– Uh… Ja też lubię rozumieć… rzeczy różne. Bardzo nawet. Hm – mruknąłem, obserwując ją kątem oka.
Wnioskując po słowach Psianki oraz jej otwartego stosunku do mnie wysnuć można wniosek, że się dogadamy. Że jest miła. Dociekliwa. Normalnie to nie wysilałbym się na tłumaczenie. Nie lubię się tłumaczyć. Ale dla małych kociaczków zawsze robię wyjątki. Bo kocham kociaczki.
– Wiesz… um… czynność kopania faktycznie może doprowadzić do powstania dołu. Jednak nie to jest moim celem. Ja kopię dla samego kopania. Lepiej mi się… lepiej mi się egzystuje po tym, jak coś wykopię, wiesz? – wyjaśniłem cicho, wodząc łapą wokół krawędzi dołu. Dwa koła w lewo. Jedno w prawo.
Czarna koteczka uniosła głowę do góry, nie odrywając wzroku od wgłębienia pod jej łapkami.
– Aaa… Już chyba rozumiem, Borowiku! – Psianka pokiwała energicznie głową. Jej ogonek zadrżał lekko. – Mi chyba kopanie dołów nie pomaga w niczym. Ale właściwie nigdy nie próbowałam…
– Uh. Nie… nie próbuj. Nie, nie. Przynajmniej nie tu. Bo… nie potrzebujemy dziury na środku obozu. Jeszcze ktoś w nią wlezie i się połamie i umrze – jednym ruchem łapy zgarnąłem całą ziemię z kupki obok i zasypałem wgłębienie, rozglądając się dookoła.
Faktycznie trochę nie przemyślałem możliwych konsekwencji moich działań. Tak bardzo pochłonęło mnie kopanie, zawsze robię to raczej odruchowo niż świadomie.
– Hm. Uważać trzeba zawsze – dodałem.
Oczy Psianki otworzyły się szeroko i poderwała się na równe łapki.
– Ja uważam! Uważam zawsze, Borowiku. Na wszystkich. Naprawdę! Nie pozwoliłabym, żeby komuś się coś stało!
Uśmiechnąłem się lekko. Nie uśmiecham się często. I z reguły jest to właśnie w otoczeniu kociaczków.
– Hmm… Jesteś pewna? – uniosłem lekko brew, spoglądając na nią.
– Tak! – przytaknęła z entuzjazmem kotka.
– No dobrze… A jak byś zareagowała… – zamyśliłem się. – …Gdybyś zobaczyła kota, który szedłby, nie patrząc na drogę, prosto w stronę obślizgłego ślimaka, na którym mógłby nieźle wywinąć orła, połamać się i umrzeć?
<Psianko???>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz