Gnał zadowolony przed siebie, zostawiając swoją siostrę gdzieś w tyle. Z początku co prawda to ona była szybsza na wspólnych treningach, pewnie z powodu większego wyćwiczenia mięśni, jednak szybko ją nadgonił. Aż dziw, ile wytrzymałości i uporu znajdowało się w tym małym ciele. Zerknął okiem w tył by zobaczyć, jak daleko się znajduje a gdy dostrzegł postacie trójki kotów biegnące bliżej niż by się spodziewał, przyspieszył krzycząc przy tym jak pomyleniec, na pewno płosząc jednocześnie zwierzynę. Ale cóż mógł na to poradzić, to był krzyk bojowy który na pewno miał znaczenie w nabieraniu prędkości! Szkoda tylko, że nie mógł zobaczyć jak psyki dwóch dreptających za nim mentorów rzedną.
- Nie oddalaj się! - głos Poczciwego Szakłaka gdzieś rozległ się w tyle jego uszu, chociaż został zignorowany, ku niezadowoleniu starszego. W końcu kto by młodego powstrzymał! Jakiś mentor? Ha! Nie ma szans. W odpowiedzi zaryczał jeszcze głośniej, gardząc niemal powietrzem i potrzebną inhalacją, oczywiście wciąż przyspieszając, wyglądając przy tym jak mały pierd, albo inna nadzwyczaj irytująca mucha. Po dłuższej chwili jeśli tylko po drugiej stronie drogi grzmotu znajdował się jakiś owocowy kolega, mógłby dostrzec skołtunioną rudą kulkę.. lub też ją usłyszeć, gdy ta z poślizgiem zatrzymała się po drugiej stronie czarnej trasy.
- Wygrałem! Ha, wy leszcze! - skoczył zadowolony, przypominając sobie nagle o oddychaniu i dusząc się przez chwilę, walcząc ze swoim największym wrogiem - własnym organizmem. Głupie płuca, gdyby były bardziej pojemne i tak nie piekły, to życie stałoby się piękniejsze i o wiele łatwiejsze. W końcu po co im tlen? Gdyby były silne, to nie potrzebowałyby tlenu, a to czyniłoby też Bursztyna silniejszym. Oczywiście, nie, żeby był słaby... ale już wiedział, że na ten moment nie przezwycięży konieczności oddychania. Rozumie się, dowiedział się z autopsji. I pewnie dalej by się dusił i walił łapą w płuco by przestało dramatyzować, gdyby nie jakiś obcy kształt majaczący przy drodze. I to nie byle jaki! Miał cztery łapy, ogon, uszy... i na pewno nie należał do Klanu Burzy. Może do Owocowego Lasu? Bo na pewno nie był po swojej stronie granicy! I się gapił!
- Jo, czego strzępisz gały, co?! - zawołał mały wojownik w stronę obcego, wypinając dumnie swoją lichą pierś. - Kota nigdy nie widziałeś, dziwaku? Co? Skaczesz? No dawaj, dawaj na solo smrodzie! - bury pręgus zerknął na ucznia z zainteresowaniem, a gdy zaczął się zbliżać, coś się zakołysało i zabrzęczało. Dopiero wtedy do Bursztynowej Łapy dotarło, że obcy obwieszony był śmiesznymi rzeczami, których nigdy wcześniej na oczy nie widział. I najwidoczniej nie dane mu było się im bliżej tego dnia przyjrzeć, bo tamten po chwili zatrzymał się i drgnął, stawiając uszy na alarm, już po chwili odwracając się i gnając na drugą stronę rzeki po dziwnej kładce, znikając całkiem.
- Ha! Tchórz! - zawołał za nim mały smród, oglądając się w tym momencie na Żywiczną Łapę, która dobiegła cała zziajana i stanęła obok. - Widziałaś Żywica, jak go przegoniłem? Tak gnał, że aż mu z łap dymiło! Widocznie przestraszył się tych MięśNi~
Kotka jedynie kiwnęła głową.
- Obawiam się, że w tym wypadku był bardziej przerażony wizją dwóch dorosłych kocurów zmierzających w jego stronę - westchnął Oskrzydlony Ognik, rozwiewając dziecinną i nawiną wizję swojego siostrzeńca.
- Zrobił ci coś? Rozmawiałeś z nim? - Poczciwy Szakłak zbliżył się o krok, próbując ocenić stan swojego niesfornego podopiecznego, który pokręcił głową.
- Nuh-uh, no przecież uciekł to jak miałem rozmawiać nie? Z resztą ja bym się nie dał! By dostał w pysk, z wyskoku, rozbiegu i półobrotu! Ha! Tak o, po pysku pazurami! - zademonstrował swój zamach, w oczach dorosłych wyglądający niemal tak groźnie jak wyskakująca z futra randomowo w ciągu dnia pchła.
- Skoro nic ci nie jest, ze słuchem też w porządku, jak widać - zaczął spokojnie Poczciwy Szakłak, chociaż nie brzmiał na szczęśliwego. - To nie oddalaj się tak, szczególnie przy granicach! - westchnął, drgając ogonem. Z początku Bursztyn się skurczył i nic nie powiedział, ale gdy tylko mentor go minął i zaczęli wraz z drugim starszym iść przed siebie już nieco wolniej, ten zaraz się wyprostował i prychnął lekceważąco, zerkając na Żywicę.
- Też mi coś, jakby mi się miało co stać.
- Wiesz, myślę, że Poczciwy Szakłak ma rację, przecież ostatnio się tyle nieprzyjemnych rzeczy działo, że nawet dorośli boją się sami chodzić...
- Ta? Ale ja się nie boję - burknął naburmuszony, nie rozumiejąc podejścia siostry i mentora. Zwyczajnie się nie znali.
- Nie oddalaj się! - głos Poczciwego Szakłaka gdzieś rozległ się w tyle jego uszu, chociaż został zignorowany, ku niezadowoleniu starszego. W końcu kto by młodego powstrzymał! Jakiś mentor? Ha! Nie ma szans. W odpowiedzi zaryczał jeszcze głośniej, gardząc niemal powietrzem i potrzebną inhalacją, oczywiście wciąż przyspieszając, wyglądając przy tym jak mały pierd, albo inna nadzwyczaj irytująca mucha. Po dłuższej chwili jeśli tylko po drugiej stronie drogi grzmotu znajdował się jakiś owocowy kolega, mógłby dostrzec skołtunioną rudą kulkę.. lub też ją usłyszeć, gdy ta z poślizgiem zatrzymała się po drugiej stronie czarnej trasy.
- Wygrałem! Ha, wy leszcze! - skoczył zadowolony, przypominając sobie nagle o oddychaniu i dusząc się przez chwilę, walcząc ze swoim największym wrogiem - własnym organizmem. Głupie płuca, gdyby były bardziej pojemne i tak nie piekły, to życie stałoby się piękniejsze i o wiele łatwiejsze. W końcu po co im tlen? Gdyby były silne, to nie potrzebowałyby tlenu, a to czyniłoby też Bursztyna silniejszym. Oczywiście, nie, żeby był słaby... ale już wiedział, że na ten moment nie przezwycięży konieczności oddychania. Rozumie się, dowiedział się z autopsji. I pewnie dalej by się dusił i walił łapą w płuco by przestało dramatyzować, gdyby nie jakiś obcy kształt majaczący przy drodze. I to nie byle jaki! Miał cztery łapy, ogon, uszy... i na pewno nie należał do Klanu Burzy. Może do Owocowego Lasu? Bo na pewno nie był po swojej stronie granicy! I się gapił!
- Jo, czego strzępisz gały, co?! - zawołał mały wojownik w stronę obcego, wypinając dumnie swoją lichą pierś. - Kota nigdy nie widziałeś, dziwaku? Co? Skaczesz? No dawaj, dawaj na solo smrodzie! - bury pręgus zerknął na ucznia z zainteresowaniem, a gdy zaczął się zbliżać, coś się zakołysało i zabrzęczało. Dopiero wtedy do Bursztynowej Łapy dotarło, że obcy obwieszony był śmiesznymi rzeczami, których nigdy wcześniej na oczy nie widział. I najwidoczniej nie dane mu było się im bliżej tego dnia przyjrzeć, bo tamten po chwili zatrzymał się i drgnął, stawiając uszy na alarm, już po chwili odwracając się i gnając na drugą stronę rzeki po dziwnej kładce, znikając całkiem.
- Ha! Tchórz! - zawołał za nim mały smród, oglądając się w tym momencie na Żywiczną Łapę, która dobiegła cała zziajana i stanęła obok. - Widziałaś Żywica, jak go przegoniłem? Tak gnał, że aż mu z łap dymiło! Widocznie przestraszył się tych MięśNi~
Kotka jedynie kiwnęła głową.
- Obawiam się, że w tym wypadku był bardziej przerażony wizją dwóch dorosłych kocurów zmierzających w jego stronę - westchnął Oskrzydlony Ognik, rozwiewając dziecinną i nawiną wizję swojego siostrzeńca.
- Zrobił ci coś? Rozmawiałeś z nim? - Poczciwy Szakłak zbliżył się o krok, próbując ocenić stan swojego niesfornego podopiecznego, który pokręcił głową.
- Nuh-uh, no przecież uciekł to jak miałem rozmawiać nie? Z resztą ja bym się nie dał! By dostał w pysk, z wyskoku, rozbiegu i półobrotu! Ha! Tak o, po pysku pazurami! - zademonstrował swój zamach, w oczach dorosłych wyglądający niemal tak groźnie jak wyskakująca z futra randomowo w ciągu dnia pchła.
- Skoro nic ci nie jest, ze słuchem też w porządku, jak widać - zaczął spokojnie Poczciwy Szakłak, chociaż nie brzmiał na szczęśliwego. - To nie oddalaj się tak, szczególnie przy granicach! - westchnął, drgając ogonem. Z początku Bursztyn się skurczył i nic nie powiedział, ale gdy tylko mentor go minął i zaczęli wraz z drugim starszym iść przed siebie już nieco wolniej, ten zaraz się wyprostował i prychnął lekceważąco, zerkając na Żywicę.
- Też mi coś, jakby mi się miało co stać.
- Wiesz, myślę, że Poczciwy Szakłak ma rację, przecież ostatnio się tyle nieprzyjemnych rzeczy działo, że nawet dorośli boją się sami chodzić...
- Ta? Ale ja się nie boję - burknął naburmuszony, nie rozumiejąc podejścia siostry i mentora. Zwyczajnie się nie znali.
◂𓂃٭⋆☼⋆٭𓂃▹
Od strony dźganej dupy doszło zirytowane i zmęczone westchnięcie. Widocznie udawanie śpiącego nie podziałało i rzeczywiście trzeba się było zintegrować z tym rudym paskudztwem.
- Czego-... ekhm, potrzebujesz czegoś, Bursztynowa Łapo? - spytał Szara Skóra, unosząc się ospale i ciężko, zerkając nań spod ospałych powiek. - Dla ciebie Alba.
- Tak, panie starszy, słuchaj - w tłe dało się słyszeć markotne powtórzenie swojego starego imienia, z którym najwyraźniej nie mógł się rozstać - bo ty byłeś wśród tych tych, śmierdzących pieszczochów nie? Wśród włóczęgów? Tych co kradną?
- Tak, przez jakiś czas żyłem wśród ludzi.. ale na pewno nie wśród samotników, których tak opisujesz - odpowiedział starszy z niezadowoleniem poruszając uszami.
- No, więc wiesz pewnie, jak sobie z takimi poradzić, co? Może mają jakieś ukryte ruchy bitewne, albo super umiejętności, które wytworzone zostały w tym całym, jak mu tam, czarnym... szarym? Jakimśtam świecie! - Szary przez chwilę patrzył na młodzika oceniająco, zanim zabrał głos. Widocznie nie wiedział, czy strzępić sobie język czy wymyśleć jakąś szybką wymówkę, chociaż wyraźnie akurat to nie było dobrym pomysłem. Bursztyn bywał niezwykle dociekliwy i nie przyjmował byle jakiej za coś, co by go zaspokoiło.
- O niczym takim nie wiem, z resztą, jak już wspomniałem, ja wiodłem życie wygodne wśród dwunożnych - i chyba już od dawna żałował, że tamtą miejscówkę opuścił. - To takie same koty, więc jedyne co mogły wykształcić, to pewnie mocniejsze opuszki, by łazić po tym paskudnym betonie na zewnątrz.
- Aha, beton! Dobra, dzięki Szary Stary - podziękował oczywiście ładnie jak go uczono, zanim pomknął w stronę Żywicznej Łapy szykującej się do snu, by podzielić się nowiną o możliwie twardych opuszkach złych samotników. Nie wiedział jeszcze do czego mu będzie ta informacja potrzebna, ale na pewno będzie chciał wydoić z Alby tyle informacji, ile tylko się da. A wcześniej oczywiście, przygotuje się na starcie z jakimś paskudnym samotnikiem... taki był plan.
<1102 słów>
[biegi długodystansowe]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz