznie, z ogonami uniesionymi wysoko i nadzieją wymalowaną na mordce.
— Wilczy Skowycie, czy możemy pójść, się ochłodzić razem z Jesionową Łapą nad jeziorko? Możesz pójść z nami? I poinformować Tygrysią Noc? — złota zalała swojego mentora masą pytań, co wywołało na jego mordce lekkie zmieszanie, aczkolwiek nie zapowiadało się na to, żeby miał koniecznie im odmówić. Machnął ogonem.
— Hmm… dzisiaj jest rzeczywiście gorąco… — powiedział trochę do siebie. Wreszcie kiwnął głową. — Dobrze. Ale później, jak zajdzie słońce, odrobimy ten trening, żeby dzień nie poszedł na marne. Zgoda? — zaproponował, patrząc na swoją uczennicę.
Miodowa Łapa pisnęła z podekscytowania, a futerko najeżyło jej się niczym owieczce.
— Tak! Oczywiście! — wyświergotała, a jej ogon jakoś sam z siebie poszybował w kierunku barku Jesionki. — Wiedziałam, że się zgodzi! — powiedziała do zielonookiej już, patrząc teraz w jej kierunku. Uczennica odpowiedziała jej pogodnym uśmiechem.
— To teraz tylko ja muszę podpytać Tygrysią Noc, co o tym myśli. Może zabrałby się z nami — dopowiedziała spokojnie, a po tym zaczęła lustrować obóz spojrzeniem. Tygrysia Noc wyruszył na poranny patrol graniczny, dlatego powinien za niedługo wrócić razem z resztą swojej grupy. Miodowa Łapa nie sądziła, żeby miał cokolwiek przeciwko, aczkolwiek zawsze mogło okazać się, że mieli zupełnie inne plany na dzisiejszą naukę, a ona im je właśnie krzyżowała… Pokręciła głową. Nie. Nie robiła nic złego, chciała ochłodzić się i przy okazji spędzić bardzo miły czas z bliskimi jej kotami, w szczególności z Jesionką, jej słoneczkiem. Na myśl o tym jej pyszczek pokrył się delikatnym rumieńcem. Pręguska od jakiegoś czasu zaczęła zagrzewać specjalne miejsce w jej głowie. Złota często sama z siebie łapała się na tym, że rozmyśla o samopoczuciu bliskiej jakoś częściej, niż przedtem. W dodatku podczas każdego swojego wypadu czy treningu zastanawiała się, jak mogłaby sprawić, żeby Jesionka też mogła wziąć w tym udział… Poruszyła spokojnie wąsami, patrząc na pyszczek łaciatej. Gdy nawiązały kontakt wzrokowy, serduszko Miodek jakoś zabiło szybciej. Wyskoczyła przed siebie w kierunku tunelu, ponieważ do jej uszu dotarł dźwięk ugniatanego gruntu, a już po chwili wyłoniło się z niego paru wojowników, w tym rudzielec, którego szukały.
— Tygrysia Nocy! — zawołała i wyhamowała z szurnięciem idealnie przed kocurem. Zielonooki odsunął się odrobinę, jakby zmartwiony, że zderzy się z koteczką.
— Och! Miodowa Łapo, czy coś się stało? Prawie we mnie wbiegłaś… — powiedział, udając urażonego, aczkolwiek jego pysk szybko rozświetliło rozpromienienie. Pachniał leśnymi igłami oraz zapachem granicznym, a razem z nim wybrała się Dyniowa Skórka, Sowi Zmierzch, a także Kamienne Pióro. Miodowa Łapa nie znała ich za dobrze, aczkolwiek nie wyglądali na szczególnie nieprzyjemnych. Nie miała zresztą powodów do podejrzewania ich o coś takiego.
— Czy pójdziesz z nami, Jesionową Łapą i ze mną oraz Wilczym Skowytem nad jeziorko? Chciałybyśmy się ochłodzić, jest strasznie gorąco — poprosiła, robiąc do niego duże oczka. Jesionowa Łapa przystanęła obok, muskając końcówką ogona ten Miodowej Łapy. Pokiwała głową.
— Tak, prosimyyy — dopowiedziała spokojniej od swojej towarzyszki.
***
Chłodne, przyjemne powietrze biło ze strony wody, a ziemia naokoło przylgnęła do szorstkich powierzchni łap całej czwórki. Miodowa Łapa, czując tę nagłą ulgę, miała ochotę położyć się tutaj, w tym błocie i tak sobie poodpoczywać. Jej wzrok jednak przykuły ważki, których tutaj było zadziwiająco dużo. Rechot żab zadźwięczał jej w umyśle echem, momentalnie skupiając całą jej uwagę na sobie. Podreptała bliżej wody i już po ułamku sekundy jedna z żab wskoczyła z powrotem do wody z lilii wodnej, która nieśmiało trzymała się tafli wody, skrzącej się na najróżniejsze kolory, odbijającej jaskrawe promienie słońca. Wędrówka w to miejsce była tego całkowicie warta – teraz mogły się ochłodzić! Wskoczyła do wody, wydając przy tym pisk ekscytacji, niczym malutkie kocię, które pierwszy raz miało do czynienia z czymś nowym, ekscytującym.
— Słoneczko, nie masz odwagi wskoczyć tutaj ze mną! — zawołała, chcąc zaczepić w ten sposób liliową. Nie miała pojęcia, że Wilczaczka nie potrafiła pływać, jakoś domyślnie przyjęła, że będzie wiedziała jak unosić się na wodzie, jak ona… Miodek w domostwie miała kontakt z wodą, aczkolwiek był on rzadki i nie miała jakoś często okazji do tego, żeby się cała zamoczyć. W młodości miała go więcej, dzięki czemu nauczyła się nienagannie pływać, chociaż z pewnością nie byłaby w tym lepsza niż przeciętny kot należący do Klanu Nocy. Złota nie mogła jednak na to narzekać, była to cena, jaką musiała płacić, jeśli chciała utrzymać swoje złote futerko w idealnym porządku! Szum wody, przepiękny śpiew ptaków, przygłuszany momentami przez donośne brzęczenie owadów sprawiał, że miała ochotę położyć się tutaj spać. Było to dla niej na tyle kojące, że tuż po wynurzeniu łba, przyłapała się na lekkim rozkojarzeniu.
Jesionowa Łapa pokręciła głową.
— To prawda… — miauknęła cicho, czego Miodek nie usłyszała za dobrze, ponieważ miała w uszach wodę. Wyczłapała z wody na powierzchnię i otrzepała się z niej, przypadkowo mocząc koty obok.
— Przepraszam! — zauważywszy to, powiedziała pospiesznie. Szkoda, że tylko ona się zanurzyła… Wilczy Skowyt nagle wskoczył do wody, zabierając ze sobą Miodową Łapę, a w wyniku chaosu, Jesionowa Łapa również potknęła się i wpadła do wody, aczkolwiek wcale nie głęboko. Tygrysia Noc wyskoczył do przodu i chwycił ją za kark z wymalowanym poważnym niepokojem na pysku. Miodowa Łapa krzyknęła, zanim nie wylądowała z powrotem w wodzie. Wilczy Skowyt zaśmiał się głośno, dość beztrosko, a złota otrzepała uszy z wody. Czekoladowy wyglądał na wyjątkowo zrelaksowanego, przynajmniej nie sypał ostrymi słówkami…! I nie odpowiadał szorstko, miło było go zobaczyć w takim stanie. Miodowa Łapa poczuła, jak woda przymyka jej ślepia, a pysk staje się raz jeszcze cały mokry, gdy łapy zaczęły stykać się z mulistym gruntem pod nią. Woda kropelkami spływała jej z kłosów, gdy machała spokojnie łapami, żeby unieść się na powierzchni. Miodek poczuła się niezwykle rześko, właśnie takiej kąpieli potrzebowała…! Rozpościerający się dookoła las dodawał tej scenie niezwykle miłej nuty.
<Jesionowa Łapo?>
[1248 słów]
[25%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz